SerieALL #21. Wszystko musiało się zmienić, by zostało po staremu

Juventus - Roma
Juventus - Roma PressFocus

Massimiliano Allegri musiał odejść z Turynu, bo ludzie już nie chcieli futbolu reaktywnego. Zwycięstwo miało nie być już jedynym, co się liczy. Maurizio Sarri pożegnał się po roku pracy pomimo obrony mistrzostwa, bo Sarrismo – czyli element decydujący o jego zatrudnieniu – ani na moment nie wykroczyło poza teorię. A Andrea Pirlo teraz notuje swój najlepszy moment w krótkiej karierze trenerskiej. Akurat w momencie, gdy odstawił te wszystkie górnolotne hasła o pięknej grze na półkę z fantasy.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Żadne porównanie w ostatnim czasie nie oddało lepiej obecnej sytuacji mistrzów Włoch niż słowa Filipa Kapicy, który komentował w sobotę mecz Juve z Romą (2:0). Gdyby Juve było samochodem, byłby to DeLorean z “Powrotu do Przyszłości”. Przecież my to wszystko widzieliśmy. Można dominować wcale nie pokazując dominacji. Nie trzeba tłamsić rywala, skoro wystarczy wyprowadzić trzy ciosy, z których dwa są zabójcze. Można wygrywać z jednym z rywali do mistrzostwa ani na moment nie pozwalając mu marzyć o wywiezieniu punktów a jego trenerowi dając jedynie satysfakcję powiedzenia na pomeczowej konferencji: “zepchnęliśmy Juve do obrony”. Tylko co z tego, nawet jeśli uznamy to za prawdę?

– Jeśli spojrzeć na statystyki, mieliśmy więcej strzałów, więcej rzutów rożnych, więcej posiadania, więcej podań, ale to Juventus strzelił bramki. Zespół spisał się naprawdę dobrze, po prostu dokonaliśmy złych wyborów w decydujących momentach. Nie spodziewałem się, że Juve usiądzie tak głęboko i nie sądzę, że oni też. Nasza gra to na nich wymusiła – mówił Paulo Fonseca.

Pirlo faktycznie oddał Romie piłkę i powiedział: to wy się martwcie. – Przez te pierwsze miesiące na ławce dowiedziałem się, że nie każdy mecz jest taki sam, zwłaszcza w bardzo taktycznej lidze, jak we Włoszech, więc musisz mieć różne warianty i alternatywy, ponieważ w przeciwnym razie przeciwnicy mogą cię zbyt łatwo odczytać – stwierdził po meczu, który do złudzenia przypominał “allegrizm”. Juventus w ostatnich miesiącach miał tyle bolączek, że trudno wskazać największą, ale brak kontroli nad wynikiem rzucał się w oczy chyba najmocniej. W poprzednim sezonie prowadzenie 1:0 z rezultatu, którym Stara Dama zamykała mecz, stało się najbardziej niebezpiecznym wynikiem świata. Juve przegrało pięć takich spotkań. Pod Pirlo często do samego końca trzeba się było martwić. Ale od trzech tygodni nastąpił totalny zwrot, a azymut obrany na przeszłość wyraźnie postępuje. Zwycięstwo z Bologną (2:0) opierało się jeszcze na dominacji, ale ubiegłotygodniowy triumf nad Sampdorią (2:0) i weekendowa wygrana z Romą to już doskonale znany cynizm. Uśpić przeciwnika i dobić.

To nie przypadek, że Juventus znów ma najlepszą obronę w lidze, gdy najmocniej przypomina dzieło Allegrego. Nie chodzi już nawet o Giorgio Chielliniego, który przeżywa kolejną młodość i gdy jest zdrowy, jest pewniakiem do składu. Cała drużyna sprawia, że rywal ostatnimi czasy nie ma nawet z czego ulepić gola. Zerkając w statystykę z golami oczekiwanymi widzimy: Roma – 0,65. Sampdoria – 0,24. Bologna – 0,43. Gdyby zsumować okazję trzech drużyn, można powiedzieć, że łącznie zapracowały na jedną bramkę. Najlepszą okazję Romy była ta, gdy Bryan Cristante huknął sprzed pola karnego, a piłka o centymetry minęło okienko. Stworzyć szansę w polu karnym to już było zbyt trudne.

Turyńska tęsknota za Allegrim ma szansę zostać zaspokojona. Juventus wygrał w tym roku 10 z 11 gier i nawet piękne zwycięstwa z Parmą (4:0), czy Sampdorią (3:0) w premierowym półroczu sezonu nie dawały takiego powiewu optymizmu, jak te cyniczne triumfy w ostatnim czasie. Kto wie – może faktycznie nie ma co gmerać przy wypracowywanym latami klubowym DNA?

