SerieALL #36. Nad Neapolem wyszło słońce, ale będzie burza

SSC Napoli
SSC Napoli PressFocus

Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy – mawiał swego czasu klasyk. Jeśli faktycznie przyjmiemy to za wyznacznik, Gennaro Gattuso jest najprawdziwszym facetem z krwi i kości.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Był moment w sezonie, w którym wydawało się, że celem Napoli może być co najwyżej walka o grę w Lidze Europy. Drużyna Gattuso utkwiła na siódmym miejscu w Serie A, a Aurelio de Laurentiis właściwie już zwolnił Gennaro Gattuso. W styczniu miał wykonać telefon do Maurizio Sarriego i namawiać go do powrotu, co rozsierdziło Rino i zaowocowało konfliktem. – Nie czuję wsparcia. Kontaktowano się z innymi trenerami, a to nie jest uczciwe. Ja nie negocjuję z innymi klubami, chociaż dzwoniono do mnie. Ja jednak nawet nie zaczynam rozmów – mówił wtedy Gattuso.

Od tego czasu zmieniło się niemal wszystko. Zaraz po odpadnięcu z Pucharu Włoch i Ligi Europy, Napoli zaczęło systematycznie gonić czołówkę. Rozegrało 14 ligowych meczów, z których przegrało jeden i tylko trzy zremisowało. Biorąc pod uwagę tabelę formy w pięciu ostatnich kolejkach – co na finiszu sezonu jest niezwykle istotne – siedzi wygodnie w fotelu lidera z ponadprzeciętną średnią goli na mecz. Lazio i Udinese wbili piątkę, Spezii czwórkę, Torino przyjęło dwa gole, jedynie Cagliari urwało gangowi Gattuso punkt (1:1), co bynajmniej nie wynikało ze słabszej dyspozycji Napoli, a absurdalnej nieskuteczności – to był remis, w którym bliższym prawdy byłoby kilkubramkowe zwycięstwo Azzurich. Rino znalazł sposób na Victora Osimhena, który zaczął być najlepszą wersją samego siebie, przyspawał do ławki wiecznie nieporadnego Mario Ruiego i zaczął na lewej obronie wystawiać prawonożnego Elseida Hysaja, od wielu miesięcy sprawia, że Piotr Zieliński robi nie tylko najlepsze liczby w swojej karierze, ale lepsze nawet od tych, które wcześniej Gattuso określał w jego przypadku jako przenoszące go do klasy światowej. Napoli już nie jest siódme, a czwarte, mając przed sobą mecze z Fiorentiną i Weroną, zatem prostą drogę do Ligi Mistrzów.

Nie zmieniło się tylko jedno – Gattuso wciąż jest na wylocie. Środowa “La Repubblica” po ostatnim zwycięstwie nad Udinese (5:1) pisała, że piłkarze są tym zaskoczeni i zniesmaczeni. Gdyby od nich zależało, Gattuso zostałby w klubie, bo solidnie na to zapracował. Takie rozwiązanie na dziś utknęło jednak między bajkami. Przeglądając bardzo aktywny twitterowy profil Tutto Napoli właściwie co druga wiadomość związana jest z plotką “kto za Gattuso”. Ciekawie wyglądają najświeższe informacje, które kandydata na następcę określają jasno – jest nim Massimiliano Allegri. Wciąż niedogadany z Juventusem, kuszony przez Real, ale póki nic nie podpisał, jest marzeniem szefa Napoli. Jest to coś więcej niż plotka, bo już przynajmniej kilku dziennikarzy wymieniło to nazwisko. Jeszcze raz sięgamy do “La Repubbliki”: “Gattuso ma wielu przyjaciół w piłce nożnej i ktoś powiedział mu o posunięciach Aurelio de Laurentiisa, który stara się dotrzymać kroku Allegriemu i trzyma Spallettiego i Simone Inzaghiego jako swoje zastępcze wybory”.

Gattuso zdołał pokonać kryzys, udowodnił swoją wartość szkoleniową, sprawił, że Napoli zaczęło przypominać zachwycającą Półwysep Apeniński drużynę Maurizio Sarriego, więc odejdzie jako zwycięzca. Od momentu, w którym przekroczy próg w Castel Volturno, nie będzie to już miało większego znaczenia. W klubie zacznie się myślenie do przodu. Być może będzie o tyle przyjemniejsze, że z perspektywą wydania dodatkowych 40 mln euro, jakie Gattuso zarobi dla Napoli awansem do Ligi Mistrzów. Szkielet zespołu już teraz jest więcej niż dobry. Kilka zmian jednak nastąpi. Hysaj i Maksimović odejdą na zasadzie wolnego transferu, wciąż nie wiadomo, co z Koulibalym. W pomocy zabranie Bakayoko, który wróci do Chelsea, ale tutaj stabilizacja jest akurat ogromna. Fabian Ruiz, Diego Demme i Piotr Zieliński gwarantują siłę podstawowej jedenastki, a ten ostatni, jak pisze “La Gazzetta dello Sport” – wykonał jakościowy skok na poziomie międzynarodowym. Atak wreszcie budzi respekt. Przyszłość rodzi się wokół pary Osimhen-Lozano, w których w ciągu dwóch lat De Laurentiis zainwestował łącznie 100 mln euro i którzy wreszcie zaczynją się spłacać. Jest Lorenzo Insigne, niedługo rozpoczną się negocjacje w sprawie nowego kontraktu. Gattuso zostawia drużynę, której pozazdrościć może prawie każdy w lidze. Jeśli Napoli trafi z transferami w letnim okienku, ten projekt może wkrótce złapać drugi oddech.

