SerieALL #7. Tylko pozorny hamulec? Milanu teraz albo nie wiadomo kiedy

Stefano Pioli
Stefano Pioli fot. PressFocus

Stare niczym Fontanna di Trevi powiedzenie mówi, że lepiej raz przegrać 0:5 niż pięć razy po 0:1. Delikatanie to modyfikujemy na potrzeby tego tekstu – lepiej raz dostać tak słabą całą kolejkę ligi włoskiej, niż co tydzień męczyć się przy oglądaniu połowy meczów. Serie A rozpieszczało nas od początku sezonu, ale tym razem – aż do ostatniego spotkania – zamiast fajerwerków wybuchały co najwyżej petardy Piccolo. Było tak niemrawo, że nawet najlepiej grająca w miniony weekend ekipa nie potrafiła wygrać swojego meczu. Najważniejszy polski akcent? Kolejny bardzo dobry występ Arkadiusza Recy (o tym w dziale “Polak kolejki”).

Czytaj dalej…

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Nikt w 2020 roku nie punktuje w Serie A tak jak Milan, a skoro własnie rozpoczął się listopad (zatem nie może być mowy o przypadku, nie da się przypadkiem wygrywać niemal przez cały rok), ludzie zaczynają zadawać sobie pytanie: czy wbrew jakiejkolwiek logice Milan jest faktycznie kandydatem do Scudetto? Powstają internetowe ankiety, kawiarnie nie tylko w Mediolanie żyją tematem odrodzonego giganta, ale wtedy – co prawda nie do jednej z nich, a do sali konferencyjnej – wchodzi Stefano Pioli i wali między oczy: “Zwariowaliście? Czwarte miejsce i będę contento”.

Oczywiście nie mówi tego wprost, ale jego słowa po zremisowanym last minute meczu z Veroną sugerują, że mimo wzrostu wyraźnie przekraczającego 1,80 m głowy w chmurach nie nosi: “Jesteśmy silni, ale w tej lidze są zespoły od nas mocniejsze – Juve, Inter i Napoli. Z pozostałymi przeciwnikami będzie świetna walka i to pomimo tego, że jesteśmy najmłodszym zespołem w lidze i pewnie w Europie”. Z powodu remisu żadnego płaczu, wręcz przeciwnie: jego Milan znów zrobił wszystko, by wygrać i Pioli doskonale to wie: – Straciliśmy dwa gole, ale nie dopuściliśmy do porażki. Świetnie zareagowaliśmy i mogę czuć się dumny. Jesteśmy w trakcie trudnego sezonu, znacznie trudniejszego od poprzedniego. W ciągu 31 dni zagramy 10 meczów i zaczyna być to widoczne. Nasz rywal miał tydzień na przygotowanie się do walki, my kilka dni mniej.

Z drugiej strony jeśli nie teraz, to kiedy? Milan, przy odrobinę pomyślniejszych wiatrach, spokojnie mógł mieć komplet punktów, bo w pokonaniu Romy przeszkodził sędzia, a z Veroną – gdyby sugerować się współczynnikiem xG, powinien wygrać 4:2. Poza Sassuolo każdy z czołówki gra mecze co trzy dni i u innych wahania formy są znacznie większe. Spójrzmy na taki Juventus – drużyna, która przyzwyczaiła do cynizmu i zabierania rywalom punktów w ostatnich sekundach, już drugi sezon z rzędu ma problem z kontrolą wydarzeń. Lazio w pierwszej połowie niedzielnego meczu było słabe, a trudno było odnieść wrażenie, że Juve chce tę słabość wykorzystać. Tak, zabrakło szczęścia, gdy Ronaldo uderzał w słupek lub minimalnie chybił, ale tej chęci zapewnienia sobie spokojnej końcówki znów zabrakło i drużyna Simone Inzaghiego znów wykorzystała – chyba można tak już mówić – Lazio Time (swoją drogą zdobyć cztery punkty w dwóch ostatnich meczach, gdy w 95. minutę wchodziło się w obu przypadkach przy prowadzeniu rywala – czapki z głów). Inter ma problem ze skutecznością, a teraz w dodatku z Atalantą, również ostatnio zawodzącą, nie zaprezentował nic ciekawego. Napoli wymęczyło zwycięstwo z Bologną, ale gra bardzo nierówno i właściwie tylko Roma z drużyn z topu zagrała naprawdę dobrze z Genoą. Tyle, że Roma to nie jest potencjał na bicie się o mistrzostwo…

Milan z wszystkich drużyn wciąż wygląda najlepiej i remis z Veroną tego nie zmienia. Może to czas na potraktowanie Ligi Europy jak rozgrywek gorszego Boga, bo taka okazja na powrót na tron może się długo nie trafić.

