Hakan Calhanoglu
Hakan Calhanoglu fot. PressFocus

Hakan Calhanoglu nie okazuje szacunku Milanowi? Bzdura

Hakan Calhanoglu pod wodzą Stefano Pioliego w AC Milanie nie tylko odzyskał radość z gry, ale przede wszystkim jego postawa na boisku od kilku miesięcy ma wpływ na poczynania ofensywne teamu z miasta mody. Wszystko byłoby ok dla kibiców Rossonerich, gdyby nie to, że kontrakt zawodnika wygasa z końcem czerwca przyszłego roku, a piłkarz nie śpieszy się z parafowaniem nowej umowy. Czy można mówić w przypadku Turka o tym, że nie okazuje szacunku względem swojego pracodawcy?

Czytaj dalej…

  • Dobra gra nie jest gwarancją wzrostu zaufania władz klubu, czyli dylematy Milanu w kontekście nowej umowy dla Hakana Calhangolu
  • Turecki pomocnik aktualnie zarabia 2,5 miliona euro rocznie, oczekuje 7-8 milionów euro. Porozumienie na razie dalekie od realizacji, ale w piłce nożnej niczego nie można być pewnym
  • Pozyskanie następcy dla Turka jest możliwe, ale pozyskanie zawodnika, który idealnie wkomponuje się w skład zespołu, to już inna sprawa. Niewykluczone, że kandydat do zastąpienia 52-krotnego reprezentanta Turcji też potrzebowałby kilku lat na osiągnięcie zadowalającej dyspozycji

Hakan Calhanoglu chce kontynuować swoją karierę w Milanie, ale pod warunkiem, że zostaną spełnione określone kryteria. Przede wszystkim finansowe. Trudno dziwić się po 26-latku, że oczekuje znacznej podwyżki, bo niewykluczone, że to jego ostatnia szansa na satysfakcjonujący kontrakt w szczytowej formie. Skoro nadjeżdża wyczekiwany pociąg, to trudno spodziewać się tego, aby wyczekująca na niego osoba zrezygnowała z tego, aby do niego wsiąść. Aktualnie piłkarz może liczyć na zarobki w wysokości 2,5 miliona euro rocznie. We włoskich mediach pojawiają się głosy, że Hakan Calhanoglu oczekuje wzrostu zarobków do 7-8 milionów euro rocznie. Pewnie optymalny wariant jest mało prawdopodobny do osiągnięcia, ale szanse na to, że Milan zaoferuje zawodnikowi 5-6 milionów euro są już realne.

Wygórowane oczekiwania

Jak na zawodnika, który w tym sezonie ma 15 rozegranych meczów, w których strzelił pięć goli, notując też cztery asysty, to oczekiwania nie wydają się wyjęte z kosmosu. W Juventusie FC zarobki na poziomie pięciu milionów euro mają Federico Chiesa, czy Arthur. Cztery miliony euro inkasuje Federico Bernrdeschi. W AS Romie 4,5 miliona euro każdego roku pobiera Javier Pastore, a na przykład w Interze Mediolan na 7,5 miliona euro rocznie może liczyć Christian Eriksen. Porównując tych zawodników z Hakanem Calhanoglu, kibic Milanu powinien zadać sobie pytanie, czy Turek zasłużył na oczekiwane zarobki. Statystyki pokazują, że tak.

Jasne, ktoś może powiedzieć, że reprezentant Turcji jest w Milanie od 2017 roku, a dopiero od kilku miesięcy prezentuje satysfakcjonujący poziom. W każdym razie, czy nie jest tak, w przypadku kilku innych zawodników w zespole? Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że Milan dopiero w tej kampanii prezentuje się na miarę tego, czego oczekują kibice. Może nawet ponad stan, ale robi to wrażenie. Na dzisiaj trudno zakładać, czy Rossoneri swoją dobrą dyspozycję utrzymają do końca rozgrywek. Sytuacja pandemiczna jest na tyle nieprzewidywalna, że nie wiadomo, jak wpłynie to w kolejnych miesiącach na zawodników w poszczególnych zespołach. Niemniej, mając na uwadze ostatnie miesiące, to Hakan Calhanoglou z pewnością na wzrost swoich zarobków solidnie zapracował.

Na łamach Goal.pl niejednokrotnie pojawiały się wpisy komentujących, że żądania Turka są zbyt duże. Może tak, może nie. Jakie jednak tak naprawdę ryzyko podejmuje Milan, jeśli zgodzi się warunki przedstawiane przez piłkarza i jego menedżera? Jeśli Hakan Calhanoglu utrzyma swoją dyspozycję i poprowadzi do sukcesów drużynę, to jego wartość będzie tylko rosła. Taki stan rzeczy sprawi, że zawodnik może w przyszłości poprzez transfer dać solidny zastrzyk gotówki swojemu obecnemu pracodawcy. Kto wie? Może nawet na poziomie 40 milionów euro. Jeśli jednak piłkarza dopadnie nagłe załamanie formy, to wówczas będzie można go sprzedać za przynajmniej 20-25 milionów euro. Skoro podobne pieniądze można było zarobić na Krzysztofie Piątku, który trafił do Herthy BSC, to tym bardziej byłoby to możliwe w przypadku Turka.

