Strach bolał bardziej od bólu. Jak Giorgio Chiellini zmieniał się przez lata

Giorgio Chiellini
Giorgio Chiellini PressFocus

“Suchy odgłos, jaki wydaje pękające drewno. Krzyknąłem, ale nie z bólu, ze strachu. Strach boli bardziej”. Metaforyczna gałąź Giorgio Chielliniego pękła 30 sierpnia 2019. Włoch przygotowywał się wraz z kolegami z drużyny do kolejnego ligowego spotkania. Ale ten dzień już na zawsze zapisał się w jego historii czarnymi zgłoskami. Zerwane więzadła krzyżowe w prawym kolanie w wieku trzydziestu pięciu lat dla większości oznaczałoby definitywny koniec kariery. Jednak nie dla niego. Wrócił, choć można przypuszczać, że to wydarzenie znacznie skróciło karierę jednego z najwybitniejszych defensorów w świecie calcio. Jego czas w wielkiej piłce właśnie dobiega końca, ale możemy wierzyć, że jego przygodę z futbolem będziemy mogli śledzić jeszcze przez przynajmniej jeden rok.

Zabandażowana głowa – znak rozpoznawczy

“Zwycięstwo 2:1 z Realem Cristiano w 2015 roku. Dostałem wtedy łokciem od Bale’a i założyli mi słynny “turban”. W biegu zmieniłem zakrwawioną koszulkę. Krótko mówiąc było jak na prawdziwej bitwie.” Ten słynny turban z czasem stał się swego rodzaju symbolem Giorgio Chielliniego. Obrońca słynący z bardzo ostrej gry często był traktowany w ten sam sposób.

Chiellini jest najczęściej kojarzony ze słynnym tercetem BBC. Grając u boku Leonardo Bonucciego i Andrei Barzagliego był tym najbardziej walecznym z całej trójki. Jeden świetnie rozgrywał, drugi idealnie czytał grę i potrafił dyrygować zespołem, ale to Giorgio toczył bitwy z zawodnikami drużyny przeciwnej. “Bronienie dostępu do własnej bramki sprawia mi ogromną przyjemność. Odczuwam wielką frajdę, gdy blokuję strzał, wślizgi i wybicia piłki spod własnej bramki dają mi tyle szczęścia, co napastnikowi strzelone gole.” I taki właśnie jest Chiellini na boisku. Nieustępliwy. Gdy na początku spotkania upatrzy sobie ofiarę dręczył ją aż do samego końca. To dlatego tak pokochali go wszyscy kibice Juventusu i reprezentacji Włoch.

Myśląc o boiskowych wydarzeniach związanych z Chiellinimi pierwsze, co przychodzi do głowy to jednak słynny mecz Włoch z Urugwajem podczas mistrzostw świata w Brazylii. Każdy pamięta słynne ugryzienie Suareza i zdjęcia z odbitymi zębami na ramieniu. “Nagle poczułem, aż zęby wbijają mi się w ramię. Jasne, że Suarez przesadził, ale to w zasadzie wpisuje się w jego strategię kontaktu w trakcie walki. I powiem więcej – w moją również. On i ja jesteśmy podobni. Lubię takich napastników. Zadzwoniłem do niego po kilku dniach jako pierwszy, nie wymagałem przeprosin. Bardzo go cenię”  – wspomina tą sytuację Chiellini. 

Na boisku zadziorny, uszczypliwy, waleczny, być może momentami irytujący. Aż trudno pomyśleć jak bardzo zmienia się Giorgio Chiellini ściągając piłkarski strój. Obrońca w jednej chwili przeobraża się w spokojnego i opanowanego mężczyznę z rozwagą spoglądającego na otaczający go świat. Trzeba mu oddać, że w obu rolach odnajduje się znakomicie. Gdy gra, każdy widzi, jak świetnie wywiązuje się z powierzanych mu obowiązków, natomiast ci którzy znają go osobiście zawsze wypowiadają się o nim pozytywnie.

