Licytacja na szczycie. Inter i Milan stawiają swoje atuty na szali

Inter - Milan
Inter - Milan PressFocus

Już od dobrych kilku miesięcy jasne było, że w grze o Scudetto są tylko trzy kluby. Z grzeczności nikt nie odmawiał szans Napoli, jednak porażka jest wpisana w DNA tego zespołu jeszcze głębiej niż można było przypuszczać. W chwili, gdy Inter rozpędził się na nowo, a Milan punktował, jak Milan przez cały sezon, zespół Luciano Spallettiego zrobił sobie przerwę od dobrych wyników. Dlatego już wiemy, że niemal z całą pewnością tytuł wyląduje w Mediolanie. Ale w którym klubie?

  • Sytuacja w tabeli nie pozostawia złudzeń – tylko Milan i Inter mogą wywalczyć mistrzostwo Włoch
  • Są co najmniej cztery powody, dla których Scudetto zdobędą Rossoneri i co najmniej tyle samo, które forują Nerazzurich
  • Przedstawiamy je za “La Gazzettą dello Sport”

Przewaga Milanu

Milan wygląda jak Włochy. Uścisk między Maldinim i Piolim pod koniec meczu Lazio – Milan przypominał ten między Mancinim i Viallim na Wembley. To nie jedyne skojarzenie, jakie przyszło do głowy dziennikarzom “LGdS”. Azzuri triumfowali nad silniejszymi drużynami dzięki dwóm specjalnym broniom: team spirit i determinacji. To te same bronie, którymi Milan chce pokonać obiektywnie silniejszego przeciwnika. Nie ma drugiego, który tak mocno pokazywałby symbiozę na różnych sferach: piłkarskiej, trenerskiej, “gabinetowej”. Obecny AC Milan to mały świat, w którym obowiązuje zasada “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Dzięki trzem latom pracy, których w Interze nie ma za sobą Simone Inzaghi, Stefano Pioli może liczyć na podobną jakość gry wszystkich komponentów. Jeśli wypada jedna-dwie czołowe postacie, zazwyczaj są zastępowane z powodzeniem przez zmienników.

Szalona młodość. Doświadczenie jest po stronie Interu, ale to nie oznacza, że młodość jest wadą. Wręcz przeciwnie. Entuzjazm chłopców Piolego, ich głód sukcesów i chęć rozwoju to ważna broń w walce o Scudetto. Symbolem może być występ Sandro Tonalego w ostatnim meczu z Lazio (2:1). To właśnie on, 21-latek, strzelił zwycięską bramkę w doliczonym czasie gry. To też on jest jednym z najlepszych piłkarzy Milanu w obecnym sezonie. I jeszcze dwa fakty, które zasługują na szczególną uwagę: Milan jest drużyną, która spędziła najdłuższy czas na pierwszym miejscu oraz wygrała najwięcej bezpośrednich meczów z pozostałymi zespołami z top 3. Oznacza to, że młodzież może i nie ma doświadczenia, ale wie, jak udźwignąć ciężar najtrudniejszych spotkań.

Wielka rola starszyzny mimo słabszych liczb. W poprzednim sezonie Ante Rebić i Zlatan Ibrahimović strzelili odpowiednio 11 i 15 bramek. W obecnym mają dwie i osiem. To łącznie szesnaście goli różnicy, która w żaden sposób negatywnie nie wpłynęła na liczbę punktów Milanu. A ta dwójka wciąż odgrywa bardzo dużą rolę. Na Olimpico to Rebić wyrwał piłkę z posiadania Marusicia, a Ibrahimović dostarczył ją do Tonalego, który skutecznym strzałem zapewnił Rossonerim zwycięstwo. Do tego Ibra ma wciąż ogromną motywację, bo zdaje sobie sprawę, że ten zespół zaczął rosnąć wraz z jego powrotem na San Siro, by teraz wciąż rosnąć już niezależnie od niego. Sam niedawno przyznał, że jeśli ten sezon zakończy się Scudetto, będzie to jego najlepsze trofeum w karierze.

Bezpośrednie mecze. Obiektywną przewagą Milanu jest dodatni bilans bezpośrednich spotkań, a to one zdecydują o kolejności w tabeli w przypadku równych punktów.

