Szczęsny jak Vlahović, tyle że w bramce. Polak znów filarem Juventusu

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny PressFocus

Statystyki mówią, że bramkarz ma około 15 proc. na obronienie rzutu karnego. To już jest bardzo mało, a gdybyśmy poszukali odpowiedzi, jak dużą szansę ma na skuteczną interwencję trzy razy z rzędu, otrzymamy pewnie wynik w granicy błędu statystycznego. Dobrze, że Wojciech Szczęsny nie myśli, jak niewielka nadzieja mu została w takich sytuacjach, tylko po prostu broni. Trzy złapane karne z rzędu to statystyka, która powinna się odbić szerokim echem w Europie.

  • Wojciech Szczęsny zaczął sezon w najbardziej koszmarny możliwy sposób. A jednak błyskawicznie się odbudował i znów jest filarem Juventusu
  • “La Gazzetta dello Sport” ostatnio nazwała Polaka Vlahoviciem w bramce
  • W meczu z Sampdorią Szczęsny obronił trzeciego karnego z rzędu

Opinia ciągnie się za Szczęsnym. Niesłusznie

Ponoć dla piłkarza nie ma nic starszego niż jego mecz sprzed tygodnia. To bzdura. Zwłaszcza jeśli chodzi o popełnione przez niego błędy. Te są wiecznie żywe. Nie ma znaczenia, w jak dużym stopniu dany zawodnik odkupi swoje winy, bo ludzie zawsze będą o nich pamiętać. Jednym z takich piłkarzy, którzy wiecznie siedzi na minie, jest Wojciech Szczęsny. Może mieć tysiąc świetnych interwencji, a gdybyście spytali przeciętnego kibica, czy Juventus to dla niego nie za wysokie progi, jestem pewien, że od wielu usłyszycie odpowiedź twierdzącą. Bo na początku sezonu zawalił dwa mecze. Paradoks polega na tym, że to jedyne zawalone przez niego spotkania od startu rozgrywek, a seryjnie odnotowane czyste konta raczej nie wzięły się z przypadku.

Trzy karne z rzędu

Po koszmarnych meczach z Udinese i Napoli, w których – jak przyznał sam Szczęsny – zawalił swojemu klubowi pięć punktów, Polak odrobił te straty samymi bronionymi karnymi. Ten z Sampdorią był trzecim z rzędu. Juventus prowadził wtedy 2:0, więc nie można przewidzieć, jak mecz potoczyłby się dalej, ale w przypadku jedenastek odbijanych przeciwko Romie, wątpliwości co do wartości tych interwencji nie ma żadnych. Co więcej, Szczęsny znów – jak w swoim najlepszym sezonie w Juve – stał się ubezpieczeniem na życie. Jakkolwiek szokująco to brzmi, Bianconeri bez Polaka w bramce prawdopodobnie niedawno przegraliby ze Spezią, a nie wywalczyli bezcennych trzech punktów.

Takich meczów było więcej, co pokazuje, że niekoniecznie to defensywa Juventusu stanowi taki monolit, co pomaga jej właśnie bramkarz. 26 goli straconych przez Starą Damę w 29 meczach to godna statystyka, ale jeśli spojrzymy na współczynnik xGa (straconych goli oczekiwanych), zobaczymy, że Juve powinno mieć ich ponad 30 (dokładnie o 4,28 więcej straconych bramek, niż ma to miejsce w rzeczywistości). To drugi najlepszy wynik w lidze, bo jedynie Inter ma na koncie o 6,57 goli straconych mniej niż powinien mieć.

Zachwiana pozycja

By prześledzić wzloty i upadki Szczęsnego w Turynie, trzeba się cofnąć do samego początku. W 2017 roku został uznany za idealnego następcę Gigiego Buffona i na tej opinii słusznie jechał przez dwa lata – najpierw jako zmiennik legendy, później już jako jedynka. Pierwszy mini-kryzys przyszedł w momencie przejęcia klubu przez Maurizio Sarriego, ale naprawdę słabiej zaczął wyglądać rok temu. Do tego stopnia, że głośno mówiło się o konieczności sprowadzenia na Allianz Gianluigiego Donnarummy, którego przybycie byłoby równoznaczne z końcem ery Szczęsnego. Włoski mistrz Europy wylądował jednak w PSG, a wielkie wsparcie Polakowi okazał Max Allegri, który nawet po wpadkach z Udinese i Napoli nie przestawał podkreślać, jak wielkie znaczenia zarówno pod kątem piłkarskim, jak i ludzkim, ma dla niego nasz bramkarz. Wydawało się jednak, że dla odnalezienia równowagi psychicznej, wyląduje na ławce. Ponoć sam Szczęsny odrzucił taką opcję – Allegri mu ją jedynie proponował – i błyskawicznie zabrał się za odkupywanie win. Dziś pewnie mało kto pamięta, ale jeśli Juve wciąż ma szanse na mistrzostwo, to też dzięki nieprawdopodobnej interwencji Polaka w pierwszym meczu z Milanem, gdy zatrzymał Pierre’a Kalulu.

Allegri znaczy zmiana

Co się zmieniło wraz z powrotem Allegrego? Kilka miesięcy temu bramkarz Juventusu odpowiedział na to pytanie. – Nasz duch i spojrzenie na defensywę uległy zmianie. Widać rękę trenera, staliśmy się drużyną potrafiącą wygrywać 1:0 (po odejściu Allegrego, Juventus zaliczył blisko sto meczów bez zwycięstwa 1:0. Tylko w tym sezonie wygrywał w tych rozmiarach dziewięć razy – przyp. red.). Jest zupełnie inny etos pracy. Zapytany o swoją postawę, nie krył: – Nigdy nie myślałem o odejściu z Juve. Kiedy dobry gracz przechodzi przez trudny okres, taki jak mój, musi się odciąć od świata i popracować nad odzyskaniem pewności siebie. Bez wsparcia wszystkich wokół byłoby ciężko.

