Zalewski oczkiem w głowie Mourinho. Jak wygląda sytuacja Polaków na starcie Serie A?

Nicola Zalewski
Nicola Zalewski PressFocus

Kiedy Piotr Dumanowski i Dominik Guziak tworzyli swoją książkę “W krainie piłkarskich bogów. O Polakach w Serie A”, nasi rodacy nie tylko zamieszkiwali krainę bogów. Część z nich tworzyła ich poczet. Tylko jedna grupa obcokrajowców – Argentyńczycy – zakończyła sezon z większą liczbą bramek od naszych reprezentantów. W nadchodzącym sezonie to nie wróci, ale biorąc pod uwagę, że w kadrach najlepszych włoskich klubów jest osiemnastu Polaków, warto się przyjrzeć, jaką mogą odegrać rolę.

  • Po wakacyjnej przerwie wracamy z cyklem SerieALL
  • Co wtorek będziemy w nim omawiać najciekawsze wydarzenia mijającej kolejki
  • Na początek jako “odcinek zero” – sytuacja Polaków w klubach

Ważne elementy ligi

Bartosz Bereszyński (Sampdoria). Przedłużony kontrakt z Sampdorią, pewne miejsce w składzie, opaska kapitana, życie w Ligurii – to wszystko sprawia, że reprezentant Polski jest piłkarzem o jednej z największych stabilizacji w całej lidze. Nie pali mu się do odejścia, oferty nie spływają – mimo plotek łączących go jakiś czas temu z Interem Mediolan, a w projekcie Sampdoria wciąż odgrywa ważną rolę. Gdybyśmy mieli się zastanawiać, jak będzie wyglądał jego sezon, powiedzielibyśmy, że dokładnie jak poprzedni. Albo jeszcze wcześniejszy.

Paweł Dawidowicz (Hellas Werona). Poważna kontuzja zastopowała jego karierę w poprzednim sezonie, ale ze zdrowiem już wszystko w porządku. Najważniejsza informacja jest taka, że mimo zmiany trenera w Hellasie, Dawidowicz sporo grał w sparingach. To jednoznacznie zwiastuje, że w sezon powinien wejść znów jako ważna postać dla swojego zespołu. Niedawno Piotr Dumanowski w programie CalcioCast na naszym YouTubie zdradził, że Pawłem zainteresowała się Atalanta, ale temat na dziś jest zamrożony.

Bartłomiej Drągowski (Spezia). Rzutem na taśmę wskoczył do pierwszej grupy piłkarzy, bo w Fiorentinie nie miałby szans na grę, a w Spezii stanie się podstawowym bramkarzem – zwłaszcza, że z klubu odszedł Ivan Provedel. Z tego, co pisze Sport.pl, kwestią dni jest podpisanie przez Drągowskiego trzyletniego kontraktu, a w jego umowie znajdzie się klauzula, która w razie dobrej oferty pozwoli mu odejść do lepszego klubu. Cieszy, że Bartek będzie grał, ale mniej cieszy spadek jego renomy we Włoszech. A jest on tyle nagły, co zaskakujący, bo przecież u progu poprzedniego sezonu Drągowski był ważnym elementem Fiorentiny i wydawało się, że jeśli odejdzie z tego klubu, to do któregoś zespołu z czołówki. Rozgrywki 2021/22 były jednak dla niego kumulacją wszystkiego, co najgorsze – nie pomogła mu szybka czerwona kartka na starcie, później przyplątała się dość długa przerwa spowodowana kontuzją, a gdy wreszcie wrócił do bramki, popełniał błędy kosztujące Fiorentinę bardzo dużo. Kariera na zakręcie, ale jak najbardziej do uratowania.

Łukasz Skorupski (Bologna). Z miana bramkarza, który musiał wyciągać piłkę z siatki w ponad czterdziestu kolejnych meczach, stał się synonimem ściany. W poprzednim sezonie jeden z najlepszych golkiperów ligi, co zawdzięcza mieszance własnych umiejętności oraz bardzo dobrej postawie kolegów z defensywy. Niestety wiele wskazuje, że w nadchodzących rozgrywkach znów będzie miał ręce pełne roboty, bo Bologna znacznie się osłabiła, jeśli chodzi o linię obrony właśnie. Za łącznie ~35 mln euro odeszli odpowiednio do Rennes i Brentford Arthur Theate oraz Aaron Hickey, a transfer środkowego pomocnika Mattiasa Svanberga do Wolfsburga też na pewno obrony nie wzmacnia. Już od jakiegoś czasu można było odnieść wrażenie, że Bologna robi się trochę za mała dla bramkarza tej klasy co Skorupski. Polak będzie miał okazję kolejny raz to udowodnić. Absolutnie kluczowa postać w zespole.

