Manuel Locatelli, największy błąd współczesnego Milanu

Manuel Locatelli
Manuel Locatelli PressFocus

Szesnasty czerwca 2021 roku, druga seria spotkań grupowych w ramach Mistrzostw Europy. W 26. minucie starcia ze Szwajcarią Manuel Locatelli wykorzystuje podanie Domenico Berardiego i pokonuje Yanna Sommera. Siedem minut po wznowieniu drugiej części meczu po raz drugi trafia do siatki, tym razem po asyście Nicolo Barelli. Gdy tuż przed końcem rywalizacji opuszczał murawę, kibice zgromadzeni na Stadio Olimpico żegnali go gromkimi brawami. Wśród nich zapewne byli także sympatycy Milanu, u których radość mieszała się z ogromnym smutkiem. Cztery i pół roku temu wychowanek Rossonerich celnym strzałem zaskoczył Gianluigiego Buffona i zapewnił swojej ukochanej drużynie zwycięstwo w prestiżowym pojedynku z Juventusem na San Siro. Dzisiaj 23-latek zakłada koszulkę Sassuolo, a już niedługo może zostać piłkarzem Starej Damy.

  • Manuel Locatelli świetnie rozpoczął Mistrzostwa Europy – w dwóch dotychczasowych spotkaniach dwukrotnie wpisał się na listę strzelców
  • Pomocnik Sassuolo niegdyś został odrzucony przez Milan, którego jest wychowankiem
  • Dzisiaj 23-latek znajduje się na celowniku niemal wszystkich wielkich klubów Europy. Zgodnie z medialnymi doniesieniami, najbliżej jego pozyskania jest Juventus

Mattia jest juventino. Kim jest Manuel?

Mattia Locatelli, brat Manuela, zaliczył kilkadziesiąt występów w barwach Calcio Lecco, Sondrio Calcio i US Inveruno. Nigdy nie wzbił się ponad poziom Serie D. W jego przypadku futbol nie okazał się zajęciem, z którym mógł wiązać przyszłość. Mimo niezbyt imponującej kariery piłkarskiej, z pewnością doradza młodszemu bratu w transferowych rozterkach. Mattia deklaruje się jako fan Bianconerich, jednak jak przyznaje, to nie oznacza, że będzie sugerował Manuelowi wybór Turynu:

Czy jestem juventino? Tak, to prawda. Ale mam tylko nadzieję, że Manuel jest szczęśliwy. Nie pytam go o rynek transferowy, zwłaszcza w tym okresie. Jest z reprezentacją i nie myśli o tym. Cel dla Juve? Radość z widoku mojego brata, który strzelił tak ważnego gola tak ważnemu bramkarzowi, złagodziła wszelkie sportowe bóle.

Jak blisko Juventusu jest Manuel Locatelli? Dopóki Squadra Azurra nie zakończy udziału w Euro 2020, najprawdopodobniej w mediach nie pojawi się nic oprócz spekulacji. Być może na jakiekolwiek wieści będziemy zmuszeni poczekać aż do połowy lipca. Italia prezentuje się znakomicie, a po dwóch kolejkach jej notowania zdecydowanie wzrosły. Za dotychczasowymi sukcesami Włochów stoi oczywiście Roberto Mancini, jednak patrząc na jego drużynę jako na kolektyw, warto także wyróżnić indywidualności. Obok postaci absolwenta akademii Il Diavolo nie można przejść obojętnie. Każdy, kto był świadkiem procesu dojrzewania pomocnika urodzonego w Lecco, potwierdzi te słowa. Mecz ze Szwajcarią nie był ani ostatnim etapem rozwoju, ani najlepszym możliwym występem 23-latka. Nie był także oknem wystawowym w zasadniczym tego wyrażenia znaczeniu. A nawet jeżeli wydarzenia z Rzymu chcielibyśmy traktować jako swego rodzaju możliwość pokazania się światu, w ciągu 86 minut na Stadio Olimpico Manuel Locatelli z okna zrobił ogromny taras, po którym teraz może się swobodnie przechadzać, ewentualnie delektować się kawą i przeglądać oferty innych klubów. Milan? Każda drużyna marzy o piłkarzu Sassuolo.

Milan to przeszłość

Nie chciałbym wracać do tego doświadczenia, ponieważ wolę skupić się na przyszłości. Powiedziałem już, że to było pozytywne, ponieważ trenowałem z wielkimi mistrzami, zadebiutowałem w Serie A w koszulce Rossonerich i poczułem dreszcz na karku po zdobyciu bramki na San Siro przeciwko Juventusowi. Wszystko przyszło szybko, właściwie nie zdążyłem się tym nacieszyć, dlatego chwila pożegnania z Mediolanem była bardzo ciężka, traktowałem to jako prawdziwe rozczarowanie. Straciłem wiarę w siebie, ale znalazłem ją dzięki Sassuolo.

