Zagubieni na Maxa, dokąd zmierza Juve?

Leonardo Bonucci
Leonardo Bonucci PressFocus

Po raz pierwszy w historii Juventus przegrał dwa pierwsze mecze w grupie Ligi Mistrzów. Porażka z Benfiką oznacza, że Bianconeri znaleźli się w bardzo trudnym położeniu i szanse na wyjście z grupy drastycznie zmalały. W Serie A drużyna Massimiliano Allegrego również nie zachwyca, a głosy nawołujące do zwolnienia toskańskiego szkoleniowca są coraz głośniejsze. 

  • Juventus na początku sezonu 2022/23 znajduje się w głębokim kryzysie
  • Stara Dama wygrała tylko dwa z ośmiu rozegranych meczów
  • We włoskich mediach coraz głośniej mówi się o możliwym odejściu Massimiliano Allegrego

Dwa zwycięstwa

Sezon dopiero co się rozpoczął, jest połowa września a Juventus już znajduje się w głębokim kryzysie. Na osiem spotkań w Serie A i w Lidze Mistrzów Bianconeri wygrali tylko dwa, na inaugurację z Sassuolo oraz w czwartej kolejce ze Spezią. Pokonali tylko drużyny, które najprawdopodobniej będą walczyć maksymalnie o środek tabeli. Oczywiście, Starej Damie należało się również zwycięstwo z Salernitaną, ale skandal związany z nieuznanym golem Arkadiusza Milika nie może przysłonić tego, że był to kolejny słaby mecz Piemontczyków. 

Juventus w tym sezonie jest bardzo nierówny. Bianconeri jeszcze nie rozegrali dobrego meczu od pierwszej do ostatniej minuty. Drużyna Maxa Allegrego gra zrywami. Z Benfiką rozpoczęli znakomicie, wydawało się, że mogą rywala zdominować, ale trwało to zaledwie kilkanaście minut. Wcześniej, w Paryżu obudzili się dopiero w drugiej połowie. Podobnie było z Salernitaną, gdy przespali pierwsze trzy kwadranse. Długo moglibyśmy tak wymieniać, bo nawet w wygranym meczu z Sassuolo momentami wyglądało to fatalnie, gdy nie mogli wyprowadzić piłki z własnej połowy. Problemy drużyny przykrył wówczas fenomenalny występ Angela Di Marii. 

Wiemy, że Juventus jest osłabiony. Inaczej by to wyglądało, gdyby do dyspozycji trenera byli Federico Chiesa, Paul Pogba, Manuel Locatelli i Di Maria, którego też dopadały problemy zdrowotne. Bianconerim brakuje lidera, a po odejściu Paulo Dybali nie ma w składzie zawodnika, który swoim błyskiem odmieniłby losy meczu, jak choćby Di Maria przeciwko Sassuolo. Nie może to jednak stanowić usprawiedliwienia dla takiej postawy zespołu. Dwie wygrane i 10 punktów w sześciu kolejkach Serie A to lepszy wynik niż na starcie poprzedniego sezonu, ale taki progres nikogo nie cieszy. Problem nie tkwi tylko w osiąganych rezultatach, głównie chodzi o fatalny styl i niezrozumiałe decyzje trenera, co na koniec przekłada się na złe wyniki. 

“Czuję że ten Juventus jest zmęczony fizycznie i psychicznie. To martwi mnie najbardziej, już nie patrząc nawet na samą grę” – powiedział po porażce z Benfiką były piłkarz Juventusu, Claudio Marchisio. 

To powszechna, gorzka dla fanów Juve obserwacja. Obecna drużyna jest w stanie rozkładu, za co winę, w dużej mierze ponosi Massimiliano Allegri. Coraz więcej źródeł we Włoszech podaje informację jakoby toskański szkoleniowiec powoli tracił szatnię. Zawodnicy nie rozumieją niektórych decyzji, na przykład ściągnięcia z boiska, w meczu z Benfiką Arkadiusza Milika, który tworzył największe zagrożenie. Samo nastawienie drużyny w większości spotkań też jest zaskakujące. W drugiej połowie meczu z Fiorentiną Juventus wyglądał żenująco na tle rywala, który przecież też znajduje się w dołku. Bianconeri grali na przetrwanie, zadowalając się remisem, nie tworzyli żadnego zagrożenia. Jedyny celny strzał oddali na samym początku, gdy Milik wyprowadził ich na prowadzenie. Wyglądało to tak jakby Turyńczycy grali w dziesiątkę i byli skazani na dramatyczną walkę o punkt.

Bez progresu 

Kolejnym mocnym zarzutem w stronę Massimiliano Allegrego jest fakt, że trudno wskazać w Juventusie piłkarzy, którzy pod okiem tego trenera zaliczyliby progres. Allegri przestał rozwijać swoich zawodników. Częściej obserwujemy zjazd formy aniżeli rozkwit konkretnych piłkarzy. Kadra Juventusu jest przetrzebiona kontuzjami, ale nie jest tak słaba jak wskazują na to wyniki. 

