SerieALL #24. Juventus i zwycięstwo 1:0? Nie i już bardzo dawno nie

Cristiano Ronaldo
Cristiano Ronaldo PressFocus

Spytajcie przeciętnego kibica, z jakim wynikiem najmocniej kojarzy mu się Juventus. Niemal na pewno odpowie, że 1:0. A wiecie, jakiego wyniku w żadnym z ostatnich 70 meczów nie zanotował Juventus? Tak. 1:0.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Niedawno sami porównywaliśmy Juventus Andrei Pirlo do Juventusu Massimiliano Allegrego. Skojarzenia przyszły same – Stara Dama przestała tracić bramki, mecze zaczęła wygrywać seryjnie teoretycznie małym nakładem sił, oddawała coraz częściej pole i wykorzystywała najmniejsze przestrzenie zostawione przez rywala. Różnica między Juventusami obu panów jest jednak taka, że Allegri w takich meczach, jak ostatnim z Hellasem, punktów nie tracił i kończył je klasycznym 1:0. Drużyna Pirlo, by wygrać musi strzelić co najmniej dwa gole. Przy jednym trafieniu zwyciężyć nie udało się choćby raz.

A ze strzelaniem goli jest bardzo duży problem, bo wszystko opiera się na Cristiano Ronaldo. W ataku Juve CR7 stał się osobą niezastąpioną, a przy jego nieobecności lub słabszej dyspozycji, zaczynają się potężne kłopoty. Portugalczyk zdobył 26 goli w 29 występach, z czego 19 w Serie A (na 20 rozegranych meczów). Ale dalej jest pustynia. Alvaro Morata ostatni raz trafił w grudniu, podobnie jak Dejan Kulusevski (dla którego gol z Parmą był pierwszym od października). Ostatnim napastnikiem, który zdobył bramkę dla Juventusu (poza Ronaldo) jest Paulo Dybala, który ze względu na kontuzję nie gra od blisko 50 dni. Jest wprawdzie Federico Chiesa (dziewięć goli), ale to wszystko za mało. Wszystkie drużyny z pierwszej szóstki Serie A mają na koncie aktualnie więcej bramek niż Stara Dama.

Antonio Cassano powiedział ostatnio, że sprowadzenie Portugalczyka do Turynu było dużym błędem, bo zespół zyskał piłkarza wybitnego, ale stracił swoją jakość całościową. Nie chcemy rozstrzygać, czy to prawda, zwłaszcza, że wiele oparłoby się na uznaniowości, a za mało na faktach (np. jak przyjście Ronaldo wpłynęło na jakościowe osłabienie linii pomocy, która w tej chwili – np. w porównaniu z Interem, wygląda nieprawdopodobnie ubogo), ale w jednym Cassano rację ma na pewno. Przyjście Ronaldo spowodowało oddanie mu niemal wszystkich rzutów wolnych w chwili, gdy w drużynie byli od niego lepsi. Przez trzy lata przed erą Ronaldo Paulo Dybala i Miralem Pjanić zdobyli łącznie 16 goli bezpośrednimi strzałami z rzutów wolnych, od przyjścia do klubu w analogicznym czasie CR7 trafił raz mając do dyspozycji ponad 60 prób. W obecnym sezonie statystyki jego rzutów wolnych to 0/13, ale gdy w ostatniej minucie meczu z Veroną trzeba było wykonać ten stały fragment gry, i tak podszedł do niego Ronaldo. Uderzył w mur.

Oczywiście nie piszemy tego, by w Ronaldo upatrywać winnego, bo ofensywnie nikt Juventusowi nie zapewnia większej jakości. Warto po prostu znać fakty. Drużyna Pirlo ma jednak znacznie więcej problemów, a mecz z Veroną mocno je obnażył. Nie da się zdobyć mistrzostwa Włoch, mając przed sobą tak wysokiej klasy Inter, a we własnym szeregu środek pola Bentancur-Rabiot-Ramsey. Ten pierwszy, nawet jak wyjątkowo na swoje możliwości grał dobrze “do przodu”, mógł zaliczyć dwie asysty przy golach Hellasu (a dopiero co zrobił to w Lidze Mistrzów przeciwko Porto). Jeśli mistrzostwo zdobyłby Bentancur, a nie zdobył go Barella, byłoby to dziejowa niesprawiedliwość. Idziemy dalej: Andrea Pirlo chce, by akcje były rozgrywane od obrońców, jednak wciąż znacznie łatwiej o celne zagrania w wykonaniu stoperów niż napastników, a jednak Merih Demiral zakończył mecz z 75-procentową skutecznością podań. Matthijs de Ligt z 83 proc. Ze straty Turka zrodziła się akcja, w której Hellas wyrównał. Można zrzucać winę na los, przecież kontuzjowani są Chiellini i Bonucci, ale która z drużyn nie ma problemów z urazami podstawowych zawodników?

Do końca sezonu pozostało 14 kolejek (Juventus i Napoli mają jeszcze zaległy mecz między sobą), więc za wcześnie na koronowanie Interu na mistrza, ale tendencja jest wyraźna. Podczas, gdy ten rok w Serie A dla Juventusu jest drogą przez mękę, Inter potrzebuje 33 sekund, by wbić gola Genoi, wygrać ostatecznie 3:0 i wystąpić w roli drapieżnika, który zwierzynie nie chce pozostawić żadnych złudzeń. Doprawdy trudno wymyślić scenariusz, w którym Stara Dama mogłaby jeszcze dopaść rozpędzoną ekipę Conte.

