SerieALL #4. Dowód turyński, czyli Milan uniezależniony od Ibry

Juventus - Milan
Juventus - Milan PressFocus

Wieloletnie popadnięcie Milanu w mizerię jest mocno zbieżne z jego niemocą na stadionie Juventusu. W sezonie, w którym Rossoneri ostatni raz zdobyli Scudetto, wygrali w Turynie 1:0. Później przyszło dziewięć chudych lat, a w każdym z nich porażka na Allianz (0-0-9, bramki 6:18). Patrząc na to, co ostatnio dzieje się w rywalizacji tych drużyn, aż trudno uwierzyć, że te dysproporcje pisały się tak niedawno.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Milan pięknie rośnie przez ostatnich kilkanaście miesięcy. Początkiem tej drogi było ponowne przyjście na San Siro Zlatana, który z miejsca stał się amuletem. Sam strzelał, ale i motywował innych. “Jeśli ja wkładam w trening 100 procent, wymagam tego od pozostałych”. To z Ibrą Milan zaczął seryjnie wygrywać, bić rekordy liczby meczów z co najmniej dwiema strzelonymi bramkami, wreszcie włączył się do walki o Scudetto. Nie może dziwić, że bardzo długo siła Rossonerich była bezpośrednio powiązana z osobą Szweda. Ale to, co wydawało się sufitem tej drużyny, Stefano Piolemu posłużyło jedynie do budowania fundamentów pod zespół, który nie będzie już zależny od jednego człowieka. Efekty widzimy teraz. Mamy dopiero wrzesień, a gole dla Milanu strzelili już Ante Rebić, Brahim Diaz, Rafael Leao i Olivier Giroud. Oraz oczywiście Ibra. Pioli stworzył maszynę, która działa w każdej konfiguracji i o której już dawno nikt nie powiedział, że jest uzależniona od Szweda.

Dlatego absencja Ibrahimovica w meczu z Juventusem nie była niczym, co kibiców Milanu doprowadzić mogło do rozpaczy. Mówił o tym po ostatnim gwizdku Stefano Pioli. – Pod jego nieobecność bardzo pomaga nam Ante Rebić. Gra z dużą intensywnością i jakością. Występuje na różnych pozycjach – mówił. I faktycznie to Chorwat był głównym architektem cennego remisu na Allianz, bo to on się urwał Adrienowi Rabiotowi przy kluczowym rzucie rożnym. Milan wyszedł więc z bardzo trudnego początku sezonu (trudny wyjazd do Sampdorii oraz mecze z Lazio i Juve) niemal z kompletem punktów, choć Ibrahimović rozegrał w tym czasie zaledwie 30 minut na 360 możliwych. Ma taki sam dorobek jak Inter, który grał z rywalami z dużo niższej półki.

O ile widać jak na dłoni, że Massimiliano Allegri musi poustawiać Juventus zarówno pod kątem sportowym (wykorzystać potencjał swoich piłkarzy, który do tej pory objawia się tylko pojedynczymi błyskami), jak i mentalnym (drużyna w każdym meczu traci kontrolę, nie wygrała żadnego z trzech spotkań, w którym prowadziła), o tyle Pioli stworzył ekipę, o jakiej w Mediolanie marzyli przez wszystkie lata marazmu. Zespół, w której największą gwiazdą jest system gry, bo ludzie w teorii nie do zastąpienia są zastępowani bez straty jakości. I to nie tylko w ofensywie, bo przecież przedwczesne zejście Simona Kjaera jeszcze niedawno mogłoby oznaczać tragedię, a w niedzielę wchodzący za niego Pierre Kalulu nie tylko nie pozwolił rywalom na stwarzanie kolejnych sytuacji, a sam omal nie wpisał się na listę strzelców.


Problemu z zastąpieniem gwiazd póki co nie mają także w Interze. Juventus wprawdzie stracił Cristiano Ronaldo, ale żaden włoski klub nie ucierpiał w ostatnim okienku transferowym mocniej od mistrzów kraju. Sprzedaż Hakimiego i Lukaku oraz głośne rozstanie z Antonio Contem było jak usunięcie trzonowych zębów, ale Nerazzuri nie mają problemu z rozszarpywaniem kolejnych rywali. Zwycięstwo 6:1 z Bologną to tylko jedna kropka zaznaczona na osi czasu, ale pokazująca, że istnieje życie bez autorów sukcesu sprzed kilku miesięcy. Denzel Dumfries był jednym z najlepszych na boisku (najlepszym?) i sprawił, że przynajmniej na moment wszyscy zapomnieli o Hakimim, a Edin Dzeko po czterech meczach ma na koncie trzy gole – dokładnie tyle samo, ile w analogicznym okresie przed rokiem miał Lukaku. Ale o Interze pod batutą Simone Inzaghiego szerzej będzie następnym razem.

