REKLAMA
REKLAMA

Mrużąc oczy: 1. kolejka Serie A

dodał: Tomasz Lubczyński  |  źródło: SerieA.pl  |  23.08.2016 22:52
Dlaczego mrużąc oczy? Bo jestem ślepy i często mrużę, gdy coś oglądam. A zazwyczaj widzę życie, które jest zbyt poważne, podobnie sprawy mają się z futbolem. Na szczęście piłka na Półwyspie Apenińskim często sprawia, że nie pozostaje nam nic innego, jak uśmiechnąć się i z politowaniem pokręcić głową. Jako wnikliwy, niestrudzony, masochistyczny i nieskromny obserwator calcio, chciałbym was zabrać w zakręconą podróż po stadionach Serie A i w krzywym zwierciadle podsumować wydarzenia z tej kolejki. Nie zapinajcie pasów i nie regulujcie monitorów – to i tak nie pomoże.

Wróciła. Patrzysz na nią tak jak zawsze, gdy wraca. Na pierwszy rzut oka nudna, przewidywalna, niezbyt ładna. Wprawdzie w towarzystwie nie wstydzisz się z nią pokazać, ale przy laskach kolegów to raczej szara myszka. Jednak Ty wiesz, że liczy się wnętrze – charakter, serce, inteligencja.

Dlatego gdy wraca, nie umiesz się nie uśmiechać. To bezwiedne, przecież czekałeś, zdążyłeś zapomnieć o wadach, w trakcie rozłąki gloryfikowałeś zalety. Zawsze wiedziałeś, że jej nie zdradzisz. Nie warto, choć momentami łącząca was miłość nie należy do najłatwiejszych. To, co dobre nigdy nie przychodzi jednak ot tak, łatwo. Czy warto trwać przy niej? Odpowiedź jest banalnie prosta, gdy wraca.

Wróciła. Wie, że czekałeś. Uśmiecha się nieśmiało, a Ty nie możesz się napatrzeć. I choć w najbliższych miesiącach będą momenty trudne, to myślisz tylko: Kocham ją.

My ją kochamy. Il Calcio è di chi lo ama. Wróciła Serie A!

RZYMSKIE PODCHODY
Po nieco ezoterycznym (grafomańskim?) wstępie, czas przejść do konkretów. Te rozpoczęły się w sobotę, w Rzymie. Bardzo włosko, trzeba dodać. Jedynym potomkiem Wilczycy był Stephan El Shaarawy. Wydawało mi się przed sezonem, że ta Roma jakaś taka bardziej swojska. Bo że Pozzo ściąga do Udine międzynarodowe towarzystwo to sprawa oczywista.

Mniejsza jednak z tym. Sam mecz mnie nie porwał. Po pierwsze, zniechęciła mnie pierwsza połowa. Serie A przywitała się tym, co w niej najgorsze – nudą. Sam nie wiem, czy Romie się nie spieszyło, czy to Udinese postawiło tak twarde warunki. Bianconeri do przerwy byli zjadliwi. W ataku żwawi, ale jednocześnie chaotyczni jak rajdy Milosa Krasicia. Pamiętam sporo ruchu przed polem karnym Szczęsnego, ale ni cholery nie przypominam sobie realnego zagrożenia. Szczerze mówiąc, to niewiele pamiętam z pierwszej odsłony tamtego meczu.

Chociaż nie, pamiętam. Przede wszystkim – fryzurę Radji Nainggolana, która przywodziła mi na myśl niebezpiecznie yorka z związaną na czubku głowy sierścią. Jakkolwiek tej konkretnej rasy psów nie darzę sympatią, tak przynajmniej te czuby mają sensowne podłoże – bez nich zwierzak nic by nie widział. Psią motywację rozumiem tedy, jaka stoi za Belgiem? Dałbym wiele, by się dowiedzieć. Jeśli kiedykolwiek będzie mi dane przeprowadzić wywiad z Radją, to obiecuję – ZAPYTAM. Życie jest krótkie, nikomu nie potrzeba w nim znaków zapytania.




Idąc dalej, pamiętam jeszcze Edina Dzeko. Nic nie poradzę, że otrzymał już u mnie stałą łatkę błazna w ataku. Stąd też uśmiecham się pod nosem (nie mylić z wąsem), gdy chłop nie trafia. Nie ma znaczenia, że to nie setka, nawet nie pięćdziesiątka. Wciąż śmieszy i śmieszyć będzie. Edinie kochany, przepraszam, jeśli to czytasz. Nie bierz tych słów do siebie.
Bo i śmieszkować można, ale Bośniak jeszcze da wiele dobrego rzymianom w tym sezonie. A co się przy tym pośmiejemy, to nasze. I tak w głębi wiemy, że to z zazdrości.

Kiedy w niedzielną noc przywołuję obrazy z sobotniego wieczoru, to okazuje się, że pamiętam jednak cholernie dużo. Wiele rzeczy, o których chciałbym zapomnieć (kolejną są rożowe/czerwone buty Spallettiego), ale znalazła się jedna, która sprawia, że mecze Romy będę oglądał z zaciekawieniem. Wzrokiem wodzić będę po prawej stronie, gdzie giallorossim szykuje się prawdziwa bomba. Przyznaję, że przed tym meczem o tym nie pomyślałem, ale Bruno Peres i Mohamed Salah szybko zawładnęli nie tylko skrzydłem, ale i moją wyobraźnią. To pierwszy wspólny mecz tej dwójki, a już widzę, że muzyka, jaką tworzyć będą na boisku, zdobędzie złotą płytę. A przynajmniej srebrną (platynową), bo wszystko co złote jest zarezerwowane dla Juventusu. Pamiętajmy jednak, że jak kraść, to we dwóch. Wyszarpujcie Starszej Pani ile wlezie w tym sezonie.

Przechodząc do drugiej połowy należy napisać o wyniku. 4:0, które odzwierciedla tylko słabość obrony Udinese. To będzie ekipa walcząca o utrzymanie i niech pierwsze 45 minut nie zamydli nikomu oczu. W drużynie brakuje jakości, w defensywie właściwie jej nie ma. Zaskoczenie tylko dla tych, którzy w sezon weszli z marszu, bez przygotowania merytorycznego. Otóż to nie był pierwszy mecz o stawkę bianconerich w sierpniu. Wcześniej przyszło im grać z siódmą ekipą poprzedniego sezonu Serie B. Przegrali. W Pucharze Włoch. Ze Spezią. W dalszej części tekstu, zatrzymując się przy kwestii beniaminków, będę pisał o przepaści między elitą, a drugą ligą. Czego szukać ma obrona Udinese w Serie A, skoro ze średniakiem z zaplecza straciła aż trzy bramki?

Pytanie pozostawię bez odpowiedzi, bo dużo bardziej frapuje mnie inna kwestia. Wszak ani Heurtaux, ani Danilo to nie są złe nazwiska. To defensorzy z pewną renomą na Półwyspie Apenińskim. Jak to się dzieje więc, że chłopaki kompletnie sobie nie radzą? Mam pewną teorię. Za grą trzema środkowymi obrońcami nie przepadam, to wiecie doskonale, sporo napisałem się na temat Torino w ubiegłym sezonie i obecnym selekcjonerze włoskiej kadry. Giampiero Ventura nie znał w Turynie i pewnie dalej nie zna innej taktyki niż 3-5-2. Giuseppe Iachini również ją sobie upodobał.

Problem w tym, że grając przeciwko tak mocnej na skrzydłach Romie jest to samobójstwo. O ile w defensywie nie ma się trio BBC. Może gdyby cofnąć Widmera, Adnana, względnie Armero i zagrać dwójką środkowych? Może wtedy? Może. Ale i tak się pewnie nie dowiemy. Coś czuję, że poczciwy Pan Bejsbolówka będzie się trzymał kurczowo swojego pomysłu. Co z tego, że jest do dupy.

Ktoś powie, że oba karne dla Romy były naciągane. Nie zaprzeczam, ale jednocześnie śmieję się w twarz każdemu, kto uważa, że zaważyły one na porażce Udinese. Roma była po prostu lepsza, jeśli nie z karnego, to inaczej napoczęłaby rywala. Za trzy miesiące spojrzycie na ten mecz, gdy Roma będzie trzymać się na podium, a Udinese będzie na dnie i powiecie „Ten Lubczyński wszystko przewidział”. I nie będziecie mieli pewności, czy wiedziałem, co mówię. Czy to nie był czysty strzał. Mam jakieś 50% szans na trafienie. I sto procent pewności, że trafię.

