Włosi zostają w komplecie w pucharach. Podsumowanie jesieni

Arkadiusz Milik
Arkadiusz Milik Grzegorz Wajda

Za 10 dni dobiegnie końca ligowe granie przed katarskim mundialem, ale fazy grupowe europejskich rozgrywek doczekały się już swoich rozstrzygnięć. Włochy miały tej jesieni siedmiu przedstawicieli w kontynentalnej rywalizacji i pierwszą dobrą wiadomością jest to, że każdy z nich będzie grał w Europie także wiosną. Co prawda nie wszyscy znajdą się w takich rozgrywkach, o jakich marzyli, ale siedmioma przedstawicielami w pucharach w 2023 roku mogą pochwalić się jeszcze tylko Anglicy i Niemcy (choć ci drudzy mieli ich jesienią w grze aż ośmiu). 

  • Siedem włoskich drużyn będzie kontynuowało występy w europejskich pucharach w przyszłym sezonie
  • Największy zawód sprawił Juventus, który pożegnał się z rozgrywkami Ligi Mistrzów i pozostanie mu walka w Lidze Europy
  • Swój cel zrealizowały zespoły Napoli i Milanu, które pewnie zameldowały się w fazie pucharowej Champions League

Juventus największym rozczarowaniem

Ogólna ocena występów włoskich klubów w pucharach jest pozytywna, a najważniejszym jej składnikiem jest obecność trzech drużyn w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Czterech ekip na tym etapie Champions League calcio nie miało nigdy, więc takie osiągnięcie trzeba traktować jak optymalne możliwości włoskiej piłki. W zeszłym sezonie w swoich grupach ugrzęzły Milan i Atalanta, w tym sezonie dotknęło to Juventus, który z grupy wychodził regularnie od 2014 roku. Bianconeri przechodzą do Ligi Europy, w której plan wykonała Roma, wyprzedzając Łudogorec oraz HJK i wychodząc z grupy za plecami Betisu. Jej drogą nie poszło Lazio, które w wyjątkowo wyrównanej grupie miało tyle samo punktów co wszyscy rywale (!), ale bilans bramek dał biancocelestim trzecie miejsce i zjazd do Ligi Konferencji Europy. Tam z kolei swój plan minimum wykonała Fiorentina, która zajęła drugie miejsce w grupie. Viola, podobnie jak Lazio i Roma, w taki sposób utrzymała się na powierzchni, ale zamiast wrócić do gry w marcu, będzie musiała stanąć w szranki w dodatkowej rundzie pucharowej już w lutym.

Największym rozczarowaniem jesieni jest z pewnością postawa Juventusu. Oczywiście można było z góry zakładać, że w rywalizacji z naszpikowanym gwiazdami PSG Stara Dama będzie miała problemy. Wydawało się jednak, że bezpośrednią walkę o wyjście z grupy zawodnicy Massimiliano Allegriego stoczą z Benficą. Rzeczywistość mocno odbiegała od realiów – zespół z Lizbony prezentuje jesienią efektowny futbol, jest jedną z rewelacji rozgrywek i okazał się o włos lepszy od paryżan. W bezpośrednich starciach z tymi zespołami Juve potrafiło nawiązać fragmentami walkę, ale nie zdobyło choćby punktu. Kompromitacją zapachniało w Lizbonie, gdy Benfica prowadziła już 4:1, mając wiele sytuacji na znaczne podwyższenie wyniku. Prawdziwym blamażem była porażka z Maccabi w Hajfie, gdzie Bianconeri zostali zasłużenie pokonani. Domowa wygrana z mistrzami Izraela sprawiła, że do awansu do Ligi Europy wystaczyły łącznie zaledwie 3 punkty. Jeszcze w zeszłym sezonie tak mizerny wynik nie dałby trzeciego miejsca w żadnej z grup. Liga Mistrzów okazała się odzwierciedleniem problemów trapiących Juve w Serie A, a domowe zwycięstwo nad Maccabi odniesione w naprawdę dobrym stylu było niemal kalką meczów z Sassuolo czy Bolonią – spotkań wygranych, gdy rywal zmagał się z kryzysem (w przypadku Maccabi – z rygorystycznym postem podczas święta Jom Kippur). 

Inter przed Barceloną

Największym pozytywem jest za to wyczyn Interu. Po losowaniu grup wydawało się, że faworytami do zajęcia dwóch pierwszych miejsc są Bayern Monachium i Barcelona. W poprzednim sezonie Nerazzurri męczyli się długo z Szachtarem, by ostatecznie wyjść z grupy za plecami Realu Madryt. Tym razem trafili do towarzystwa, które wydawało się bardziej skupiać na powrocie Roberta Lewandowskiego na Allianz Arenę, niż na starciach z borykającym się od początku sezonu z problemami zespołem Simone Inzaghiego. A to właśnie spotkania z Barceloną okazały się momentem, w którym Inter wyszedł z kryzysu. Na Camp Nou przełamał się Lautaro Martinez, na Giuseppe Meazza już jako bramkarz numer 1 wyszedł Andre Onana. W obu spotkaniach z Dumą Katalonii zespół pokazał, że przy świetnej dyspozycji Hakana Calhanoglu potrafi grać bez Marcelo Brozovicia. Na nowo zaczęła też dobrze funkcjonować defensywa. Bayern był poza zasięgiem, ale punkty zdobyte z Barceloną i Viktorią Pilzno dały pewny awans na kolejkę przed końcem. Wejście do fazy pucharowej rok po roku nie udawało się Interowi od przeszło dekady, a gdyby nie zmarnowana sytuacja Asllaniego na Camp Nou w doliczonym czasie, mogło stać się faktem jeszcze nawet przed piątą kolejką. 

