Sezon Polaków. Przeciętność i kilku pozytywnych bohaterów

Jakub Kiwior (P)
Jakub Kiwior (P) PressFocus

Sezon 2021/2022 we Włoszech w wykonaniu polskich piłkarzy przyniósł więcej rozczarowań niż pozytywów. Wielu naszych reprezentantów grało poniżej oczekiwań albo z różnych względów rzadko pojawiało się na boisku. Mimo nieurodzaju pojawiło się kilku bohaterów, którzy mogą dobrze wspominać minionych 10 miesięcy. 

  • Polacy w zakończonym sezonie Serie A spisywali się słabiej niż w przeszłości i nie dostarczali nam tylu emocji, co przed kilkoma laty
  • Nie mieliśmy superstrzelców z naszego kraju, ale kilku Polaków błysnęło
  • Swoje momenty mieli też polscy bramkarze, którzy kolejny raz udowadniają, że nasz kraj potrafi wypuścić w świat golkiperów na najwyższym światwym poziomie

To już nie są złote czasy dla Polaków w Serie A. Z rozrzewnieniem myślimy o sezonie 2018/2019, gdy nasi zawodnicy byli czołową siłą na włoskich boiskach. Wojciech Szczęsny sięgał po Scudetto, Krzysztof Piątek walczył o koronę Capocannoniere i miesiącami nie znikał z okładek włoskich gazet, a Arkadiusz Milik był najlepszym strzelcem SSC Napoli. W tamtym, wyjątkowym sezonie biało-czerwoni zdobyli aż 56 bramek, ustępując pola tylko Argentyńczykom i – rzecz jasna – Włochom. W każdej kolejce na fanpage’u Eleven Sports na Facebooku i Twitterze lądowały kompilacje z “naszymi” bramkami w Serie A. 

Obecnie tak dobrze już nie jest. Wciąż wielu polskich piłkarzy znajduje się w składach włoskich drużyn, ale mało który odgrywa w klubie znaczącą rolę. W sezonie 2021/2022 piętnastu Polaków pojawiło się na boisku w drużynach Serie A. Wybraliśmy pięciu, którzy pokazali się z najlepszej strony, zaliczyli największy progres i pozytywnie zaskoczyli. 

Nicola Zalewski

Trudno jest uszeregować ich w rankingu i wybrać tego, który był najlepszy. Nie da się porównać debiutanta Nicoli Zalewskiego z doświadczonym na włoskich boiskach Łukaszem Skorupskim. Każdy może w tym “plebiscycie” wskazać swojego faworyta i znaleźć argumenty by swój wybór obronić. Zaczniemy od tego, który na pewno najbardziej zaskoczył. W zeszłym sezonie Nicola Zalewski zadebiutował w Serie A. Był to debiut symboliczny, dziesięciominutowy, choć okraszony asystą w spotkaniu z Crotone. Epizod na finiszu poprzednich rozgrywek nie zwiastował, że za kilkanaście miesięcy wychowanek Romy będzie istotną postacią w klubie z Rzymu. Podobnie było na początku zakończonego sezonu. Do lutego Zalewski uzbierał w lidze 20 minut i znajdował się na marginesie zainteresowań Jose Mourinho. Starsi koledzy zawodzili, Polak niespodziewanie otrzymał szansę i ją wykorzystał grając regularnie w kluczowej fazie rozgrywek ligowych i pucharowych. Wykonał ogromny progres, udowodnił, że potrafi radzić sobie z presją, a ta w Rzymie jest ogromna i wyważył sobie drzwi do kariery. Nie napiszemy, że Zalewski był najlepszym Polakiem w tym sezonie w Serie A, bo tak nie było. 800 minut, żadnego gola czy asysty. Piłka jednak to nie tylko liczby, dlatego oglądając jego mecze widać gołym okiem, że zasługuje na pochwały, które na niego spływają. Tytułu MVP byśmy mu nie przyznali, bo nie biegał po boisku nawet przez połowę rozgrywek, ale z czystym sumieniem możemy go nazwać największym pozytywnym zaskoczeniem. Kolejny rok, a właściwie kolejne lata powinny należeć do niego. 

