Wielki powrót, głośne odejście i eksplozja social mediów, czyli co oznacza rewolucja w Serie A

Massimiliano Allegri
Massimiliano Allegri Grzegorz Wajda

Pandemia sprawiła, że na jakiś czas można zapomnieć w Europie o gigantycznych transferach sięgających 100 mln euro, ale Włosi – żyjący każdym okienkiem transferowym i przeprowadzający z nich wielogodzinne relacje na żywo w telewizjach o dużych zasięgach – znaleźli sposób, by się tego lata nie nudzić. Aż sześć z ośmiu najlepszych klubów poprzedniego sezonu zmieniło latem trenera, co oznacza, że ludzie już nie mogą się doczekać wznowienia Serie A.

  • Tylko AC Milan i Atalanta Bergamo z drużyn, które poprzedni sezon Serie A ukończyły w szeroko rozumianej czołówce, zdecydowały się kontynuować swoją drogę z dotychczasowymi trenerami
  • Ruchy w pozostałych zespołach pozwalają na stworzenie rankingu najgłośniejszym zmian
  • Bazując na tym, jaki styl preferują poszczególni trenerzy, próbujemy przewidzieć, jak zmieni się gra najlepszych włoskich klubów

Jeśli mistrz kraju rozstaje się ze swoim trenerem, sytuacja jest wyjątkowa. Biorąc pod uwagę czołowe europejskie ligi, poza Włochami w tym roku doszło do tego jedynie w Niemczech, gdzie skonfliktowany z Hasanem Salihamidziciem Hansi Flick zamienił Bayern na reprezentację Niemiec. Ale sięgając pamięcią 12 miesięcy dalej, trudno o podobny przykład. W Italii natomiast mistrz stracił swojego allenatore już trzeci rok z rzędu. Odejście Antonio Conte z Interu pociągnęło kolejne konsekwencje – z Lazio do Mediolanu przeniósł się Simone Inzaghi, a Biancocelestich po jednym sezonie na bezrobociu poprowadzi Maurizio Sarri. Tyle by wystarczyło, by o Serie A było głośno na kontynencie, ale trzęsienie ziemi było latem tak wielkie, że żadna z tych zmian nie jest tą największą. Ba, w najlepszym wypadku mieści się na najniższym stopniu podium.

Oto pięć najważniejszych trenerskich roszad w Serie A ułożonych w naszej subiektywnej kolejności. O skali tego zjawiska najlepiej świadczy fakt, że bywały sezony, w których dzisiejsze piąte miejsce wygrałoby ten ranking bezapelacyjnie.

5. miejsce. Luciano Spalletti do SSC Napoli

To właściwie mogło wydarzyć się tylko we Włoszech – im lepiej grało w poprzednim sezonie Napoli, tym pewniejsza wydawała się zmiana trenera w tym klubie. Oczywiście to teza nieco na wyrost, bo przecież nie było tak, że Aurelia de Laurentiisa irytować zaczęła kończąca sezon seria meczów bez porażki, w której Napoli regularnie wbijało rywalom cztery lub więcej goli, a konsekwencja zakulisowych rozmów odbywanych przez prezydenta SSC kilka miesięcy wcześniej. De Laurentiis zaczął romansować z innymi trenerami za plecami Gennaro Gattuso, a ten publicznie powiedział, co o tym sądzi. Było jasne, że tego związku nic już nie uratuje i nawet, gdyby Napoli nie zapracowało w ostatniej kolejce na tytuł największych przegranych sezonu (awans do Ligi Mistrzów mieli we własnych rękach, ale na koniec zremisowali z Hellasem – jedną z najsłabszych ekip rundy rewanżowej), doszłoby do zmiany. Choć może nie takiej szybkiej, bo informacja o rozstaniu z Gattuso pojawiła się w social mediowych kanałach Celestich niespełna godzinę po meczu.

