Szybkość, siła i sprawne oczy. Czy Udinese wraca na dłużej do ligowej elity?

Udinese Calcio
Udinese Calcio PressFocus

Gdyby przed startem sezonu ktoś powiedział nam, że Napoli po siedmiu kolejkach będzie liderem tabeli, pewnie pokiwalibyśmy głowami twierdząc, że widocznie nowi zawodnicy ściągnięci w letnim mercato odpalili szybciej, niż nam się wydawało. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że wiceliderem będzie Atalanta, moglibyśmy się zdziwić, bo La Dea nie zwykła zaczynać rozgrywek Serie A od mocnego uderzenia. Jednak w zapowiedź Udinese będącego na ligowym podium uwierzyć byłoby najtrudniej. Zespół, który w ostatnich sezonach przechodził powolna metamorfozę i próbował zerwać z łatką grającej fizycznie i mało widowiskowo drużyny, jest w tabeli przed Lazio, Milanem, Romą i Interem. I nie jest to przypadek, bo Romę i Inter piłkarze Andrei Sottila pokonali w efektowny i bardzo przekonujący sposób.

  • Udinese jest jedną z największych rewelacji pierwszej części sezonu Serie A
  • Andrea Sottil odmienił drużynę, która prezentowała w ostatnich latach siermiężny futbol
  • Udinese jako jedyne ma serię pięciu wygranych z rzędu w lidze włoskiej w tym sezonie

Udinese jakiego dawno nie było

Nic jednak nie dzieje się przypadkiem. Jeśli dokładniej przeanalizować to, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach na Dacia Arenie, wysoka pozycja Zebr ma swoje uzasadnienie. W poprzednich latach Udinese zwykle kończyło rozgrywki bliżej strefy spadkowej, niż środka tabeli. W 2016 roku udało im się uniknąć spadku dzięki jednemu punktowi przewagi nad Carpi. W 2018 przed spadkiem ratował ich w ostatniej chwili Igor Tudor. Sytuacja powtórzyła się rok później – kilka zwycięstw tuż przed metą pozwalało zachować ligowy byt. W zasadzie wydawało się, że zespół grający bardzo fizyczną i nudną piłkę jest skazany na walkę o utrzymanie, a przy okazji męczenie widzów bardzo defensywną grą, nastawioną na utrzymanie korzystnego wyniku i ciągłe kopanie rywali po kostkach. Nie będziemy zaprzeczać – sami mieliśmy w pewnym momencie nadzieję, że Udinese spadnie do Serie B i przynajmniej na chwilę od nich odpoczniemy.

Spadku jednak nie było. Bianconeri byli za mocni na relegację na Serie B, ale wciąż za słabi, by choćby zbliżyć się do środka tabelli. Metamotfoza zaczęła się trochę przypadkowo. Jesienią 2019 roku pracę stracił Igor Tudor, a tymczasowo jego obowiązki przejął dotychczasowy asystent Luca Gotti. Udinese wreszcie nie musiało grać do końca o przeżycie, defensywa przestała przeciekać, a trio Lasagna-Okaka-De Paul potrafiło zaskoczyć z kontry niemal każdą drużynę w lidze. Gdy Gottiego zastąpił jego własny asystent, Gabriele Cioffi, Udinese zaczęło grać tak odważnie i kreatywnie z przodu, że nikt już nie pamiętał o braku dotychczasowego “mózgu” zespołu, Rodrigo De Paula. Masę sytuacji kreował bądź sam wykorzystywał Gerard Deulofeu, który rozegrał najlepszy sezon w karierze. Świetny zarówno w grze fizycznej, jak i z kontry, okazał się ściągnięty z Portimonense Beto. Do tego świetni wahadłowi Destiny Udogie oraz Nahuel Molina, twardo walczący w środku pola Tolgay Arslan oraz Wallace i zbierający niemal wszystkie dośrodkowania rywali Bram Nuytinck, Rodrigo Becao i Pablo Mari. Taki zespół dawał spokojne miejsce w środku tabeli, a co jakiś czas potrafił poznęcać się nad słabszym rywalem. Wygrane 4:0 z Fiorentiną, Cagliari czy będącą już wtedy w formie Salernitaną pokazywały, że ekipa Cioffiego naprawdę ma potencjał.

Jednak pełnię potencjału wyciąga z Zebr dopiero Andrea Sottil. 48-letni szkoleniowiec, który nigdy wcześniej nie pracował na poziomie Serie A, przeniósł Udinese na jeszcze wyższy poziom. Tym, czego brakowało coraz ciekawiej grającej drużynie Cioffiego, była przede wszystkim regularność. Sottil wygrał 5 meczów z rzędu, a siłę fizyczną zespołu przekuł w jej zaletę i dodał do tego techniczny potencjał swoich zawodników. Coraz wyraźniejszy styl, agresywny pressing na połowie rywala, niespotykana w lidze intensywność gry i bezpośredni (ale bardzo skuteczny) sposób tworzenia sytuacji bramkowych. Mówiąc krócej i bardziej obrazowo – Udinese to sztangista, maratończyk i łyżwiarz figurowy w jednym. Taka mieszanka daje na razie świetne rezultaty.