Należy zadać pytanie, co dalej? W Lidze Mistrzów Stara Dama może nie wyjść z grupy po raz pierwszy od sezonu 2013/2014, gdy zajęli trzecie miejsce, nie dając rady Realowi Madryt i Galatasaray. Po spadku do Ligi Europy dotarli do półfinału, gdzie przegrali dwumecz z Benfiką. Ostatnie lata w Champions League to stopniowy zjazd, od finału w 2017 roku, przez ćwierćfinał, następnie kolejne kompromitujące wpadki w ⅛ finału. Być może kolejnym fałszywym krokiem będzie odpadnięcie w grupie. W Serie A nikt nie zagwarantuje Starej Damie miejsca w TOP4, a brak awansu do Ligi Mistrzów byłby dla klubowej kasy kolejnym ciosem. Latem włodarze Juventusu działali bardzo sprawnie, zdołali znacząco ograniczyć rozbuchany budżet płacowy, ale brak miejsca w czołowej czwórce na koniec sezonu oznaczałoby kolejne drastyczne cięcia. 

Włoskie media informują o rosnącym napięciu wśród klubowej wierchuszki i malejącym poparciu dla trenera, ale z drugiej strony, wedle tych wiadomości, nikt nie rozważa rychłego rozstania z Allegrim. Możemy się tylko domyślać, bo nie mamy insajderskiej wiedzy, ale na logikę chodzi o pieniądze i niechęć przyznania się do winy. Andrea Agnelli bardzo chciał powrotu Maxa i zaoferował mu lukratywny, długi kontrakt. Teraz musiałby (i powinien) uderzyć się w pierś i przyznać do błędu. Problem w tym, że Juventusu nie stać na zwolnienie Allegrego. Toskańczyk ma kontrakt do 2025 roku, który kosztuje Bianconerich prawie 13 milionów euro brutto rocznie. To ogromne pieniądze. Z drugiej jednak strony, jeśli Juve nie wyjdzie z grupy w LM i nie zajmie miejsca w TOP4 w Serie A to klub straci ponad 60 milionów euro. Nie są to łatwe decyzje. Tym bardziej, że możliwości na rynku nie jest wiele – Roberto De Zerbi, który byłby niewiadomą w tak dużym klubie oraz dwie bardzo drogie opcje – Thomas Tuchel i Maurizio Pochettino. Czy Juventus stać na takie ryzyko? Nie wiemy. Naturalne wydaje się, że takie rozważania kiełkują w głowach panów Agnellego, Arrivabene i Nedveda. 

Pamiętamy jak potoczyła się historia Chelsea w sezonie 2020/2021. Drużyna Franka Lamparda zawodziła. W styczniu pojawił się Tuchel, a w maju The Blues świętowali wygraną w Lidze Mistrzów. Juventus nie ma takich zasobów finansowych jak Londyńczycy by frywolnie zmienić szkoleniowca. Nie ma też kadry na miarę wygranej w Champions League, ale ten przykład pokazuje, jak wiele zmienić może zmiana szkoleniowca. Nawet w trakcie sezonu, choć nie każdy może naprawić samolot w trakcie lotu. Kiedyś byliśmy zwolennikami Allegrego, ale obecnie podpisujemy się pod hasztagiem #AllegriOut. 

PIOTR DUMANOWSKI
DOMINIK GUZIAK
ELEVEN SPORTS 

Komentarze

Comments 3 comments

Allegri musi zostać i kontynuować swoje dzieło staczanki Juventusiku. 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀
Allegri pięknie buduje Milika czyli symbol obecnego Juventusiku. 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀
Mylik jest lepszy od Vlaho i musi kaleczyć w pierwszym składzie Juventusiku. 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀

Dumanowski&Guziak: “…podpisujemy się pod hasztagiem #AllegriOut” – Wolno każdemu, poważni ludzie calcio powiedzą że to absurd: nie ma zastępcy i odziedziczyłby te same realia, jakimi jest jednoczesne wypadnięcie 3ch graczy filarów koncepcji. Tylko mając zagwarantowanego jednego z finansowo nieosiągalnych możnaby pozbywać się trenera aktualnego. Allegri powróci przy pełnym składzie, osobną kwestią jest koncepcja zarządu oparcia składu na ryzykownych Pogbie i DiMarii.
Ggargamell: “…Mylik jest lepszy od Vlaho…” – powiem w czym: potrzebuje jak na razie 50min w lidze by trafić i ma gola w LM podczas gdy Vlahovic nie ma celnego strzału, trawa równa dla obu

Dla mnie przeprowadzone przez Juventus transfery były nietrafione. Każdy się śmiał, że Pogba szklanka, sama byłam przeciwna Di Marii, że to jeździec bez głowy i myślę, że miałam rację. Nie ma kto grać każda formacja to dno. Nie ma nawet kogo wyróżnić w drużynie, wszyscy równo grają piach. Brak im woli walki…Po prostu wpływa im wypłata na konto i mają wywalone.