Mistrz świata z 2006 roku później na miesiąc został trenerem Fiorentiny, z której odszedł zanim poprowadził choć w jednym meczu – co też się wpisuje w politykę Violi, jej zwalnianie i zatrudnianie Beppe Iachiniego i doprowadzenie do błyskawicznego wypalenia Cesare Prandellego w poprzednim sezonie.

W Napoli natomiast ostatecznie padło na Luciano Spallettiego. Jeśli chodzi o ustawienie na papierze, na San Paolo nie powinno dojść do wielkiej zmiany. Włoch trenując w sezonie 2018/19 Inter Mediolan najczęściej korzystał z 4-2-3-1, które od czasu do czasu zamieniał na ofensywne 4-3-3. W teorii to bardzo podobne do rozwiązań stosowanych przez Gattuso, który od 4-3-3 zaczynał przygodę w Neapolu, by przekształcić ją właśnie w 4-2-3-1, ale w praktyce zatrudnienie „Spala” jeszcze mocniej przestawia wajchę na atak. Zdarzało się, że ten trener w przeszłości „murował” dostęp do własnej bramki, ale jedynie w starciach z potentatami, co często kończyło się bezbramkowymi remisami – ale to dotyczyło trzech-czterech meczów w sezonie.

W obu ustawieniach stosowanych wcześniej przez Gattuso kluczową rolę pełnił Piotr Zieliński, który na zmianie trenera nie mógł zyskać – jego akcje stały tak wysoko, że wyżej się nie dało – ale bardzo wątpliwe, że straci. Podobnego zdania są dziennikarze serwisu Corriere dello Sport, którzy analizując styl Spallettiego wskazali, iż rozpoczęcie wybierania składu właśnie od Polaka jest wręcz obligatoryjne.

4. miejsce – Maurizio Sarri do Lazio

Sarri był zbyt dobrym trenerem, by przegrać z Juventusem mistrzostwo Włoch, ale okazał się zbyt krótki na wprowadzenie do tego klubu elementów Sarrismo. Zatrudniano go na Allianz, by wygrywał pięknie, a on po prostu wygrywał, w dodatku tylko we Włoszech, bo z Ligi Mistrzów wyeliminował go już na etapie 1/8 finału Olympique Lyon. Prawdopodobnie, gdyby nie to, dostałby kolejny sezon w Turynie, ale w gwiazdach łańcuszek zdarzeń ułożył się inaczej – Inter rozstał się z Contem, zabierając do siebie Simone Inzaghiego, a wakujący stołek w Lazio zajął właśnie Sarri.

To wciąż bardzo duże nazwisko na włoskim rynku – w każdym z trzech poprzednich klubów, w którym pracował (Napoli, Chelsea, Juventus) wypracowywał średnią punktów przekraczającą dwa na mecz, w dwóch ostatnich wreszcie zaczął wkładać trofea do gabloty. Wybór Lazio jest w pewien sposób ryzykowny, bo aby Sarrismo działało poprawnie, potrzebni są Sarri-piłkarze. A takich nie znalazł nawet w Juventusie, gdzie obie strony narzekały na trudność w przyswojeniu taktyki, którą wcześniej w Napoli bez problemu operował Jorginho – absolutnie centralna postać tamtego zespołu. Wiele wyjdzie w praniu, nie jest powiedziane, że materiał nie okaże się wystarczająco dobry. Teoretycznie rolę Jorginho pełnić może Lucas Leiva. Sergej Milinković-Savić i Luis Alberto mają naturalną łatwość w grze do przodu, a Ciro Immobile może być Gonzalo Higuainem z najlepszych lat Sarriego – Włoch tylko dwóch z ostatnich siedmiu sezonów w Serie A nie zakończył z przynajmniej 20 bramkami na koncie. Oczywiście jeśli przystosuje się do nowego systemu, bo na przykładzie reprezentacji Włoch widać, że nie jest tak płodny w 4-3-3 jak w 3-5-2.