Mecz kolejki

Atalanta – Torino 3:3. Nie minęło wcale wiele czasu od dnia, w którym Torino przyjęło od Atalanty siedem bramek w jednym meczu. Gdy w 21. minucie sobotniego spotkania Luis Muriel podwyższał na 3:0 w głowach piłkarzy Granaty musiało wrócić tamto wspomnienie. Tyle, że finisz był zupełnie inny – goście niespodziewanie zaczęli przeważać i gdyby lepiej wykonali rzut wolny w ostatniej minucie, mogli skopiować scenariusz, jakim obdarzyły nas niedawno zespoły Wisły Kraków i Piasta Gliwice. Gian Piero Gasperini: – Nie mamy świeżości. Pojawia się zmęczenie. Do tego bardzo późno wróciliśmy z pucharowego meczu w Neapolu.
I taki to będzie sezon – zmęczonych piłkarzy. Jeszcze nigdy tak wiele nie zależało od wyrównanej szerokiej kadry.

Wydarzenie kolejki

Niespotykany gest Andrei Belottiego. W 33. minucie meczu Atalanta – Torino napastnik gości padł tuż przed polem karnym po starciu z Cristianem Romero. Sędzia Francesco Fourneau nie miał wątpliwości sięgając po żółtą kartkę dla obrońcy La Dei i dyktując groźny rzut wolny. Wszystko normalne, prawda? Nie do końca. Belotti błyskawicznie pokazał sędziemu, że nie był faulowany i poprosił go o anulowanie kartki dla rywala. Zamiast rzutu wolnego – rzut sędziowski, w którym kapitan Granaty oddał piłkę Atalancie. “Oczywiście cynicy powiedzą, że wtedy było 3:0 dla Atalanty i gdyby wynik był inny, Belotti też zachowałby się inaczej. Wolimy myśleć, że tak nie jest. Cynizm zostawmy tym, którzy nadmiernie go używają” – czytamy w La Gazetta Dello Sport.

Kozak kolejki

To być może staje się nudne, ale znów wybraliście nim Zlatana Ibrahimovicia. Szwed strzelił dwa gole, dzięki czemu dobił do 500. trafień w profesjonalnej karierze. Jego produktywność w meczu z Crotone (4:0) była niesamowita – według statystyk potrzebował zaledwie 24 kontaktów z piłką, by oddać sześć strzałów na bramkę! Czyli co czwarty kontakt kończył się uderzeniem, co jest wręcz niepojęte. Cztery z tych prób były celne, a dwie wylądowały w siatce. Zlatan w niedzielnym spotkaniu był najlepszym ambasadorem powiedzenia, że lepiej mądrze stać niż głupio biegać.

Polak kolejki

Cieszyć może życiowa forma Łukasza Skorupskiego, który po zwycięstwie Bolonii w Parmie (3:0) spokojnie mógłby zostać wybrany najlepszym naszym rodakiem w 21. kolejce Serie A, ale tym razem nagroda wędruje do innego bramkarza. Bartłomiej Drągowski nie był w stanie zapewnić Fiorentinie choćby punktu w meczu z Interem (0:2), ale kolejny raz był najlepszym jej piłkarzem. Interwencja – jeszcze przy stanie 0:0 – po strzale Nicolo Barelli była prawdopodobnie najlepszą w pożegnany właśnie weekend. La Gazzetta Dello Sport być może trochę przesadziła pisząc “Drągowski czynił cuda. Interweniował w stylu Supermana”, bo jednak szans na wspaniałe parady nie miał wielu (zatrzymał jeszcze Lautaro Martineza w groźnej sytuacji), ale prawdą jest, że Fiorentina stała się na niego zbyt mała. Jeśli Polaka latem nie czeka transfer do naprawdę dużego klubu, będziemy mogli mówić o nieprzewidywalności piłki. Bo siłą rzeczy w notesie gigantów jego nazwisko musi być wpisane.
Z życia innych Polaków na włoskiej ziemi – w tej kolejce aż dwóch z nich wybiegło z opaską kapitana swoich drużyn. Bartosz Bereszyński wyprowadził na boisko Sampdorię (1:1 z Benevento), a Piotr Zieliński Napoli (1:2 w Genui). Obaj po raz pierwszy, ale obaj zagrali co najwyżej poprawnie. Cieszy powrót Sebastiana Walukiewicza do podstawowego składu Cagliari (0:1 z Lazio) po tym, jak trzy tygodnie spędził na ławce rezerwowych. Generalnie zaliczył występ na plus, jednak dwukrotnie z łatwością minął go Ciro Immobile. Druga z tych prób zakończyła się decydującym golem.

Gol kolejki

Świetnie rośnie Nicolo Barella. Spytajcie dowolnego kibica Interu, kto jest liderem tego klubu i nie będzie wątpliwości, jakie nazwisko padnie obok Romelu Lukaku. Teraz jeszcze dorzucił kapitalną bramkę, przy której Drągowski był bez szans. Na filmie od 0:54.

Komentarze