Włosi lecą w przepaść

Juventus FC
Juventus FC PressFocus

O 300 milionów euro wzrosły długi włoskich klubów licząc rok do roku. Łącznie długi klubów Serie A przekroczyły 2,8 miliarda euro. Palców jednej ręki starczy by wyliczyć ekipy nad kreską. A zobowiązania rosną i rosną, bowiem w sezonie 2019/20 w Italii wydano rekordową sumę na transfery…

Serie A na dużym zakręcie

“La Gazeta dello Sport” przynosi fatalne wieści dla wielbicieli calcio, wynika z nich bowiem, że Serie A dalej będzie tracić w stosunku do najmocniejszych lig Europy. Ba, wspomnienie czasów włoskiej dominacji odchodzi precz! Już nie wspominam o latach 80. kiedy Serie A było najlepszą ligą świata, ale wypomnę chociażby czasy początków Ligi Mistrzów, kiedy od 1992 do 1998 siedem razy z rzędu włoski klub grał w finale tych rozgrywek. Ba, jeszcze w pierwszej dekadzie wieku włoskie kluby (AC Milan 2003, 2007, Inter Mediolan 2010) wygrywały oraz dochodziły do finału turnieju (Juventus FC 2003, Milan 2005). Minione dziesięciolecie to już powolne obsuwanie się w europejskiej hierarchii. Co gorsza, wraz z nim coraz gorsze wyniki reprezentacji (finał Euro 2012 to ostatni sukces Włochów). 

W tym sezonie klubów z półwyspu Apenińskiego nie ma już w ćwierćfinałach europejskich pucharów mają raptem jednego reprezentanta w Lidze Europy. I koniec.  Gdzie te czasy, kiedy w reprezentacji Włoch nie mogli grać Zola i Baggio albo Totti i Del Piero. Dzisiaj Włosi wzięliby z pocałowaniem ręki chociaż jednego z tego kwartetu! Kto wie, czy sytuacja ekonomiczna nie zmusi klubów do radykalnej zmiany frontu. Może na modłę niemiecką?

Dlaczego? Bo trzeba ciąć koszty! W ciągi dekady długi klubów Serie A zostały podwojone. W sezonie 2019/20 zarządy wydały na transfery 933 miliony euro, chociaż 3/4 z nich już powinno było martwić się poziomem zobowiązań, w tym wobec banków. Najbardziej zadłużone w bankach kluby Italii? Oczywiście te najbardziej reprezentacyjne: Inter – 630 milionów euro, AS Roma – 552 mln, Juventus – 458 milionów. Tylko cztery kluby nie mają problemów z zadłużeniem: Atalanta Bergamo, Cagliari Calcio, Verona i SSC Napoli, czyli same ekipy, które nie tak dawno temu mało zbankrutowały, spadały i chyba wyciągnęły wnioski z tamtych problemów.
Tymczasem konkurenci żyją na kredyt, kupują za pieniądze z przyszłych praw telewizyjnych, przyszłych transferów i biletów na mecze, których na pewno w tym sezonie już nie sprzedadzą. 

Czarny scenariusz

Marcio Iraria, autor tekstu w “La Gazzecie” z niepokojem pisze, że jeśli kluby nie renegocjują umów z piłkarzami to będzie tylko gorzej. A Włosi doskonale już wiedzą, że wyjście z marazmu może potrwać latami i wymagać będzie przede wszystkim odmłodzenia ligi i postawienia na graczy własnego chowu. Nie uczynili tego po zapaści z początku wieku, kiedy to afera wokół kantów związanych z Parmą i Lazio omal nie załamała rynku transferowego w tym kraju. Nie zmienili – en masse – przyzwyczajeń po aferze totocalcio i degradacji Juventusu.
Bo jakże tu zmieniać kiedy w latach owych Milan był światową potęgą, a reprezentacjach w 2006 wygrywała mundial.

A dzisiaj? Gwiazdą Juve jest 36-letni Cristiano Ronaldo, Milanu 39-letni Zlatan Ibrahimović, szczęśliwie Inter odmłodził kadrę i jej trzon stanowią dzisiaj gracze w dwudziestokilkuletni, w tym kilku piłkarzy lokalnych. Pewnie, ktoś powie, Włosi mają piękne tradycje długowiecznych graczy, by wspomnieć Costacurtę, Maldiniego, a wcześniej na przykład Vierchowooda, Zoffa czy już w XXI wieku Zolę, lecz piękna tradycja długowiecznych kapitanów czy liderów obrony to jedno, a wzmagający się deficyt gwiazd to drugie.

Jak to robią inni?

Najlepszych Francuzów spotykamy poza ojczyzną głównie w Anglii i Hiszpanii, ewentualnie Bayernie. Trochę Hiszpanów, acz do reprezentacji trafiają głównie ci z zaciągu angielskiego. Niemca grającego w Serie A Joachim Loew nie powołał ostatnio ani jednego. Gdyby nie Juventus nie byłoby “Włocha” w kadrze Brazylii, chociaż tradycyjnie z tejże ligi szedł najważniejszy zaciąg dla Selecao. Słowem magia Serie A minęła. Czy bezpowrotnie? Na pewno na kilka najbliższych lat, bowiem włoski futbol widocznie stracił na jakości. I to w sytuacji, gdy trenerów zdaje się na rynku nie brakować. Inter, Milan, Juve, Napoli mają krajowych trenerów, reprezentację prowadzi świetnie znany Roberto Mancini, włoski trener prowadzi tą niesamowitą Atalantę, a wszystko w sytuacji, kiedy Massimiliano Allegri i Maurizio Sarri wzięli sobie wolne od trenerki, za to Carlo Ancelotti znowu siedzi w Anglii.