A największą zmianą będzie właśnie przestawienie drużyny grającej od lat systemem 3-5-2 do 4-3-3 preferowanego przez Sarriego. W praktyce oznaczać to może konieczność wzmocnień defensywy jednym-dwoma obrońcami oraz sprzedaż Joaquina Correi lub Felipe Caicedo, bo kolejka do gry dla jednego z nich może stać się zbyt długa.

3. miejsce – Simone Inzaghi do Interu

Przez lata pracy w Lazio Simone Inzaghi wypracował sobie znacznie większe nazwisko na rynku trenerów od swojego brata Filippo, ale teraz wskoczył na konia, który może go bardzo mocno zweryfikować – w obie strony. Do tej pory Inzaghi pracował wyłącznie w Lazio – od grup juniorskich, przez sezony w piłce młodzieżowej, aż wreszcie dostał pod opiekę pierwszy zespół i nie zawiódł. Lazio rok po roku notowało progres, aż w sezonie 2019/20 stało się jednym z tych nielicznych zespołów, które w trakcie dziewięcioletniej dominacji Juventusu rzuciły mu realne wyzwanie. Na dziś to tylko gdybanie, ale kto wie, jak skończyłyby się tamte rozgrywki, gdyby w szczycie formy rzymian nie przerwała ich pandemia.

Ale Inter to inna para kaloszy, które okazywały się zbyt duże już dla wielu – z uznawanym dziś za geniusza Gianpiero Gasperinim na czele (choć nie wiemy, jak potoczyłaby się jego przygoda na Meazza, gdyby dostał szansę w więcej niż pięciu meczach). Inter zatrudniając Inzaghiego wysłał sygnał, że szukał kogoś, kto po prostu będzie kontynuował dzieło Antonio Contego – obaj preferują podobne ustawienie 3-5-2 (Inzaghi czasem korzystał z 3-5-1-1 z „dziesiątką” ustawioną za plecami napastnika), choć kluczowa różnica będzie polegać na tym, że Inzaghi dostanie nieco inną kadrę – finansowe problemy i zapowiedź sprzedania kilku gwiazd były głównym powodem rozwodu klubu z byłym trenerem. Bolesna będzie strata Achrafa Hakimiego, który lada dzień odejdzie do Paris Saint-Germain i nawet jeśli ktoś przyjdzie na jego miejsca – a musi – trudno oczekiwać zawodnika o podobnej przebojowości i kreatywności.

Sama taktyka Inzaghiego była dość płynna i często ewoluowała w czasie spotkań, więc czegoś podobnego należy oczekiwać w Interze, ale jedno zgadzało się zawsze – szybkie przechodzenie do ataku po odbiorze. Lazio raczej nie starało się kontrolować gry poprzez posiadanie piłki.

Inzaghi ma już gotową linię obrony, bo trójka Skriniar – De Vrij – Bastoni jest wręcz skrojona pod jego oczekiwania. Pomoc także wyposażona jest w duże nazwiska, z których Marcelo Brozović będzie pełnił rolę zawodnika zabezpieczającego tyły, Nicolo Barella zajmie miejsce w środku, a walkę między sobą będą toczyć Arturo Vidal, Matias Vecino, Roberto Gagliardini, Stefano Sensi i Christian Eriksen – oczywiście przy założeniu, że Sensi nie odejdzie (jest łączony z Fiorentiną, gdzie miałby stać się częścią wymiany na Bartłomieja Drągowskiego), a Eriksen będzie mógł kontynuować karierę w Mediolanie (to może być niemożliwe, choć na razie nie ma żadnych oficjalnych informacji). Wydaje się, że mimo kłopotów Interu, w kolejnym sezonie atak znów będą stanowić Romelu Lukaku i Lautaro Martinez, więc kadra wciąż będzie okazała i obiektywnie zweryfikuje Inzaghiego, który wydaje się być naturalnym wyborem po rozstaniu z Contem.

