Mecz napastników i pięć bramek we Florencji

Duvan Zapata
Duvan Zapata PressFocus

Fiorentina uległa u siebie Atalancie (2:3). Gospodarze zdołali odrobić dwubramkową stratę za sprawą Dusana Vlahovicia, ale chwilę później goście odzyskali prowadzenie po pewnie wykorzystanym przez Josipa Ilicicia rzucie karnym.

Malinowski i Zapata zrobił różnicę w pierwszej połowie

Atalanta nadal pozostaje w walce o powrót do Ligi Mistrzów i widać to było od pierwszego gwizdka. Nie minął kwadrans, gdy ich przewaga przełożyła się na wymierny wynik. Goście z Bergamo wykonywali drugi z rzędu rzut rożny. Rusłan Malinowski nie kombinował i dośrodkował bezpośrednio do Duvana Zapaty. Kolumbijczyk nie musiał się nawet przemieszczać. Kryjący go Giacomo Bonaventura nie miał szans w walce z napastnikiem Atalanty, który głową dał swojej ekipie prowadzenie. Jeszcze przed przerwą Atalanta zdołała owo prowadzenie podwoić. Dusan Vlahović stracił piłkę, a goście wykorzystali to do skonstruowania kontry. Wreszcie Luis Muriel podał z lewej strony do Malinowskiego. Ukrainiec popisał się wielką wizją, dostrzegłszy wbiegającego samotnie Zapatę. Kolumbijczyk zdążył spokojnie przyjąć piłkę w polu karnym i nie dał szans na interwencję Bartłomiejowi Drągowskiemu.

Dublet Vlahovicia nie dał nawet punktu

Wydawało się, że nic złego nie może stać się La Dei, ale Vlahović zainspirował swoich kolegów. W ciągu dziesięciu minut Serb odpowiedział na dublet Zapaty własnymi dwiema bramkami, ale Fiorentina nie nacieszyła się długo z wyrównania. Po kilku minutach od drugiego trafienia napastnika gospodarzy, w polu karnym Josip Ilicić trafił w rękę Martineza Quarty. Choć Argentyńczyk stał bardzo blisko, arbiter zdecydował się na podyktowanie jedenastki. Do piłki podszedł Ilicić i huknął w środek, a choć Drągowski musnął piłkę stopami, nie zdołał uchronić drużyny od utraty gola.

Po emocjonującym starciu Atalanta zdobyła komplet punktów, być może kluczowy w walce o awans do Ligi Mistrzów. Fiorentina natomiast przedłużyła swoją serię meczów ligowych bez zwycięstwa do trzech i powoli, acz niebezpiecznie, zbliża się do dolnych rejonów tabeli.

Komentarze