Nie mam ani krzty pewności natomiast odnośnie tego, co spalił Luciano Spalletti przed meczem, gdy odniósł się do Miralema Pjanicia. Żal to straszne uczucie. Dowiedzieliśmy się bowiem, że lepszy od byłej już gwiazdy giallorossich jest Kevin Strootman. To wskazuje na różowe okulary, może jakiś miękki narkotyk. Bo i Kevin to doskonały gracz, kryształ. Tylko co z tego, skoro szklany?

Większe schody zaczynają się przy podobnych słowach w kontekście Paredesa. Myślę, że trener rzymian niczego nie palił. Skłaniam się raczej do wcierania. W dziąsło. Skoro Paredes jest lepszy od Pjanicia, to Zielińskiemu buty powinien wiązać Pogba. A Higuain polerować obuwie Dzeko. Otwieram konkurs na większy absurd. Nagród nie ma, za mało mi tu płacą, by fundować coś więcej niż te kilkadziesiąt tysięcy znaków co tydzień.

JUVENTUS I WŁALA
Sam nie wiem, co pisać o Juventusie, bo bardzo dużo popełniłem już na temat bianconerich przed sezonem, gdy kupili Higuaina. Pióro, klawiaturę względnie, strzępiło zresztą wielu przede mną i po mnie. Wszystko zostało już powiedziane i napisane. Juventus wygra ligę. Gdybym tylko miał na koncie oszczędnościowym więcej niż 50 groszy, to postawiłbym na Starą Damę całą kwotę. Bo i czemu nie? Co ma się tam nie udać? Higuain strzeli focha? No i co z tego? W końcu kluczowe i tak jest nie wzmocnienie siebie, a osłabienie rywala. A w klubie jeszcze przed Gonzalo miał kto strzelać. Że fala kontuzji? Gorzej niż rok temu nie będzie, a ławka jakby się wydłużyła. Jeśli nie zdarzy się jakiś kataklizm, Juve około kwietnia będzie spokojnie wyczekiwać na wystrzelenie szampanów.

Powiem więcej, Serie A wygrałaby nawet ławka rezerwowych Juve. W sobotę wartość piłkarzy na tejże przekraczała 145 milionów euro, to więcej niż całe kadry 13 innych drużyn Serie A. Wiadomo, pieniądze nie grają.  Ja swego jestem pewny, a Wy na szczęście nigdy nie sprawdzicie, czy mam rację. Stąd i brawura powyższej tezy.

Skoro już sobie wyjaśniliśmy pewne rzeczy, przejdźmy do meczu. Juventus wygrał. Fiorentina nie oddała żadnego strzału w pierwszej połowie. W drugiej raz uderzała celnie. I trafiła do siatki. Niewiele mieli florentczycy do powiedzenia, dokładnie tyle, na ile pozwolił im Juventus. Ale i dla Mistrza nie był to wielki mecz, choć wygrany. Trzy punkty dopisane, niewygodny przeciwnik odhaczony.

Na osobny akapit zasługują strzelcy goli dla Starej Damy. Sami Khedira popisał się świetną główką, a wredny ja zacząłem pisać książkę o Niemcu. To znaczy… mam tytuł: „Zdążyć przed kontuzją. Sami. Based on a true story”. Nic nie poradzę, bo choć wiem, że w ubiegłym sezonie grał dobrze, to mam nieodparte wrażenie, że częściej nie grał niż grał. Sami spotkał szklanego brata na boisku – na murawę w 80 minucie wszedł bowiem Giuseppe Rossi. Również cały i zdrowy po ostatnim gwizdku. Dzięki Bogu.

Miralem Pjanic rozpoczął mecz na ławce rezerwowych z powodu problemów mięśniowych. Dlaczego o tym wspominam? Przecież miało być o strzelcach goli. No cóż, drugim sprawdzającym wygodę krzesełek J-Stadium był Gonzalo Higuain. Złośliwi powiedzieliby, że chłop usiadł przed meczem i nie był w stanie podnieść się na rozgrzewkę. Bo gruby, tłusty, spasiony. Bo Juve zapłaciło milion za każdy kilogram. W takich śmiechach jestem pierwszy, ale jakoś wiedziałem, że Gonzalo dojdzie do siebie. I wiecie co? Nie musi. On zostanie królem strzelców z nadwagą, będzie strzelał gola w trakcie jedzenia hamburgera. Bo może. Bo jest aż tak dobry. A jak nie wyjdzie? Zawsze można zapić colą light, prawda?

Zszedłem na nieco błahe tematy, nieco zbyt luźne, a jako szanowany redaktor muszę trzymać jakiś tam fason. Chcę więc przejść do Fiorentiny i już przy niej pozostać. Na pierwszy ogień idzie Ciprian Tatarusanu. Bramkarz, którego znacie z najśmieszniejszego samobója w historii piłki, nie był mocnym punktem Violi. Co i rusz się mylił, niezbyt polubił się z piłką, która raz za razem mu uciekała. Lubię gościa, dobry z niego Rumun… to jest bramkarz. Ale trudno mi było znieść, gdy sadzał na ławce rok temu Luigiego Sepe. Jakoś dałem radę, przełknąłem to.

Tym razem mówię jednak basta. Skoro Cyprian gra tak słabo, to czemu nie wpuścić na boisko naszego Drągowskiego? A nuż się uda? Milanowi z Donnarummą się udało. Można zaryzykować, poeksperymentować. Fiorentina i tak o nic w tym sezonie nie walczy. To znaczy, o nic więcej niż zazwyczaj. Awans do Ligi Europy powinno się im zapisywać odgórnie. Bo i tak zawsze w niej zagrają.

Drugą ciekawostką, którą najpewniej media rozbuchały tak, że słyszeliście o niej nie tylko Wy, ale i wasze mamy, jest debiut Federico Chiesy, syna słynnego Enrico. Coś tam chłopak szarpał, coś próbował, a Gigi Buffon (bezrobotny przez większość spotkania) mógł na smartfonie zacząć szukać dobrych Domów Spokojnej Starości. Bramkarz Juve miał prawo poczuć się wiekowo, wszak wygrywał wraz z ojcem Federico Puchar UEFA, gdy młody Chiesa nosił jeszcze pieluchy. Poprawcie mnie, jeśli się mylę. Dwulatek z pieluchą to ewenement?

Dla sobotniego meczu to bez znaczenia. Liczy się to, że bramkarz czuł się staro, a Chiesa bezradnie, bo choć miał kilka dobrych zagrań, to koniec końców mógł sobie wymarzyć lepszy debiut. A przynajmniej zwycięski.

SERCA KIBICÓW MILANU
Przed każdy show wrestlingowym pojawiają się plansze ostrzegające: „Nie róbcie tego w domu”. W kontekście Milanu powinniśmy dostawać równie stosowny komunikat: „Osoby z chorobami serca proszone są o wyłącznie odbiorników”. Oj działo się w Mediolanie. Utarło się powiedzenie, że polscy szczypiorniści nie potrafią wygrywać po ludzku, bez emocji. No cóż, w niedzielę przegrali, ale my nie o tym. Jeszcze się sezon dobrze nie zaczął, a Milan znienacka uderzył swoich kibiców obuchem w łeb. Raz, drugi, trzeci... w uszach dzwoni, do oczu napływają łzy. A oni dalej oglądają. Ot, taka dola maso… prawdziwego kibica.

Rossoneri prowadzili spokojnie 3:1 tylko po to, by uśpić czujność. Wydawało się, że nic złego gospodarzom się nie stanie, że tylko wyglądać ostatniego gwizdka. Nic bardziej mylnego. Wiem, że wakacje pozwalają zapomnieć o wielu sprawach, dlatego też przypominam – Milan to jednak Milan. I choćby nie wiem, co się działo, zawsze coś się spieprzy. Jak nie sami piłkarze coś zmalują, to pomoże sędzia. Oczywiście więc, że ostatnia akcja meczu to rzut karny dla Torino przy stanie 3:2 dla gospodarzy. W niedzielę rossoneri wyreżyserowali piękny happy end, innym razem będzie gorzej. To nieuniknione, z losem się nie igra, nawet dla tak pięknego zakończenia. Życie to nie je film, jak mawiał klasyk.