Wojciech Szczęsny (Juventus). Na pewno nie powtórzy tak tragicznego początku sezonu, jak przed rokiem, ale brak takiej możliwości wcale nie jest dobrą wiadomością. Szczęsny doznał kontuzji w sparingu z Atletico (0:4), w którym był jedyną jasną postacią w zespole Juve – między innymi popisał się kapitalną interwencją po strzale Koke i obronił rzut karny wykonywany przez Joao Felixa. Start rozgrywek Serie A będzie jednak oglądał z trybun, bo według prognoz sztabu medycznego Starej Damy, pauza potrwa około trzy tygodnie. W Polsce za Szczęsnym ciągnie się łatka przyklejona po koszmarnym początku kampanii 2021/22, ale jest to łatka niesprawiedliwa. Po tym, jak nasz bramkarz się odbudował, stał się jednym z najlepszych piłkarzy Juventusu i bez wątpienia miał wielki wkład w dość szybkie zapewnienie miejsca w Lidze Mistrzów. Jego znakiem rozpoznawczym stały się seryjnie bronione rzuty karne. Podobnie jak Skorupski, ma w swoim zespole niepodważalną rolę. Tym bardziej, że wielkim fanem jego gry jest Massimiliano Allegri, który – to zdanie samego Szczęsnego z wywiadu dla “La Gazzetty dello Sport” – odegrał wielką rolę w odbudowie sfery mentalnej po serii wpadek.

Nicola Zalewski (AS Roma). Prawdziwy dynamit, jeśli chodzi o wyrobienie sobie pozycji w klubie i lidze. Świetny w grze do przodu, nawet jeśli nie widać tego po jego liczbach. Zyskuje krocie na współpracy z Jose Mourinho, który rozgościł się w roli jego boiskowego ojca. Wydawało się, że po powrocie Leonardo Spinazzoli, będzie miał problem z łapaniem solidnej liczby minut, ale z każdym kolejnym tygodniem pokazywał, że wcale w tej rywalizacji nie stoi na straconej pozycji. A jeśli Spinazzola wróci na dobre – bo przecież jest piłkarzem, na którego stratę Romy nie stać – zawsze można liczyć, że Mourinho znajdzie Polakowi inne miejsce na boisku. Lewe wahadło było pozycją awaryjną, nie podstawową. Możemy mieć pewność, że Portugalczyk nie pozwoli, by Zalewski przepadł. Zwłaszcza, że mówi o nim “niesprzedawalny”.

Piotr Zieliński (SSC Napoli). Od początku okienka transferowego łączony z West Hamem, ale wygląda na to, że klubem, który ma największe szanse na korzystanie z usług Zielińskiego w nowym sezonie, jest SSC Napoli. Nasz reprezentant nie pali się do odejścia. Tym bardziej, że w Neapolu ma pewność gry w Lidze Mistrzów – czego we wspomnianym West Hamie by mu brakowało. Poprzednie rozgrywki z krótkim wyjątkiem na straty, ale marka Zielińskiego jest zbyt mocna, by nawet po słabszym okresie nie wymieniać go wśród czołowych Polaków ligi. W Napoli – po ostatnich transferach z klubu – doczekał się statusu weterana. Żaden inny piłkarz nie gra na San Paolo dłużej. – Jeśli Zieliński zostanie w Napoli, na pewno elementem do poprawy jest jego współpraca z Osimhenem. Ona nie działała najlepiej – zwrócił uwagę w CalcioCast Dominik Guziak.

W drugim szeregu

Jakub Kiwior (Spezia). W niektórych sparingach grał na środku pomocy, w innych na środku obrony. Docelowo ma być środkowym obrońcą, co pewnie ucieszy Czesława Michniewicza. Pewniak do gry w Spezii.

Karol Linetty (Torino). Zaskakująco dużo gra w sparingach, choć nie wydaje się, by miał na nowo odzyskać miejsce w jedenastce Torino. Liderem środka pola ma być 20-letni Samuele Ricci, ale bazując na liczbie minut łapanych w meczach kontrolnych można mieć nadzieję, że jego minutowe konto w nowym sezonie będzie wyglądało lepiej niż w poprzednim.

