Spezia Calcio
Spezia Calcio PressFocus

Spezia niczym Chievo? O dziwo, to komplement!

Przed sezonem Spezia Calcio skazywana była na pożarcie. Wedle przewidywań włoskich mediów zespół z Ligurii miał pełnić rolę dostarczyciela punktów i szybko zadomowić się w strefie spadkowej. Dziś wiemy, że te prognozy można wyrzucić do kosza. Gracze Vincenzo Italiano zaskakują całą Italię. Zajmują bezpieczne miejsce w środku tabeli, a wygrana z Milanem pokazuje, że jest to drużyna, której nie można lekceważyć. 

W poprzednim roku w Serie B Spezia zajęła trzecie miejsce w sezonie zasadniczym, tracąc aż 25 punktów do Benevento. Liguryjczycy przedostali się do Serie A poprzez baraże, w których wyeliminowali Chievo oraz Frosinone. Mieli sporo szczęścia. Zremisowali oba dwumecze, ale uzyskali awans dzięki wyższej pozycji po sezonie zasadniczym. Na początku trwających rozgrywek w składzie Spezii próżno było szukać graczy otrzaskanych w bojach na najwyższym poziomie. Niechciani w klubach Serie A Julien Chabot, Andrej Galabinov, Diego Farias czy Ivan Provedel oraz grupa piłkarzy grających wcześniej w Serie C lub w Serie B. Umówmy się, nie wyglądało to na ekipę, która może odgrywać znaczącą rolę w Serie A.  Spezia miała przyjąć rolę chłopców do bicia i spaść z hukiem, jak choćby Pescara z sezonu 2016/2017, gdy zespół ze Stadio Adriatico zgromadził zaledwie 18 punktów i pogodził się z degradacją już na kilka kolejek przed końcem zmagań. Spezia w tych rozgrywkach spędziła w strefie spadkowej zaledwie siedem dni. Zaczęli od falstartu, przegrywając 1:4 z Sassuolo, ale od drugiej kolejki i wygranej nad Udinese zajmują bezpieczne lokaty. Po 22 spotkaniach drużyna ze Stadio Alberto Picco ma już dziewięć punktów przewagi nad osiemnastym Cagliari i bez wątpienia jest to jedna z największych niespodzianek tego sezonu. 

Spezia Calcio to klub z tradycjami. Powstał w 1906 roku, ale do Serie A po raz pierwszy awansował dopiero w 2020. Trzykrotnie Spezia z powodu problemów finansowych musiała zaczynać od początku, zmieniać nazwę klubu i po karnej degradacji żmudnie przebijać się na centralny poziom rozgrywek. W ostatnich latach często w Serie A pojawiały się drużyny, które po raz pierwszy gościły we włoskiej elicie. Większość debiutantów miało po awansie ogromne problemy. W ostatnich latach szybki spadek zaliczały Benevento, Frosinone, Carpi czy Treviso, a Crotone i Sassuolo musiały dokonać cudów w rundzie rewanżowej, żeby nie spaść w otchłań Serie B. Pod względem liczby punktów na tym etapie sezonu Spezia Calcio to drugi najlepszy debiutant w Serie A w ostatnich 25 latach. Ostatni taki przypadek to Siena z sezonu 2003/2004, w której ataku występowali Tore Andre Flo, Enrico Chiesa i Nicola Ventola. Ponadto w składzie tamtej Sieny mogliśmy oglądać Rodrigo Taddeiego czy Simone Vergassole. Równie dobrze radziła sobie w sezonie 1999/2000 Reggina, w której barwach rozkwitał wówczas 20-letni Andrea Pirlo. Najlepszym z debiutantów było jednak Chievo z sezonu 2001/2002. Zespół Luigiego Del Neriego przeszedł do historii jako “Chievo dei miracoli”. Niewiele brakowało, a skład tamtej drużyny wymienialibyśmy jednym tchem jak zestawienie Kaiserslautern z mistrzowskiego dla nich sezonu 1997/1998. Drużyna z Werony w swojej pierwszej w historii przygodzie z Serie A zajmowała po dwunastu kolejkach pierwsze miejsce w tabeli. Na półmetku sezonu Werończycy byli na drugim miejscu, tracąc ledwie punkt do liderującej Romy i mogli pochwalić się najlepszą ofensywą w lidze. W rundzie rewanżowej nieco obniżyli loty i wylądowali na piątej lokacie, tuż za Milanem i miejscem dającym prawo gry w kwalifikacjach do Champions League. 

Spezii dużo brakuje do Chievo z początku XXI wieku. Drużyna trenera Italiano ma 13 punktów mniej niż zespół Lugiego Del Neriego po 22 kolejkach i nie bije się o Scudetto, ani o awans do europejskich pucharów. W ostatnich latach porównanie kogokolwiek w Serie A do Chievo zostałoby uznane za obelgę, ale w tym konkretnych przypadku piłkarze Spezii mogą traktować to jako komplement. Mimo skromnego budżetu i ograniczonych zasobów ludzkich piłkarze ze Stadio Alberto Picco potrafią zachwycać. W tym sezonie zespół z Ligurii zdołał już wyeliminować AS Romę z Coppa Italia, pokonać na wyjeździe SSC Napoli i wygrać z AC Milan, zrzucając Rossonerich z pierwszego miejsca w tabeli. O ile wygrana w Neapolu była szczęśliwa i wynikała z nieskuteczności piłkarzy spod Wezuwiusza to zwycięstwo nad Milanem w pełni się piłkarzom Spezii należało. Dominowali od pierwszej do ostatniej minuty. Nie dopuścili gości do ani jednego celnego strzału i mogli wygrać jeszcze wyżej. Dodajmy, że dokonali tego bez swojej największej gwiazdy M’Bali Nzoli, a także Diego Fariasa i kapitana Claudio Terziego. Milan na Stadio Alberto Picco przegrał pierwszy wyjazdowy mecz w Serie A od 419 dni, czyli od pamiętnej porażki 0:5 w Bergamo z Atalantą. Vincenzo Italiano powiedział po meczu, że to największy triumf Spezii w ponad stuletniej historii tego klubu. Trudno się z nim nie zgodzić. 

Mamy dopiero połowę lutego i nie wiemy jak zakończy się przygoda Spezii z Serie A. Przewaga nad strefą spadkową jest bezpieczna, ale do końca sezonu pozostały jeszcze ponad trzy miesiące. Historia przemawia za drużyną z Ligurii. Każdy z rewelacyjnych debiutantów, o których pisaliśmy, zdołał utrzymać się w elicie. Chievo i Siena rozgościły się w Serie A na długie lata. Reggina spadła rok później, gdy z klubem z południa pożegnali się Andrea Pirlo, Mohamed Kallon i Roberto Baronio. To samo może grozić Spezii, której kilku piłkarzy łączonych jest już z bogatszymi zespołami, a trenera Vincenzo Italiano wymienia się w gronie kandydatów do przejęcia SSC Napoli. Wybiegać tak daleko w przyszłość nie ma jednak sensu. Kilka dni temu Spezia zmieniła właściciela. Gabriele Volpi oddał klub w ręce amerykańskiego inwestora. Może ten sezon to dopiero początek ich “amerykańskiego snu” i budowy wielkiej Spezii. 

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak – Eleven Sports


Komentarze