Największe rozczarowania włoskiej piłki w 2021 roku. Kto zawiódł najbardziej?

Juventus FC
Juventus FC PressFocus

Tydzień temu wyróżnialiśmy tych, którzy najbardziej zachwycili w 2021 roku na Półwyspie Apenińskim. Mieliśmy kogo chwalić – Inter, który przerwał panowanie Juventusu, Milan, który wrócił do Ligi Mistrzów, Dusana Vlahovicia, za którym przełomowy rok w karierze. Na pochwały zasłużyli też Vincenzo Italiano czy Piotr Zieliński. Tym razem pod lupę bierzemy tych, co do których oczekiwania były duże, a którzy w ostatnich dwunastu miesiącach najbardziej rozczarowali. 

  • Piotr Dumanowski i Dominik Guziak z Eleven Sports w drugiej części podsumowania 2021 roku we włoskiej piłce skupili się na tych, którzy najbardziej zawiedli
  • W zestawieniu znalazły się drużyny, po których można się było spodziewać, że będą w zupełnie innym miejscu
  • Mamy tu również trenera, dla którego obecny rok jest do zapomnienia

Juventus FC

Zaczynamy od drużyny, która pojawia się zapewne w większości zestawień jako ta, która zawiodła najbardziej. Lista grzechów Juventusu jest długa. Czwarte miejsce zajęte w poprzednim sezonie i uniknięcie gry w Lidze Europy tylko dzięki niewytłumaczalnemu potknięciu Napoli z Hellasem w ostatniej kolejce. Koszmarny dwumecz z FC Porto w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów i odpadnięcie mimo gry 11 na 10 w rewanżowym starciu. W tym sezonie sytuacja wciąż nie jest dobra. Fatalny start rozgrywek, straty punktów z Udinese i Empoli, łącznie pięć porażek na koncie, choć przez cały zeszły sezon Bianconeri przegrali sześć spotkań. Jedynym plusem jest wygranie grupy w Champions League, choć tutaj podziękowania piłkarze z Turynu powinni słać w kierunku Zenitu, który w ostatnim meczu zremisował z Chelsea. Dobre wrażenie po wygranej z The Blues zostało zamazane porażką 0:4 na Stamford Bridge, która obnażyła wszelkie słabości turyńczyków.

Powrót Massimiliano Allegriego nie sprawił, że problemy z poprzedniego sezonu zniknęły, choć w pewnym momencie było widać poprawę szczególnie w grze defensywnej. 2021 rok w wykonaniu Juve można podsumować jednym zdaniem – każdy wiedział, że hegemonia Starej Damy kiedyś się skończy, ale chyba nikt nie sądził, że lądowanie po dziewięciu mistrzowskich sezonach będzie aż tak twarde. A żeby ponownie wzbić się w powietrze, trzeba będzie dużo ciężkiej pracy i solidnego wietrzenia szatni w roku 2022. 

Cagliari Calcio

24 porażki w mijającym roku kalendarzowym i trzech różnych szkoleniowców zasiadających w ciągu 12 miesięcy na ławce trenerskiej – każdy z nich regularnie rozkładający ręce w geście bezradności. To, że Cagliari wciąż gra w Serie A, jest zasługą tylko dobrej końcówki zeszłego sezonu. Jej autor, Leonardo Semplici, został jednak szybko wygoniony z Sardynii, a jego następca Walter Mazzarri coraz bardziej ryzykuje kolejnym stanem przedzawałowym. Podsumowaniem tegorocznych występów była grudniowa domowa porażka z Udinese 0:4. Piłkarze schodzili z boiska ze łzami w oczach przy akompaniamencie przeraźliwych gwizdów własnych kibiców, pocieszani jedynie przez swoich rywali.

W zespole znajduje się wielu bardzo solidnych graczy z João Pedro i Alessio Cragno na czele. W klubowej kasie nie brakuje pieniędzy, prezydent Tommaso Giulini dorobił się fortuny w branży chemicznej i zna się na biznesie. Jednak jeśli nie znajdzie pomysłu na poprawę gry swojej drużyny, to Cagliari po raz drugi w czasie jego rządów spadnie do Serie B. Ten stan trwa tak naprawdę (z niewielkimi przerwami) od grudnia 2019 roku, ale teraz widmo spadku jest bardzo realne. Strata do bezpiecznego miejsca to na razie tylko sześć punktów, ale patrząc na zawodników i ich reakcje, często można mieć wrażenie, że to nie sześć, a co najmniej 26 punktów. 