Zebrette dzielą z Napoli miano najskuteczniejszego zespołu w Serie A. Ten fakt też mówi bardzo wiele o przemianie Udinese. W zeszłym sezonie na strzelenie 15 goli Bianconeri potrzebowali 12 kolejek. Sezon wcześniej, gdy ich gra wciąż przypominała bardziej zapasy niż futbol, na taką liczbę czekali do… 3 stycznia. Teraz mogą pochwalić się statystykami, które bardziej pasują do Atalanty z poprzednich lat. Sęk w tym, że Gasperini taki odważny styl już porzucił, a przejął go właśnie Sottil. W Udine na taki zespół czekali długich 9 lat. Wtedy ostatni raz oglądaliśmy tę ekipę w ligowej czołówce, zajmującą piąte miejsce i awansującą do europejskich pucharów. Ostatnie silne Udinese to takie postaci, jak Antonio Di Natale, Allan, Mehdi Benatia, Luis Muriel czy wchodzący dopiero do seniorskiej piłki Piotr Zieliński. 

W XXI wieku tylko dwie drużyny bez scudetto na koncie potrafiły wedrzeć się na ligowe podium – Atalanta i właśnie Udinese Francesco Guidolina. Ta era klubu należącego od 36 lat do Giampaolo Pozzo to jednak nie tylko imponujące wyniki. Czymś, co wyróżniało tamto Udinese, był niesamowity nos do odkrywania talentów w niemal każdym zakątku globu. Dzięki temu świat usłyszał o takich zawodnikach, jak Cristian Zapata, Mauricio Isla, Juan Cuadrado, Alexis Sanchez czy wspomniany wcześniej Allan. Wyłowienie Samira Handanovicia, Kwadwo Asamoaha, Antonio Candrevy, Asamoaha Gyana, Sulleya Muntariego i wielu innych graczy to także zasługa świetnie rozwiniętego skautingu. Piotr Zieliński również został dostrzeżony jako nastolatek podczas występów w turnieju reprezentacji do lat 19 w Hiszpanii, zanim zdążył wejść do seniorskiego zespołu Zagłębia Lubin. Nie wymieniamy tu choćby Rodrigo De Paula, bo po niego jako pierwsza sięgnęła Valencia. Udinese dostrzegało utalentowanych piłkarzy tam, gdzie mało kto w ogóle wiedział, że ktoś gra dobrze w piłkę. Co ważne – Friulijczycy byli nie tylko spostrzegawczy, ale też bardzo szybcy.

W Udine stworzono przed laty siatkę skautów rozsianych dosłownie po całym świecie. Na Stadio Friuli znajdował się pokój z telewizorami, na których na okrągło oglądane były mecz ligi argentyńskiej, brazylijskiej, kolumbijskiej i wielu innych egzotycznych z europejskiego punktu widzenia rozgrywek. Zanim do powszechnego użytku weszły obecne dziś platformy skautingowe dostarczające materiałów video o niemal każdym piłkarzu, Udinese stworzyło własną platformę domowej roboty. Nie było jednak innego wyjścia. Mimo, iż Giampaolo Pozzo jest majętnym człowiekiem, konkurowanie z bogatymi klubami o najlepszych zawodników było poza jego zasięgiem. Dopóki taki sposób pozyskiwania wielkich talentów niwelował stratę Udinese do potentatów, dopóty Zebry były w stanie zarabiać duże pieniądze na sprzedaży zawodników i uzyskiwać awanse do europejskich pucharów (nawet do Ligi Mistrzów). Dobre czasy skończyły się, gdy świat poszedł do przodu i każdy miał w kilka minut dostęp do tego, co skauci Udinese wcześniej zbierali zarywając noce przed telewizorami i podróżując po Ameryce. 

Mimo to, Udinese nie zmieniło radykalnie swojego sposobu na odkrywanie talentów. Nadal podstawowym narzędziem jest bazowanie na swoich sprawnych, doświadczonych oczach, oglądanie zawodników na żywo i traktowanie platform skautingowych jedynie jako jedno z narzędzi pomocniczych. W taki sposób odkryto Nahuela Molinę, który nie łapał się do składu Boca Juniors, a obecnie jest graczem Atletico Madryt. Destiny Udogie nie mógł przebić się do składu Hellasu, a po tym sezonie na stałe dołączy do Tottenhamu. Szef skautingu Andrea Carnevale (niegdyś mistrz Włoch z Napoli) wspominał kiedyś, że po raz pierwszy zobaczył Samira Handanovicia, gdy ten bronił w drugiej lidze słoweńskiej. Jak sam przyznał, w meczu, który obejrzał, Handa puścił 3 bramki i nie zaliczył żadnej dobrej interwencji, ale Carnevalemu spodobał się styl gry bramkarza. Słoweniec został zaproszony na tygodniowe testy, po których od razu podpisano z nim kontrakt. Resztę historii doskonale znacie.

A jak potoczy się historia Udinese w tym sezonie? Bianconeri i Atalanta mają nad resztą ekip z czołówki jedną ważną przewagę – nie grają w europejskich pucharach. Atletyczny i intensywny styl Zebr w meczach ze zmęczonymi napiętym terminarzem rywalami sprawił, że piłkarze Sottila wygrali dotychczas wszystkie 3 mecze z pucharowiczami. Oceniając ostrożnie szanse graczy z Dacia Areny można chyba powiedzieć, że jakości na awans do europejskich pucharów im nie brakuje. Pytanie, czy ostatnie tygodnie to tylko wyskok, czy jednak powrót do czasów, gdy wyprawy do regionu Friuli dla każdego były jednym z najtrudniejszych punktów sezonu. Jeżeli Udinese zachowa ofensywny styl gry, możemy być pewni jednego – żaden z ich meczów nie ma prawa być nudny. 

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak, Eleven Sports

Komentarze