Serie A: Rywalizacja północ – południe

Diego Maradona
Diego Maradona fot. Vladimir Astapkovich / Sputnik/ Hepta / Sport

Nie ma lepszego finału Coppa Italia niż Juventus kontra Napoli. To walka na dobre i na złe – pisze Bartłomiej Rabij w felietonie dla goal.pl.

Czytaj dalej…

Bogata północ kontra ulubieńcy biedniejszego południa. Korporacyjny porządek Juve versus osobliwy, paternalistyczny Neapol… Dwie odmienne szkoły ale styl grania wcale nie aż tak odległy od siebie.

Wynik znamy, żeby nie było. Po fatalnie bitych karnych przez Paolo Dybalę i Danila Juve już po drugiej serii “jedenastek” przegrywało 0:2. Cristiano Ronaldo nawet do swej szansy nie doszedł bo Arkadiusz Milik rywalizację zakończył w czwartej serii. 4:2 po karnych, 0:0 po w sumie niezbyt widowiskowym meczu na Stadionie Olimpijskim w Rzymie.

Mecz wielkim spektaklem nie był, zresztą trudno było się tego spodziewać. A dlaczego?
Juventus – Napoli przy pustych trybunach, czyli wesele bez gości, bez orkiestry, na szczęście na koniec bigosu i gorzały nie zabrakło.

Co dla nas najważniejsze, wygrali Polacy! Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik zdobyli trofeum. Wojciecha Szczęsnego na murawie nie oglądaliśmy bo między słupkami stał 42-letni Gianluigi Buffon. I właśnie patrząc na Buffona przypomniałem sobie o innym “wiecznym” bramkarzu, Dino Zoffie.

A skoro o Zoffie, to na myśl przyszła anegdota Zbigniewa Bońka o tym, jak to młodzi piłkarze mówili do kapitana Juventusu per pan. A skoro lata 80. XX wieku to Maradona. I tak to uruchomił się strumień świadomości i popłynął tak…

Podróż w głąb pętli czasu

Szczęśliwie lat mam tyle by pamiętać czasy kiedy do Włoch trafił Diego Armando Maradona. Czasy były takie, że do tegoż 1984 roku żaden team z południa nie wygrał mistrzostwa Włoch. Generalnie lanie, rok w rok. Jedyne Napoli coś tam przeciwko milionerom z północy potrafiło podskoczyć. Ale po prawdzie, głównie w pucharze Włoch, wygranym w 1962 i 1976 roku.

Za Maradony wszystko się zmieniło, Diego poprowadził południe na północ. Kto był kiedyś w Neapolu wie, heros jest jeden. Puchar Włoch, mistrzostwo Włoch, europejskie puchary… Diego odszedł, sprawy wróciły do tradycyjnego porządku. Północ zgarnia puchary, mistrzostwa, Liga Mistrzów pięć razy padła łupem klubów z Mediolanu i Turynu.

Samo Napoli stoczyło się potężnie. Od wygrania Coppa Italia w 1987 roku, a potem finału z 1989 roku, południe nie miało swego finalisty aż do roku 2012. Wtedy to Napoli pod komendą Waltera Mazzariego, a dwa lata później pod Rafą Benitezem zdobywa puchar kosztem Fiorentiny. Nie ma co ukrywać, najpiękniej Napoli grało jednak za kadencji neapolitańskiego trenera, Maurizia Sarriego, w latach 2015-18. Ależ tam piłka “chodziła”! Toż to była włoska odmiana stylu przywodzącego na myśl mecze Brazylii Tele Santany i Barcelony Pepa Guardioli. Ależ to się oglądało! Klub rządzony przez filmowego magnata De Laurentisa, grał klasowy, techniczny i zaawansowany taktycznie futbol.

Jak rozwinął się u Sarriego Zieliński, jak światowej klasy pomocnikiem został Jorginho.
Ach, ach, Napoli za tego szkoleniowca zaznało futbolu pięknego choć ciut nieskutecznego. Bo wprawdzie na stałe zagościło we włoskiej czołówce a Liga Mistrzów przestała być tylko odległym marzeniem, lecz kibice na południu jednego chcą na pewno i jest to konkret: mistrzostwa i pucharu Włoch!

Koniec z tą dominacją Juventusu, wygrywającego w kraju wszystko jak leci, idącego po kolejny, dziewiąty tytuł mistrzowski! Trzeba zabrać im chociaż puchar, którego Cristiano Ronaldo za drugim podejściem też nie zgarnie.

Powrót do rzeczywistości

W czerwcu 2020 roku włoski futbol budzi się do życia po pandemicznej przerwie. Sarri trenuje Juventus, Napoli trenuje legenda Milanu, Gennaro Gattuso. Wpisując ten tekst, uśmiecham się do siebie.

Naprawdę zabawne są koleje losów zawodowych piłkarzy i trenerów. Milan po Juventusie jest drugim najbardziej nielubianym klubem w Neapolu. Gattuso jak mało kto napsuł neapolitańskiej krwi. A teraz ten typ prowadzi “niebieskich” do wygranej z Juventusem neapolitańczyka Sarriego. Pyszne! Szczególnie w kontekście trwającej dekady wspinaczki Neapolu po skarby północy.

W tym sezonie Napoli o mistrzostwo nie powalczy, bo tylko Lazio ma jeszcze szanse w rywalizacji z Juventusem. Ba, dobrze będzie jeśli ekipa z południa wskoczy na czwarte miejsce i zdobędzie prawo do kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Jeszcze lepiej będzie, kiedy uda się poskładać mocną drużynę na kolejny sezon, a piszę o tym w kontekście plotek o odejściu Koulibaly’ego, Milika, Fabiana i konflikcie Lozano z Gattuso (być może rozdmuchanym przez media kochające takie wieści w sezonie ogórkowym). O ile sam Gattuso zostanie na sezon 2020/21…

Rasizm

W czerwcu 2020 roku nie od rzeczy wspomnieć o kontekście wściekłej rywalizacji Juventusu z Neapolem. Ci z północy uważają tych z południa za bałaganiarzy, gangsterów, brudasów. Stereotyp mówi, że Neapol tonie w śmieciach, camorra rządzi miastem, ludzie prości…

A potem jedziesz do takiego miasta i jesteś oczarowany zabytkami, operą, zamkiem, widokiem na Wezuwiusza wzywanego przez kibiców z północy by zmył brud z twarzy kibiców z południa (rasistowska aluzja do ciemniejszej karnacji południowców), tego samego, który Herkulanum i Pompeje zamienił w wieczne cmentarzysko dziś atrakcję turystyczną okolic Neapolu.

Pewnie, że w Tokio czyściej. Pewnie, że kiedy wejdziesz do neapolitańskiego metra drążonego dziesiątki metrów pod ziemią by wpuścić w gigantyczną jamę dwupiętrowy pociąg zdajesz sobie sprawę, że coś tu “śmierdzi” a nie są to śmieci, a potem patrząc na graffiti na murach XV-wiecznych kościołów zdajesz sobie sprawę, że ludek tu o wysoką kulturę szczególnie się nie troszczy, lecz właśnie w takich miejscach mieszka futbol.
Właśnie tam, w portowych, fabrycznych, emigranckich dzielnicach wykuwają się talenty, o które potem zabijać się będą najbogatsze kluby świata.

To samo jest w Rio de Janeiro, Buenos Aires, Santosie…

Bo w piłce nożnej nie ma miejsca na rasizm, liczy się to jak dobry jesteś i kogo możesz pokonać dzięki uporowi, pracy i sile mięśni. A Wezuwiuszowi nic do tego!

(Bartłomiej Rabij)

Komentarze