Parma Calcio

Kolejnym rozczarowaniem mijającego roku jest zespół, który nie uniknął spadku mimo bardzo dobrej kondycji finansowej i co najmniej kilku bardzo ciekawych nazwisk w składzie. Parma po przejęciu przez amerykańską rodzinę Krause w 2020 roku miała znów stać się czołową siłą w Serie A. Pieniędzy nie brakowało nawet na wart 13 milionów euro transfer utalentowanego Rumuna Dennisa Mana czy jego rodaka Valentina Mihaili za niecałe 10 milionów. Tranferowa ofensywa jednak nie pomogła i Parma z hukiem spadła do Serie B, tracąc do bezpiecznego miejsca 17 punktów. A w Serie B wcale nie jest lepiej. Pobyt na zapleczu miał być krótki, awans miał być łatwy, do zespołu dołączył Gianluigi Buffon, który mimo 44 lat na karku nadal wyczynia w bramce cuda. Na razie jednak Parmie bliżej do walki o utrzymanie, niż powrotu do elity.

W mijającym roku Crociatich prowadziło czterech szkoleniowców. Najpierw zwolniono Fabio Liveraniego, potem w walce o utrzymanie nie pomógł Robero D’Aversa, który wprowadzał Parmę z Lega Pro do Serie A. Już w Serie B szybko pożegnano Enzo Marescę, by sięgnąć po typowego strażaka – Beppe Iachiniego. Chęci i pieniądze na Enzo Tardini na pewno są, ale jeśli klub, w którym obecnie występuje siedmiu byłych bądź aktualnych reprezentantów swoich krajów (w tym żywa legenda włoskiego futbolu) w ciągu 12 miesięcy z Serie A wypada na pogranicze Serie B i Serie C, rozczarowanie musi być ogromne.

Eusebio Di Francesco

Wielkim trenerskim rozczarowaniem mijającego roku był z pewnością Eusebio Di Francesco. Szkoleniowiec, który 3,5 roku temu wprowadzał Romę do półfinału Ligi Mistrzów eliminując Barcelonę i zajał z nią trzecie miejsce w lidze, a wcześniej wprowadzał Sassuolo z Serie B do Serie A i fazy grupowej Ligi Europy, znalazł się na poważnym zakręcie. W lutym został zwolniony z Cagliari, gdzie dysponując składem z Diego Godinem, Giovannim Simeone, João Pedro czy Radją Nainggolanem, nie wygrał 16 meczów z rzędu i zostawił zespół w strefie spadkowej. We wrześniu wyleciał z Hellasu Verona po zaledwie trzech ligowych meczach. Dostał w spadku po Ivanie Juriciu dobrze funkcjonujący zespół, ale nie potrafił przekonać do siebie szatni. Jego następca Igor Tudor pokazał, że Hellas wciąż dysponuje dużym potencjałem, którego Di Fra nie potrafił w żaden sposób wykorzystać.

Wygląda na to, że czeka go na razie dłuższy odpoczynek od futbolu, a potem być może odbudowa kariery od niższego szczebla bądź pójście drogą choćby Vincenzo Montelli i próba sił w mniej wymagającej lidze. Niemniej szkoleniowiec z Abruzji w 2021 roku mocno nadszarpnął dobrą opinię, jaką cieszył się przez lata we Włoszech.

Reprezentacja Włoch – ostatnie miesiące

Na koniec naszej wyliczanki rozczarowań zostawiamy zespół, który przyniósł tifosim w 2021 roku wielki powód do radości, sięgając po mistrzostwo Europy. Reprezentacja Włoch rozczarowaniem była tylko przez ostatnie miesiące, w których walczyła o awans na Mistrzostwa Świata w Katarze. Do jesiennych starć eliminacyjnych Włosi podchodzili z kompletem dziewięciu punktów, bez straconej bramki, zbliżając się do rekordu kolejnych meczów bez porażki, który ostatecznie udało się pobić. A jednak ekipa Roberto Manciniego zwolniła obroty na tyle, że o awans trzeba będzie bić się w marcu w barażach, gdzie najprawdopobniej w finale dojdzie do piekielnie trudnego starcia z Portugalią na Estádio do Dragão. To sprawia, że pojawiają się znów obawy, czy nie dojdzie do powtórki z 2017 roku, gdy awans został pogrzebany także w barażach. Jesienią Włosi z pięciu meczów eliminacyjnych wygrali tylko jeden, a najważniejsze spotkania ze Szwajcarami zremisowali, marnując masę sytuacji i rzut karny w Bazylei (Jorginho!), a potem na Olimpico dając się znów zaskoczyć Helwetom i marnując kolejny rzut karny na wagę trzech punktów (po raz kolejny Jorginho!).

Jeżeli mielibyśmy życzyć czegoś sobie i wszystkim fanom włoskiej piłki, to chcielibyśmy, aby reprezentacja Italii znalazła się w podsumowaniu największych zwycięzców za rok 2022. Bo to oznaczałoby, że marcowe baraże przejdzie suchą stopą i odgoni demony sprzed czterech lat. Na razie piłkarze Manciniego są absolutnymi zwycięzcami pierwszej połowy mijającego roku. O drugiej połowie – miejmy nadzieję – niebawem nikt nie będzie już musiał wspominać.  

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak – Eleven Sports

Komentarze