Piłkarz okazuje brak szacunku?

Głosy kibiców Milanu o tym, że Hakan Calhanoglu nie ma szacunku do klubu, mając określone wymagania finansowe, wydają się też niedorzeczne. Co mają powiedzieć w takim razie fani SSC Napoli, gdzie Arkadiusz Milik był dwukrotnie poważnie kontuzjowany, nie grał przez kilka miesięcy, a później, zamiast podziękować za okazaną w niego wiarę i zaufanie, to wszedł w spór z właścicielem, czego efektem jest to, że obecnie nie znajduje się w kadrze Azzurrich. Nie ma sensu przywoływanie tutaj kolejnych nieporozumień między Polakiem a właścicielem Napoli Aurelio De Laurentiisem. Jasne jest natomiast to, że wychowanek Rozwoju Katowice nie zachował się lojalnie wobec klubu, który obdarzył go dużym kredytem zaufania.

Na takie podejście do sprawy nie pozwala sobie Hakan Calhanoglu. Turek po prostu wychodzi z założenia, że ciężko pracował na to, aby zarabiać więcej. Nie ma oczekiwań wyssanych z palca. Faktem jest, że w rozgrywkach Serie A bilans goli piłkarza, jest zerowy. Niemniej to, że ofensywny pomocnik jest wartością dodaną w drużynie, nie podlega wątpliwości. Warto spojrzeć na ostatnie bilanse statystyczne spotkań z udziałem zawodnika. Hakan Calhanoglu w meczu przeciwko ACF Fiorentinie oddał na bramkę rywali pięć strzałów, miał 87-procentową skuteczność podań. Z kolei w boju z SSC Napoli, gdzie w teorii był jedną ze słabszych postaci na boisku w zespole z Kampanii, to miał 93-procentową skuteczność podań.

Od kilku miesięcy Rossoneri nie przestają zaskakiwać. Najpierw notowali długą serię bez porażek. Później trafiło im się potknięcie w Lidze Europy z Lille OSC, ale ekipa z Lombardii tylko się po nim otrzepała i znów kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. Wielu twierdziło, że kluczem do zwycięstw Milanu był przede wszystkim Zlatan Ibrahimović. Gdyby nie Szwed, to mediolański team nie byłby tak mocny. Być może to prawda. Nie chodzi jednak tylko o jego postawę na boisku, ale przede wszystkim to, jaki szacunek w szatni ten piłkarz budzi. Trzeba podkreślić, że “Ibracadabra”, nawet jeśli nie gra z powodu kontuzji, to jest blisko zespołu, wspierając go ze stadionu. Ktoś może stwierdzić, że taka jego rola, skoro inkasuje rocznie siedem milionów euro. Nie zmienia to jednak faktu, że 39-latek nie byłby w tym miejscu, w którym się znalazł, gdy nie pomoc innych zawodników takich jak Franck Kessie, Ante Rebić, czy właśnie Hakan Calhanoglu.

Nie ma następców

Turecki zawodnik gra na pozycji, którą nie jest łatwo załatać. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że odejście Hakana Calhanoglu może negatywnie bardziej wpłynąć na Milan, niż na samego zawodnika. Jeśli ten dołączy do Juventusu FC, czy Manchesteru United, czyli klubów, które w ostatnich latach udowodniły, że potrafią finalizować ciekawe darmowe transakcje, to nawet jeśli nie spełni pokładanych w nim nadziei u innego pracodawcy, to zgarnie solidną sumkę za sam podpis pod kontraktem, zmieniając latem przyszłego roku barwy klubowe na zasadzie wolnego transferu. Agent piłkarza Gordon Stipic najwyraźniej jest tego świadomy.

Mediolański klub oczywiście aktualnie ma inne priorytety, bo nie jest tajemnicą, że sternicy Milanu skupiają się na przedłużeniu umów z Gianluigim Donnarummą i Alessio Romagnoli. Inną sprawą jest jednak to, że sternicy mediolańskiej ekipy sami są sobie winni, że tak długo zwlekali z przedłużeniem kontraktów z ważnymi zawodnikami. Dzisiaj sytuacja jest taka, że piłka jest po stronie piłkarzu i to oni są w uprzywilejowanej pozycji, korzystając z tego. Drużyna gra świetnie, kontrakty się kończą, więc naiwnością byłoby nie skorzystać z takich okoliczności.

Komentarze