Przewaga Interu

Punkt zwrotny. Meczem, który w ostatecznym rozrachunku najbardziej może namieszać w tabeli, jest wygrane przez Inter starcie z Juventusem na Allianz (1:0). Stało się tak mimo potężnego dołka, w jaki wpadli Nerazzuri i mimo ogromnej przewagi Starej Damy na murawie. Od tego czasu Inter na nowo złapał wiatr w żagle, zupełnie jakby w piłkarzy wstąpiła nowa wiara, która być może zaczynała ulatywać. Wygrana nad Juve uwolniła głowy, dzięki czemu nogi zaczęły lepiej pracować. Wyniki świadczą same za siebie – po Turynie były trzy kolejne zwycięstwa oraz jedno w derbach w Coppa Italia. Łącznie złożyło się to na bilans 12:2, który zupełnie nie przypomina tego sprzed wygrania Derby d’Italia. Papierkiem lakmusowym tego okresu stał się Nicolo Barella, przez długi czas jakby niewidoczny, a ostatnio znów w swojej najlepszej wersji. Przyćmił Tonalego w pucharowym półfinale i był jednym z najlepszych piłkarzy na murawie przeciwko Romie (3:1).

Lautaro znów zachwyca. Inter strzelał po trzy gole w trzech ostatnich meczach. Jeśli chcemy policzyć, ilu poprzednich meczów na zdobycie dziewięciu bramek potrzebował Milan, wyjdzie nam, że… dziewięciu. Atak Interu działa doskonale. Lautaro Martinez był niedawno pod formą, ale trafił trzykrotnie w czterech spotkaniach i ma na koncie już 16 goli. Do tego Edin Dzeko ma 13. Stefano Pioli w swoim składzie nie ma ani jednego piłkarza z dwucyfrowym dorobkiem – najlepsi Giroud i Leao zdobyli po dziewięć bramek. Pod względem liczb Inter bije Milan na głowę. Calhanoglu osiągnął granicę dziesięciu asyst, Barella dziewięciu, Perisić ma sześć. Najlepszym z Rossonerich jest Hernandez (pięć), boczny obrońca. Inzaghi jest bez wątpienia lepiej wyposażony od trenera Milanu.

Doświadczenie. Wprawdzie przeszłość nie wychodzi na boisko, ale doświadczenie waży równie dużo, zwłaszcza na ostatniej prostej. Spośród jedenastki, która wyszła na boisko przeciwko Romie, tylko Dumfries i Calhanoglu nie zdobyły jeszcze mistrzostw kraju. Dziewięciu pozostałych zgromadziło 15 takich tytułów. Ci sami piłkarze mają w swojej gablocie 20 różnych pucharów. Dla porównania, wyjściowy skład Milanu w meczu z Lazio miał na koncie tylko trzy mistrzostwa, te wygrane przez Maignana i Giroud we Francji oraz przez Diaza w City. Nieco lepiej wygląda to w kwestii wszystkich pucharów, bo tutaj wyświetla się liczba 18, ale przede wszystkim dzięcki dziewięciu trofeum jednego człowieka – Giroud. Różnica w doświadczeniu jest duża. Do tego Perisić zagrał i strzelił w finale ostatnich mistrzostw świata w Rosji.

Terminarz. Ten gra na korzyść Interu. Gdyby podliczyć, jaka łączna różnica punktowa dzieli rywali Milanu oraz Interu, wyjdzie, że ci, z którymi zagra drużyna Inzaghiego zdobyła o 70 oczek mniej. Zresztą same nazwy wiele mówią. Nie licząc zaległego meczu z Bologną, Inter zagra jeszcze z Udinese, Empoli, Cagliari i Sampdorią, a Milan z Fiorentiną, Weroną, Atalantą i Sassuolo.