Już pokolenie mistrzów świata z 2006 wzięło się za trenerkę, prowadzą kluby w Serie A. A jednak wcale dobrze z ligą się nie dzieje. Włoskie kluby nie stają w awangardzie europejskiej myśli szkoleniowej, słabnie popularność ligi w światowych telewizjach, włoscy piłkarze wcale nie brylują u siebie w czołowych klubach. A tu jeszcze brak pieniędzy w kasie spędza sen z powiek prezesom. Radykalna zmiana przyzwyczajeń i ściąganie hurtowe obcokrajowców na niewiele się zdało. Francuzi czy Portugalczycy szybciej wychwytują narybek w Afryce i Ameryce Łacińskiej. W Europie największe diamenty szlifują Hiszpanie czy Niemcy, a Anglicy mają najwięcej pieniędzy więc każdego wyróżniającego się na rynku piłkarza, trenera a nawet dyrektora sportowego czy szefa skautingu biorą do siebie. Serie A od kilku sezonów drepcze w miejscu, chociaż po chudych latach jak zaszalała z transferami to spadła na świat pandemia, obnażając kruche podstawy włoskich klubów. Bo bez własnej bazy zawodniczej nie będzie żadnego renesansu, o czym zaświadczyć może Manchester United, FC Barcelona, Bayern czy Liverpool, albo nawet cala Bundesliga, której nic tak nie pomogło się przeflancować jak upadek imperium medialnego Kircha, po którym 2/3 klubów ledwie mogło wiązać koniec z końcem. Niemcy zacisnęli zęby, pozbyli się zagranicznych gwiazd, zmienili podejście do wychowanków i po kilku chudych latach (2003-2008) zaczęli wychodzić na prostą. Dzisiaj prostą jak ichnie autostrady. O czym niech świadczy fakt, iż w 1/4 finału Ligi Mistrzów mają dwa kluby ale aż czterech niemieckich trenerów i zawodników w siedmiu z ośmiu ekip pozostałych na placu boju. A to wszystko w sytuacji, gdy tracą jeszcze więcej niż Włosi na niesprzedanych biletach.

Tylko czy słyszał ktoś w Niemczech o szastaniu groszem poza jednym na trzy-cztery okienka transferem Bayernu? Mającego zresztą ośmiu graczy w kadrze Niemiec z czego większość gra w klubie od czasów juniorskich. Słyszał kto coś podobnego o Juventusie?

Bartłomiej Rabij

Komentarze

Comments 4 comments

Tekst spoko, tylko spóźniony o kilka lat. Zapaść włoskiej piłki to przedewzystkim lata 2013-2018 spuentowana brakiem awansu na MŚ. Natomiast już od kilku lat widać, że Włosi zdecydowanie poprawili szkolenie. Od lat regularnie sa w strefie medalowej imprez młodzieżowych

ME U17
2018 – srebrny medal
2019 – srebrny medal

ME U19
2016 – srebrny medal
2018 – srebrny medal

ME U21
2013 – srebrny medal
2017 – brązowy medal

MŚ U20
2017 – brązowy medal
2019 – 4 miejsce

Do tego dochodzi kilka miejsc w 8 w tym już w tym roku na U21 z szansą dalszego awansu.

To już przynosi efekty, bo przypominam że kadra nie przegrała od 25 meczy jest w finale Ligi Narodów.

Jeśli chodzi o ligę to tu sprawa jest bardziej skomplikowana, bo w gre wchodzą pieniądze, chociaż porażki z zespołami z Portugalii czy Holandii to w żaden sposób nie tłumaczy. W każdym razie, obecnie zdecydowanie Włoska piłka jest w fazie wnoszącej, chociaż oczywiście do świetności sporo brakuje.

Sukcesem dla tej kadry będzie wyjście z grupy, z tą falą wznoszącą można polemizować – Serie A już ponad dekadę bez żadnych europejskich trofeów, tytuły mistrzowskie zgarnia ta sama ekipa, ogromna przepaść finansową między czołówką, a resztą stawki, etc.

To na tej zasadzie można by powiedzieć, że wszystkie kraje poza Anglią i Hiszpanią są w kryzysie bo w ostatnich 10 latach europejskie puchary wygrywały tylko drużyny z tych dwóch krajów plus Bayern. We Francji jest jeszcze większa przepaść miedzy najlepszym a resztą, a w rankingu UEFA są ciągle pod Włochami, a mimo to nikt nie powie chyba że francuska piłka jest w kryzysie.
Wiadomo, że Serie A już pewne nigdy nie odzyska pozycji z lat 90tych, ale to nie tu jest problem. Problem był w szkoleniu, które Włosi totalnie zawalili, ale ewidentnie widać, że jest poprawa. Kto wie czy słabe wyniki włoskich ekip są spowodowane tym, że za bardzo zaufali obcokrajowcom. W Juve, Napoli czy Milanie Włochów jest jak na lekarstwo, może czas to zmienić.

“…Włochów jak na lekarstwo…”- Jeśli spojrzysz na kim opiera się Mancini zauważysz że filarem jego Italii jest Insigne a pierwszym zastępcą Florenziego i Donnarummy są DiLorenzo i Meret; to nie tak żle w porównaniu z uznanym za najbardziej włoski Interem (Bastoni, Barella, Sensi).