Milan odzyskał względny spokój, słaby występ Glika

Kamil Glik
Kamil Glik fot. PressFocus

AC Milan pokonał w ostatnim sobotnim spotkaniu 34. kolejki Serie A pewnie 2:0 Benevento Calcio. Rossoneri pokonali podopiecznych Filippo Inzaghiego 2:0 i wskoczyli na drugie miejsce w tabeli.

Pokaz zmarnowanych sytuacji

AC Milan przystępował do starcia z Czarownicami w roli faworyta. Rossoneri zamierzali wykonać krok w kierunku wywalczenia awansu do kolejnej edycji Ligi Mistrzów, która po dwóch z rzędu porażkach nieco się oddaliła. Goście też liczyli na punkty, które są potrzebne w walce o utrzymanie. Z punktu widzenia polskiego kibica starcie na San Siro zapowiadało się ciekawie, bo Kamil Glik skonfrontował swoje siły ze Zlatanem Ibrahimoviciem.

Rossoneri po pierwszej części gry mieli więcej powodów do zadowolenia, ale goście nie mieli powodu do wstydu. Jedyną bramkę w pierwszej połowie zdobył już w szóstej minucie Hakan Calhanoglu. Reprezentant Turcji zamienił na gola koronkowo rozegraną akcję swojego zespołu i uderzeniem z mniej więcej 14 metrów zmusił do kapitulacji bramkarza rywali.

Gianluigi Donnarumma został natomiast zmuszony do sporego wysiłku w 15. minucie, gdy kapitalnym uderzeniem wyróżnił się Artur Ionita. Włoch stanął jednak zawodnikowi gości na przeszkodzie i wynik nie uległ zmianie. W kolejnych fragmentach rywalizacji swoje próby do strzelenia gola mieli jeszcze Theo Hernandez i Zlatan Ibrahimović. Po ich próbach świetnie spisał się jednak Lorenzo Montipo.

Rossoneri znów liczą się w walce o podium

W drugiej połowie przewaga Czerwono-czarnych była widoczna o wiele bardziej niż w pierwszej części. Szczególnie defensywie Czarownic na nerwach grał Ibracadabra. Niestety dla fanów reprezentacji Polski dawał się ogrywać Szwedowi polski defensor Benevento. Glik szczególnie nie popisał się w 55. minucie, ale na szczęście dla byłego zawodnika Monaco Ibra przegrał pojedynek z bramkarzem rywali.

Ibrahimović nie składał jednak bezradnie rąk i dalej robił swoje. Kolejny raz z dobrej strony pokazał się w 60. minucie, oddając mocne uderzenie z lewej nogi. Montipo co prawda strzał Szweda obronił, ale nie poradził sobie z dobitką Theo Hernandeza i gospodarze wygrali ostatecznie 2:0. Francuz zdobył piątą bramkę w sezonie.

Komentarze