SerieALL #3. “Opisz Szczęsnego w jednym słowie”, czyli zabawa w gnojenie

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny PressFocus

Różne miał momenty Wojciech Szczęsny w Juventusie. Była chwała, wybór na najlepszego bramkarza ligi, w pewnej chwili być może nawet miejsce w trójce-piątce najlepszych bramkarzy w Europie. Ale kilka miesięcy temu przestał pomagać. Od tego czasu poszedł jeszcze krok dalej i przeszkadza. Ale najgorsze nie jest to, co stało się w meczu z Napoli (1:2), a że nie widać wyjścia ewakuacyjnego, które wyprowadzi go z dołka, w jaki wpadł. On po prostu musi się do równowagi przywrócić sam. Jakoś.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

W poniedziałkowym programie Moc Futbolu na Kanale Sportowym Mateusz Borek przytoczył historię z czasów, gdy Jerzy Dudek miał gorszy okres w Liverpoolu. Po słynnym golu, jakiego strzelił mu Diego Forlan, Polak podszedł do Gerarda Houlliera z prośbą o kilka dni przerwy na dojście do równowagi psychicznej. Dudek miał w głowie obraz samego siebie w każdym miejscu świata, tylko nie w bramce.

– Nie ma mowy. W tygodniu wychodzisz na mecz pucharowy.

– Trenerze, nie dam rady.

– Posłuchaj mnie. Spadłeś z rowerka, to się zdarza każdemu. Musisz wsiąść jeszcze raz i pewnie jeszcze nieraz spadniesz, ale jeśli już na ten rower nie wsiądziesz, to będziesz miał traumę do końca życia. Wychodzisz na Ipswich, wybronisz nam ten mecz, a później przez tydzień-dwa nie chcę cię widzieć w klubie.

Dudek faktycznie stanął między słupkami, a Liverpool awansował. Całe spotkanie było jednym wielkim manifestem poparcia dla Polaka. Kibice skandowali jego nazwisko, śpiewali w jego kierunku “You’ll never walk alone”, a po meczu piłkarze The Reds zdjęli koszulki, by pokazać te, które mieli pod spodem – oczywiście z wizerunkiem swojego bramkarza. Gdy kilka tygodni później wrócił do składu, Liverpool wygrał z Manchesterem United 2:0, a Polak został piłkarzem meczu.

Tyle utopii, bo części wspólne tej historii z ostatnimi wydarzeniami w życiu Wojciecha Szczęsnego kończą się na “popełnia błędy”. Jeśli ktoś mówi o polskim piekiełku, nie ma pojęcia o włoskim. Twitterowy profil Forza Juventus, mający ponad 70 tys. obserwujących, bezpośrednio po meczu z Napoli, zaproponował zabawę “opisz Szczęsnego w jednym słowie”. Wśród nielicznych głosów wspierających bramkarza, wylewają się inwektywy (d*pa, skończony, “Shitsny”, sk****syn, k**wa – to tylko kilka z nich) i twierdzenia, że nigdy nie był dobrym golkiperem. Ci sami ludzie w dwóch kolejnych sezonach wybierali Szczęsnego do najlepszej piątki piłkarzy Juve.

