Inter uciekł spod topora! Koncertowa gra Romy

Romelu Lukaku
Romelu Lukaku fot. Grzegorz Wajda

Sympatycy Serie A otrzymali o 15:00 potężną dawkę futbolu na dobrym poziomie. O tej godzinie rozpoczęły się bowiem aż cztery mecze. Zdecydowanie najwięcej działo się w Mediolanie, gdzie Inter przegrywał już różnicą dwóch goli, ale zdołał wygrać 4:2. W dobrym stylu swój mecz z Parmą 3:0 wygrała Roma. Trzy punkty zdobyła także Bologna i Sassuolo.

Czytaj dalej…

Inter Mediolan – Torino FC

Zdecydowanie najciekawiej zapowiadał się mecz Interu z Torino. Mediolańczycy na ligowe zwycięstwo czekali już prawie miesiąc, więc o odpowiednią mobilizację i zaangażowanie mogliśmy być spokojni. Z kolan powoli wstawało Torino, które przed tym meczem znajdowało się tuż nad strefą spadkową.

O słowach dotyczących właściwego nastawienia Nerazzurrich mogliśmy zapomnieć bardzo szybko, ponieważ Inter w pierwszej połowie wyglądał fatalnie. Gospodarze mieli problem z przejęciem inicjatywy i często dawali się spychać do głębokiej defensywy. Z kolei Torino było bardzo blisko wykorzystania takiego stanu rzeczy.

W dziewiątej minucie Torino stworzyło świetną sytuację, gdy Simone Verdi dośrodkował na pole karne, a tam czekał już Simone Zaza. Włoski napastnik uderzył jednak niecelnie, w boczną siatkę. Zawodnik ten mógł się zrehabilitować w 21. minucie, kiedy otrzymał podanie od Tomasa Rincona, ale jego uderzenie zatrzymał Samir Handanovic.

Tuż przed przerwą Inter został jednak skarcony utratą gola za swoją fatalną postawę w pierwszej połowie. Soualiho Meite odegrał do Zazy, który w końcu trafił do siatki rywali, uderzając precyzyjnie w lewy róg bramki.

Początek drugiej połowy nie wskazywał, że Inter odwróci losy meczu. Po godzinie Torino prowadziło bowiem 2:0. Ashley Young kopnął rywala w polu karnym, a arbiter Federico La Penna wskazał na wapno. Odpowiedzialność na siebie wziął Cristian Ansaldi, który uderzył mocno pod poprzeczką.

Strata drugiego gola wpłynęła na gospodarzy bardzo dobrze, ponieważ w odstępie trzech minut doprowadzili do remisu. Najpierw zamieszanie w polu karnym wykorzystał Alexis Sanchez, który z bliskiej odległości trafił do siatki. Chwilę później Chilijczyk wystawił piłkę Romelu Lukaku, a ten z łatwością wykorzystał tę sytuację. Belg wpisał się na listę strzelców ponownie w 84. minucie, gdy wykorzystał pewnie rzut karny. Ostatniego gola w tym meczu po podaniu Lukaku strzelił Lautaro Martinez.

AS Roma – Parma Calcio

Przetrzebiona kontuzjami Roma kontra nieregularna Parma – to jeden z meczów, w których faworyt jest oczywisty, ale przeciwnik może sprawić niespodziankę. Goście przed tym spotkaniem byli zaledwie na szesnastym miejscu w tabeli, ale przed przerwą reprezentacyjną zremisowali 2:2 z Interem.

Mimo problemów kadrowych szkoleniowiec gospodarzy – Paulo Fonseca, mógł być zadowolony z postawy swoich zawodników w pierwszej połowie. Rzymianie od początku nie pozostawili rywalom złudzeń i od początku mieli wyraźną przewagę. Cierpliwie konstruowali akcje ofensywne i w 28. minucie zostali za to wynagrodzeni. Leonardo Spinazzola zagrał świetne podanie między rywali w kierunku będącego w polu karnym Borjy Mayorala. Hiszpan zachował spokój i z łatwością uderzył obok bramkarza w kierunku dalszego słupka. Sędzia Gianluca Manganiello miał wątpliwości, czy w tej akcji nie było spalonego, ale ostatecznie uznał to trafienie.

