Serie A przed startem. Puste kasy dały się we znaki mocniej niż kiedykolwiek

Achraf Hakimi i Romelu Lukaku
Achraf Hakimi i Romelu Lukaku PressFocus

To wyglądało, jakby kluby się umówiły. W kasach leżał tylko bilon, więc substytutem transferów stały się zmiany na ławkach. Po nowych trenerów – z różnych powodów – sięgnęło sześć z ośmiu najlepszych drużyn ubiegłego sezonu, czym uratowało wiele dialogów we włoskich kawiarenkach. Ale gra toczy się na boisku, a tam nie działo się właściwie nic.

  • Serie A została najmocniej pokiereszowana ze wszystkich czołowych lig w Europie. Kibice mogli tylko patrzeć, jak kolejne gwiazdy wyjeżdżają z Włoch
  • Dużych transferów było jak na lekarstwo, choć jeszcze przynajmniej jeden jest spodziewany „na godzinach”
  • Królem polowania jak na razie jest Roma, która na transfery wydała 100 mln euro

Każdy, kto był we Włoszech w okresie ligowej posuchy i włączył w tym czasie telewizor, miał szansę zobaczyć ten show. Codzienne relacje live spod siedzib klubów, łączenia z korespondentami, paski z najświeższymi informacjami pod obrazem weszły w krew Włochów jak setki lat temu makaron w ich menu. Jeśli ktoś chciał darować sobie telewizję, i tak od niej nie uciekł. Wypad na cornetto z kawą lub do restauracji? Calciomercato z ekranu na ścianie. Ten spektakl zawsze rozgrywał się dwa razy w roku, a nadawcy traktowali go co najmniej z taką powagą, jak opakowanie ligowych meczów. Teraz godnego materiału po prostu zabrakło.

Exodus gwiazd

Trudno przypomnieć sobie rok, w którym doszło do tak masowej wyprowadzki gwiazd, jak obecnie. A nie wiadomo, czy na tym koniec, bo dopiero co gruchnęła plotka o Cristiano Ronaldo, który miał zaoferować swoje usługi Manchesterowi City. Nawet bez udziału Portugalczyka w tej wyliczance Serie A opuścili latem Romelu Lukaku (do Chelsea), Achraf Hakimi, Gianluigi Donnarumma (obaj do PSG), Cristian Romero (do Tottenhamu) i Rodrigo de Paul (do Atletico). Nawet jeśli Barcelona nie była w stanie zatrzymać Leo Messiego, żadna inna czołowa liga Europy nie została wyjałowiona jak Serie A.

Pełzająca od wielu miesięcy wizja rewolucji w Interze Mediolan stała się faktem szybciej niż jego kibice byli w stanie wymówić słowa „Suning Holdings Group”. Pierwsze mistrzostwo od ponad dekady było świętowane na smutno i ze strachem, bo odejście Antonio Conte pociągnęło za sobą wytransferowanie Hakimiego i Lukaku, mimo iż chińscy właściciele klubu zapewniali, że na Marokańczyku się skończy. Inter popadł w potężne problemy finansowe, wygenerował plus 166 mln euro w łącznym bilansie letniego okienka, co i tak wygląda na kroplę w morzu potrzeb. Według najnowszych informacji całkowity dług, jaki Suning powinien zlikwidować to… 700 mln euro. To kwestia być albo nie być rodziny Zhangów w Mediolanie, bowiem w przypadku braku uregulowania zadłużenia do końca przyszłego roku, Inter wypadnie Chińczykom z rąk.

Samo reagowanie na kryzys w Interze wygląda zastanawiająco. We wtorek kolejny raz w mediach pojawiła się informacja, że na San Siro spłynęły oferty kupna Lautaro Martineza za 80 mln euro i zostały odrzucone. Rozszerzając ten wątek można zapytać, czy nie lepszym rozwiązaniem byłaby sprzedaż Argentyńczyka – szanse na to były jeszcze przed odejściem Romelu Lukaku – i pozostawienie Belga. Inter w poprzednim sezonie był absolutnie uzależniony od tego piłkarza. Zanim zapewnił sobie Scudetto, przegrał cztery mecze, których wspólnym mianownikiem było jedno – brak Lukaku na boisku. Różnica 35 mln euro wygląda potężnie, ale mógłby ją zrekompensować awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Bez Belga wydaje się to niemożliwe do realizacji, nawet jeśli w jego miejsce udało się pozyskać Edina Dzeko.