Mecz kolejki

RomaMilan 1:2. Jeśli w meczu dwóch drużyn z czołowej czwórki pada 37 strzałów na bramkę, z czego 24 są celne, trudno o lepszą reklamę Serie A. Rossoneri doznali ostatnio dwóch porażek, ale na Olimpico przełamali się w sposób spektakularny, bo sytuacji na wyższe zwycięstwo nie brakowało. To taki mecz, w którym nawet Rade Krunić był blisko gola niemal z połowy boiska (zatrzymała go interwencja Pau Lopeza końcówką palców). – Gdyby powiedziano nam kilka miesięcy temu, że będziemy teraz na drugim miejscu w tabeli, nikt by w to nie uwierzył. Co więcej, gdybyśmy mieli 40 punktów, mówiłoby się, że gramy świetny sezon i walczymy o Ligę Mistrzów po wielu latach – mówił po spotkaniu Stefano Pioli. Dla Milanu wygrana była ważna z jeszcze jednego powodu. Po derbowej klęsce mówiło się, że młody zespół nie jest jeszcze mentalnie gotowy do gry o najwyższe cele. Ci, którzy marzyli o mistrzostwie, delikatnie zmienili priorytety na zakończenie sezonu w grupie drużyn awansujących do Ligi Mistrzów. Mecz z Romą – rywalem mającym dokładnie takie samo zadanie i który w przypadku zwycięstwa zbliżyłby się do ekipy Piolego na dwa punkty – miał pokazać, na jakim etapie jest dojrzałość Milanu. Wychodzi, że jednak na całkiem wysokim. Na nieszczęście dla Giallorossich, którzy po porażce wypadli z czwórki (wskoczyła do niej Atalanta po wygraniu z Sampdorią 2:0).

Wydarzenie kolejki

Dyskusje o sędziach nie są bynajmniej zarezerwowane wyłącznie dla polskiego gruntu. W każdym kraju ich błędy są szeroko omawiane, ale to Włosi poszli o krok dalej. Wkrótce sędziowie będą odpowiadać na pytania w programie telewizyjnym. To efekt decyzji nowego szefa włoskich arbitrów, Alfredo Trentalange, który już w czasie swojej kampanii zapowiadał większą transparentność swoich podwładnych. Na pierwszy ogień testowo rzucono doświadczonego Daniele Orsato, który był gościem prograu “90 minut” w telewizji Rai Due i mówił o swojej pracy podczas spotkania Spezia – Parma (2:2) oraz tłumaczył swoje pomyłki z przeszłości. Orsato nie unikał odpowiedzi na żadne pytanie. – Prezydent (Trentalange – przyp. red.) dał wszystkim wielką szansę, to do nas i do nas należy wykorzystanie okazji – mówił jeden z najlepszych włoskich sędziów. Na razie jego obecność w telewizji była formą eksperymentu, ale Trentalange nie ukrywa, że po analizie wystąpienia czołowego arbitra, pomysł będzie kontynuowany.

Kozak kolejki

Łukasz Skorupski. Forma bramkarza Bologny to coś niespotykanego. Jeszcze niedawno wraz z kolegami z defensywy musiał zmagać się z pogardliwymi uśmieszkami po tym, jak zaliczał serię 41 kolejnych meczów ze straconą bramką, teraz staje się jednym z najlepszych bramkarzy ligi. W niedawnym wywiadzie dla “La Gazzetty dello Sport” podkreślał, jak dobrze czuje się w swoim klubie i jak chętnie w nim pozostanie, jednak nie jest wykluczone, że ktoś większy sięgnie po niego. Taka gra jak z Lazio (2:0) nie może ujść uwadze, tym bardziej, że stało się to standardem. Po ostatnim weekendzie Skorupski może dopisać do swojego CV kolejny obroniony rzut karny – po tym, jak kilka tygodni temu odbił strzał Zlatana, teraz zatrzymał Ciro Immobile. Do tego dorzucił fenomenalną paradę przy przypadkowym, “samobójczym” strzale Roberto Soriano. Serwis SofaScore wystawił mu po sobotnim meczu wybitną ocenę 9,4, podczas gdy żaden z innych piłkarzy ligi nawet nie zbliżył się do “dziewiątki”.

Polak kolejki

W związku z tym, co wyżej, wybór jest naturalny. To być może staje się nudne, ale od początku roku już czwarty raz zostaje nim Łukasz Skorupski. “Święty Łukasz powrócił” – napisała “La Gazzetta dello Sport” przyznając mu notę 8 i wybierając najlepszym piłkarzem meczu z Lazio. Obok Skorupskiego jedynym naszym zawodnikiem, który również zasługiwałby na to wyróżnienie, był Wojciech Szczęsny, który w meczu z Veroną (1:1) dwukrotnie ratował Juventus przed stratą gola.

Gol kolejki

Jeśli Rusłan Malinowski strzela gole, można być pewnym, że nie są to bramki z gatunku “dołożył nogę do pustaka”. Ukrainiec w meczu Atalanty z Sampdorią (2:0) najpierw efektownie wymienił piłkę z Luisem Murielem, a później w sposób całkowicie mierzony trafił w “okienko” bramki Emila Audero. Na filmie od 1:18.

Komentarze