Czy Maurizio Sarri zbudował najsilniejsze Lazio ostatnich lat?

Maurizio Sarri
Maurizio Sarri PressFocus

Lazio powoli wchodzi w najtrudniejszy zakręt pierwszej części rozgrywek Serie A, ale za sobą ma już kilka naprawdę udanych miesięcy. Maurizio Sarri latem wyciągnął wnioski z poprzedniego sezonu i z zegarmistrzowską precyzją przystąpił do naprawy wszystkich niedziałających trybów. Teraz jego zespół nie zawodzi przede wszystkim w obronie, zachowując wciąż imponującą skuteczność. Wygląda na to, że były szkoleniowiec Napoli chce wszystkim udowodnić, że po zwolnieniu z Juventusu zbyt wiele osób zwątpiło w jego zdolności.

  • Lazio pod wodzą Maurizio Sarriego znalazło się na wyraźnej krzywej wznoszącej
  • Podobnie jak niektórzy piłkarze. Chyba nikt nie spodziewał się, że tym, który zapewni stabilizację w zespole, będzie Patric
  • Skąd się wzięło tak silne Lazio? Na to pytanie odpowiadają Piotr Dumanowski i Dominik Guziak

Sarri zbudował Patrica

Poważnym problemem Lazio w zeszłym sezonie była defensywa. 58 straconych bramek sprawiło, że zespół Sarriego miał dopiero dziesiątą obronę Serie A. Co prawda wyczyny Ciro Immobile i Sergeja Milinkovicia-Savicia pozwoliły nadrobić te straty i zakończyć sezon 6 punktów za strefą Ligi Mistrzów, ale było wyraźnie widać, że Lazio brakuje pod tym względem równowagi. Sam Sarri od początku pracy w Rzymie kładł wyraźny nacisk na wypracowywanie automatyzmów w defensywie, więc jego te liczby musiały szczególnie denerwować. Podczas trzech lat pracy w Napoli przykładał uwagę do najdrobniejszych detali, dbał o to, by cały blok defensywny przesuwał się w możliwie najbardziej zsynchronizowany sposób. Latem do klubu przyszli Alessio Romagnoli i Nicolo Casale, ale obrońcą, który od początku rozgrywek imponuje formą, jest Patric.

Pomimo siedmiu lat spędzonych w Lazio trudno było wskazać moment, w którym Hiszpan przynajmniej cześciowo zapewniał spokój z tyłu. Bezsensowne czerwone kartki, wycinanie rywali w polu karnym (najlepiej w doliczonym czasie, gdy ważyły się losy punktów), proste błędy i brak koncentracji – do niedawna z tym mógł się nam kojarzyć wychowanek Barcelony. Jednak od początku tego sezonu imponuje spokojem, chowa do kieszeni czołowych napastników ligi i to on, a nie Casale, zajął miejsce na środku obrony u boku Romagnolego. Zbudowanie na nowo tego zawodnika to prawdziwy majstersztyk Sarriego.

Dlaczego Lazio traci tak mało goli?

Lazio dokonało też latem poważnej zmiany w obsadzie bramki. Pepe Reina wolał na koniec kariery wrócić do Hiszpanii, a dyspozycja Thomasa Strakoshy od dłuższego czasu nie była zbyt stabilna i nie przedłużono z nim umowy. Trzeba było szybko znaleźć dwóch nowych bramkarzy, podczas gdy reszta klubów z czołówki rozpoczynała sezon z tymi samymi golkiperami, co sezon wcześniej (Napoli pożegnało się z Davidem Ospiną, ale Alex Meret był już w klubie od dawna). Luis Maximiano był dobrym wyborem na pozycję numer 1, ale po jego czerwonej kartce w pierwszej kolejce okazało się, że jeszcze lepszą decyzją było ściągnięcie Ivana Provedela. Były bramkarz Spezii potraktował grę w Lazio jako życiową szansę, mimo, że przychodził tylko jako potencjalny zmiennik Portugalczyka. Po dziesięciu kolejkach zasłużył na miano czołowego bramkarza ligi, a Roberto Mancini już we wrześniu powołał go na zgrupowanie kadry.  

W taki sposób powstała najszczelniejsza defensywa Serie A, która do tej pory dała sobie wbić tylko 5 bramek. W czołowych pięciu ligach Europy lepszym wynikiem może pochwalić się jedynie Barcelona (4 stracone bramki), a takim samym legitymuje się PSG. Co więcej – Lazio w lidze straciło tylko dwa gole z otwartej gry. Pierwszy z nich to trafienie Manolo Gabbiadiniego, drugi to gol Chwiczy Kwaracchelii w starciu z Napoli. Akurat o stracie gola za sprawą Gruzina niebawem będzie mogła powiedzieć praktycznie cała liga. Pozostałe trzy trafienia to rzut karny Marko Arnautovicia, bramka po rozegraniu rzutu wolnego stracona z Interem i trafienie Kima z Napoli, które Ivan Provedel prawie zatrzymał na linii bramkowej.  