Mecz kolejki

Milan – Verona 2:2. “Pościgi, strzelaniny, wojny gangów to mój chleb codzienny” – mówił w filmie “Chłopaki nie płaczą” niejaki Bolec. Jako że bardziej odnosił się do tego, co widzi na ekranie, niż do swojego prawdziwego życia, spokojnie mógłby wypowiedzieć te słowa po obejrzeniu tego meczu. Furia Milanu goniącego przez cały mecz piłkarzy Hellasu omal nie rozniosła San Siro – niezwykle wymownym obrazkiem był ten po zakończeniu spotkania, gdy na twarzach zawodników obu drużyn było widać wyraźnie dwa różne odczucia. U Rossonerich złość, że nie udało się wygrać, u gości ulgę, że to już koniec. A to przecież Milan wyrównał w ostatniej chwili, to Veronie uciekło zwycięstwo. Nie często gol na wagę punktu w doliczonym czasie gry tak bardzo nie cieszy, bo w środku pozostaje palące uczucie – “jakim cudem my nie wygraliśmy?”.

Wydarzenie kolejki

Niewykorzystany karny Zlatana Ibrahimovica. Jakie to wydarzenie, które dzieje się tak regularnie? – spytacie. Przecież wykopany niemal poza stadion karny “Ibry” był już czwartą pomyłką Szweda z jedenastu metrów na sześć ostatnich prób. Katastrofa. Kolejnego karnego zostawiam Kessiemu – powiedział jednak Zlatan, a wszystkim ludziom sympatyzującym z Milanem spadł kamień z serca. Taką decyzję mógł podjąć tylko Ibrahimović, przecież nawet Pioli nie miał odwagi zareagować wcześniej. Kessie dla odmiany w karierze pomylił się tylko raz, ale po tym, jak ponad 2,5 roku temu zatrzymał go Stefano Sorrentino, sześć kolejnych “jedenastek” zamieniał na gole dla Milanu (plus dwie dla reprezentacji). Milan zyskuje właśnie kolejny oręż w drodze po odzyskanie dobrego imienia.

Postać kolejki

Zawsze efektowniej wybrać postać z meczu, który budził jakiekolwiek emocje przed rozpoczęciem, ale królowi (weekendu) trzeba oddać co królewskie. Henrich Mchitarjan strzelił hat tricka z Genoą (3:1), do tego oddał strzał, który bez wątpienia byłby golem kolejki, gdyby nie genialna interwencja Mattii Perina, jedną z akcji zakończonych sytuacją sam na sam napędził efektownym zagraniem piętą, był absolutnie wszędzie.

Polak kolejki

Czasy, gdy w każdej kolejce Serie A mieliśmy polskiego gola i zawsze dało się kogoś wyróżnić bezpowrotnie minęły. Trzeba się cieszyć mniejszymi szczęściami, jak choćby tym, że Arkadiusz Reca znów zagrał bardzo dobry mecz i w zremisowanym starciu z Torino (0:0) był najlepszym lub prawie najlepszym piłkarzem Crotone. Stworzył trzy okazje bramkowe, to właśnie z jego strony pojawiało się największe niebezpieczeństwo pod bramką Salvatore Sirigu. To do niego trafia tytuł Polaka kolejki, choć bardzo blisko był też Sebastian Walukiewicz, który pięknie rośnie obok Diego Godina – w sobotę przegrał tylko jeden pojedynek powietrzny, udanie wyprowadzał piłkę, a jego Cagliari zagrało “na zero” z Sampdorią (2:0).

Gol kolejki

Tym razem nie było żadnego kandydata, po strzale którego opadałyby szczęki, pewnie łatwiej byłoby wybrać paradę kolejki (np. wspomnianego wcześniej Perina), ale trzeba docenić trafienie Felipe Caicedo. Po pierwsze za ciężar gatunkowy gola (dający remis 1:1 z Juventusem w 95. minucie), po drugie za precyzyjne uderzenie z półobrotu, po trzecie – może nawet przede wszystkim – za akcję Joaquina Correi, który najpierw założył “siatkę” Rodrigo Bentancurowi, a później wpadł między czterech obrońców Juve i odegrał piłkę w jedyne miejsce, gdzie dało się z nią cokolwiek jeszcze zrobić. Na filmie od 3:17).

Komentarze