Jakub Kiwior

Na takie samo miano mocno zasłużył także Jakub Kiwior. Latem trafił do Spezii, gdy Liguryjczycy kupowali na potęgę, ze względu na zakaz transferowy, którego widmo wisiało nad klubem ze Stadio Alberto Picco. Początkowo nie pojawiał się na boisku, ale gdy już zaczął grać nie oddał miejsca w składzie. Stał się jednym z ulubieńców Thiago Motty. Postawienie na Kiwiora zbiegło się z poprawą wyników osiąganych przez Spezię, a Polak grając w pomocy zbierał pozytywne recenzje. Kiwiora do Spezii sprowadził Riccardo Pecini, dyrektor sportowy mający znakomicie rozpoznany słowacki rynek transferowy. Pecini wcześniej, będąc koordynatorem skautów w Sampdorii, potrafił z MKS Żilina (poprzedniego klubu Kiwiora) sprowadzić Milana Skriniara. 

Szymon Żurkowski

Na duże słowa pochwały zasługuje też Szymon Żurkowski. W przeciwieństwie do wspomnianej wcześniej dwójki “Żurek” musiał pokonać bardziej krętą i nieco dłuższą drogę by zaistnieć w Serie A. Pierwsze podejście we Florencji okazało się nieudane. Przejście z Górnika do Fiorentiny okazało się skokiem do zbyt głębokiej wody. W adaptacji we Włoszech Żurkowskiemu pomógł czas spędzony w Serie B. Wypożyczenie do Empoli i zejście poziom niżej to był strzał w dziesiątkę. W tym sezonie początkowo Polak nie miał miejsca w wyjściowej jedenastce Toskańczyków, ale bardzo szybko, bo już w końcówce września zdołał wskoczyć do składu. Zdobył sześć bramek, tyle samo ile Piotr Zieliński w Napoli i dorzucił do tego dwie asysty. Strzelał Juventusowi i Lazio, a z Interem na wyjeździe zaliczył asystę. Droga Żurkowskiego przypomina tę, którą przebył Kamil Glik. Początek też był trudny, odbił się od Palermo, ale gdy już zaczął grać w Torino, w Serie B, to zaprowadził byki aż do fazy pucharowej Ligi Europy zostając pierwszym obcokrajowcem z opaską kapitana w drużynie Granaty. Szymonowi życzymy podobnych sukcesów. 

Łukasz Skorupski

Dobrą notę za ten sezon trzeba wystawić także naszym bramkarzom. Łukasz Skorupski zachował aż 12 czystych kont. Lepsi od Polaka byli tylko grający w czołowych klubach – Mike Maignan, Samir Handanović, Rui Patricio i David Ospina. Bramkarz Bolonii zagrał na zero z tyłu w 33% spotkań. To ogromny skok jakościowy względem zeszłego sezonu, gdy nie dał się pokonać tylko w 14% meczów. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu Skorupski zaliczył fatalna passę ponad 40 kolejek z rzędu bez czystego konta. Oczywiście nie wynikało to wówczas z jego koszmarnej dyspozycji. Cała defensywa Bolonii wyglądała źle. W tym sezonie Polak broniąc bardzo pewnie pomógł drużynie i był jednym z najlepszych zawodników w ekipie Sinisy Mihajlovicia. Obok Guglielmo Vicario z Empoli Skorupski był czołowym bramkarzem w lidze, gdy spojrzymy na klubu ze środka i z dolnych rejonów tabeli. 

Wojciech Szczęsny

Taki sam wynik pod względem czystych kont osiągnął drugi z naszych rodaków Wojciech Szczęsny. Bramkarz Juventusu rozpoczął rozgrywki fatalnie, od dwóch błędów w meczu z Udinese, co kosztowało Bianconerich stratę dwóch punktów. W następnych kolejkach wciąż bronił niepewnie, a włoscy kibice niemiłosiernie (słusznie) go krytykowali, domagając się zmiany w bramce Turyńczyków. Max Allegri wytrzymał ciśnienie, wciąż stawiał na Szczęsnego, a ten zdołał mu się odwdzięczyć. Po słabym początku Wojtek bronił dużo pewniej i w kilku meczach pomógł swojej drużynie. Najbardziej zaimponował broniąc trzy rzuty karne z rzędu – powstrzymując Jordana Veretouta, Lorenzo Pellegriniego i Antonio Candrevę. Obronił też jedenastkę Hakana Calhanoglu w kwietniowych Derbach Włoch, ale wówczas rzut karny został powtórzony i Turek skierował piłkę do bramki. Szczególnie w obu spotkaniach z Romą refleks i instynkt Polaka pomogły drużynie z Turynu. Gdyby Szczęsny skapitulował Juventus nie pokonałby Giallorossich w obu konfrontacjach. W następnym sezonie życzymy mu by nie musiał odzyskiwać zaufania kibiców i już od połowy sierpnia bronił na swoim, wysokim poziomie. 

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak, Eleven Sports

Komentarze