Napoli i Milan z pewnym awansem

Swoje zadania pewnie wykonały Napoli i Milan. O zespole Luciano Spallettiego właściwie nie da się już pisać inaczej niż w superlatywach – najskuteczniejszy zespół całej fazy grupowej, zwycięzca swojej grupy, który w Lidze Mistrzów wygrywał mecze jeszcze efektowniej, niż w Serie A. Porażka w ostatniej kolejce nie zepsuła ogólnego wrażenia – takie Napoli stać na coś więcej, niż tylko 1/8 finału, i to niezależnie od losowania. Dzięki fazie grupowej cała Europa mogła zobaczyć, że magia Chwiczy Kwaracchelii działa nie tylko na Półwyspie Apenińskim, a Giovanni Simeone mógł spełnić marzenie z dzieciństwa i strzelić gola w Lidze Mistrzów. W ich przypadku można żałować tylko tego, że pierwsze mecze 1/8 finału dopiero za grubo ponad 3 miesiące. W przypadku Milanu przez ten długi czas będziemy tęsknić za atmosferą San Siro, która osiągnęła apogeum podczas spotkania z Salzburgiem. Po dziewięciu latach oczekiwania znów zobaczymy Rossonerich wśród 16 najlepszych ekip Starego Kontynentu. Dwa pewne zwycięstwa nad Dinamem Zagrzeb i efektowna wygrana z mistrzami Austrii w ostatniej kolejce, gdzie piłkarze Stefano Piolego zagrali tak, jakby faza grupowa była dla nich formalnością. Chelsea była poza zasięgiem i pokazała, ile Milanowi brakuje do ścisłego europejskiego topu, ale fakt, że mając warunek uniknięcia porażki w decydującym meczu mistrzowie Włoch zagrali niemal bezbłędnie jest dowodem na to, że Milan nie pęka w momentach, które przez wcześniejsze lata obnażały jego problemy w europejskich pucharach.

Liga Europy i Liga Konferencji

Dużym rozczarowaniem była postawia Lazio w Lidze Europy. Piłkarze Maurizio Sarriego potrzebowali remisu, by zająć drugie miejsce w grupie, a wygrana z Feyenoordem dałaby awans od razu do 1/8. W grupie, w której wszystkie zespoły zdobyły tyle samo punktów, odpadły te, które zaliczyły najwyższe porażki. Jedna z nich – 1:5 z Midtjylland – przydarzyła się drużynie, która do ostatniej kolejki Serie A miała najszczelniejszą obronę w Serie A. Dodatkowo nie udało się pokonać ani razu niżej notowanego Sturmu Graz, więc porażka w Rotterdamie była tylko dopełnieniem bardzo słabych występów piłkarzy z Olimpico. Wpadka z Łudogorcem Razgrad przydarzyła się w Lidze Europy także Romie, ale okazało się to jednorazowym wypadkiem przy pracy. Od Betisu rzymianie byli gorsi, ale w dwóch ostatnich kolejkach poradzili sobie z mistrzami Bułgarii oraz HJK Helsinki. Fiorentina brak wyjścia z pierwszego miejsca w grupie „zawdzięcza” słabemu początkowi rozgrywek. Sensacyjny remis z łotewskim RFS i blamaż z Basaksehirem w dwóch pierwszych kolejkach okazały się wtopami nie do odkręcenia. Mimo kompletu zwycięstw i trzynastu bramek w kolejnych czterech meczach nie udało się wyprzedzić rywala ze Stambułu. Plusem są cztery gole Luki Jovicia, który w Lidze Konferencji Europy wreszcie zaczął nabierać rozpędu po bardzo rozczarowująch początkach we Florencji. Jeszcze kilka tygodni temu było widać, że Fiorentina uczy się pucharów na nowo po kilkuletniej absencji, ale dzięki ostatnim występom udało się podtrzymać świetną serię – w XXI wieku Viola ani razu nie ukończyła występów w pucharach na fazie grupowej. Co prawda wcześniej dokonywała tego w Pucharze UEFA, Lidze Europy i Lidze Mistrzów, ale na obecność wiosną w Lidze Konferencji we Florencji nikt raczej nie powinien narzekać.

PIOTR DUMANOWSKI
DOMINIK GUZIAK
ELEVEN SPORTS

Komentarze