Media tylko dolewają oliwy do ognia. “La Gazzetta dello Sport” opisuje bramkarza Starej Damy, jako postać, którą klub chciał wypchnąć. “Juventus bardzo chciał Donnarummę. Miał nadzieję, że uda się zwolnić pensję Szczęsnego i pójść na całość. Agent Polaka został poproszony o znalezienie takiego rozwiązania, które zapewniłoby pełną satysfakcję wszystkim stronom. Skonsultowano się z Borussią Dortmund, było też kilka angielskich opcji, choć nie z najwyższej półki, Juventus był gotowy zrezygnować z jego usług. Nic z tego nie wyszło, a Allegri uznał, że Szczęsny będzie jego jedynką” – czytamy. W innych miejscach gazety atakują coraz to pikantniejszymi kulisami. Dowiadujemy się, że Buffon chciał odejść, bo nie mógł się pogodzić, że jest zmiennikiem bramkarza słabszego od jego ponad 40-letniej wersji, a fakt że Szczęsny zachował miejsce w bramce po odpadnięciu z Porto w Lidze Mistrzów był pokierowany tylko chęcią postawienia go na witrynie sklepowej z napisem “wyprzedaż”. To był okres, gdy Szczęsny Juventusowi nie pomagał. Teraz jest krok dalej – przeszkadza. Zbierając to wszystko do kupy, jakkolwiek mocno nie wyglądałby z zewnątrz mental tego piłkarza, trudno uwierzyć, że jego głowa nie rozpada się od środka. Na tym poziomie presja jest ogromna, a jak puścisz dwa-trzy dziwne gole, rośnie stukrotnie. Trzeba by było być robotem, by tego nie odczuć. Wojciech Szczęsny robotem nie jest. A brak wsparcia, poza tym okazanym przez Allegrego, sytuację może tylko pogłębić.

Rozwiązanie jak z Jerzym Dudkiem – czyli posadzenie go na ławce dla jego komfortu psychicznego, przy akompaniamencie wsparcia, na pierwszy rzut oka wydawało się idealnym rozwiązaniem. Ale później przychodzi rzeczywistość drukowana w Internecie hejtem, a w excelu zielonym i czerwonym kolorem. Szczęsny okazuje się zbyt drogim piłkarzem, by móc go posadzić za linią boczną. Kontrakt wart 7 mln euro za sezon, w dodatku podpisany nie tak dawno do 2024 roku, to nie jest coś pozwalającego złapać oddech. Juventusu nie stać na tak drogiego rezerwowego, bo skoro nie udało się sprzedać Szczęsnego grającego, tym bardziej nikt nie kupi go siedzącego. A presja będzie rosnąć.

Przed meczem z Malmoe w Lidze Mistrzów Allegri jeszcze raz stanął za Polakiem wskazując, że nie jest on jedynym popełniającym błędy. Zauważył, że gdyby Rabiot nie założył, że Szczęsny złapie strzał Insigne, Politano nie miałby miejsca na łatwą dobitkę. Że Bernardeschi nie skorzystał z okazji na przerwanie groźnej akcji Napoli faulem. – Musimy mieć większe poczucie odpowiedzialności. Nasi młodzi gracze nie są już tacy młodzi – zaznaczył. Wsparcia, we wspólnym interesie, trudno szukać gdziekolwiek indziej.

Mecz kolejki

Roma – Sassuolo 2:1. Mecz pozbawiony taktyki – tak wydarzenia z Olimpico opisał jeden z korespondentów “La Gazzetta dello Sport”. Jose Mourinho dodał, że gdyby skończyło się wynikiem 6:6 lub 7:7, w sumie nie można by mówić o niesprawiedliwości. Bo dokładnie tak to wyglądało, a gdyby nie genialny Rui Patricio, który dwukrotnie wygrał pojedynek sam na sam z rywalami, Sassuolo mogłoby się w Rzymie pokusić o trzy punkty. Do tego mieliśmy festiwal groźnych strzałów, uderzenia w słupek po obu stronach, cudownego gola Stephana El Sharaawy’ego w doliczonym czasie gry i stumetrowy sprint Mourinho z ławki pod trybunę.

Ikoniczne było wszystko – nawet fakt, że dla Mou był to mecz numer tysiąc w karierze. Że rozstrzygnął się w ten sposób. Że dopiero pierwszy raz odkąd Portugalczyk zasiada na ławce, wygrał wszystkie pięć premierowych spotkań w nowym klubie. – Okłamałem wszystkich. Spędziłem tydzień wmawiając nawet sobie, że mój tysięczny mecz nie jest dla mnie ważny, ale bardzo się bałem przegranej. Wygraliśmy i biegałem jak dziecko, ponieważ dzisiaj czułem się, jakbym miał 10, 12 lub 14 lat, a nie 58 – opowiadał po meczu.