“La Gazzetta dello Sport”, czyli dziennik, który niedawno nazwał Szczęsnego Vlahoviciem w bramce – każdy wie, jak gigantyczną rolę odgrywa Serb od przybycia do Turynu – o Polaku teraz pisze tak: “On jest jednym z filarów nowego Juventusu. Prawdą jest, że bez pierwszych czterech meczów sezonu, dziś Juve prawdopodobnie byłoby liderem Serie A, ale być może tamte wydarzenia były niezbędne, by ten zespół się skonsolidował. Teraz Juve ma bramkarza bardziej niż niezawodnego, co daje Allegremu gwarancję, że nie stanie się nic złego, jeśli skupi się na pracy nad innymi obszarami boiska. Martwienie się o bramkarza spadło z listy priorytetów”.

Mecz kolejki

Torino – Inter 1:1. Mistrzowie Włoch w ostatnim czasie mają wielki problem z ustabilizowaniem formy. W tabeli za ostatnie sześć meczów zajmują miejsce w drugiej połowie tabeli z zaledwie sześcioma zdobytymi punktami, ale kolejna ich strata w Turynie nie tyle była efektem słabości Nerazzurich, co świetnego meczu w wykonaniu gospodarzy. Inter oczywiście miał swoje okazje – zmarnował ich całą masę – jednak przy odrobinie niższym współczynniku szczęścia równie dobrze w 90. minucie mógł przegrywać już 0:3, a nie liczyć na wyrównującego gola.

Całe spotkanie było fantastyczne i nawet rzut oka na expected goals (2,30:2,66) pokazuje, jak mocno niedoszacowanym wynikiem było 1:1 i jak wielką rolę odegrali w niedzielę obaj bramkarze. Simone Inzaghi (cytat za Intermediolan.com): – Zgubiliśmy siłę, energię, piłkarzy w kluczowym momencie sezonu, jednak to nie może być wymówka, stać nas na więcej. Przed nami 10 meczów plus półfinał Coppa Italia, musimy odzyskać tak dużo sił i zawodników, jak to tylko możliwe. Dziś graliśmy po serii kilku wymagających spotkań, teraz naszym celem jest odzyskanie energii i poprawa dorobku punktowego. Będziemy przystępować do tych 10 finałów mecz po meczu. Obniżyliśmy średnią punktów na mecz w lidze, ale nie ma powodów do niepokoju. Mamy szansę trenować więcej i lepiej oraz na zoptymalizowanie naszej siły poprzez znalezienie przyczyn tych rezultatów. Czujemy zmęczenie fizyczne i psychiczne, jesteśmy Interem i możemy grać lepiej. Podejście nie było właściwe, ale wykreowaliśmy sporo okazji.

Wydarzenie kolejki

Szokujący brak karnego dla Torino w meczu z Interem. Nie da się tego zrozumieć. Jeśli ktoś nie widział tej sytuacji, jest na filmie od 0:55. Doskonale ustawiony sędzia, mający widok na całą akcję, najpierw nie dopatrzył się przewinienia, a później z błędu nie wyprowadził go jego VAR. Paradoks polega na tym, że na całym świecie były dwie osoby, które nie zauważyły karnego i los tak chciał, by były to dwie osoby odpowiedzialne za prawidłowy przebieg meczu Torino – Inter. To była sytuacja kluczowa dla całego meczu oraz – być może – dla losów mistrzostwa Włoch. Dlatego władze ligi jej nie zlekceważyły i – jak donosi „La Gazzetta dello Sport” ukarzą Marco Guidę i Davide Massę zawieszeniem na trzy-cztery mecze. Rozmiarów sędziowskiego skandalu to jednak nie zmniejszy.    

Piłkarz kolejki

Alvaro Morata (Juventus). To też jest dość ciekawa historia. Gdy do Turynu przybył Dusan Vlahović, wydawało się, że pierwszym piłkarzem, jaki znajdzie się na wylocie, będzie właśnie Morata. Hiszpan wciąż jest jedynie wypożyczony do Juve, w dodatku w styczniu romansował z Barceloną. Tym czasem odkąd Serb zaczął grać w pasiastej koszulce, nikt tak bardzo nie poszedł do góry, jak Morata. Świetnie spisuje się w roli napastnika odpowiedzialnego za wracanie po piłkę i jej rozgrywanie, a gdy Max Allegri postanowił dać Vlahoviciowi odpoczynek, Morata wziął na swoje barki też ciężar zdobywania goli. Dwa trafienia przeciwko Sampdorii są tylko symbolem, jak dobrą formą ostatnio złapał snajper Juventusu.

Polak kolejki

Jakub Kiwior (Spezia). Równie dobrze wyróżnienie mogłoby trafić do Wojciecha Szczęsnego, ale nie można nie docenić tego, co defensywny pomocnik Spezii robi w ostatnich tygodniach. „Kluczowy” – pisze o nim „LGdS” oceniając jego rolę w zwycięskim meczu z Cagliari (2:0). Gra w środku pola, ale realnie wzmacnia defensywę do tego stopnia, że rywale mają problem stworzyć dobrą sytuację. Jeden z największych progresów w perspektywie całej ligi.

Gol kolejki

Nahuel Molina w meczu Udinese – Roma (1:1). Kolejny dowód na to, że gdy precyzja jest perfekcyjna, to nie ma potrzeby używania wielkiej siły. Piękny „rogal” sprzed pola karnego w wykonaniu Argentyńczyka. Na filmie od 0:42.

Komentarze