“Mali giganci” zaskakują w Serie A

Benevento Calcio - Atalanta Bergamo
Benevento Calcio - Atalanta Bergamo PressFocus

Patrząc w tabelę Serie A wniosek jest jasny – jesteśmy świadkami najciekawszego sezonu od lat. W walce o Scudetto nie ma faworyta, a w wyścigu o czołowe lokaty bierze udział szerokie grono zespołów. Dziś przyjrzymy się jednak temu co dzieje się w niższych rejonach, bo takiego ścisku w okolicach strefy spadkowej nie mieliśmy od lat. Duża w tym zasługa beniaminków.

Nie ma w tym sezonie autsajdera, drużyny, która kompletnie odstaje i już w połowie sezonu wiemy, że na 99% spadnie z Serie A. W ostatnich latach niemal rok w rok obserwowaliśmy męczarnie takich drużyn – Frosinone, Pescara, Benevento. Przed obecnymi rozgrywkami, patrząc na beniaminków, było duże ryzyko, że historia się powtórzy. Rolę chłopców do bicia mieli pełnić zawodnicy Spezii. Crotone też stawiane było w roli murowanego kandydata do spadku, a o Benevento mówiło się jako o wielkiej niewiadomej. Po 18. kolejkach wiemy, że nikt na półmetku zmagań nie stoi na straconej pozycji. Ostatnie w tabeli Crotone do miejsca gwarantującego utrzymanie traci zaledwie dwa punkty. W poprzednim sezonie SPAL po pierwszej rundzie sezonu było trzy punkty za “strefą bezpieczeństwa”. Dwa lata temu Empoli traciło do niej osiem punktów, a Benevento w sezonie 2017/2018 aż jedenaście i było już jedną nogą w Serie B. To pokazuje, że w tych rozgrywkach Serie A dostarczy nam dużych emocji nie tylko ze względu na walkę o Scudetto. 

Ostatnie lata w Serie A nie były łaskawe dla drużyn, które awansowały z Serie B. W pięciu z ostatnich sześciu sezonów tylko jeden z trzech beniaminków potrafił wywalczyć utrzymanie. Wyjątek stanowią rozgrywki 2016/2017, w których sytuacja byłaby identyczna, gdyby nie cudowne utrzymanie wywalczone przez Crotone. Kalabryjczycy w końcówce sezonu potrafili pokonać Inter i Lazio, zremisować z Milanem i rzutem na taśmę wyprzedzili Empoli. W ostatnich sześciu sezonach na osiemnastu beniaminków tylko ośmiu zdołało utrzymać się w lidze. Giorgio Chiellini w swojej autobiografii przekonuje, że dwadzieścia drużyn w Serie A to za dużo. Jego zdaniem wpływa to źle na poziom rozgrywek. Kapitan Juventusu chętnie zmniejszyłby ligę do osiemnastu albo nawet do szesnastu drużyn. Wiemy jednak, że jest to nierealne. W przypadku uszczuplenia ligi drużyny, które obecnie mają względny spokój musiałyby drżeć o przetrwanie, więc za takim pomysłem nigdy nie zagłosują. 

Ten sezon może być wyjątkowy. W ostatnich 50 latach w Serie A tylko osiem razy zdarzyło się by wszystkie drużyny, które wywalczyły awans z Serie B zdołały utrzymać się na najwyższym poziomie w kolejnym sezonie. W kategoriach pozytywnej niespodzianki możemy na ten moment mówić o Benevento i o Spezii. Drużyna Pippo Inzaghiego zajmuje jedenaste miejsce w tabeli i prezentuje się bardzo solidnie. W Kampanii wyciągnięto wnioski po nieudanej przygodzie sprzed trzech lat i postawiono na piłkarzy, którzy na tym poziomie już się sprawdzili – Lapadula, Caprari, Sau, Ionita, Schiattarella czy Glik. Nie są to piłkarze, za którymi obejrzałby się ktokolwiek z ligowej czołówki, ale gwarantują jakość i doświadczenie, coś czego zabrakło Czarownicom w ich premierowym sezonie w Serie A. Kamil Glik, z którym rozmawialiśmy latem opowiadał, że Benevento to klub bardzo dobrze poukładany, w którym wyciągnięto wnioski. Mają odpowiednie zasoby finansowe i ambicje by być solidną marką na piłkarskiej mapie Włoch. 

