Media: ogromne dysproporcje przy podziale przychodów w Superlidze

Juventus FC - Inter Mediolan
Juventus FC - Inter Mediolan fot. PressFocus

Superliga w ostatnim czasie wywołała mnóstwo emocji. Były frakcje za utworzeniem nowych, a także przeciwnicy. Der Spiegel ujawnił natomiast nowe doniesienia dotyczące projektu nowej formuły.

Przepaść finansowa przy podziale zysków z Superligi

Superliga miała docelowo liczyć 20 zespołów. Najwięcej kontrowersji wywoływał fakt, że po pierwsze nowe rozgrywki byłyby ekskluzywne i nie dla wszystkich. Ponadto 15 z 20 ekip miałoby w nich stały udział, na wzór tego, co ma miejsce w hokejowych rozgrywkach NHL, czy koszykarskich NBA.

Dużo mówiło się również o tym, że niektóre kluby za sam start w Superlidze miałyby otrzymać nawet 350 milionów. Niemieccy dziennikarze ujawnili, że Juve mogłoby liczyć na gratyfikację w wysokości 225-300 milionów euro. To i tak mniej niże ekipy z La Liga. FC Barcelona i Real Madryt miałyby otrzymać 350 milionów euro.

Popularność w cenie

Wymienione trzy ekipy dzieliłaby jednak przepaść między na przykład Interem Mediolan, czy Milanem. Ekipy z miasta mody mogłyby liczyć na mniej więcej 100 milionów euro.

Zaledwie 20 procent podziału przychodów to wynik sportowy. Znacznie więcej kluby otrzymywałyby za samą markę, którą są. La Gazzetta dello Sport podała, że kluby mogłoby zarobić tym samym od 55 milionów euro do 270 milionów euro za samą popularność.

Juventus był jedną z tych ekip, które najbardziej zabiegały o stworzenie komercyjnej konkurencji dla Ligi Mistrzów. Jedną z osób, która stała na czele projektu, był prezydent Juventusu Andrea Agnelli. Fundamentami projektu były jednak kluby Premier League. Gdy zaczęły się wycofywać, to przesądzone było to, że w planach Superligi niezbędne są dodatkowe analizy.

Komentarze

Comments 2 comments

Pomysł Cyrku Morgana z mianowanymi nieusuwalnymi uczestnikami podsumował Guardiola: “Gdy nie liczy się czy przegrasz- to nie jest sport”.
Oraz Hans Flick: “W europejskiej piłce udział w Pucharach się wywalcza”.
Do niesportowej podstawy przedsięwzięcia dochodzi podział funduszy przypisany uczestnikom na stałe przez właściciela kapitału wg jego oceny ich popularności.
Zgodnie z nim zwycięzca turnieju mógł otrzymać kwotę 3 razy niższą niż wcześnie odpadający uczestnik wyżej notowany za nazwę.
Ciekawiłby mnie arbitraż tego show przez arbitrów niezrzeszonych w europejskich strukturach. No i prestiż trofeum tego tworu.
Wyjście z kręgu określała klauzula wyjścia: nie wcześniej niż po czerwcu 2025, po rocznym uprzedzeniu i zwrocie funduszu początkowego (FinancialTimes).

Założenia startowe (pewnie i słuszne, choć nieprzyjemne) były takie, że Real i Barcelona miały dostać największą kasę, bo ich udział przyciągnie większą ilość kibiców i są większym gwarantem sukcesu projektu niż Tottenham. Skoro kluby się zgodziły, to pewnie potrafiły spojrzeć prawdzie w twarz. To co mi się nie podoba, to że wyniki sportowe miały wprawdzie z czasem korygować te kwoty, ale tylko o 20%. Gdyby nie ten limit, byłbym zupełnie ok z założeniami początkowymi, nawet jeśli Juventus miał dostać mniej od Hiszpanów. Zwróciłbym uwagę na coś innego – Superliga zakłada coś, czego UEFA pod wpływami szejków nigdy nie wprowadzi, zasłaniając się prawem UE: salary cup na poziomie 55% przychodów klubów, co jest uznawane za zdrowy ekonomicznie model. Więc wydatki klubów nie miały rosnąć w nieskończoność, wręcz przeciwnie. Szkoda, że Ceferin reaguje histerycznie jak przedszkolak zamiast słuchać.