2. Jose Mourinho do Romy

Bardzo dużym problemem było zdecydowanie, czy Mourinho umieścić w rankingu na szczycie, czy szczebel niżej. Ogłoszenie jego przyjścia do Rzymu dosłownie kilka chwil po zwolnieniu z Tottenhamu było szokiem i sprawiło, że Roma w social mediach trendowała na poziomie podobnym do tego, gdy odrobiła w ćwierćfinale Ligi Mistrzów trzybramkową stratę z Barceloną, ale trudno uciec od myśli, że Portugalczyk znalazł się już jedną nogą po drugiej stronie rzeki. Sam fakt, że zdecydował się na przyjęcie oferty od klubu kończącego sezon tak daleko za czołówką Serie A był wymowny.

Roma potrzebowała Mourinho, a Mourinho potrzebował Romy. Nawet jeśli ten trener ma opinię pragmatyka, a klub właściwie od zawsze na liście priorytetów piękną grę umieszczał gdzieś na samej górze. Przez pewien czas pewniakiem do wzięcia Romy wydawał się zatem Sarri. Kluczową datą, która zdecydowała inaczej, był prawdopodobnie 19 kwietnia. O tym, jak mogły wyglądać kulisy sprowadzenia Portugalczyka, pisaliśmy już jakiś czas temu na Goal.pl. Oto kluczowy fragment:

19 kwietnia Tottenham ogłosił rozwód z Jose Mourinho i była to druga część układanki ze Special One w Rzymie. Bo sprowadzanie Mourinho na Olimpico – choć nikt na czele z samymi zainteresowanymi – rozpoczęło się jeszcze w listopadzie 2020 roku. Jose miał wtedy całkiem udaną serię w Tottenhamie, wygrywał mecz za meczem, zresztą podobnie jak Roma, wtedy trzecia siła Serie A. Ale Dan Friedkin, którego Friedkin Group przejęła klub niedługo wcześniej, właśnie zatrudnił na stanowisku dyrektora generalnego Tiago Pinto, Portugalczyka budującego wcześniej markę Benfiki Lizbona. Gdyby nie ten krok, dziś prawdopodobnie świat piłki nie byłby w takim szoku. Włoskie gazety w nim widzą głównego bohatera historii – Pinto świetnie się zna z przedstawicielem firmy zajmującej się obrotem wizerunkami, w tym Mourinho. To Pinto miał zacząć podpytywać tą ścieżką o swojego rodaka i uzyskać odpowiedź daleką od “nie”. Co kierowało Mourinho? Być może potrzebował klubu z lig top trzy w Europie, w dodatku z ambicjami sięgającymi Ligi Mistrzów, by po ostatnich latach odbudować swoją markę i własne ego. A Roma mogła być jedyną opcją, która nie każe The Special One wybierać pomiędzy zakończeniem kariery, a rozmienieniem się na drobne. Co nie umniejsza skali upadku tego szkoleniowca.

Wiele wskazuje na to, że Mourinho – jeśli faktycznie jego motywacją jest to, co wyżej – Roma jest potrzebna w podobnym stopniu, co on Romie. Kibice oczekiwali od Friedkinów wielkiego ruchu, a ci, idąc tokiem amerykańskiej myśli, że wszystko, co stamtąd, musi być największe, zapewnili rozmiar kalibru, jakiego nikt się nie spodziewał. Dogadali się z Mou na zarobki na poziomie 7 mln euro (plus bonusy), co jest potężną kwotą, ale wciąż będącą daleko od rekordowych 12, jakie rocznie otrzymywał od Interu Antonio Conte. W żółto-czerwonej części Rzymu wybuchł entuzjazm, kibice dziękują i krzyczą, że znów mogą marzyć. Słowem opinia, że we Włoszech na raz wyrobionym nazwisku można wozić się znacznie dłużej niż w innych częściach Europy ma się dobrze. Eksplodowały klubowe social media. Tweet z informacją o zatrudnieniu Mourinho wygenerował dotąd 40 tys. podań dalej i 120 tys. polubień. Wpis na Facebooku – 72 tys. lajków. Dla porównania inne informacje rzadko przekraczają tu 10 tys. polubień, a ta o zwolnieniu niechcianego już chyba przez nikogo Paulo Fonseki – 11 tys. Akcje Romy na włoskiej giełdzie zamknęły dzień wzrostem o 21 proc. Roma znalazła się w światowym mainstreamie.