Pizańczyk z Livorno

Giorgio Chiellini pochodzi ze sportowej rodziny. Tata rzucał oszczepem, mama trenowała pchnięcie kulą. Giorgio swoich sił chciał spróbować w koszykówce, ale tak się złożyło, że był za młody, więc zdecydował zapisać się na zajęcia piłki nożnej. Jak pisze w swojej książce: “W dzieciństwie moim marzeniem było zostanie koszykarzem i ta pasja wciąż we mnie tkwi”. Z perspektywy czasu można jednak ocenić, że Włoch dokonał dobrego wyboru. Nigdy nie porzucił też nauki, a już w czasie gry dla Juventusu ukończył studia magisterskie i jak sam przyznaje: “Może z początku profesorowie spoglądali na mnie z odrobiną nieufności, po jakimś czasie jednak, zrozumieli, że nie jestem tym Chiellinim z Juventusu, lecz studentem, który podchodzi do egzaminów przygotowany, choć może czasem dwa tygodnie po terminie. Nigdy nie przyjąłbym miernej trójki w prezencie, a oceny zawsze odzwierciedlały stan mojej wiedzy”.

Chiellini miał to szczęście, że futbol nie odebrał mu dzieciństwa. W Livorno mieszkał do dziewiętnastego roku życia, gdzie był blisko rodziny, a swój talent rozwijał pod okiem lokalnych trenerów. Jako szesnastolatek miał już swojego agenta, a rok później przeszedł pod skrzydła Davide Lippiego, z którym relacje biznesowe łączą go do dzisiaj. To już jest ten wiek, w którym młodzi zawodnicy mogą podpisywać pierwsze kontrakty, ale Chiellini wspierany przez najbliższą rodzinę był bardzo rozważny w tej kwestii. W wieku szesnastu lat mógł przejść do Arsenalu. Jak wspomina miał bardzo konkretną ofertę z londyńskiej drużyny, która pozwoliłaby mu zarobić “kupę kasy”. Mimo to wolał pozostać wiernym drużynie, gdzie stawiał swoje pierwsze kroki w świecie futbolu. Właśnie taki wybór uznał za właściwy w tamtym czasie. Do osiemnastego roku życia Chiellini dostawał od rodziców kieszonkowe, a wszystkie zarobione pieniądze trafiały na konto w banku. To nauczyło go szacunku do pieniądza i sprawiło, że w młodym wieku “nie został zepsuty” żądzą mamony. Pierwszy samochód, który sobie kupił to używane Audi A3 na osiemnaste urodziny.

Talent to nie wszystko

“W Livorno gdzie zaczynałem, każdy dzień był wyzwaniem – ciężkim i radosnym. Moi koledzy byli o dwadzieścia lat starsi ode mnie i wszyscy mnie czegoś nauczyli. Na treningach nikogo nie zastawiano z tyłu nawet na milimetr. […] Gdybym ja, młodziak, odpuścił na moment zjedliby mnie żywcem. Po jakimś czasie dali spokój, a do tego czasu zdążyłem zrozumieć, o co chodzi”. Bo gdyby chodziło tylko o talent, to pewnie Serie A oraz innych ligach na świecie grałoby tysiące zawodników Ale piłce ważny też jest charakter, podejście do pracy. Już w Juventusie, gdy o Chiellinim można było powiedzieć, że jest topowym zawodnikiem było widać te cechy, które wyrobił sobie za młodu. Być może nigdy nie był wybitnym zawodnikiem pod względem techniki użytkowej, ale miał wszystko by być najlepszym na swojej pozycji. Nigdy nie odpuszczał, a wszystkie swoje braki nadrabiał walecznością.

