Tammy Abraham zachwycony współpracą z Mourinho

Tammy Abraham
Tammy Abraham Pressfocus

Decyzja Tammy’ego Abrahama o przenosinach z Chelsea do AS Romy była jedną z najlepszych w jego karierze. Anglik zachwyca formą we Włoszech i jest najlepszym strzelcem drużyny. Napastnik podkreśla, że ogromna w tym zasługa Jose Mourinho.

  • Abraham zamienił latem Londyn na Rzym
  • Napastnik znakomicie odnalazł się w nowym klubie i regularnie strzela bramki
  • Anglik podkreśla, jak ważna była w jego rozwoju postać Jose Mourinho

“Nazywam go najlepszym trenerem na świecie”

Obaj panowie wcześniej współpracowali ze sobą w akademii młodzieżowej Chelsea. Abraham był już wówczas postrzegany jako utalentowany napastnik i przykuł uwagę Mourinho. Gdy przed sezonem Portugalczyk zażądał od władz klubu ściągnięcia nowego snajpera do AS Romy, długo nie musiał szukać. Jego wybór padł na Abrahama, który szybko zaczął odpłacać się za zaufanie bramkami. 

Jest powód, przez który nazywam go najlepszym trenerem na świecie. On wie, jak cię napędzać, postawić się na twoim miejscu i sprawić, byś momentami poczuł się wyjątkowym zawodnikiem – stwierdził napastnik Romy.

Nigdy ci tego nie powie, ale ja zawsze chcę dla niego dać z siebie wszystko. On mnie do tego zmusza. Kiedy czuję, że zrobiłem już wystarczająco dużo, mówi mi, że muszę zrobić jeszcze więcej – dodał.

Doświadczyłem tego, gdy jako dziecko grałem w Chelsea, przychodziłem na treningi z pierwszą drużyną, a on zawsze był dla mnie surowy, zawsze naciskał na mnie, abym był jeszcze lepszy – czułem, że gdy zrobię coś dobrze, on powie mi, abym zrobił to jeszcze lepiej. Tego właśnie potrzebowałem, takiego impulsu i tego rodzaju napędu, zwłaszcza po trudnym sezonie w Chelsea, kiedy nie grałem i nie dostawałem zbyt wielu minut – zaznaczył.

Przyjście tu i posiadanie takiego trenera jak Mourinho, który w ciebie wierzy, sprawia, że twoja pewność siebie wzrasta – zakończył.

Napastnik w tym sezonie rozegrał już 41 meczów. Strzelił w nich 23 bramki i zanotował cztery asysty.

Czytaj też: Martinez na radarze dwóch londyńskich klubów

Komentarze