Na miejscu sympatyków Milanu poważnie zastanowiłbym się – co jest ważniejsze: klub czy zdrowie. Pamiętajcie, że nadmierny stres to nie tylko problemy z sercem, ale również wrzody czy też choroby tarczycy. Zróbcie rachunek sumienia, zadajcie sobie fundamentalne pytanie – CZY WARTO?

Tak, wiem. Warto. Siedzicie dalej, decyzja podjęta na dobre i na złe? No to lecimy dalej. Karnego wybronił oczywiście Donnarumma i to on z powodu wyczucia czasu jest na ustach wszystkich. Dla mnie graczem meczu był jednak Carlos Bacca. Wiem, nieoryginalnie. Zdajemy sobie wszyscy sprawę, że Milan przegrałby dzisiaj, gdyby sprzedał Kolumbijczyka do West Hamu. Nie byłoby komu strzelać goli, w końcu rossoneri nieopatrznie oddali Matriego do Sassuolo.

Na szczęście Bacca jest, ma hattricka. Zaimponował mi, skubany. Pierwszy gol, niech będzie, że spóźnił się Moretti, napastnikowi nie wypada nie wykorzystać takiej okazji. Drugie trafienie to jednak inna para kaloszy. Żaden zwód, żadna kiwka nie będzie w moim rankingu wyżej, od przyjęcia piłki uwalniającego na czystą pozycję. Bacca to zrobił, dostał dogranie w gąszczu, z którego wykarczował się bez problemu i zapytał Padellego, w który róg posłać mu piłkę.

Mbaye Niang, przechodząc na skrzydło, pokazał twarz, której nie znałem. Widziałem już asysty w jego wykonaniu, ale zagrania przeciwko Torino pasowały mi bardziej do Pirlo niźli do zawodnika grającego niedawno w Genui. Wrzutka Abate, szczupak Baccy  – to wszystko pikuś przy zagraniu z głębi pola od francuskiego napastnika. Gdybym pisał poezję, to chciałbym, by była jak to podanie. A że często był 21-latek nieporadny ruchowo? Podobny aspekt przeszkadzał mi kiedyś u Roberta Lewandowskiego, a porównanie do RL9 to spory komplement. Reasumując, mogą być z chłopaka ludzie.

Nie mniejszy, a właściwie większy potencjał widzę w Andrei Belottim. Odsuńmy na bok rzut karny. Nie tacy już nie trafiali. Zostawmy nawet sam mecz na San Siro. Bardzo chciałbym, by Belotti okazał się talentem na miarę narodowej kadry. Czasem mam tak, że spojrzę na piłkarza i wiem, że będę mu kibicował. Tak było z Belottim jeszcze za czasów gry w Palermo. Tam był tym drugim za Dybalą. Podobnie było w Torino, gdzie gwiazdą był Immobile. Strzelał jednak Andrea. Teraz to na nim budowany jest atak Byków i od jego dyspozycji zależy bardzo wiele. Byłbym zapomniał, chłopak jest na co dzień kibicem… Milanu.

Trzymam się wciąż tego, co napisałem w zapowiedzi. Milan będzie walczył z Torino o Ligę Europy. W pierwszym bezpośrednim spotkaniu górą byli gospodarze. Mają przewagę, ale wiem, że Sinisa Mihajlovic zrobi wszystko, by pokazać w Mediolanie, że zrobi z Bykami lepszy wynik niż Montella z rossonerimi. Serb był witany bardzo ciepło na San Siro. Gdy spiker odczytał jego nazwisko, rozległy się brawa. Kibice nie zgadzają się z decyzją zarządu, z której cieszy się na pewno Diego Lopez. Rezerwowy bramkarz został odsunięty od pierwszego składu właśnie przez Mihajlovicia. Pamiętliwa z niego bestia – gdy Sinisa witał się z piłkarzami Milanu przed meczem, hiszpański piłkarz odwrócił głowę, nie podał ręki.




W pewien sposób Miha musiał go zrozumieć w doliczonym czasie gry – gdyby nie wprowadził smarkacza rok temu do bramki, być może zgorzkniały Lopez jedenastki by nie wybronił? Serb tylko uśmiechał się przy udanej interwencji Donnarummy. Nie było mu do śmiechu patrząc na poczynania swoich obrońców. Choćby starał się za dwóch, nie ukryje problemu w środku defensywy. Takiej dwójki jak Glik-Maksimovic nie zastępuje się z dnia na dzień. A już na pewno nie Morettim i Rossettinim.

Swego czasu Sinisa powiedział, że jeśli jemu nie powiedzie się w Mediolanie, to Milan będzie potrzebował tylko egzorcysty. Chciałbym, by Serb określił, w kontekście tamtych słów, swoją obecną rolę w Turynie. Zaklinacz Byków?

PRZYWITANIE BENIAMINKA
Genoa rozpoczęła sezon w bólach. Pierwsza połowa z Cagliari nie była tragiczna, genueńczycy mieli swoje okazje, ale nie zmieniało to wyniku spotkania i jego ogólnego poziomu okołospadkowego. Tym bardziej zirytować musiało kibiców prowadzenie gości w 66 minucie. Do siatki trafił nie kto inny, jak Marco Borriello. Niby nic wielkiego, Marek Obieżyświat ma patent na strzelanie w każdym kolejnym sezonie. Nie za dużo, nie za mało, po prostu zawsze. Taki to już rodzaj piłkarza. I będzie się kręcił w ligowej mieliźnie do końca świata.

Dla 34-latka Cagliari to 13 klub w karierze, do tej pory wystąpił ledwie w 293 meczach Serie A, gol z Genoą był 80 w najwyższej klasie rozgrywkowej. I życzę mu dobicia do setki… byle przed setką. W Cagliari zalicza właśnie genialny start. Rozegrał dla Sardyńczyków dwa mecze, a na koncie już pięć trafień. I co z tego, że aż cztery miały miejsce w Pucharze Włoch przeciwko SPAL. Wystarczy, że na ten moment jest najlepszym strzelcem we wszystkich rozgrywkach na Półwyspie Apenińskim.

Mimo chęci i wyjścia na prowadzenie, Cagliari poległo. Gładko, 1:3. Obrona nie popisała się przy dwóch golach rywala, co tylko pozwala na ulgę, że ostatecznie Bartosza Salamona zabrakło w trzyosobowym bloku defensywnym Sardyńczyków na to spotkanie. Minut nie złapał, ale nie dostał również szansy na popełnienie błędów. Na grę przyjdzie jeszcze czas.

Choć z drugiej strony, jeśli piłkarze beniaminka mieliby się odkuć po porażce w pierwszej kolejce, to właśnie w dwóch kolejnych tygodniach. Najpierw czeka ich Bologna, następnie Atalanta. Problem w tym, że drużyna Donadoniego to zespół bez fajerwerków, ale jednocześnie zabójczo skuteczny. Jeszcze większe kłopoty szykują się z Ferajną z Bergamo, która wpakowała przecież Lazio aż trzy gole, by ostatecznie i tak przegrać. Czy Cagliari jest w stanie pójść z La Dea na wymianę ciosów? Wszystko w głowie i nogach Marco.

Genoa, zmieniając temat, potrzebowała dziesięć minut, by wrócić z dalekiej podróży. Nic więc dziwnego, że trener Grifonich cieszył się jak dziecko. Niestety, panie Juric. Nie jest pan już dzieckiem, musi pan myśleć o tym, co pan robi. Mógł pan zrobić sobie krzywdę. Na przyszłość proszę polać murawę zawczasu wodą. Jeśli strzelą, będzie ślizg kontrolowany, jeśli nie – zawsze będzie można w kałuży się utopić.



PRZEPAŚĆ
Czasem los jest łaskawy. Dziękuję mu za siedem meczów o jednej porze. Dzięki temu mogłem ominąć widowisko w Bolonii. Gdyby rozegrało się ono o, powiedzmy, 12:30, wówczas głupi ja siedziałbym i oglądał. I krwawiłbym z każdego otworu w ciele. Tak, także z oczu. Za Bologną przepadam od czasu przejęcia drużyny przez Donadoniego, ale jednocześnie wiem, że jest to ekipa, która nad widowiskowość stawia zawsze wynik. Stąd też w zapowiedzi postawiłem na wygraną gospodarzy 1:0. Trafiłem. Nie było trudno, to drużyna zero-jedynkowa, niczym Inter w ubiegłym sezonie.