Oprócz dobrej i stabilnej formy pary środkowych obrońców, Ivana Provedela czy również na nowo zbudowanego przez Maurizio Sarriego Danilo Cataldiego, nie można nie wspomnieć o tym, co wyczyniają w tym sezonie Sergej Milinković-Savić i Ciro Immobile. Nie jest to co prawda żadną niespodzianką, ale oglądając w tym sezonie asysty piętą czy idealnie wymierzonymi podcinkami w wykonaniu Serba mamy wrażenie, że w aż takiej dyspozycji jeszcze go nie oglądaliśmy. Pięć z siedmiu jego ligowych asyst otworzyło drogę do bramki Immobile, a gdyby nie kontuzja napastnika Lazio, do przerwy na mistrzostwa świata ta liczba mogłaby zbliżyć się pewnie do dziesięciu. Jak co roku odetchnęliśmy z ulgą i jednoczesnym zdziwieniem, że Sergej pomimo wielu plotek ostatecznie został na Stadio Olimpico. Jego magiczne podania w połączeniu z pięknymi golami Luisa Alberto są w tym sezonie ozdobą efektownego stylu, jaki prezentuje Lazio.

Wielki cios dla Lazio

Tu w zasadzie powinniśmy lekko przystopować nasze zachwyty, bo wspomniana już poważna kontuzja Ciro Immobile wyklucza go z gry do końca roku i pozbawia Maurizio Sarriego potężnego oręża w starciach z Atalantą, Romą i Juventusem. 63-letni szkoleniowiec udowadniał już jednak w przeszłości, że w trudnej sytuacji potrafi grać także bez podstawowego napastnika. Gdy Arkadiusz Milik w Napoli wypadał na wiele miesięcy z powodu zerwanych więzadeł, na jego pozycję przesunięty był Dries Mertens, co okazało się świetnym ruchem. Teraz Sarri chce spróbować tego samego ruchu z Felipe Andersonem, a jeśli to nie wypali, jest jeszcze pod ręką określany jako wielki talent Matteo Cancellieri (któremu szkoleniowiec na razie daje grać tylko w końcówkach), a także Pedro. Ale to nie Sarri, a Gian Piero Gasperini powinien głowić się bardziej, jak w najbliższy weekend pokonać defensywę, która nie straciła w Serie A gola od pięciu meczów. Jeszcze w zeszłym sezonie brzmiałoby to dość absurdalnie, ale będzie to starcie dwóch najlepiej broniących się zespołów, z których to Lazio zachowało więcej ofensywnych atutów.

Najbliższe kolejki i starcia z mocnymi rywalami pokażą nam, jaka siła rzeczywiście drzemie w zespole z Rzymu. Na razie zdążyliśmy się po raz kolejny przekonać, że jeśli Maurizio Sarri dostaje czas i zaufanie, odpłaca się wymiernymi efektami. A z tym czasem różnie przecież bywało – na w pełni profesjonalnym poziomie dłużej niż rok pracował tylko w Empoli i Napoli. Z pierwszymi awansował do Serie A, rozwijając przy tym takich graczy, jak Piotr Zieliński, Matias Vecino czy Mario Rui. O tym, jak pod jego wodzą grali neapolitańczycy raczej nie trzeba nikomu przypominać. Z perspektywy czasu żałować powinni chyba w Turynie, że po mistrzowskim sezonie posłuchali głosów szatni i Sarriego pożegnali bez żadnych skrupułów. Dziś możemy się tylko zastanawiać, jak potoczyłyby się dalej losy Juventusu. W Lazio Maurizio Sarri udowadnia, że w pełni zasługuje na miano jednego z najlepszych włoskich szkoleniowców.


PIOTR DUMANOWSKI
DOMINIK GUZIAK
ELEVEN SPORTS

Komentarze

Na temat “Czy Maurizio Sarri zbudował najsilniejsze Lazio ostatnich lat?

Lazio ? Ci od propagowania wartości faszystowskich ? Silni ? Jacy oni silni ? Przeta tam tylko Milinkovic-Savic to piłkarz, a potem długo, długo, długo niiiic ! Kulawy Immobile teraz pogrążył ich całkiem. Do tego ta murawa na której nie mogą pokazać swojej wartości ponieważ jak rywal przyjeżdża to gra na innej …. 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