“Najistotniejsze cechy musisz mieć w sobie, ale potrzebujesz kogoś, kto pomoże ci je wydobyć na światło dzienne” – pisze Włoch w swojej autobiografii i jak podkreśla, miał to szczęście, że zaczynając swoją piłkarską przygodę spotkał w Livorno ludzi, którzy darzyli go sympatią, a także otoczyli opieką. A to bardzo ważne, aby początku swojej drogi ukształtować charakter i wypracować pewne cechy, które zaprocentują w przyszłości. Wydaje się, że decyzja Chielliniego o odrzuceniu oferty z Arsenalu była bardzo słuszna. Zostając w swoim rodzinnym mieście miał wokoło ludzi, którym zależało na jego dobru i odpowiednim rozwoju. Miał też do tego potrzebny spokój i nie odczuwał w młodym wieku zbędnej presji. To wszystko zaowocowało w późniejszych latach. 

Sport to w pewnym sensie nauka życia, jego poznawanie. W piłce nożnej bardzo ważne jest zachowanie odpowiedniego balansu pomiędzy wymagającymi treningami, a czerpaniem radości z tego, co się robi. I właśnie to udało się Giorgio Chielliniemu osiągnąć. Jeśli ktoś obserwował go przez większą część kariery to z pewnością zauważył jego radość z każdego udanego zagrania, zablokowania strzału – po prostu skutecznej interwencji. Dzięki temu przez cały czas zachował entuzjazm, który pozwalał mu przez tyle lat grać na najwyższym poziomie.

Wyjątkowe mecze

Chiellini, który w Juventusie rozegrał ponad 500 spotkań już na zawsze przeszedł do historii Starej Damy, jako jeden z najlepszych. W swojej karierze w Turynie dziewięciokrotnie sięgał po scudetto, cztery razy cieszył się z triumfu w Coppa Italia i tyle samo razy zdobywał Superpuchar Włoch. W sezonie 2006/07 wygrał z Juventusem rozgrywki Serie B. Z reprezentacją Włoch wywalczył drugie miejsce podczas EURO 2012, a także triumfował podczas EURO 2020. Jednak nigdy nie udało mu się wygrać Ligi Mistrzów, choć Juventus dwukrotnie grał w finale tych rozgrywek. Również udziału w mistrzostwach świata nie może zaliczyć do udanych i raczej w 2014 roku nie spodziewał się, że pojedynek z Urugwajem będzie jego ostatnim na tak wielkim turnieju.

Włoch rozegrał wiele ważnych meczów w swojej karierze, ale jest kilka, które na dobre zapadły mu w pamięć. Przede wszystkim wspomina wyjazdowe zwycięstwo z Piacenzą 3:1 jeszcze w barwach Livorno, które przypieczętowało awans jego zespołu do Serie A . “Wróciliśmy do Livorno o czwartej nad ranem i zobaczyliśmy, że stadion był pełen ludzi. [..] Wmieszaliśmy się w tłum. Były flagi i defilady aut przemierzające ulice.”

W Juventusie wspomina pierwsze wygrane mistrzostwo Włoch w Trieście w 2012 roku, choć jak sam przyznaje wybór tych najważniejszych dla niego pojedynków nie jest łatwy z uwagi na ilość rozegranych spotkań. Chielliniemu w pamięć przede wszystkim zapadły starcia w Lidze Mistrzów z Realem Madryt czy Barceloną. Zawsze dodatkowe emocje wywoływały starcia z Interem Mediolan. Jednak jeśli miałby wskazać ten jeden wyjątkowy mecz w koszulce Juventusu to wskazuje na starcie z Dumą Kataloni. “Barcelona – Juventus z remisem 0:0. Tylko nieliczni nie stracili na tym stadionie bramki. Wygrać, owszem, to możliwe, ale nie stracić przynajmniej jednego gola – to prawie nie do pomyślenia!”.