Inna sprawa, że Bolognie nie uznano dwóch goli w pierwszej połowie, z czego przy trafieniu Krejciego nie można było się do niczego przyczepić. A jednak… Mało? Kolejnym dowodem, że piłkarze Donadoniego postanowili zrobić tym razem coś więcej, były dwa słupki w pierwszej odsłonie. Tutaj naprawdę mogło skończyć się 3:0.

Należy sobie zadać pytanie – czy to Bologna była taka szalona, czy może Crotone tak bardzo poniżej poziomu Serie A? Wcześniej mówiłem o przepaści, tak też zatytułowałem obecne akapity. Niestety beniaminek pokazał wszystko to, co często bywało udziałem Frosinone i Carpi w poprzednich rozgrywkach. W migawkach, które mają z meczu wyciągnąć esencję, wszystko co najlepsze, nie zobaczyłem niczego, co zachęciłoby mnie do kibicowania Crotone w walce o utrzymanie. Nie ma nadziei, to beznadziejny przypadek.

Jeden z tych, które doprowadzają do dyskusji na temat wielkości Serie A. Czy zmniejszenie do 18 drużyn byłoby taką tragedią? Pod względem poziomu na pewno nie. Niemal cała liga miałaby wówczas o co grać, a i Serie B zyskałaby mocniejsze drużyny. Wówczas takie Crotone przy awansie nie mógłbym już nic zarzucić. A tak, choć zapewnili sobie wejście do ekstraklasy, to zdają się być jedynie dostarczycielem punktów. Z 20 miejscem przypisanym tak wyraźnie, jak pierwszym dla Juve.

Jedynego gola rozdzielającego drużyny strzelił Mattia Destro potwierdzając, że warto było wyłożyć za niego osiem i pół miliona euro przed sezonem. W Bolonii zdają sobie sprawę, że potrzebują takich piłkarzy, by walczyć w Serie A. Przez ekstraklasę można się prześliznąć raz i drugi, ale na dłuższą metę taka taktyka nie zdaje egzaminu. Wydali spore pieniądze, ale mają piłkarza, wokół którego buduje się drużynę. Mało tego, mają zawodnika zadowolonego ze swojego statusu. Zadowolonego z tego, gdzie przyszło mu grać. Mattia to kolejny przykład solidnego włoskiego napastnika – idealnego na idola średniaków. Niewiele jest natomiast snajperów tak bardzo oddanych temu, co robią. Dla Destro każde trafienie jest tym najważniejszym. Spójrzcie zresztą na radość po golu na 1:0 z Crotone.




Natrafiłem po spotkaniu na świetne ujęcie trybun Renato Dall’Ara. Ultrasi za bramką dopisali, poza tym mizeria. Swego czasu korespondowałem dla Przeglądu Sportowego mecze Miedzi Legnica. Stadion kameralny, zazwyczaj pełny na Młynie i pustawy w dużej mierze poza nim. Takie też było moje pierwsze skojarzenie, gdy zobaczyłem wideo z Bolonii. Włoska Miedź. Krzywdzące, wiem.




TANECZNYM KROKIEM W SEZON
Tak, wiele wskazuje, że natężenie żartów o Michaelu Jacksonie w tym sezonie będzie bardzo wysokie. Jeśli jeszcze nie wiecie – Maurizio Zamparini sprzedaje Palermo. O ile mu się nie odwidzi, czego nigdy nie można wykluczyć, klub przejdzie w inne ręce. Wszystko wskazuje na Franka Cascio, byłego menadżera i przyjaciela Króla Popu. Amerykanin ma podobno sporo pieniędzy i zamierza wpompować je w klub. Oby nie skończyło się jak swego czasu z Parmą, choć rosanero spadaliby przynajmniej na dno w rytmie disco.

Nim dojdzie do przejęcia klubu, Zamparini ma jeszcze dość czasu na, mniej więcej, dwukrotną zmianę na ławce trenerskiej. Ballardini nie może czuć się bezpiecznie, Pan Prezes może zechcieć odejść z hukiem. Poczciwy Maurizio pewnie nie wie, że i bez tego go zapamiętamy. I będziemy wspominać z rozrzewnieniem, jeśli nowy właściciel okaże się normalny.

Nawet pomimo coraz dziwniejszych decyzji Zampariniego. Mniejsza z karuzelą trenerską, to nie jest najgorsze w traktowaniu szkoleniowców. Ballardini prosił o wzmocnienia, usłyszał, by siedział cicho na tyłku i zajął się trenowaniem. Nie ma chyba drugiego prezydenta, który tak wyraźnie blokowałby klub i nie pozwalał mu się rozpędzić. Nie zdziwiłbym się, gdyby na zajęciach z drużyną to właśnie Zamparini wymyślił poniższe ćwiczenie. Symbolicznie mówiąc „Zawsze będziecie na uprzęży, to ja tu rządzę”.




Rosanero grali z Sassuolo, co zmusza do porównania dwóch różnych sposobów prowadzenia klubu. Sassuolo jest właściwie odpowiednikiem Palermo sprzed kilku lat – grają w pucharach, dojrzewają u nich gwiazdy włoskiego i (być może) światowego futbolu. To wszystko przy budżecie na sporym plusie. MAPEI to świetny sponsor, a Sassuolo zdaje się być nie gorsze niż przed rokiem. To wciąż drużyna walcząca o pierwszą szóstkę.

To również drużyna idąca w górę, podczas gdy Palermo pikuje w dół. Czy do Serie B? Całkiem możliwe, spora odpowiedzialność spocznie na barkach nowego właściciela. Jeśli zainwestuje w skład, może uda się utrzymać ekstraklasę na Sycylii. Problem w tym, że mamy już 22 sierpnia, trochę późno na wzmocnienia. Sassuolo, skazywane na rozsprzedanie niczym Empoli, wiedziało dokładnie, ilu piłkarzy może wypuścić w świat bez poważnego uszczerbku na jakości. Odeszli Vrsaljko i Sansone, cała reszta pozostała bez zmian i chwała Di Francesco i spółce za to.

Ponownie pisząc o neroverdich musze przejść do Palermo, bo i ponownie widzimy działanie zgoła odwrotne. Rosanero sprzedali swoją najlepszą gwiazdę. Franco Vazquez musiał odejść, tego nie neguję. Nie podoba mi się jedynie to, że Zamparini myśli już tylko o zarobku. Nie zależy mu na jakości drużyny, nie widać następcy Argentyńczyka. Właściciel Palermo przytulił 15 milionów euro, a Franco przeszedł do Sevilli, gdzie już zawojował serca kibiców. W pierwszym meczu w La Liga strzelił gola, zaliczył asystę, z marszu stał się ważną częścią układanki klubu. Za czym na Sycylii powinni już tęsknić? Nie napiszę ani słowa, po prostu pokażę:




POCHWAŁA CATENACCIO
Nie spodziewałem się takiego szaleństwa w Bergamo. Jeśli miałbym typować przebieg meczu, to nie byłyby wpisane w niego gole. Przynajmniej niezbyt wiele. Liczyłem raczej na typową Atalantę z jakąś czerwoną kartką, nieustępliwością, wysmakowaną wręcz brutalnością. Niestety, drużynę przejął Gian Piero Gasperini i nauczył tych chłopaków grać w piłkę i piłką. Ledwie jedna żółta kartka, posiadanie piłki na poziomie 70%! To coś nowego w Bergamo. Znak, jak szybko dobry trener może pozostawić wyraźny ślad na drużynie. Oczywiście Gasperini wprowadził swoje 3-4-3 i w spotkaniu z Lazio zdało to egzamin.

Przynajmniej w ataku, bo obrony nie można uznać za najlepszą. Szczególnie patrząc na trafienia biancocelestich. Właściwie żadne nie wiązało się z nieosiągalną iskrą boską zesłaną na przeciwników, których nie w sposób było zatrzymać. To proste błędy w kryciu, problemy z ustawieniem etc. okazały się gwoździem do trumny. Defensywa do poprawy. Zapisz to, Gian Piero.
Patrząc na wynik, to nie mógł być mecz bramkarzy. Sportiello popełnił błąd przy jednym z goli, Marchetti mylił się co najmniej dwa razy.  