Marcin Listkowski (Lecce). Mimo tego, że poprzedni sezon w Serie B kończył jako rezerwowy, przed startem Serie A grał we wszystkich sparingach Lecce jako podstawowy piłkarz. W ustawieniu 4-3-3 występował jako lewy napastnik. W klubie nie kryją, że w niego wierzą, chcą stawiać na jego rozwój, więc obserwując Serie A pod kątem Polaków warto czasem rzucić okiem na drużynę z Apulii.

Arkadiusz Reca (Spezia). Ze względu na kontuzję, stracił część okresu przygotowawczego, ale 27 minut gry w meczu Coppa Italia przeciwko Como (5:1) zaowocowało jego dwoma asystami. Wydaje się, że w nowym sezonie powinien sporo grać.

Szymon Żurkowski (Fiorentina). Wydawało się, że Żurkowski zostanie w Empoli i tym samym wyląduje w tej grupie piłkarzy wyżej, ale stał się ofiarą zamieszania transferowego i pokerowej gry, jaką między sobą rozgrywały kluby z Toskanii. Empoli miało sprawę na widelcu, było zdecydowane na wykupienie reprezentanta Polski, ale zwlekało z ostateczną decyzją licząc na obniżkę ceny. Fiorentina nie miała zamiaru pójść lokalnemu rywalowi na rękę i na dziś Szymon Żurkowski jest piłkarzem Violi. Niestety bez większych szans na grę. Środek pola Fiorentiny wygląda bardzo mocno, a do tego wszystkiego doszedł Rolando Mandragora. Efekt jest taki, że jeden z najlepszych polskich piłkarzy czerwcowego zgrupowania reprezentacji grał bardzo mało w sparingach (choć w meczu przeciwo Trento zdobył gola). Do końca okienka transferowego jest jeszcze trochę czasu i musimy trzymać kciuki za odejście Szymona z Florencji. Były plotki, które łączyły go z Bologną, gdzie mógłby skorzystać na odejściu Svanberga, ale na razie na plotkach się skończyło.

Uzupełnienie kadry

Dorian Ciężkowski (Cremonese). Od kilku lat broni na niższym szczeblu we Włoszech. Wcześniej występował w juniorach Hellasu Werona, zaliczył sezon w czwartoligowym Taranto. Do Cremonese Ciężkowski trafił w lipcu 2021 roku i był rezerwowym bramkarzem zespołu. Nie zanotował ani jednego występu, ale regularnie siadał na ławce rezerwowych. Tak też będzie wyglądała jego rola w nowym sezonie Serie A.

Hubert Idasiak (Napoli). Raczej bez szans na grę, ale w Napoli jest uważany za duży talent. Ta kariera we Włoszech może jeszcze rozkwitnąć, ale wątpliwe, by już teraz.

Paweł Jaroszyński (Salernitana). Zaliczył kilka sparingów, ale nie wydaje się, by nagle stał się piłkarzem, na którego będzie stawiać Davide Nicola.

Mateusz Praszelik (Hellas Werona). Spodziewamy się, że w nadchodzącym sezonie zaliczy kilka występów, ale na pewno nie jest to piłkarz ani podstawowego składu, ani mocny rezerwowy, który jest w pierwszej trójce wchodzących na boisko. Zapewne dostanie szanse w Coppa Italia i jego pozycja w zespole będzie uzależniona od tego, jak sobie tam poradzi.

Mariusz Stępiński (Hellas Werona). Wciśnięty na siłę do zestawienia, ale skoro jest w kadrze swojego zespołu, to formalności musiało stać się za dość. Poprzedni sezon na Cyprze, gdzie – jest duża szansa – trafi także w tym właśnie startującym. Tym razem do Omonii Nikozja. W Hellasie bez szans na grę, więc bez wątpienia nie będzie miał wątpliwości, czy odejść, jeśli pojawi się oferta.

Kacper Urbański (Bologna). 17-latek, który ma już debiut w Serie A za sobą. A nawet dwa mecze, bo w spotkaniu ostatniej kolejki poprzedniego sezonu (przeciwko Genoi) zagrał całą pierwszą połowę. W tak młodym wieku sukcesem będzie dla niego każda szansa, jaką otrzyma. W Primaverze pewnie miejsce w składzie. W poprzednim sezonie aż 31 gier.

Komentarze