W reprezentacji Giorgio Chiellini wspomina przegrany po rzutach karnych ćwierćfinał z Hiszpanią podczas EURO 2008. “Gdybyśmy ich wtedy pokonali, to może ich dobra passa nigdy by się nie rozpoczęła” – zastanawia się. Również cztery lata później reprezentacja Hiszpanii stanęła Włochom na drodze do sukcesu. Squadra Azzurra poległa w finałowym meczu w Kijowie aż 0:4. Jednak Chiellini nie zapamiętał tamtego turnieju specjalnie dobrze. Jego znaczną część stracił przez kontuzję, a ponadto w decydującym starciu również musiał opuścić plac gry z powodu urazu przy wyniku 1:0 dla Hiszpanii. Kolejne EURO we Francji zakończyło się porażką w ćwierćfinale z Niemcami, a swój największy sukces w reprezentacyjnej karierze odniósł w 2021 roku, gdy po znakomitym turnieju Włosi triumfowali na EURO 2020.

Rysą na karierze Chielliniego w reprezentacji są występy na mistrzostwach świata. W 2010 roku w RPA Włosi rywalizowali w grupie z Nową Zelandią, Paragwajem oraz Słowacją nie wygrywając ani jednego meczu. Cztery lata później w Brazylii wcale nie było lepiej. Po zwycięstwie z Anglią przyszły porażki z Kostaryką i Urugwajem.” Jeśli chodzi o moje największe rozczarowania nie mogę pominąć dwóch mistrzostw świata” – wspomina. Chiellini nie zapomina też o mrocznych latach po aferze calciopoli, gdy Juventus próbował wrócić na szczyt, “Najgorszy był sezon 2010/11 z Delnerim – wtedy drugi raz wylądowaliśmy na siódmej pozycji w Serie A”.

Ewolucja

Z czasem Giorgio Chiellini musiał zmienić swój styl gry. Po pierwsze ma to związek z wiekiem i zmieniającymi się predyspozycjami fizycznymi, po drugie wprowadzenie VAR-u spowodowało, że defensor musiał ewoluować, dopasować się do zmiany systemu. Z początku kariery był bardzo agresywny, dynamiczny, lubił sprokurować rywala, czasem popchnął albo coś powiedział. Chciał wyprowadzić go z równowagi wiedząc, że zdenerwowany przeciwnik nie będzie tak skuteczny.

Ale nastała era VAR-u. Nieprzepisowe zagrania już przestały umykać uwadze arbitra, a Chiellini był winnym kilku rzutów karnych. Włoch musiał oduczyć się brudnej gry, która wcześniej uchodziła mu na sucho, a teraz powodowała problemy. Taka zmiana w nie najmłodszym już piłkarskim wieku była dla obrońcy trudna, ale z czasem udało mu się wkomponować w nowe realia. Giorgio to bardzo inteligentny piłkarz, który potrafi dopasować się do wielu sytuacji. To cecha wyróżniająca go na tle innych, bardziej przeciętnych graczy.

“Z czasem nauczyłem się wpuszczać wroga do swojego legowiska. Nie jestem już tak wybuchowy i szybki, jak kiedyś, ale jestem lepszy” – mówi o sobie Chiellini, który musiał także nauczyć się szanować zdrowie i zaakceptować własne ograniczenia. Stał się bardziej statyczny, ale jednocześnie zaczął grać w kontakcie z rywalem, którego w czasie meczu nie odpuszcza na krok. “Dla obrońcy od ustawienia zależy wszystko. Ja czuję, gdzie i jak mam się ustawić- nie, że mi się wydaje – ja po prostu wiem.”