Te słowa oznaczają jedno – Manuel Locatelli nie wróci na San Siro. Na pewno nie teraz, być może nigdy. Uczucie odrzucenia, jakiego doświadczył w czerwonej części europejskiej stolicy mody, w naturalny sposób determinuje jego wybory. Chociaż pomocnik przeszedł przez wszystkie kategorie juniorskie, od Esordienti do Primavery, a Sinisa Mihajlović dał mu zadebiutować w ekstraklasie, wspomnienia zostały zdominowane przez poczucie rozczarowania. Teraz, z perspektywy czasu, wydaje się to absurdalne – wyżej stały akcje Montolivo, Bigli czy Bakayoko. Ani Montella, ani Gattuso nie zaufali Locatellemu na tyle, by uczynić go etatowym członkiem podstawowego składu. Owszem, pierwszy ze szkoleniowców w sezonie 16/17 regularnie korzystał z usług wychowanka lokalnej akademii, jednak już w kolejnych rozgrywkach Locatelli nie mógł liczyć na zadowalającą liczbę minut. Zmiana trenera w żaden sposób nie poprawiła sytuacji gracza środka pola.

Odrzucenie, brak zaufania

Gdy stało się jasne, iż Milan pozyska Tiemoue Bakayoko, okazało się, że Manuel właściwie nie ma czego szukać w Mediolanie. Rossoneri początkowo zamierzali go tylko wypożyczyć, jednak sam piłkarz zasugerował włączenie klauzuli obowiązkowego wykupu do umowy. Nie wiązał nadziei z czerwono-czarną koszulką, tak jak klub nie wiązał wielkiej nadziei z nim. Postanowił się odciąć, zacząć nowy etap w karierze. Wybór padł na Sassuolo, gdzie mógł się rozwijać pod skrzydłami Roberto De Zerbiego. W barwach Neroverdich swój pierwszy mecz zaliczył 26 sierpnia 2018 roku.

Nie zostałem porzucony, ale można śmiało powiedzieć, że przestali mi ufać. Wiedziałem, że Sassuolo to właściwy wybór. Czuję się tutaj ważny, nawet jeśli AC Milan był moim życiem przez 10 lat. Na początku miałem pewne problemy, ale przezwyciężyłem je, za co muszę podziękować De Zerbiemu. Juve? Byłoby świetnie, ale teraz liczy się tylko Sassuolo.

Trzy sezony na Mapei Stadium to łącznie 99 spotkań, siedem goli i jedenaście ostatnich podań. Manuel Locatelli w znakomity sposób odpłacił się za kredyt zaufania, którego udzielono mu w Emilii-Romanii. Pod czujnym okiem jednego z najbardziej ekscytujących futbolowych myślicieli prawonożny zawodnik niesamowicie się rozwinął. Z nieco wycofanego, przytłoczonego ogromną presją San Siro chłopca stał się dojrzałym, pełnym werwy zawodnikiem, który potrafi wziąć na swoje barki ciężar gry, doskonale reaguje na boiskowe wydarzenia i dysponuje ponadprzeciętną piłkarską inteligencją. W mediolańskiej kopalni znaleziono prawdziwy diament, jednak nikt nie potrafił oszlifować go w odpowiedni sposób. Być może gdyby przygoda Sinisy Mihajlovicia z Rossonerimi trwała dłużej, ten zdołałby wydobyć z Locatellego to, co najlepsze. Ani Montella, ani Gattuso nie do końca wiedzieli, jak obchodzić się z utalentowanym produktem lokalnej akademii.

Kapitan Rossonerich, który nigdy nim nie zostanie

Z fizycznego punktu widzenia, mimo że jest jeszcze bardzo młody, jest już obdarzony dobrą siłą, która pozwala mu wytrzymać starcia z przeciwnikami, często nawet o dwa lata starszymi. Znakomita jest również odporność na zmęczenie, co jest podstawową umiejętnością współczesnego pomocnika. Progresja prędkości jest z pewnością dobra, co bardzo pomaga mu w częstych próbach ruszania do przodu. Nadal jednak może poprawić strzał. Charakterystyczne dla niego jest to, że Manuel imponuje cechami przywódcy do tego stopnia, że ​​już teraz wielu jest gotowych założyć się, że pewnego dnia ten chłopak będzie nosił kapitańską opaskę Milanu, być może próbując powrócić do chwalebnej, traumatycznie przerwanej tradycji wielkich kapitanów Rossonerich.

Alessandro Aliberti, który ponad sześć lat temu wystawił młodemu pomocnikowi tak imponującą laurkę, pomylił się tylko w ostatnim stwierdzeniu. Manuel Locatelli nie założy kapitańskiej opaski Rossonerich. Na San Siro dzisiaj plują sobie w brodę. Za bezcen pozbyli się diamentu, którego nie potrafili oszlifować, a który teraz, już jako brylant, jest pożądany przez wszystkich kolekcjonerów na świecie. Niewykluczone, że czerwono-czarne pasy, które prawie trzy lata temu wychowanek Il Diavolo zamienił na czarno-zielone, już wkrótce staną się biało-czarne. Mattia Locatelli jest juventino. Kim zostanie Manuel?

Komentarze