Trudno powiedzieć, skąd tak słabe występy, w końcu obaj są fachowcami. Marchetti całą karierę puka do kadry, czasem nawet pojedzie na zgrupowanie. Sportiello jest w ścisłej czołówce młodych bramkarzy. Wczoraj wyglądali natomiast jakby zarazili się wirusem Pawełka. Jeden mógł mieć zły dzień, ale obaj? To trzeba zrzucić na karb Mariusza.

Nie można nie wspomnieć, że w pierwszej połowie Lazio imponowało. Trzy gole i doskonała gra zmuszały do pochwał. Świetnie radzili sobie pomocnicy z Lucasem Biglią na czele. Po zmianie stron wszystko zaczęło się jednak Simone Inzaghiemu walić. Oczywiście spora zasługa w tym Marchettiego, ale blok defensywny również nie był bez winy. Smutno patrzyło się na Stefano De Vrija w tak przeciętnej formie. Wciąż uważam go za czołowego obrońcę ligi, ale widać, że potrzebuje trochę czasu, by wrócić do najwyższej dyspozycji.

Koniec narzekania, trzeba pochwalić rozrywkową część meczu. Siedem bramek, Liverpool – Arsenal się chowa. Gol za golem i nic dziwnego, że serce jednego z arbitrów nie wytrzymało. Nie, nie. Żarty na bok, sprawa jest poważna. Asystent Luki Bantiego, Stefano Alassio w 35 minucie drugiej połowy, przy stanie 3:2, usiadł na murawie trzymając się za klatkę piersiową. Ból nie ustępował, bocznego odwieziono do szpitala, zastąpił go rezerwowy, Filippo Valeriani. Dzięki Bogu, Alassiemu nic, koniec końców, się nie stało. Trudno jednak powiedzieć, kiedy ponownie dopuszczą go do sędziowania.



Wróćmy jednak do tematów przyjemniejszych. W spotkaniu pojawiło się kilku młodych piłkarzy, wśród których najjaśniej zaświecił produkt szkółki Atalanty. Franck Kessie ma zaledwie 19 lat, a mimo to zdołał strzelić dwa gole w swoim debiucie w Serie A. Dodając do tego trafienie w Pucharze Włoch, Iworyjczyk ma na swoim koncie trzy bramki w zaledwie dwóch meczach. Wróżę mu niezłą przyszłość, szczególnie, że to zawodnik uniwersalny – zagra w środku pola, poradzi sobie także w defensywie.

Ze strony Lazio szansę dostał Cristiano Lombardi, który wykorzystał nieobecność Felipe Andresona. Ten był akurat zajęty zdobywaniem złotego medalu olimpijskiego z reprezentacją Brazylii. 21-latek z Viterbo wykorzystał swoją szansę, zaliczył przyzwoite 70 minut, w pierwszej połowie strzelił gola na 3:0. Ile ta bramka znaczyła dla niego i dla kibiców biancocelestich? To poniżej. Przyjrzyjcie się uważnie – ponownie było blisko tragedii. Radość kibica to rzecz piękna, choć czasem jest tak bezmyślna, że kończy się skokiem na główkę:




Byłbym zapomniał, witaj z powrotem Ciro. To w końcu dawny ty. Tylko tak dalej, rób swoje i nie szukaj transferu do wielkiego klubu. To się nie uda.

NAPOLONIA STOSOWANA
Najważniejszym meczem wieczornym z perspektywy polskiego kibica był ten rozegrany na Stadio Adriatico. Pescara podejmowała wicemistrza Włoch, wielkie Napoli z Milikiem i Zielińskim w składzie. Muszę przyznać, że tak dużego szumu przy spotkaniu Serie A nie widziałem dawno. Choćby na Twitterze – mecz oglądała ogromna rzesza ludzi, którzy na co dzień nie interesują się włoskim futbolem.

Wszyscy czekali na debiut rodaków, a przede wszystkim, mam wrażenie, Arka Milika. Nie zaznajomieni z tematem musieli być rozczarowani, gdy zobaczyli, że w pierwszym składzie wyszedł jakiś chłoptaś o imieniu Manolo. Ale jak to? To przecież nasz człowiek kosztował 35 milionów euro! A tak to, że Maurizio Sarri wyraźnie w okresie przygotowawczym postawił sztywno na dwa duety – M&M’s, czyli Milik i Mertens oraz Gabbiadini-Insigne. Współpraca Polaka z Belgiem zazębiła się tak szybko, że taka decyzja wydaje się logiczna. Jestem jednocześnie przekonany, że jeszcze kilka takich występów Gabbiadiniego i napastnik z Górnika Zabrze nie będzie częścią zamienną, a podstawowym piłkarzem. Niezależnie od tego, kto będzie biegał na skrzydłach.

W niedzielę Polak wyglądał dobrze, szarpał, uderzał, miał okazje do strzelenia gola. To nie on był jednak gwiazdą wyżej wymienionego duetu. Doppiettę z łatwością zaliczył Mertens, czyli skrzydłowy idealny na podmęczonego rywala. Siła ataku Azzurrich momentami przeraża, skoro tak dobrzy piłkarze wchodzą z ławki.

Skoro mówimy o ławce, to dochodzimy do kolejnego powodu, dla którego Arek właśnie tam rozpoczął zmagania. Drużyna zna Gabbiadiniego przeszło rok. Wiedzą, czego się po nim spodziewać, jest wzajemne zaufanie. Przy Miliku wczoraj trochę tego brakowało. Widać było, że podania koncertują się głównie na skrzydłach, Polakowi brakowało dograń, nie miał czym oddychać. Tym bardziej fakt stworzenia dwóch groźnych okazji przemawia na jego korzyść.

Lepiej będzie, gdy tylko w Neapolu skończy się zagubienie i ciągłe poszukiwanie wzrokiem Higuaina. Gdzież on się podział? Wystarczyło podać mu piłkę i ta lądowała w siatce. Otóż, nie ma go. Przyzwyczajcie się, że teraz będziecie obsługiwać Milika. Gdy w końcu przyjdzie olśnienie, wróżę świetne mecze dla pierwszego z Polaków.

Drugi ma nieco trudniej. Choć sam Sarri mówi, że to wizjoner, który sam musi w siebie uwierzyć, to Piotr Zieliński ma większą konkurencję w środku pola. Dość powiedzieć, że w niedzielny wieczór zmieniał ikonę Neapolu, kapitana Marka Hamsika. Ciężar gatunkowy o wiele większy niż zastąpienie Gabbiadiniego. Sprowadzony z Empoli pomocnik poradził sobie przyzwoicie. Nie był aż tak widoczny jak Milik, co nie zmienia faktu, że pokazał kilka niezłych zagrań, a przede wszystkim zobaczyliśmy zadatki na piłkarza przez wielkie P. Dzięki Bogu, że Zielu trafił do Napoli, a nie Liverpoolu.

Choć Jurgen Klopp potrafi wprowadzać młodych i lubi Polaków, to zawsze łatwiej zostać w tej samej lidze, pod skrzydłami tego, który jako pierwszy poważniej na ciebie postawił. Maurizio Sarri już rok temu zastanawiał się nad ściągnięciem naszego rodaka. Dał mu jednak dojrzeć i była to dobra decyzja. Podobnie jak dla Piotrka dwa, trzy lata w Neapolu mogą być zbawienne. Potencjał na wielkość jest, teraz trzeba go wykorzystać najlepiej, jak tylko można.

Pozostajemy wciąż w temacie Napoli, ale koniec z pochwałami. Obronie należy się bowiem spora nagana. Raul Albiol zawsze był oceniany nieco na wyrost, często grając przeciętnie. Wszyscy wiedzieli, że defensywę za mordę trzymał Koulibaly. Problem w tym, że jemu w głowie zawróciła Chelsea i ogromne pieniądze przez nią oferowane. Ciałem jest w Neapolu, głową na Wyspach. W interesie Napoli jest rozwiązać sytuację jak najszybciej. Albo sprzedać Kalidou za piekielnie dobre pieniądze i ściągnąć Nikolę Maksimovicia z Torino, albo doczekać do końca mercato. Może wtedy Koulibaly się ogarnie?