Mecz kolejki

Empoli – Napoli 3:2. Jak się przełamywać, to właśnie w takich okolicznościach. Gospodarze nie wygrali od grudnia, gdy pokonali… Napoli. Kilka miesięcy trwało więc czekanie na zwycięskie dziesięć minut, bo aż do 80. minuty nic tej wygranej nie zwiastowało. Goście prowadzili 2:0 i mogli kontrolować mecz, gdy wydarzyła się rzecz nieprawdopodobna. Nie obyło się bez pomocy Alexa Mereta, który popełnił błąd z gatunku najbardziej niezrozumiałych (widoczny w klipie niżej). Porażka w Toskanii sprawia, że po serii trzech meczów z jednym zdobytym punktem, Napoli właściwie nie ma już szans w walce o mistrzostwo, a w dodatku zaraz może stracić miejsce na podium, bo Juventus, nad którym po 11. kolejce miało 16 punktów przewagi, od tamtego czasu odrobił już 15 oczek. To wszystko sprawia, że niepewna wydaje się być posada Luciano Spallettiego, a coraz głośniejsze plotki i zmianie na ławce.

Póki co Napoli wydało tradycyjny komunikat o karnym zgrupowaniu. “Klub zdecydował, że od wtorku drużyna pozostanie razem na zgrupowaniu do odwołania. SSC Napoli precyzuje, że decyzję o zamknięciu zespołu podjął trener Spalletti i władze zespołu podzieliły jego zdanie” – napisano.

Nie jest to pierwszy przypadek zarządzenia „karnego zgrupowania” w ekipie ze Stadio Diego Armando Maradony. Poprzednia tego typu próba zakończyła się buntem w początkowej fazie sezonu 2018/2019.

Wydarzenie kolejki

Skład na Ligę Mistrzów wyłoniony. Od poniedziałku, gdy Juventus wygrał na Mapei Stadium z Sassuolo (2:1), jasne jest, że w przyszłym sezonie Włochy w Lidze Mistrzów reprezentować będą Milan, Inter, Napoli i Juventus. Ten ostatni na cztery kolejki przed końcem ma aż osiem punktów przewagi nad Romą i trzeba być wyjątkowo naiwnym, by wierzyć, że jest tu jeszcze miejsce na jakieś trzęsienie ziemi. Swoją drogą to paradoks, że w poprzednim sezonie Juventus musiał drżeć absolutnie do ostatniej sekundy rozgrywek o Ligę Mistrzów, gdy wywalczył 78 punktów. Teraz 78 oczek to maksimum, które Stara Dama osiągnie, jeśli wygra wszystko do końca, a realnie już może cieszyć się z kwalifikacji do elity.

Piłkarz kolejki

Luis Muriel (Atalanta). Gol i asysta w meczu z Venezią (3:1), które przyczyniły się do przełamania serii trzech przegranych meczów, to wystarczająca rekomendacja. Również “La Gazzetta” wybrała Kolumbijczyka najlepszym zawodnikiem tej serii gier nagradzając go notą 8. “Świetny występ, w którym robił dosłownie wszystko – z golem i asystą włącznie. Luis został uwolniony” – czytamy w komentarzu. Cenzurka ani trochę na wyrost. Muriel zaliczył w tym spotkaniu 83 kontakty z piłką (!), co oznacza, że średnio w każdej minucie gry ją dotykał. Stoczył aż 16 pojedynków (siedem zwycięskich), podjął dziewięć prób dryblingu (cztery z powodzeniem). To był taki mecz, po którym się mówi, że ktoś go wygrał w pojedynkę.

Polak kolejki

Szymon Żurkowski. Nie zachował się idealnie przy pierwszej bramce Driesa Mertensa, ale później ponownie był tym, który nadawał odpowiednie tempo drużynie Empoli. W wyścigu po wyróżnienie Żurkowski wyprzedził Wojciecha Szczęsnego, który ponownie był jednym z najlepszych bramkarzy kolejki, na pewno przysłużył się do zwycięstwa nad Sassuolo, ale jednak wydaje się, że popełnił błąd przy golu otwierającym strzelanie bramek na Mapei. Mimo iż pilnował bliższego słupka, piłka i tak gdzieś się przecisnęła.

Gol kolejki

Marcelo Brozović (w meczu Inter – Roma 3:1). Strzela nieczęsto, ale jeśli już, to z fajerwerkami. Zwód ze złamaniem do prawej nogi jest stary, jak gra w piłkę nożną, ale wykończyć uderzeniem w okienko trzeba umieć.

Komentarze