SerieALL #1. Juventus ma problem. Głębszy niż Wojciech Szczęsny

Massimiliano Allegri
Massimiliano Allegri PressFocus

Nie ma innej opcji – pierwszą kolejkę Serie A musiał wyreżyserować Alfred Hitchcock. Facet, który trzyma się schematu z trzęsieniem ziemi na początku i narastającym napięciem w kolejnych aktach. Ofiarą takiego scenariusza został Juventus, który miał wszystko, by wygrać mecz w Udine i wiecie co? Nie wygrał. Głównie przez kiksy Wojciecha Szczęsnego, ale mówienie o Polaku jako jedynym problemie Juve byłoby spłyceniem tematu.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Obserwując Serie A można odnieść wrażenie, że to jakaś symulacja zaprogramowana na maksymalizację emocji. W poprzednim sezonie w żadnej z pięciu czołowych lig piłkarze nie strzelali więcej goli (Włochy – średnio 3,06 bramki na mecz, Niemcy – 3,03, Francja – 2,76, Anglia – 2,69, Hiszpania – 2,51), ale najwidoczniej Włochom i to już przestaje wystarczać. Bo żeby opowiedzieć o tym, co się działo na starcie obecnego sezonu, nie wystarczy mówić o golach (średnio… 3,6 na mecz). Musielibyśmy wspomnieć o debiucie Hakana Calhanoglu w Interze, który w pierwszym kwadransie w nowym zespole zanotował asystę i strzelił pięknego gola z dystansu. O Edinie Dzeko, który od razu wszedł w buty Romelu Lukaku i przywitał się z San Siro bramką. O efektownej Romie zadającej kłam, że drużyny późnego Mourinho są słabe i nudne. O sześciu czerwonych kartkach w czterech niedzielnych meczach (w tym Bartłomieja Drągowskiego, który oberwał za pośpiech sędziego – eksperci są zgodni, że powinien obejrzeć kartonik żółty). O przeklętym meczu Napoli, które tę klątwę objawiającą się kolejno wyrzuceniem z boiska Victora Osimhena w 24. minucie za uderzenie rywala, kontuzją Piotra Zielińskiego i niewykorzystanym rzutem karnym przez Lorenzo Insigne zdołało zdjąć w ostatnich dwóch kwadransach i wygrać z Venezią (2:0). O Lazio od lat grającym w systemie 3-5-2 i przechodzącym pod Maurizio Sarrim na 4-3-3 póki co bez większego bólu (3:1 w Empoli). O Sebastianie Walukiewiczu nie trafiającym do pustej bramki z trzech metrów. O Bolonii, która po 4:5 z Ternaną w Pucharze Włoch, zgotowała kibicom kolejny thriller i odkręciła mecz z Salernitaną (3:2). I wreszcie – o Juventusie, który w porównaniu z poprzednim sezonem miał być wersją 2.0, a po którego meczu kibice mogli mieć deja vu.

Gdyby wskazać jeden największy koszmar Juve z poprzednich dwóch sezonów, byłoby to wypuszczanie z rąk wyników w meczach, w których prowadził. Chcąc powiedzieć o drugim, wspomnielibyśmy o trwającym od kilku miesięcy locie w dół Wojciecha Szczęsnego. Mecz z Udinese był więc sumą tych strachów, bo przez dwa błędy Polaka nie udało się dowieźć wyniku 2:0 do końca. Ale “La Gazzetta dello Sport” zauważa, że problem Juventusu jest w istocie dużo głębszy, niż tylko bramkarz tracący pewność siebie.

Luigi Garlando o Juventusie pisze tak: “Z pierwszych ośmiu drużyn poprzedniego sezonu, tylko jedna nie zdołała wygrać. Ta prowadzona przez Massiliano Allegrego. Kiedy w przedsezonowej zapowiedzi, pisaliśmy o Juventusie jako odpowiedniku Francji z Euro 2020 – faworycie na papierze zarówno pod względem jakości, jak i głębi składu. To, co zobaczyliśmy w Udine, też znalazłoby swoją analogię do wyczynu Francuzów na mistrzostwach… Juventus jest potężny. Którą inną drużynę byłoby stać na pozostawienie na ławce Cristiano Ronaldo, Chiesy i Kulusevskiego? To jak Mbappe, Benzema i Griezmann, ale to nie wystarczy. Mistrzostwa Europy wygrały przecież Włochy.

Juventusowi zabrakło ducha drużyny. Zbiorowej gotowości do poświęcenia się w celu ochrony przewagi, czyli czegoś, czego Allegri wymagał w każdym roku pracy w tym klubie. Szczęsny rozdał prezenty, z 2:0 zrobiło się 2:2, jest głównym winnym, ale nie jedynym. Juventus w drugiej połowie wyglądał, jakby ktoś wyciągnął wtyczkę i na nowo odkrył mentalną amnezję z zeszłego sezonu. Okazało się, że nie wystarczy posadzić na ławce Allegrego, by Juventus znów stał się maszyną. Złe nawyki najwidoczniej dostały się pod skórę znacznie głębiej. Juve nie było w stanie zamrozić piłki między nogami, jak to miało miejsce w czasach gry Pirlo i Pjanicia. Jeśli Juve traciło bramki w ostatnich miesiącach, także w sparingach, to również z tego powodu, a nie przez Szczęsnego. Tutaj jest praca dla Maxa. Orkiestra nie będzie grać poprawnie, mając jedynie dobrze dysponowanego skrzypka”.