Ale najpierw Fiorentina i Werona. To jednak fascynujące, jak duży wpływ na przyszłość kilku włoskich klubów będzie miał najbliższy tydzień.

Mecz kolejki

Torino – AC Milan 0:7. Zbyt rzadko zdarzają się takie mecze i takie rezultaty (choć Salvatore Sirigu w ostatnich latach już trzeci raz przyjął siedem bramek!), by przejść obok nich obojętnie. Oddajmy głos Stefano Piolemu (cytaty za acmilan.com.pl), który z charakterystyczną dla siebie gracją wytłumaczył, co się stało w Turynie (drugi raz w ciągu kilku dni!). – Zawsze powtarzałem chłopakom, że mam szczęście, bo trenuję nadzwyczajny zespół, który sam się uformował. Klub zawsze nas chronił, a w Milanello czujemy się bardzo dobrze. To wyjątkowa grupa ludzi, wszyscy się szanują i lubią. Nie są to jednostkowe sytuacje, mógłbym opowiedzieć wiele takich. Pracujemy razem od półtora roku i to widać, ale będziemy mogli świętować dopiero, jak osiągniemy nasz cel. Staliśmy się mentalnie bardzo silną drużyną. Nie zapominam, że to bardzo młody zespół, który zyskał dojrzałość i solidność oraz wiarę w siebie. To najbardziej satysfakcjonuje w naszej pracy. Do mety zostały jeszcze 3 km, ale dopóki wyścig trwa, wszystko się może zdarzyć. Dwa tygodnie temu mówili o nas, że jesteśmy prawie na aucie, a my mamy nasz los we własnych rękach. Chciałem, aby moi zawodnicy zagrali lepszą piłkę od rywala, bo to zwiększa szanse na wygraną i udało się.

Wydarzenie kolejki

Buffon, Ronaldo i Dybala zapisali się w historii. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że Juventus nie zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów, więc na pocieszenie “do gabloty” trzeba zbierać małe skalpy. Aż trzy zostały zgarnięte w meczu z Sassuolo (3:1). Cristiano Ronaldo i Paulo Dybala zdobyli w nim swoje gole numer 100 dla Juventusu, a Gigi Buffon obronił rzut karny. Teoretycznie nie ma w tym nic dziwnego, mowa przecież o jednym z najlepszych bramkarzy w historii. Ale Buffon dokonał tego mając ponad 43 lata, co oczywiście jest rekordem ligi. Mało tego – był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Co najmniej jeszcze raz zatrzymał Sassuolo odbijając piłkę do boku po groźnym uderzeniu, a do tego to on kilkudziesięscio metrowym podaniem zainicjował akcję zakończoną golem Portugalczyka na 2:0 akurat w momencie, gdy gospodarze mieli potężną przewagę. Śmiało można powiedzieć, że środowego zwycięstwa Juventusu nie byłoby bez Buffona.

Kozak kolejki

Ante Rebić. To niesamowite, jak podobne do siebie sezony rozgrywa Chorwat. W poprzednim strzelił 11 goli, z czego pierwszego dopiero w swoim dziewiątym występie. W obecnym właśnie dobił do 11 bramek, na pierwszą czekając aż do dziesiątej kolejki. Teraz jednak przeszedł samego siebie kończąc mecz z Torino z hat trickiem i do tego asystą. “W pierwszej połowie siał ziarno pod zbiory innych, w drugiej sam zaczął je zbierać” – napisała “La Gazzetta dello Sport”. Pierwszą i trzecią bramkę dzieliło zaledwie 11 minut. Rebić jest drugim w tym sezonie piłkarzem – po Josipie Iliciu i jego występie przeciwko… Milanowi – który w serwisie SofaScore zgarnął maksymalną notę 10.

Polak kolejki

Ostatnio Piotr Zieliński podzielił się nominacją z Bartłomiejem Drągowskim, teraz tytuł zgarnął już sam. Polak gra genialny sezon, wśród pomocników w klasyfikacji kanadyjskiej ustępuje tylko Henrichowi Mchitarjanowi, do którego traci trzy punkty. Sam ma na koncie 18 – osiem goli i dziesięć asyst, a po jednej do obu tych klasyfikacji dorzucił w występie z Udinese (5:1). Mocny kandydat do jedenastki sezonu w Serie A.

Gol kolejki

Davide Zappacosta w meczu Bologna – Genoa (0:2). Precyzyjny strzał z dystansu prawą nogą tuż przy słupku. Tym cenniejszy, że otworzył wynik w meczu, który ostatecznie zapewnił Genoi pozostanie w Serie A. Na filmie od 1:02.

Komentarze