Większą niespodzianką jest jednak Spezia. Na papierze to najsłabszy zespół w lidze. Liguryjczycy udowadniają, że w starym piłkarskim porzekadle jest sporo prawdy – “nazwiska nie grają”. W teorii to zbieranina zawodników niechcianych w innych klubach oraz postaci dotąd anonimowych, wyciągniętych z niższych poziomów rozgrywkowych. W przypadku Spezii kluczowa jest osoba trenera. Vincenzo Italiano debiutuje w Serie A, ale cieszy się już uznaną marką. W przeszłości potrafił wywalczyć awanse z Serie D do Serie C, z Serie C do Serie B, a ze Spezią przeskoczył z Serie B do Serie A. Włosi bardzo cenią trenerów, którzy odnoszą sukcesy na niższych piętrach, bo wiedzą jak karkołomne jest to zadanie. Zespół z Ligurii imponuje charakterem, ofensywnym nastawieniem i tym, że nie boi się nikogo. W 2021 roku Spezia zdążyła już wygrać w Neapolu i wyrzucić Romę z Coppa Italia. Siłą drużyny trenera Italiano jest kolektyw, ale jedna postać wybiją się ponad resztę, napastnik Mbala N’Zola. Francuz w 2018 roku występował zaledwie na poziomie Serie C. Następnie nie wyróżniał się niczym szczególnym w Serie B. Dziś w Serie A ma już dziewięć bramek, tyle samo co Lautaro Martinez, Andrea Belotti i Lorenzo Insigne. Jeśli utrzyma skuteczność, a Spezia wciąż będzie prezentować się tak odważnie Liguryjczycy mogą w Serie A rozgościć się na dłużej. 

Najgorzej z beniaminków prezentuje się Crotone. To zaskakujące, gdy przeanalizujemy wyniki ich spotkań z Benevento i ze Spezią. Oba te mecze Kalabryjczycy wygrali po 4:1, nie pozostawiając wątpliwości, kto jest lepszy. W tabeli zajmują jednak dwudzieste miejsce, ale ich strata do 17-ego Cagliari wynosi tylko dwa punkty. To sprawia, że drużyna Giovanniego Stroppy może realnie myśleć o utrzymaniu. Ich największy problem stanowi gra w defensywie. Stracili już ponad 40 bramek, przyjmując sześć od Interu i po cztery od Cagliari, Sassuolo, Napoli, a nawet od Genoi. Ostatnią drużyną, która tracąc tyle bramek w pierwszej rundzie sezonu zdołała utrzymać się w Serie A była Pro Patria…70 lat temu. To nie wróży dobrze, ale potencjał który Crotone prezentuje w ataku pozwala wierzyć, że nawet jeśli szybko wrócą do Serie B, to walka o pozostanie w elicie będzie widowiskowa. Junior Messias i Simy Nwankwo to duet napastników, którego mogłoby Kalabryjczykom pozazdrościć kilka mocniejszych zespołów. Simy to były król strzelców Serie B i drugiej ligi portugalskiej. Junior Messias to dosłownie postać znikąd. Jeszcze przed trzema laty grał na poziomie amatorskim, a na życie zarabiał jako dostawca sprzętu AGD. Dziś ma sześć bramek w Serie A (żadnej z karnego) i udowadnia, że nigdy nie jest za późno by spełniać marzenia. W obecnym sezonie marzenia beniaminków o utrzymaniu to nie mrzonka. Nie płakalibyśmy po Genoi, gdyby ich kosztem utrzymało się właśnie Crotone. (oczko emotikon z uśmiechem)

Piotr Dumanowski, Dominik Guziak – Eleven Sports

Komentarze