Ronaldo poznał wynik kolejnego testu. Jest decyzja ws. jego występu

Cristiano Ronaldo
Cristiano Ronaldo fot. Grzegorz Wajda

Napastnik Juventusu Cristiano Ronaldo nie będzie miał okazji w środowy wieczór ponownie stanąć naprzeciwko Lionela Messiego. Portugalczyk ponownie uzyskał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa w organizmie, co wyklucza go z występu w zbliżającym się meczu Ligi Mistrzów pomiędzy Juventusem i Barceloną.

Czytaj dalej…

Ronaldo pierwszy pozytywy wynik testu na koronawirusa uzyskał 13 października podczas zgrupowania reprezentacji Portugalii. Zawodnik Juventusu wrócił do Turynu prywatnym lotem, uzyskując w tej sprawie porozumienie z lokalnymi władzami. Od tamtej pory Portugalczyk przebywał na kwarantannie w swoim domu.

Portugalczyk od początku nie wykazywał żadnych objawów i turyński klub miał nadzieję, że będzie mógł wystąpić w środowym meczu Ligi Mistrzów z Barceloną. Pierwsze kroki w tym kierunku podjęte zostały już w ubiegłym tygodniu, kiedy do Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA) przekazano wymaganą dokumentację medyczną potwierdzającą, że piłkarz czuje się dobrze i nie ma żadnych objawów choroby, mimo kolejnego pozytywnego wyniku testu.

Ostatnim warunkiem, który Juventus musiał spełnić, aby Ronaldo otrzymał zgodę na występ w meczu z Dumą Katalonii, było dostarczenie do UEFA negatywnego wyniku badania na co najmniej 24 godziny przed rozpoczęciem spotkania. To okazało się jednak niemożliwe, bowiem kolejny test wymazowy, któremu poddał się portugalski napastnik także dał wynik dodatni.

Stara Dama tym samym będzie musiała sobie poradzić w środowy wieczór bez swojego kluczowego zawodnika, a kibice nie będą mieli okazji do obejrzenia kolejnej konfrontacji Ronaldo z Messim. Na to będą prawdopodobnie musieli poczekać do drugiego pojedynku obu zespołów w fazie grupowej, który odbędzie się 8 grudnia na Camp Nou.

W obecnym sezonie Ronaldo wystąpił w zaledwie dwóch ligowych spotkaniach Juventusu, zdobywając w nich trzy bramki. Z powodu koronawirusa opuścił natomiast trzy mecze Starej Damy.

Komentarze