Otwarte jest pytanie, jak będzie wyglądać Roma po przyjściu Mourinho. Teoretycznie dla klubu jest to odejście od ofensywnych wartości z minionej dekady, w praktyce – nie wiadomo. Mourinho doskonale musi zdawać sobie sprawę, że przychodzi do klubu, gdzie balans między atakiem, a obroną jest kompletnie zaburzony. Po jednej stronie boiska ma Kumbullę, Manciniego, Smallinga czy Ibaneza, po drugiej wracającego Zaniolo, świetnego w minionym sezonie Mchitarjana, czy Edina Dzeko, o którym jeszcze w czasie pracy w Chelsea mówił, że jest najlepszym piłkarzem Premier League. Dekadę temu kibice Realu Madryt zastanawiali się, czy zaakceptują swój zespół przywiązujący się w głównej mierze do defensywy, a później Mourinho w każdym z trzech sezonów zapewnił Królewskim ponad 100 ligowych bramek (rekordowo – 121). W Rzymie tak rzecz jasna nie będzie, natomiast nie można przesądzać, że Roma stanie się teraz nudna, pragmatyczna, nastawiona jedynie na dociągnięcie swojego 1:0 do końca. Choć oczywiście takie ryzyko – i to wcale niemałe – jest.

1. Massimiliano Allegri do Juventusu

Nawet jeśli w globalnym widzeniu liczonym liczbą lajków powrót Allegrego do Juventusu przegrywa z transferem Mourinho, nikogo tak mocno nie obroni sport rozumiany przez wygrywanie trofeów. Pięcioletnia kadencja Allegrego w Juve zakończyła się kompletem mistrzostw Włoch, dwoma finałami Ligi Mistrzów oraz dwoma ćwierćfinałami. Jedyny raz, gdy Allegri kończył te rozgrywki na poziomie najlepszej szesnastki, stworzył z Bayernem Monachium jeden z najlepszych dwumeczów w historii Pucharu Europy – a od awansu dzieliło go albo wykończenie akcji sam na sam przez Juana Cuadrado (Juve objęłoby prowadzenie 3:0 w Monachium), albo wybicie piłki w trybuny przez Patrice’a Evrę tuż przed stratą gola.

Ponownie zatrudnienie Allegrego na Allianz to oczywiste przyznanie się do błędu, jakim było jego zwolnienie dwa lata wcześniej. Od tamtego czasu Juventus stracił cechę, która wyróżniała go w Europie – przestał kontrolować mecze. Sarri przegrał aż pięć spotkań, w których jako pierwszy obejmował prowadzenie, a Andrea Pirlo nie wygrał ani jednej gry, w której jego piłkarze strzeliliby mniej niż dwa gole.

Przyjście Maxa to świetna informacja dla Paulo Dybali, który znów może się stać kluczowym ogniwem Juve. To ta współpraca przekładała się na najlepsze liczby w karierze Argentyńczyka. Trudno natomiast przewidzieć, jak ułożą się stosunki trenera z Cristiano Ronaldo. Po pierwsze wciąż nie wiadomo, czy Portugalczyk na pewno zostanie w Turynie, po drugie Allegri nie jest entuzjastą jego obecności w klubie. Włoskie media niedawno donosiły, że gdy w 2019 roku Andrea Agnelli rozstawał się z trenerem, ten dał mu przyjacielską radę: pozbądź się Ronaldo, bo on blokuje rozwój drużyny.

Allegri otrzyma bardzo podobną kadrę do tej, którą dysponował Pirlo. Ciekawym będzie obserwowanie, ile więcej jest z niej w stanie wycisnąć trener mający łatkę zwycięzcy od tego, który dopiero rozpoczynał swoją karierę.

Komentarze