Mecz kolejki

Hellas Werona – AS Roma 3:2. Drużyna, która do tej pory przegrała wszystkie mecze ograła ekipę mającą komplet zwycięstw, czyli piłka nożna w pigułce. Ale ten wynik jest ciekawy także ze względu na Jose Mourinho. Wiele razy pisaliśmy tu już o tym, jak małżeństwo (Portugalczyka z Romą) z rozsądku stało się małżeństwem pełnym miłości, że w pierwszych miesiącach w stolicy Mou nie był arogancki, nie polemizował z dziennikarzami, robił sobie selfie z fanami i fotografował w pociągu podczas jedzenia pizzy. Pytanie, czy ewentualny brak wyników nie wpłynie na zmianę tej twarzy.
Mecz w Weronie odkrył wszystko, o co Mourinho mógł mieć obawy. W każdej sytuacji, w której gospodarze strzelali bramkę, napastnicy mieli wokół siebie dziurę wielkości kratera. Roma nie potrafi bronić, a dysproporcja między atakiem a obroną okazała się nie do nadrobienia z przodu. – Nie przystosowaliśmy się do ich stylu gry. Przegraliśmy wiele indywidualnych pojedynków, teraz musimy zrozumieć błędy – mówił po spotkaniu trener Romy.
Giallorossi przegrali, ale indywidualnym zwycięzcą tego meczu był Lorenzo Pellegrini. Zresztą kolejny raz. Aktualnie reprezentant Włoch jest piłkarzem w najlepszej dyspozycji w całej Serie A, zdobył fantastycznego gola piętą, dorzucił asystę oraz prawie-asystę, gdy po jego podaniu Bryan Cristiante trafił w poprzeczkę.

Wydarzenie kolejki

Juventus w strefie spadkowej. 60 lat (!) minęło, odkąd Stara Dama zaliczyła równie fatalny początek sezonu. Juve broniło wówczas tytułu mistrza Włoch, a skończyło rozgrywki na 12. miejscu mając zaledwie sześć punktów przewagi nad strefą spadkową. W Turynie nie biorą pod uwagę powtórki tamtego scenariusza, ale na dziś fakty są brutalne – dwa punkty w czterech meczach zepchnęły najbardziej utytułowany klub w kraju do strefy spadkowej. – Przyznam, że popełniłem błędy przy zmianach. Powinienem był umieścić na boisku więcej defensywnych graczy i w ten sposób utrzymać prowadzenie, więc biorę za to pełną odpowiedzialność – mówił po spotkaniu z Milanem Massimiliano Allegri. Czasu na wyciąganie wniosków nie ma dużo, bo już w tygodniu Juventus zagra ze Spezią. O ile strata punktów z Milanem mogła być wkalkulowana patrząc na obecną dyspozycję obu zespołów, o tyle brak wygranej z ubiegłorocznym beniaminkiem byłby totalną katastrofą.

Piłkarz kolejki

Francesco Caputo (Sampdoria). Wielki występ przeciwko Empoli i dwa gole w meczu wygranym 3:0. A mogło być jeszcze lepiej, bo w jednej z sytuacji ustrzelił poprzeczkę. Imponował każdym ruchem na boisku, przez cały czas był pod grą i wydawał się nie do zatrzymania. Wszystko w wieku 34 lat.

Polak kolejki

Bartosz Bereszyński. Klasyczny hat trick obrońcy Sampdorii w tej kategorii. Bereszyński jest najlepszym Polakiem nieprzerwanie od trzech tygodni, co jest najlepszym dowodem na to, jak pozytywnie wpłynęła na niego zmiana trenera oraz nowy zakres obowiązków. “Bereś” ma dużo więcej zadań ofensywnych, co skutkuje liczbami. Do ubiegłotygodniowej asysty dorzucił właśnie kolejną idealnie wycofując do Caputo piłkę z prawego skrzydła na linię pola karnego. Był jednym z najlepszych piłkarzy w meczu z Empoli, miał niemal stuprocentową celność podań (35/37) oraz pojedynków wygranych (7/8). We Włoszech obserwujemy najlepszą wersję Bartosza Bereszyńskiego w jego karierze.
Przy okazji warto odnotować wzrost formy u Pawła Dawidowicza, który walnie przyczynił się do zwycięstwa Hellasu z Romą. Polak dostał od “La Gazzetta dello Sport” najwyższą notę w zespole (7, ale było jeszcze kilka siódemek) i bardzo wymowne uzasadnienie: “Kolos. Poradził sobie najpierw z Szomudorowem, a później z El Shaarawym. Popełnił niewiele błędów, o ile popełnił jakiekolwiek”.

Gol kolejki

Davide Faraoni w meczu Hellas – Roma (3:2). Przyjęcie na klatkę piersiową i uderzenie z woleja – to nie jest najprostsze technicznie rozwiązanie na finalizację akcji, ale Faraoni wszystko zrobił idealnie. Nota za styl jeszcze wyższa po efektownym zmieszczeniu piłki pod samą poprzeczką. Na filmie od 2:20.

Komentarze

Na temat “SerieALL #4. Dowód turyński, czyli Milan uniezależniony od Ibry