Pytanie tylko, czy jemu Neapol nagle nie zaczął śmierdzieć? To kluczowa sprawa. Wiem, że Senegalczyk jest ważnym ogniwem obrony, ale bez niego defensywa Napoli może być mocniejsza niż przed rokiem. Jeśli tylko do klubu przyjdzie wspominany już Maksimovic, to wraz z Tonellim dadzą klubowi więcej niż wybitny Kalidou z nierównym Albiolem.

Inna sprawa, że spotkanie z Pescarą pokazało, że najlepszy atak jest ważniejszy od najlepszej obrony. Przynajmniej w grze z drużynami na poziomie Pescary. Przyjdzie do Juventusu i skończy się na srogim laniu. Mistrz nie wybacza błędów, on je wykorzystuje.

Dość na temat Napoli, mam nieco do napisania na temat beniaminka, który chyba wszystkim zaimponował. Podkreślę to po raz kolejny – Pescara nie zamierza spaść z Serie A. Klub ma pieniądze na dobrych piłkarzy i takich też sprowadza, oczywiście w miarę możliwości. W niedzielę Delfiny wyglądały bardzo dobrze, długimi momentami byli równorzędnym przeciwnikiem dla wicemistrza Włoch. Z przodu jest dobrze, nawet pomimo odejścia Lapaduli.

Środek pola jest bardzo ciekawy, transfer Brugmana to strzał w dziesiątkę, a i Cristante może w końcu odpalić (teraz, albo chyba nigdy). Boki obrony dają radę – transfer Biraghiego z Interu to kolejny dobry ruch, Zampano to firma na Stadio Adriatico od dawna. Albano Bizzarri w bramce to natomiast gwarancja solidności.

Problemy pojawiają się na środku defensywy. Nie chodzi nawet o same nazwiska, ale plagę kontuzji. Do meczu przystąpić nie mogli Fornasier i Campagnaro – obaj się leczą. Na noszach zniesiono wczoraj Codę i nagle w drużynie zostało dwóch zdrowych środkowych obrońców. Dobrze, że wypożyczono z Romy Gyombera, bo byłoby krucho. Tylko idiota, by tego nie zrobił wiedząc, że zarówno Coda, jak i Campagnaro już większość poprzedniego sezonu spędzili w gabinetach fizjoterapeutów.

Tyle dobrego, że w końcu na boisku występować będzie jeden z moich ulubieńców – Dario Zuparić. 24-letni Chorwat to moim zdaniem jeden z możliwych odkryć tego sezonu. Oddo faworyzował do tej pory jednak doświadczonych w Serie A. Wczoraj Darek wszedł na boisko i niemal nie dał Napoli karnego. To nic, nie od razu Pescarę zbudowano.

No właśnie, karnego na Zielińskim zostawiłem na koniec. Oczywiście Zuparic próbował urwać mu kopnięciem głowę, jednak sędzia nie przyznał jedenastki, bo wcześniej Raul Albiol dopuścił się faulu na bramkarzu gospodarzy. Tak przynajmniej słyszałem.

START LINETTEGO, POWRÓT GIAMPAOLO
Dla polskich kibiców ważniejszy będzie inny aspekt, ale opis kolejnego meczu chciałbym zacząć od Marco Giampaolo i jego powrotu do Empoli. Smutna musiała być to podróż. Przyjechał i zobaczył ochłapy tego, co stworzył na Carlo Castellani. Nie żeby kiedykolwiek się łudził – Empoli to właśnie taka drużyna. Wychowa nowych piłkarzy dla większych klubów. Nie zmienia to faktu, że chyba przebrała się miarka.

Ubiegły sezon miał być według wielu ostatnim Azzurrich w Serie A. Zbyt wiele osłabień, nowi tego nie pociągną – mówili. Tymczasem drużyna osiągnęła ogromny sukces – zajęła dziesiąte miejsce, była lepsza od tej prowadzonej rok wcześniej przez Sarriego.

Choć chciałbym się mylić, nie ma co liczyć na powtórkę. Nic dwa razy się nie zdarza, sam Saponara tego wózka nie da rady dociągnąć do końca sezonu. Empoli czeka trudna walka o utrzymanie i mam wrażenie, że 37 pozostałych rund pojedynku może nie być potrzebne. Nokaut i koniec przed czasem? Nie można tego wykluczyć. Uwierzcie mi, bardzo chciałbym się mylić, ale bez nakładów finansowych nie w sposób załatać dziur z mercato.

Najsmutniejsze jest to, że większość gwiazd wykreowanych na Carlo Castellani nawet nie należała do klubu. Wypożyczenia wróciły do macierzystych zespołów i to one zarobiły na transferach. Empoli nie pozostało nic poza szacunkiem. Stąd też chciałbym bardzo się mylić. Wolałbym stracić nieco na wiarygodności, byleby Azzurri jednak się utrzymali. Póki co niewiele na to wskazuje, ale nie tak bywało w przeszłości?

Sampdoria również nie zagrała wielkiego spotkania, jednak to nad drużyną należącą do Massimo Ferrero zaświeciło słońce. Dobre transfery sprawiły, że Blucerchiati stali się ekipą bardzo ciekawą. Trudno oszacować jej potencjał i przełożyć możliwości na miejsce w tabeli. Nie ma mowy o nerwowej walce o utrzymanie, tego jestem pewien. Po pierwsze, Giampaolo to dobry fachowiec. Po drugie, trener ma kim grać, a już pokazywał, że potrafi osiągać wyniki ponad stan.

Tak naprawdę wszystko będzie zależeć od obrony. Jeśli tyły ogarną temat i będą choćby o połowę lepsze od ubiegłosezonowych, to wróżę Blucerchiatim górną połowę tabeli z aspiracjami do szerokiej stawki walczącej o szóste miejsce. W ataku powinno być dobrze – Quagliarella i Muriel powinni zagwarantować jakość, druga linia wygląda solidnie, także na ławce. Nic tylko walczyć.

Kilka słów jeszcze o Polakach. Łukasz Skorupski tylko na ławce, bronił Pelagotti. Nie lękajcie się jednak – bramkarz dochodzi do siebie po operacji ręki. Nie było sensu wysyłać go na boisku w pośpiechu, podobna sytuacja jak z Perinem na ławce Genoi. Łukasz będzie podstawowym bramkarzem w Empoli, to nawet nie jest moje przewidywanie. Tak po prostu wygląda jego sytuacja w klubie. Szczególnie, że Pelagotti zagrał przeciętnie.

Cały mecz rozegrał natomiast w barwach Sampdorii Karol Linetty. To spore zaskoczenie, w dodatku nasz rodak poradził sobie całkiem nieźle. Nie był bezbłędny, miał kilka strat (jedna skutkowała żółtą kartką), ale widać było, że nie przestraszył się szansy. To nie był zagubiony Polak na obczyźnie. To był piłkarz świadomy – swoich zadań oraz tego, co chce osiągnąć. Wróżę karierę.

22 OSŁÓW
Pomysł na tytuł podsunął mi jeden z komentarzy na pewnym zagranicznym portalu. Po boisku biegało 22 osłów – jedenastu latających, reszta to zawodnicy Interu. Oczywiście pierwsza jedenastka odnosi się do przydomku Chievo, to informacja dla wszystkich, którzy swoją przygodę z Serie A dopiero zaczynają.

Nazewnictwo może i zbyt ostre, bo były w Interze jednostki przyzwoite. Właściwie jednostka. Ever Banega wyrasta na jeden z najlepszych transferów lata we Włoszech. Nie żebym się dziwił. Nerazzurri będą mieli z niego pociechę, ale musi być widoczna reszta ekipy. Za Icardim, Candrevą i Ederem można by wystawić list gończy – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.

Mediolańczycy zagrali bez pomysłu, bez polotu, bez niczego właściwie. Frank De Boer na szczęście był przygotowany na taką okoliczność. Kilka dni temu mówił włoskim mediom, że na jego Inter poczekamy do stycznia. Dobra, ja mogę czekać, ale co na to nowi właściciele? Co na to kibice? Rozumiem, że drużyna będzie tak grała do zimy, a wszyscy mają się dostosować. To wina Manciniego, zdaje się krzyczeć wynik. A co na to sam zainteresowany? Prawdopodobnie śmieje się i czeka na oferty zatrudnienia. W Interze wszystko zdawało się ruszać w dobrym kierunku, Mancini jest jaki jest, wyniki przed sezonem również nie były najlepsze.

