Sampdoria wreszcie zwycięża!

Bartosz Bereszyński
Bartosz Bereszyński fot. Grzegorz Wajda

Piątkowa rywalizacja na Stadio Artemio Franchi pomiędzy Fiorentiną i Sampdorią zakończyła się nieoczekiwanym zwycięstwem gości 2:1 (1:0) Całe spotkanie w barwach Blucerchiati rozegrał Bartosz Bereszyński, natomiast Bartłomiej Drągowski (Fiorentina) musiał dwa razy wyciągać piłkę z siatki.

Czytaj dalej…

Premierowa odsłona była wyrównana. Obie drużyny z dużą łatwością konstruowały akcje ofensywne, jednak przy piłce lepiej czuli się Fioletowi. Fiorentina prezentowała wyższą jakość piłkarską, jednak tuż przed przerwą Federico Ceccherini (Fiorentina) pociągnął rywala za koszulkę we własnym polu karnym i arbiter wskazał na jedenasty metr od bramki. Rzut karny na gola skutecznie zamienił doświadczony Fabio Quagliarella. Włoch uderzył w sam środek bramki. Sam Drągowski spodziewał się innego wykończenia i skapitulował.

Po przerwie znów zobaczyliśmy gole, ale trzeba było na nie czekać, aż do 72. minuty. Do tej pory obie ekipy ograniczyły się do walki w środku pola, rzadko stwarzając dogodne sytuacje do strzelenia kolejnej bramki. Niemoc w ofensywie Fioletowych zażegnał Dusan Vlahovic. Młody Serb przejął podanie blisko bramki i sprytnym uderzeniem w stronę prawego słupka doprowadził do remisu.

Blucerchiati nie zamierzali odpuszczać i za wszelką cenę chcieli wygrać to spotkanie. Kilka minut po straconej bramce mogli strzelić gola, ale Thorsby uderzał ze spalonego. Dopiero w 83. minucie Sampdoria objęła zaskakujące prowadzenie. Bramkarz gości dostrzegł dobrze ustawionego Verrę, a ten przyjął futbolówkę przed polem karnym i sprytnie przelobował Drągowskiego, wprawiając w euforię sowich kolegów i cały sztab szkoleniowy. Dla Sampdorii to dopiero pierwsze zwycięstwo w lidze, które być może pozwoli odbić się od dna, a na pewno doda piłkarzom sił w walce o kolejne punkty.

Komentarze