Juventus walczy o gwiazdę Euro

W Turynie przez lata kibice mogli się przyzwyczaić nie tylko do seryjnie wygrywanych tytułów, ale też do przynajmniej jednego wielkiego transferu przed sezonem. Cztery lata temu za 40 mln euro przyszedł Federico Bernardeschi, rok później z Juve związał się Cristiano Ronaldo, dwa lata temu podpisano kontrakt z Matthijsem de Ligtem, a u progu poprzednich rozgrywek – z Federico Chiesą. Na teraz Juventus zapłacił jedynie za transfer definitywny Westona McKenniego, który na Allianz Stadium jest już od 12 miesięcy. Nowych twarzy – poza nieoglądanym tu od dwóch lat Massimiliano Allegrim – nie ma.

Trwa za to saga transferowa z Manuelem Locatellim, który wciąż ma szansę stać się bohaterem tej jednej głośnej transakcji. „La Gazzetta dello Sport” w poniedziałek pisała o kolejnym przełożeniu „białego dymu”, bo Juve wciąż nie osiągnęło porozumienia z Sassuolo. Brak zerwania kontaktów mimo ciągnących się w nieskończoność negocjacji jest jednak wymowny – gwiazdor fazy grupowej Euro 2020 wreszcie do Turynu trafi.

Kreatywna księgowość

Stałym trendem w erze prowadzenia kreatywnej księgowości stało się wypożyczanie zawodników i ewentualny wykup w kolejnym sezonie. Właściwie wszystkie kluby czołówki bazowały w tym oknie na tym modelu. Jeśli płaciły – to za piłkarzy, którzy od miesięcy już w nich grali. W ten sposób Inter zapłacił 2,5 mln euro za Matteo Darmiana, Milan blisko 30 mln za Fikayo Tomoriego i 7 mln za Sandro Tonalego, Atalanta 16 mln za Cristiano Romero (tylko po to, by go wypożyczyć z obowiązkiem wykupu do Tottenhamu), Juventus 20,5 mln za wspomnianego McKenniego, a Napoli 19 mln za Matteo Politano.

Ruchów kadrowych było niewiele, ale kilka warto odnotować. Inter ściągnął Denzela Dumfriesa, który błysnął podczas Euro 2020, Milan zastąpił Donnarumme Mike’em Maignanem z Lille oraz przygarnął Olivera Giroud z Chelsea, Atalanta po odejściu Pierluigiego Golliniego do Tottenhamu kupiła za 20 mln euro Juana Musso z Udinese oraz wypożyczyła Meriha Demirala z Juve, a w Lazio ponownie zagra Felipe Andeson (ostatnio West Ham).

Roma nie przejmuje się kryzysem

Wśród wszystkich drużyn czołówki tylko Roma – która ze względu na przyjście Jose Mourinho budzi większą ekscytację niż normalnie – naprawdę mocno zmieniła swoją kadrę. Jej bilans transferowy sięgający 100 mln euro na minusie (nikogo nie sprzedano, do kasy wpłynęły tylko „drobne” za wypożyczenia do Marsylii Pau Lopeza i Cengiza Undera) to więcej niż łączny bilans wszystkich drużyn, które poprzedni sezon skończyły wyżej od niej – i to bez wliczenia wysoko dodatniego bilansu Interu.

Mourinho mógł liczyć na wzmocnienie każdej formacji. Jest nowy bramkarz (Rui Patricio z Wolverhampton), boczni obrońcy (Bryan Reynolds z FC Dallas i Matias Vina z Palmeiras), pomocnik (Nicola Zalewski z drużyny U-19, śmiało można go wliczać jako nowego piłkarza pierwszego zespołu, skoro latem wystąpił w pięciu z siedmiu sparingów Romy) oraz przede wszystkim napastnicy. Za Tammy’ego Abrahama i Eldora Shomurodova Chelsea i Genoa przygarnęły odpowiednio 40 mln i 17,5 mln euro.

Komentarze