Ale nie można było zrobić niczego gorszego od zwolnienia trenera na nieco ponad tydzień przed ligą. Chaos nie pomaga przed ważnym sezonem dla drużyny. W końcu nerazzurri mają wrócić do Ligi Mistrzów, znowu liczyć się w stawce najmocniejszych we Włoszech. Tymczasem nowy trener, nieznający najwyraźniej realiów, wystawia w pierwszym składzie Andreę Ranocchię.
Gościa, na którym poznał się nawet Mancini. Potrzebował na to trochę czasu, ale jednak w końcu zauważył to, co widzą wszyscy. Poczciwa Żaba odcina kupony z czasów, gdy w Bari stawiano go wyżej od Bonucciego.

Gdyby Frank De Boer obejrzał choćby jedno spotkanie Ranocchi po przenosinach do Sampdorii, nigdy nie przeszłoby mu przez myśl, by na niego postawić. Cofnąłby do Mirandy Medela, może Melo, względnie postawiłby tyczkę w polu karnym. Wielkiej różnicy by nie było. Znacie uczucia jakimi darzę Andreę. To piłkarz na swój sposób kultowy. Są filmy tak słabe, że aż dobre. Tak koszmarne, że zyskują sobie tym rzesze wielbicieli. Identyczne stosunki łączą mnie z Żabą. Im jest słabszy, tym bardziej go lubię.

Chciałbym oglądać popisy Ranocchii co tydzień, ale wiem, że wróci Murillo. Może to i lepiej. Dla dobra Interu na pewno. Dla włoskiej sceny kabaretowej będzie to jednak cios dotkliwy.

W tym wszystkim żal mi jedynie Samira Handanovicia. Czołówka światowa, bramkarz mogący grać dzisiaj w topowym klubie w Lidze Mistrzów. Ten jednak męczy się w Mediolanie, nurza się w przeciętności. Ma jeszcze trochę czasu, ale oby nie przegapił okazji na wielką piłkę. Oby Inter nie był ostatnią przystanią golkipera. Muszę doprecyzować poprzednie zdanie – oby tak słaby Inter nie był ostatnią przystanią. Inter walczący o miejsce na podium, znajdujący się wśród kandydatów do Scudetto to inna para kaloszy. Problem w tym, że obecnie nieco za duża dla nerazzurrich.

Chievo odpłaciło się Interowi za zatrzymanie ich szalonej przygody na starcie poprzedniego sezonu. Latające Osły przez chwilę nawet liderowały Serie A, później przyszła porażka z Interem. Teraz gialloblu ponownie zaskakują, pewnie pokonują drużynę z aspiracjami sięgającymi podium i znowu próbują zapewnić sobie utrzymanie jeszcze przed Wielkanocą. Jednocześnie potwierdzają moją ulubioną tezę – są włoską Odrą Wodzisław. I nigdy nie spadną.

Na pewno nie opuszczą Serie A mając takich piłkarzy jak Valter Birsa. Mózg drużyny z Werony często jest moim zdaniem niedoceniany. W poprzednim sezonie częściej mówiło się o Alberto Paloschim, czy też nieobliczalnym Riccardo Meggiorinim. Tymczasem Słoweniec zakończył rozgrywki ligowe z sześcioma golami i siedmioma asystami na koncie. Jak dla mnie wykup pomocnika z Milanu to świetny interes Osiołków. Nie sztuką jest bowiem znaleźć nowego ofensywnego pomocnika w miejsce dotychczasowego. Sztuką jest utrzymać obecnego.

W dzisiejszym futbolu często zapomina się, jak dużo daje zgranie drużyny. Sam zresztą nazwałem niemrawe mercato Chievo stagnacją, a faktem jest średnia wieku ekipy Marana na poziomie 30 lat. Wkrótce dojdzie do zmiany warty, to nieuniknione. Jednak póki co Rolando Maran wyciśnie z obecnej generacji Osłów wszystko to, co najlepsze.
___________________________________________
Kończąc podrzucam fragment nowej wersji hitu Wojciecha Gąsowskiego „Gdzie się podziały tamte prywatki”. Dedykuję go zdecydowanej większości bloków defensywnych Serie A. Wstydźcie się:

Gdzie się podziało,
To catenaccio,
Gdzie ci obrońcy,
Gdzie tamta gra


Do przeczytania za tydzień, miło Was widzieć!
OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 25 komentarzy

sortowanie: rosnąco | malejąco

03Maldini03 | 22.08.2016 18:31

Dziś rano siadam w pracy pijąc kawe odpalam seriea.pl i szukam tematu "mrużąc oczy" jakie było moje rozczarowanie kiedy nie znalazłem nic.Na szczęście piszesz dalej więc jedynie moge powiedzieć kawał dobrej roboty;)

TLubczynski | 22.08.2016 19:16

03Maldini03 - Wiem, zawiodłem. Ale gdy o 5:00 miałem tylko trzy mecze opisane, poddałem się. Jakość ważniejsza od szybkości ;)

Postaram się poprawić w kolejnych tygodniach! :)

buzerantxD | 22.08.2016 19:25

Piekny wstep i swietna personifikacja serie A. W koncu jest, w koncu wrocila. Dla mnie jest najpiekniejsza. Jestes w cholernie dobrej formie od poczatku sezonu! :) Zabieram sie za reszte.

DonPatch | 22.08.2016 19:38

Dwa lata i pieluchy to nie taki ewenement. Najważniejsze, żeby zdążyć nauczyć przed 3. rokiem, kiedy idzie się do przedszkola. Poprawiam :P

michal_juve | 22.08.2016 19:58

03Maldini03

Miałem to rano to samo :) Najpierw stwierdziłem, że pewnie jakiś mecz został jeszcze dzisiaj i o nim zapomniałem. Potem patrzę - nie no jak w mordę strzelił kolejka skończona. I wtedy padł blady strach - nie ma "mrużąc oczy"... Pojawiły się mroczne myśli, że w tym sezonie nie będzie tej zacnej serii. Na szczęście po powrocie z roboty wszystko wróciło do normy :D

SokolJuve | 22.08.2016 19:59

Chyba się wkradł mały błąd we sprowadzeniu : '...ale przy laskach koleżanek' - nie powinno być laskach kolegów? :P

Niemniej jednak jak zwykle świetna robota - brakowało tych podsumowań przez wakacje w równym stopniu jak i samej Serie A :)

buzerantxD | 22.08.2016 20:15

Nie pomysl prosze Tomku, ze sie czepiam (no moze troszke ;)), ale ja dorzuce jeszcze:

przy laskach koleżanek - laskach kolegow
Pierwszy gol, nie będzie, - niech bedzie
A że często był 21-latek był - za duzo byl
Inna sprawa, że Bolognie - Tu sam nie jestem przekonany, ale: http://sjp.pwn.pl/slowniki/Bologna- FC.html
„Zawsze będziecie na uprzęży, to ja tu rządzę”. - filmik z twittera sie nie pokazuje w ramce
Campagnaro większość poprzedniego sezonu spędzili już w gabinetach fizjoterapeutów. - dalbym to "juz" po Campagnaro, ale moge sie mylic. :)

Tekst obszerny, wiec wiadomo, ze wszystkiego sie nie da wylapac samemu. Swietny tekst w dodatku! Super, ze wraz z nowym sezonem wraca tez mruzac oczy.

NewMaldini | 22.08.2016 20:29

Może się czepiam, ale teraz będziemy oglądać Milika przy każdym newsie związanym z Serie A lub Napoli? Rozumiem, że Polak, że duma, no ale cmon, w tej kolejce działy się ciekawsze rzeczy - Pogrom w Rzymie, premierowy gol Higuaina, hattrick Bakki, karny Donnarummy, kosmiczny mecz w Atalancie, czy dwa gole Mertensa w trzy minuty.

TLubczynski | 22.08.2016 20:30

Dzięki wszystkim za komentarze!

@DonPatch Zapamiętam. Przyda się przy własnym (kiedyś tam) berbeciu! ;)

@michal_juve Jeśli odejdę, to nie bez pożegnania, spokojnie ;)

@SokolJuve @buzerantxD O, znaleźli się obrońcy jedynej słusznej orientacji. Żartuje, poprawione ;)

@BuzerantxD Uwagi poprawione, dzięki!!!