Niezwykle istotna jest także dla niego komunikacja. Wzajemne podpowiedzi, rozmowa czy sugestie. To właśnie dzięki współpracy z bramkarzem i partnerami z formacji defensywnej jest w stanie skutecznie bronić dostępu do własnej bramki. Dla Chielliniego niesamowicie ważne jest blokowanie strzałów, a jeśli już mu się tego nie uda, to rywal ma uderzyć w to miejsce, które on chce a nie strzelający. Wspominał o tym nawet Wojciech Szczęsny chwaląc swoich kolegów z drużyny za ilość zablokowanych uderzeń. Chiellini jest wojownikiem, który zawsze szanował swoich rywali. Walka na boisku to jedno, ale po końcowym gwizdku zawsze był czas na dobre słowo i chwilę rozmowy. Mówi także o empatii, bo dobre słowo i odpowiednie gesty potrafią burzyć najgrubsze mury. Nigdy nie oczekiwał od nikogo wymuszonej przyjaźni, ale zawsze był otwarty na nowe znajomości. “Serdeczność otwiera ludzi. Drużyna, która nie rozmawia, nie czuje więzi i tym samym jest skazana na porażkę”.

Koniec kariery już blisko. Co dalej?

“Będę tęsknił za stadionową wrzawą, mimo że na murawie jej nie słychać. Futbol to eksplozja adrenaliny, nieustanna jazda, ile fabryka dała. To wszystko szybko się kończy, niemniej widziałem byłych kolegów, którzy dopiero po zakończeniu kariery zaczęli naprawdę smakować życia. I w pewnym momencie ja też będę musiał nauczyć się żyć bez tego demona, bez tej adrenaliny, bez bólu brzucha na dwadzieścia cztery godziny przed meczem.” 

Giorgio Chiellini zdaje sobie sprawę, że jego czas pomału dobiega końca. Przed nim góra rok gry, po czym zawiesi buty na kołku, ale co później? ” Oczywiście marzę o tym, żeby zostać w Turynie i przez następne dwadzieścia lat być ważną postacią w tym przedsiębiorstwie, kto wie?” – przyznaje defensor, choć zdaje sobie sprawę, że piastowanie kierowniczego stanowiska nie jest łatwe. Sam zastanawia się, jak odnajdzie się w nowym świecie, w nowych realiach, gdzie wszystko będzie dla niego nieznane. Będzie potrzebował czasu, aby od początku wszystkiego się nauczyć. Jego zdaniem myślenie, że człowiek wie wszystko o futbolu, bo przez kilkanaście lat był zawodowym piłkarzem jest sporym błędem.

Ale nigdy nie myślał o karierze trenerskiej. Bardziej widzi siebie, jako osobę zarządzającą. Bycie szkoleniowcem wymaga wielu poświęceń, jest skomplikowane. Dziś jesteś tutaj, a jutro tam. To nie dla niego. Chiellini potrzebuje większej stabilizacji. Dla niego najważniejszy jest dom i rodzina, stworzenie silnych więzi z najbliższymi z otoczeniem. “Jest takie powiedzenie: z Juventusu się nie odchodzi, to Juve mówi ci do widzenia.”

Giorgio Chiellini miał spędzić w Juventusie jeszcze jeden sezon, pojechać z reprezentacją Włoch na mistrzostwa świata do Kataru i w 2023 roku zakończyć piłkarską karierę. Jednak nikt się nie spodziewał, że Włosi drugi raz z rzędu nie zakwalifikują się się na mundial, a to znacznie skomplikowało sytuację obrońcy. Teraz już wiemy, że to ostatnie chwile Włocha jako zawodnika Starej Damy.

Wydaje się, że w przyszłym sezonie będziemy mogli śledzić jego zmagania w MLS. Choć zawodnik jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji, to po meczu z Lazio zasugerował, że chciałby przeżyć przygodę za granicą, doświadczyć czegoś nowego. – Muszę podjąć ważną decyzję. Doświadczenia z wyjazdów za granicę wzbogaca cię na wielu płaszczyznach. Nie tylko piłkarskich, ale przede wszystkim kulturowych. Czuję potrzebę doświadczenia i zmierzenia się z czymś nowym, z czymś innymi niż Juventus, który tak dobrze znam. Wkrótce zdecyduję wraz z rodziną – przyznał defensor przed telewizyjnymi kamerami.

Komentarze