Ledwie cztery minuty później Roma strzeliła na 2:0. Tym razem w roli asystenta wystąpił Mayoral. Napastnik Giallorossich upadając zdołał zagrać futbolówkę, do której dobiegł Henrikh Mkhitaryan. Reprezentant Armenii bez zastanowienia uderzył fenomenalnie z pierwszej piłki w prawy górny róg bramki. Zdecydowanie był to gol z gatunku stadiony świata.

Do szatni Mkhitaryan schodził mając dwa gole na koncie. Pomocnik gospodarzy znalazł się w polu karnym i precyzyjnym uderzeniem z bliskiej odległości w 41. minucie wykorzystał dośrodkowanie Ricka Karsdorpa.

Pierwsza połowa tego spotkania mogła się podobać, ponieważ zobaczyliśmy aż trzy gole, z czego ten Mkhitaryana wyjątkowo efektowny. Tym bardziej możemy czuć się rozczarowani grą obu zespołów po przerwie. Roma miała korzystny rezultat i nie narzuciła już tak intensywnego tempa, jak wcześniej. Natomiast zawodnikom Parmy brakowało umiejętności. Ostatecznie Rzymianie triumfowali 3:0.

Sampdoria Genua – Bologna FC

Z perspektywy polskiego kibica bardzo interesująco zapowiadała się konfrontacja na Stadio Luigi Ferraris, gdzie naprzeciw siebie stanęli Bartosz Bereszyński i Łukasz Skorupski. Większe szanse na zwycięstwo miała Sampdoria, ale Bologna niejednokrotnie pokazała, że może sprawić problemy zespołom silniejszym od siebie.

W pierwszych minutach więcej podań wymieniała Bologna, która zdominowała posiadanie piłki. Jednak pierwszego gola w tym meczu strzeliła Sampdoria. Z rzutu rożnego w pole karne dośrodkował Antonio Candreva, a tam świetnie zachował się Morten Thorsby. Norweg wykorzystał fakt, że był niepilnowany i uderzeniem głową pokonał Skorupskiego.

Bologna nie grała w pierwszej połowie dobrze. Sampdoria wykreowała lepsze okazje na podwyższenie prowadzenie, ale to jej się nie udało. Tuż przed przerwą na tablicy wyników był jednak 1:1, ponieważ Vasco Regini skierował piłkę do własnej siatki.

Drugie 45 minut lepiej rozpoczęła Bologna, która strzeliła gola na 2:1. Musa Barrow dośrodkował z lewej strony boiska na pole karne, gdzie dobrze ustawiony czekał już Riccardo Orsolini. Włoch uprzedził ruch obrońcy i uderzeniem głową pokonał bramkarza. Spotkanie to nie było wybitnym widowiskiem, ale punkty przyznaje się przecież za wynik, a nie styl.

Hellas Werona – US Sassuolo

Starcie w Genui nie było jedynym polskim akcentem podczas niedzielnego popołudnia w Serie A. W wyjściowym składzie Hellasu Werona był bowiem Paweł Dawidowicz, który wraz w kolegami próbował zatrzymać niepokonane Sassuolo. Goście słynęli z ofensywnego stylu gry i dużej liczby strzelonych bramek, więc można było liczyć na dobre widowisko.

Hellas to bardzo trudny przeciwnik, o czym goście przekonali się w tym meczu. Drużyna z Werony utrzymywała się dłużej przy piłce, stworzyła także kilka niezłych sytuacji na zdobycie bramki, ale w decydujących momentach zabrakło jej precyzji.

Gola w 42. minucie strzeliło natomiast Sassuolo. Futbolówkę w pole karne zagrał Domenico Berardi, a przyjął ją Jeremie Boga. Iworyjczyk uderzył rewelacyjnie w prawy górny róg bramki. Marco Silvestri nie miał szans dosięgnąć piłki.

W drugiej połowie Hellas walczył o strzelenie gola na 1:1, ale misja ta zakończyła się niepowodzeniem. Sassuolo nie grało tak ofensywnie, jak nas do tego przyzwyczaiło, ale w 76. minucie zdołało podwyższyć prowadzenie na 2:0. Tym razem role się odwróciły, ponieważ podawał Boga, a wykończył Berardi. Włoch miał dużo wolnego miejsca wokół siebie i bardzo pewnie uderzył pod poprzeczką. Trafienie to było ostatnim w tym meczu.

Komentarze