Co do Bologny, to zawsze powołuję się na inny link SJP (http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/B

ologna-z-Bolonii;12700.html), plus prywatną rozmowę z profesorem Miodkiem na temat odmiany nazwy własnej "Bologna FC" ;)

W ogóle właśnie widzę, że w sprawie mojej i BoloGny radził się ktoś niedawno SJP. No będę tej odmiany bronił autorytetem Miodka. Specjalnie pytałem, bo sam miałem wątpliwości ;)

@NewMaldini Mertensa bym dał, ale mamy w bazie tylko stare zdjęcie, na którym wygląda na maks. 14 lat. Donnarummy chyba nie mamy w ogóle, Higuaina bym pewnie dał, gdybyśmy mieli go w koszulce Juve, podobnie jest z Baccą - nie lubię korzystać ze zdjęć z dawnych klubów ;)

Hedrik | 22.08.2016 20:32

Teks świetny, bardzo dobrze się go czyta, czekałem z ustesknieniem na te wieczory z serie a. Panie Tomaszu, pisz Pan dalej bo robisz to Pan bardzo dobrze. Mrużę oczy....tfu...tzn kłaniam się.

TLubczynski | 22.08.2016 20:35

@Hedrik Dzięki ;) Nie zamierzam przestawać, bo i niewiele więcej pożytecznych rzeczy umiem w życiu robić.

@buzerantxD Odnośnie długości tekstu i pomyłek - tak jak piszesz, czasem już nie wyłapię pewnych rzeczy i wiadomo, że najlepiej byłoby przepuścić tekst przez korektę. Ale! Szkoda czekać, aż ktoś wstanie o 9 rano, gdy mogę tekst puścić o czwartej czy piątej ;)

Dlatego też zawsze jestem wdzięczny, gdy ktoś widzi pomyłkę i mi ją zgłasza.

Ragnarock | 22.08.2016 20:55

TLubczynski
Fajnie by było zobaczyć pod każdym tekstem krótkie podsumowanie. Mam na myśli wybór najlepszej drużyny kolejki, najgorszej drużyny kolejki, najlepszy zawodnik, 11 kolejki.

TLubczynski | 22.08.2016 20:57

Jedenastka kolejki będzie osobno, gol kolejki też. Tyle że jutro, dzisiaj już nie dam rady. Co do wyboru, najlepszej i najgorszej drużyny kolejki - ciekawy pomysł, rozważę ;)

Ciukers87 | 22.08.2016 22:19

Czekałem z niecierpliwością na te sarkastyczno- ironiczne opisy spotkań.  W końcu co się uśmiałem to moje.  Brawo.  Można by jeszcze 11 kolejki dać i anty z małymi opisami :-P

rediroma | 22.08.2016 22:35

Taaaa, Strootman, to szklany zawodnik. Raz zerwal wiezadla, a kolejne absencje to nastepstwa zle przeprowadzonej operacji przez dr van Dijka (?). Normalnie literatka.
Zabawne jest tez to jak kibice Juve deprecjonowali umiejetnosci Pjanica, dzis to najlpeszy pomocnik serie a - wystarczyl tylko podpis pod kontraktem :)))

PerSempreMilan | 22.08.2016 23:05

Świetna lektura, skończyłem czytać i jest to taka recenzja i opis tego co się działo w Seriea, fajna sprawa bo można być na bieżąco w wielu tematach :)

Forza Milan!

buzerantxD | 22.08.2016 23:28

@TLubczynski mimo tego, ze sam nie przykladam wielkiej wagi do tego jak pisze, ciesze sie, ze moglem pomoc. Wlasnie cos mi z ta Bologna juz wczesniej nie pasowalo, ale wydaje mi sie, ze ten temat byl juz w komentarzach na seria.pl kiedys poruszany. Dzieki za link. Ja bym wybral opcje pierwsza, Ty wybrales druga i obaj mamy racje. Jezyk polski w swojej zlozonosci jest piekny.

Keep up the***d work - jestes jedynym pozytywem tej strony. [edit]

Kokodzambo | 23.08.2016 00:54

@rediroma, bądź poważny i nie wrzucaj wszystkich kibiców do jednego worka. Ci, którzy jechali po Pjaniciu i sprowadzali jego wkład w grę do stałych fragmentów, to pewnie Ci sami którzy porównywali 1:1 < opierając się głównie na statach>Marchisio z Pogbą, Mandżukicia z Higuainem i Evrę z Sandro. Tak po prostu jest, nie każdy ma coś mądrego do napisania, ale to nie jest powód aby uogólniać.

Serie A - piękno w brzydocie. Uwielbiam tę ligę. A Ty, Tomaszu, zbyt długo kazałeś na siebie czekać! Się bałem, że dałeś sobie siana z \"Mrużąc oczy\".

michal_juve | 23.08.2016 10:10

rediroma

Po pierwsze, jak zauważył Kokodzambo, nie uogólniaj.

Po drugie analogiczną sytuację (tylko w drugą stronę) widziałem po transferze na forach Romanistów - wtedy też nagle w ich oczach Panicz stał się człapaczem, gościem tylko od rzutów wolnych, zbędnym balastem itp mimo, że wcześniej często był wychwalany jaki to genialny pomocnik. Dla mnie to jest tak samo zabawne i żałosne jak kwestia o której wspomniałeś w przypadku niektórych "fanów" Juve. Tego typu ludzie-chorągiewki byli, są i będą w środowisku kibiców każdego klubu i nie ma co specjalnie zwracać na nich uwagi i przytaczać ich "genialnych" teorii.

Także bądźmy poważni i przynajmniej starajmy się zachować obiektywizm.

rediroma | 23.08.2016 10:36

@Kokodzambo, @michal_juve,
oczywiscie nie uogolniam, no i zauwazam to samo u romanistow, napisalem o tym bo na jakiejs stronie juventinich przeczytalem ze to najlepszy pomocnik serie a, a nawet swiatowy top :)

Odet | 23.08.2016 11:37

Też się zmartwiłem, gdy nie znalazłem wczoraj rano "mróżąc oczy" (tak ja też budżetówka, czytam rano:))

22 Osłów, tytuł adekwatny :)
Nie zmienia się trenera 12 dni przed inauguracją, zwłaszcza na amatora z Holandii.

Pozdr.

michal_juve | 23.08.2016 12:59

rediroma

Wierz mi, ja sam jak czasem czytam wypociny niektórych użytkownikach na forach kbiców Juve to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać :) Z Pogbą było podobnie jak z Paniczem u Romanistów - nagle z bóstwa stał się co najwyżej "dobrym" piłkarzem w oczach niektórych kibiców Juve - nóż się w kieszenie otwiera ale co poradzisz...

A co do Pjanica to zobaczymy jak będzie się sprawował jako czysty regista - czas pokaże. Póki co to trochę niewiadoma. Nie mniej klasy nie można mu odmówić.

rediroma | 23.08.2016 13:28

@michal_juve,
Zobaczymy, w Rzymie gwiazdorzenie i lenistwo przechodzi (vide vucinic, osvaldo, pjanic) a w Juve raczej nie. Wiec albo Miralem sie będzie starał, albo ktoś usadzi gwiazdę na ławie.

adini | 23.08.2016 19:22

@michal_juve

Jedna uwaga, Pjanic był od dawien dawna krytykowany przez kibiców Romy. Może w ubiegłym sezonie, akurat nieco mniej, zrozumiałe w końcu rozegrał najlepszy sezon w Rzymie. Jednak cofając się sezon czy dwa do tyłu, to był jednym z najbardziej ''hejtowanych''graczy.

ssc1926 | 24.08.2016 11:16

Obszernie, ciekawie i z uśmiechem ;) Chętnie zaglądam do takiej lektury...
Nic tylko się cieszyć, że są tacy ambitni ludzie jak autor tekstu; no i że Serie A w końcu wystartowała.
Pierwsza kolejka co nam przyniosła?
Niespodzianki w postaci postawy Interu czy Napoli (to te in minus); sporą ilość goli; niezłe początki Polaków w swoich klubach (tu liczę jeszcze na powrót miedzy słupki solidnego w zeszłym sezonie Skorupskiego czy na znalezienie swojego miejsca na boisku przez Salamona).
Sezon rusza i mam nadzieję, że co tydzień emocji będzie co niemiara.

ps. też mrużę oczy przy tv



seriea.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy
27.09 19:56