Trudno powiedzieć, czy to taktyka, czy trener Giallorossich naprawdę zakochał się w tym klubie, ale od początku pobytu w Rzymie dba, by kibice go kochali. Sprint pod Curva Sud był tylko kolejnym elementem uzupełniającym obrazek. Wcześniej mówił głośno, że jego piłkarzom powinno odgrywać się “piękny hymn Romy”, gdy już są na boisku, bo w tunelu niewiele słychać. Wygląda na to, że małżeństwo z rozsądku, jakim było sprowadzenie na Olimpico Jose Mourinho, przerodziło się w płomienne uczucie i związek, bez którego dwie strony nie wyobrażają sobie już życia.

Wydarzenie kolejki

Zwolnienie Eusebio di Francesco z Hellasu Werona. Trudno znaleźć włoskiego szkoleniowca, który znalazłby się w ostatnich latach na bardziej pochyłej równi. Przecież ledwie w 2018 roku grał w półfinale Ligi Mistrzów z Romą i był współautorem sensacyjnej rimonty w starciu z Barceloną. Ale odkąd odszedł z Romy, w żadnym klubie nie zrobił średniej choćby zbliżonej do jednego punktu na mecz. To wynik kompromitujący. W Sampdorii na siedem ligowych gier wygrał jedną, sześć przegrał. Cagliari w poprzednim sezonie doprowadził nad największą przepaść od lat. W Weronie zaczął od trzech porażek w trzech ligowych meczach i czwartej szansy już nie dostanie.

Piłkarz kolejki

Sandro Tonali. W poprzednim sezonie Tonali był raczej wyobrażeniem piłkarza, jakiego sprowadzał Milan. W obecnym stał się nim naprawdę. Wreszcie daje podstawy, by w defensywie widzieć w nim Gattuso, a gdy trzeba piłkę rozegrać – Pirlo. Tak było w niedzielnym meczu przed golem na 2:0, gdy z wielką gracją wykonał podanie mijające trzech rywali i wprowadzające Ante Rebicia w tercję obronną Lazio. Milan już w poprzednim sezonie był mocny, teraz ma jeszcze taką wersję Tonalego. Za tydzień w naszym cyklu, o ile nie wydarzy się coś naprawdę bardzo głośnego, zajmiemy się właśnie Rossonerimi.

Polak kolejki

Bartosz Bereszyński. Drugie z kolei wyróżnienie dla obrońcy reprezentacji Polski. Przed tygodniem pisaliśmy, że Roberto d’Aversa daje Bereszyńskiemu więcej okazji do wykazania się w ofensywie, dziś mamy tego efekt. Polak zaliczył kapitalną asystę w meczu z Interem Mediolan, gdy wkręcił w boisko Hakana Calhanoglu i dośrodkował na nogę Tommaso Augellego, ale to nie było jego jedyne udane zagranie tego dnia. Wywierał presję i sprawiał wielkie kłopoty Perisiciowi, Darmianowi i D’Ambrosio, a jak zwróciła uwagę “LGdS” – im dłużej trwał mecz, tym był lepszy. Jego heatmapa wygląda niezwykle okazale i pokazuje, że “Bereś” zmonopolizował całą prawą stronę boiska, na obu połowach.

Gol kolejki

Tommaso Augello w meczu Sampdoria – Inter (2:2). Było tu wszystko, co najlepszego w reprtuarze mieli asystent Bereszyński i strzelec. Tu nie ma co pisać, tu trzeba oglądać. Na filmie od 2:02, aczkolwiek polecamy obejrzenie całego skrótu, bo aż trzy gole z tego spotkania spokojnie mogłyby wygrać tę kategorię.

Komentarze