Trudno z Garlando się nie zgodzić mając w głowie, jak na starcie wyglądały pozostałe ekipy z czołówki. Na ich tle Juventus był drużyną dwóch prędkości – z doskonałym duetem Dybala-Cuadrado, ale i z wszystkimi słabościami, jakie obserwowaliśmy za poprzedniego trenera. Mecz Udinese pokazał, że Allegri może mieć więcej do naprawiania, niż sam się tego spodziewał.

Mecz kolejki

AS Roma – ACF Fiorentina 3:1. Kiedyś Mark Twain doniesienia o swojej śmierci skomentował krótkim: są one przesadzone. Podobnie mógłby zrobić teraz Jose Mourinho, choć oczywiście mamy świadomość, że to zagrał dopiero jeden mecz. Roma jak żaden inny włoski zespół od lat budowała swoje DNA na efektywnej grze, a kolejnych trenerów dobierała pod tę filozofię. Były obawy, że w momencie zatrudnienia Jose Mourinho stanie się nudna do bólu, jakby zapomniano, że Real Madryt w pierwszym roku pracy Portugalczyka strzelił kiedyś 121 goli w ligowym sezonie. Romie takie liczby nie grożą, ale przyjemnie było patrzeć, jak buduje się w ofensywie. Dwie efektowne asysty Tammy’ego Abrahama uzupełniła jedna – równie piękna – Eldora Shomurodova i od razu pojawiły się pytania kibiców: czy oni nie mogą grać razem? Mourinho na razie studzi te zapędy. – Teraz to zbyt ryzykowne, także dlatego, że nie przepracowali razem z nami całego okresu przygotowawczego – mówił po spotkaniu.
Dużo piszemy o Romie, ale to nie był mecz jednej drużyny, tylko znakomite igrzyska, w których nie brakowało niczego. Czerwona kartka – zbyt pochopna – dla Bartłomieja Drągowskiego, gol dla Romy uznany po kilkominutowej konsultacji z VAR, czerwona kartka dla Nicolo Zaniolo, który do tej pory był tym kopanym, a nie kopiącym, wyrównujący gol dla Violi po technicznych fajerwerkach Nikoli Milenkovicia i wreszcie piąty bieg włączony przez rzymian. W pierwszej kolejce nie brakowało ciekawych meczów, ale ten był z nich najlepszy.

Wydarzenie kolejki

Katastrofalny mecz Wojciecha Szczęsnego. Nie piszemy tego przez pryzmat polskiego kibica, bo w Italii o postawie naszego bramkarza jest naprawdę głośno. Od meczu Udinese z Juventusem (2:2) minęły niespełna dwie doby, a “La Gazzetta dello Sport” już w ośmiu artykułach nawiązała do pomyłek Polaka. Szczęsny ma duży problem. Kibice, których przez kilka lat pobytu w Turynie rozkochał w sobie, coraz głośniej mówią o potrzebie zmiany. A biorąc pod uwagę, że na ławce w Juve siedzi Mattia Perin, członek złotej włoskiej drużyny z Euro 2020, czyli żaden bramkarz z łapanki, zmiana faktycznie może nadejść. Na razie Allegri stara się go bronić, choć jednocześnie nie kryje, że zły wybór Szczęsnego go rozczarował. – Wojtek to świetny bramkarz, którego błąd nie polegał na kwestii technicznej. On musi zrozumieć, że są sytuacje, w których wykopanie piłki na trybuny to żaden wstyd. Póki co Szczęsny ma dzień do zapomnienia, tym bardziej, że jak donosi dziennikarz Luca Momblano, po powrocie z meczu Polak miał niegroźną kolizję, w której uszkodził swojego Jeepa.

Piłkarz kolejki

Tammy Abraham. 40 mln euro kosztował Tammy Abraham, ale Anglik robi wszystko, by nikt mu nie wypomniał tej kwoty. Zaliczył fantastyczny debiut na Olimpico wypracowując dwie bramki kolegom oraz przewagę liczebną Romie, gdy poszukał czerwonej kartki dla Drągowskiego w bezpośrednim starciu. Do tego był cały czas pod prądem, a gdyby po dośrodkowaniu Lorenzo Pellegriniego uderzył ciut niżej, piłka wylądowałaby po jego strzale pod poprzeczką, a nie na niej.
Piłkarzem kolejki śmiało mogliśmy też wybrać Sergeja Milinkovicia-Savicia za jego występ przeciwko Empoli (3:1 dla Lazio). Serb zaliczył asystę, strzelił gola, a jego gra sprawiała przyjemność każdemu, kto na nią patrzył.

Polak kolejki

Karol Linetty. Rzadko się zdarza, by prosty techniczny błąd – a taki tuż przed golem dla Torino w meczu z Atalantą (1:2) popełnił Karol – doprowadził do zaliczenia asysty, ale Polakowi szczęśliwie się to udało. Ale Linetty ogólnie wyglądał na boisku dobrze, co potwierdzają choćby słowa “Gazzetty”. “Polak zaoferował to, co najlepsze w jego repertuarze. Głównie wspierał blok ofensywny”. Poza tym to nie była kolejka polskich piłkarzy. O serii z niedzieli (katastrofa Szczęsnego -> czerwona kartka Drągowskiego -> kontuzja Zielińskiego) napisał chyba już każdy.

Gol kolejki

Luis Muriel w meczu Torino – Atalanta (1:2). Kolumbijczyk w jednej akcji wystąpił w dwóch rolach – skrzydłowego i napastnika. Najpierw rozpędził się lewą stroną, później zszedł do środka i z okolic narożnika pola karnego huknął lewą nogą w samo okienko. Sezon rozpoczęty z przytupem. Na filmie od 0:12.

Komentarze