Marco Giampaolo. Trener wypalony?

Marco Giampaolo
Marco Giampaolo PressFocus

Sezon w Serie A jeszcze się nie zakończył, ale już możemy wskazać tych, których zaliczamy do grona wygranych i przegranych tych rozgrywek. Marco Giampaolo wrócił do Sampdorii, by odbudować drużyną z Genui i tym samym swoją reputację. Na ten moment idzie mu bardzo źle.

  • W najbliższy weekend Sampdorię czeka derbowe spotkanie z Genoą, które ma kluczowe znaczenie w walce o pozostanie w lidze
  • Od stycznia trenerem Sampdorii jest Marco Giampaolo, który jednak nie zdołał wprowadzić drużyny na właściwy tor
  • Ostatni okres nie jest najlepszy dla szkoleniowca, który uzyskiwał rozczarowujące w wyniki w Milanie, Torino i teraz Sampdorii

Giampaolo nie okazał się lekiem

W sobotę Sampdorię czekają Derby Genui, które mogą być najważniejszym meczem tego sezonu. Wygrana powinna oznaczać pozostanie w Serie A, kosztem lokalnego rywala Genoi, ale porażka może równać się ze spadkiem. Biorąc pod uwagę, że Genoa pokonała Cagliari, a Salernitana zwyciężyła w trzech spotkaniach z rzędu spadku Sampdorii wykluczać nie można. 

Gdy Marco Giampaolo w styczniu przejmował drużynę z rąk Roberto D’Aversy Sampdoria zajmowała szesnaste miejsce w Serie A. Obecnie znajduje się w takim samym położeniu i na cztery kolejki przed końcem widmo spadku wciąż zagląda w oczy piłkarzom ze Stadio Luigi Ferraris. Podobne kłopoty Sampdoria miała niedawno, w sezonie 2019/2020, który rozpoczęła pod wodzą Eusebio Di Francesco. Genueńczycy zaliczyli największy falstart w historii klubu i po siedmiu kolejkach, z trzema punktami na koncie, zajmowali ostatnie miejsce w tabeli. Na szczęście dla kibiców Sampdorii w klubie pojawił się Claudio Ranieri, który zdołał wyprowadzić drużynę na spokojne wody, a w kolejnym sezonie zajął wysokie, dziewiąte miejsce w Serie A.

Od pojawienia się Marco Giampaolo w Genui Sampdoria przegrała osiem z dwunastu spotkań, jedno zremisowała, a trzy zdołała wygrać. Mniej punktów od La Samp zdobyły w tym czasie tylko Empoli i Venezia. Jeszcze gorzej dla 54-latka wygląda to, gdy spojrzymy na całokształt jego pracy po odejściu z Sampdorii i przeanalizujemy jego dokonania w Milanie, Torino i po powrocie do Genui. Krótko mówiąc wygląda to katastrofalnie. Od lipca 2019 roku, gdy Marco Giampaolo przejął władzę w Milanello poprowadził drużyny w 37 spotkaniach w Serie A, to tak jakby przepracował jeden sezon w ciągu trzech lat. W tym czasie jego drużyny przegrały aż 21 razy, ośmiokrotnie zremisowały i zaliczyły osiem wygranych. 32 punkty w 37 spotkaniach. Średnia 0,86 punktu na mecz, która w Serie A oznacza jedno – spadek do Serie B. Marco Giampaolo nie pracował w ostatnich latach w biednych beniaminkach z południa Włoch, które skazane były na pożarcie. Prowadził Milan, Torino i Sampdorię, a i tak punktował na poziomie strefy spadkowej. 

Z Milanu wyleciał po siedmiu kolejkach, w których zaliczył cztery porażki, a z Torino w połowie sezonu, gdy Byki znajdowały się na osiemnastym miejscu. Obecnie w Sampdorii nie jest lepiej i niewykluczone, że skończy się to spadkiem, co patrząc na powyższe liczby i ostatnie lata pracy Marco Giampaolo nie byłoby zaskakujące. Władze Sampdorii zatrudniając byłego trenera spoglądały na sprawę bardzo życzeniowo. Liczyły, że skoro zna dobrze miasto, klub i kilku zawodników, to szybko zdoła wyciągnąć zespół z kryzysu. Nic bardziej mylnego. Marco Giampaolo nie ma cech trenera, którego określamy mianem „strażaka”. Nie jest wulkanem energii, ekscentrycznym motywatorem jak choćby Davide Nicola. Daleko mu również do Claudio Ranierego w budowaniu relacji z piłkarzami. Z Giampaolo współpracowało wielu naszych zawodników – Bereszyński, Linetty, Kownacki czy Piątek. Każdy z nich podkreślał, że jest to szkoleniowiec, który niewiele rozmawia z zawodnikami. Dawid Kownacki narzekał wręcz, że w ogóle z nim nie rozmawiał, co owocowało narastającą frustracją. Gdy obserwujemy Marco Giampaolo przy linii bocznej, w trakcie meczów Sampdorii brakuje tej iskry, którą często obserwujemy u trenerów, którzy pojawiają się w trakcie sezonu i mają drużynę „natchnąć”, by ta ,po chwilowych perturbacjach, osiągnęła wyznaczony cel. 

Wielkie rozczarowanie

Dla zawodników Sampdorii ten sezon jest wielkim rozczarowaniem. Latem, przed startem rozgrywek Serie A Bartosz Bereszyński w rozmowie z Eleven Sports deklarował, że drużyna z Genui ma wszystko, żeby liczyć się w walce przynajmniej o środek tabeli, a może nawet o coś więcej. Górna dziesiątka to był cel dla Blucerchiatich. Ligowa rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany, choć musimy zaznaczyć, że Bartek bardzo liczył na udany sezon Mikkela Damsgaarda. Jedna z gwiazd Euro 2020 miała być liderem Sampdorii, ale przez kłopoty zdrowotne Duńczyk stracił niemal cały ten sezon. Oczywiście, nie można sprowadzać problemów drużyny do nieobecności jednego gracza, tym bardziej tak młodego, ale z Damsgaardem na boisku La Samp zgromadziłaby pewnie trochę więcej punktów. 

Nie mamy szklanej kuli by przewidzieć, czy Sampdoria spadnie w tym sezonie z Serie A. Kluczowe dla obu genueńskich drużyn będą sobotnie Derby. Od dawna ten mecz nie miał takiego ciężaru gatunkowego, dlatego tym bardziej nie możemy doczekać się pierwszego gwiazdka na Stadio Luigi Ferraris. Kto w sobotę przegra wykona duży krok w stronę Serie B. 

Piotr Dumanowski
Dominik Guziak
Eleven Sports 

Komentarze