Czy włoskie kluby są w stanie nadążyć za Europą?

Liverpool FC - AC Milan
Liverpool FC - AC Milan PressFocus

Zeszłoroczne starcia Interu z Szachtarem w Lidze Mistrzów można było śmiało określić jako wyjątkowo pechowe dla Nerazzurrich. Piłkarze Antonio Conte łącznie trafili trzy razy w poprzeczkę, zmarnowali kilka znakomitych okazji, Lautaro Martinez nie trafił nawet na pustą bramkę, a Anatolij Trubin bronił w spektakularny sposób. Wygrana choćby w jednym z tamtych dwóch meczów dałaby Interowi awans do fazy pucharowej po trzech latach oczekiwania. Gdy mediolańczycy po raz kolejny trafili na ukraiński zespół, było jasne, że trzeba tamtą plamę zmazać. Szanse na to były duże. Ekipa Inzaghiego w sześciu pierwszych kolejkach Serie A strzeliła 20 goli, kilka dni wcześniej poszła na wymianę ciosów z Atalantą i zremisowała 2:2, a skuteczni na starcie sezonu byli Edin Dzeko i Lautaro Martinez.

  • Włoskie kluby będą miały wkrótce problemy, jeśli nie zmienią podejścia do gry?
  • Piotr Dumanowski i Dominik Guziak z Eleven Sports podają statystyki, które mogą być niepokojące dla klubów Serie A
  • Trener Milanu Stefano Pioli zwrócił uwagę na problem, który dotyka drużyn z ligi włoskiej

Inter Mediolan znowu nieskuteczny

Komentując spotkanie rozgrywane w Kijowie dwa razy przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Pierwszy raz w 16. minucie, gdy Nicolo Barella trafił w poprzeczkę – nie wierzyliśmy, że to mogło się zdarzyć w trzecim meczu z Szachtarem. Drugi raz, gdy zorientowaliśmy się, że Inter zamiast atakować i szukać kolejnych okazji na przełamanie, po prostu oddał inicjatywę. Nie poznawaliśmy zespołu, który 10 dni wcześniej miażdzył Bolognę 6:1, a później wypunktował Fiorentinę, odbierając jej chęć do gry. Nerazzurri mogli jeszcze objąć prowadzenie, gdyby Edin Dzeko z trzech metrów trafił w bramkę, ale w drugiej połowie – poza krótkim zrywem i paradami Pjatowa w końcówce – mistrzowie Włoch spacerowali po boisku. Sił starczyło im tylko na mocny początek i koniec meczu.

Ale brak sił na walkę przez 90 minut przeszkadzał nie tylko Interowi. Po przegranym 2:3 spotkaniu z Liverpoolem Stefano Pioli narzekał, że jego zawodnicy też nie nadążali za tempem gry. Trzeba oddać Milanowi, że rywalizował z zespołem dużo groźniejszym i grającym w najintensywniejszej lidze w Europie. Został zasypany gradem strzałów, a i tak schodził na przerwę prowadząc 2:1. Porażka na Anfield była jednak nieuchronna. Cztery dni po tym starciu Milan zremisował z Juventusem, a po meczu Stefano Pioli podzielił się z dziennikarzami dość niepokojącą refleksją.

Trener Milanu bije na alarm

– Efektywny czas gry wynosił dziś tylko 48 minut. Za dużo jest dyskutowania, gra jest zbyt często przerywana. To nasza wina, często tracimy czas na protesty, sędziowie ciągle przerywają grę. To potem robi różnicę w Europie. Jeśli chcemy rywalizować z najlepszymi, rzeczywisty czas gry musi być dłuższy.

48 minut, czyli dobrych kilka minut poniżej średniej, która na początku sezonu w Serie A wynosiła 54 minuty i 20 sekund. Miesiąc temu hiszpańska Marca alarmowała, że po pierwszych spotkaniach nowych rozgrywek LaLiga efektywny czas gry na Półwyspie Iberyjskim wynosił średnio niecałe 51 minut, a wszystkiemu winne były duża liczba fauli, interwencji sędziów, konsultacji z VAR-em. Być może powoli staje się to zjawiskiem globalnym, spotęgowanym właśnie używaniem VAR-u oraz napiętymi terminarzami zespołów z czołowych lig, a więc też brakiem sił na grę z dużą intensywnością. 

Problem w tym, że w samej Serie A w ostatnich latach liczba zespołów spoza czołówki tabeli, które wyspecjalizowały się w jak najkrótszej grze w piłkę, jest coraz większa. Pomijamy już ekipy pokroju Benevento, które grając z ligową czołówką starało się skracać realny czas gry do minimum i sprawiać, że rywale więcej czasu spędzali za bandami reklamowymi szukając piłki wybitej na aut. Sposobem na takie zespoły były po prostu zabicie meczu 2-3 golami w pierwszej połowie, gdy sił było pod dostatkiem. Jednak szybkie wbicie 2-3 goli Udinese już tak prostą sztuką nie jest (choć udało się to w tym sezonie Napoli). A zespół z Friulii w ostatnich latach na rozgrywaniu meczów bez grania w piłkę zapewniał sobie miejsce daleko od strefy spadkowej. Oczywiście Udinese potrafiło świetnie kontrować, wygrywać wiele pojedynków fizycznych, ale bronienie korzystnego wyniku od 50. minuty też zdarzało się często. Domowe remisy 0:0 z Interem i 1:1 z Atalantą, czyli dwoma najskuteczniejszymi zespołami w zeszłym sezonie, na pewno nie zostały wywalczone grą od bramki do bramki przez 90 minut. Ktoś powie, że ta “choroba” nie powinna udzielać się zespołom z ligowego topu, ale Inter, Milan czy Juventus więcej meczów w sezonie rozgrywają jednak z ligową szarzyzną, która chce w jakikolwiek sposób urwać punkty lepszym. W efekcie meczów toczonych na wysokich obrotach po prostu może im brakować.

Wracając do Stefano Piolego, szkoleniowiec Milanu ostatnio stwierdził, że chciałby wprowadzenia trzech nowych reguł, które mogłyby pomóc zwiększyć efektywność gry. Jego zdaniem zakaz powrotu na własną połowę, gdy przekroczy się z piłką linię środkową, mógłby zmusić zespoły do bardziej ofensywnej gry. Poza tym zegar powinien zostać zatrzymany, gdy piłka opuści boisko, a szkoleniowcy powinni mieć możliwość poproszenia o krótką przerwę w dowolnym momencie pierwszej połowy. Drugi z pomysłów pojawiał się już w przeszłości, trzeci z nich możemy oglądać zwykle na początkach sezonów, gdy sędziowie zarządzają przerwę na nawodnienie. Jednak pierwszy, także zaczęrpnięty z koszykówki, zapewne sprawiłby, że większa liczba akcji kończyłaby się strzałami, zamiast wycofaniem piłki do ustawionych daleko z tyłu obrońców. Oczywiście to tylko piłkarskie science fiction i trudno się spodziewać, by ktoś w najbliższym czasie poważnie rozważał przyspieszenie gry przez zmianę przepisów. 

Szkoleniowiec Milanu na pewno nie jest osamotniony w walce o jak największą efektywność grania w piłkę, a gdybyśmy mieli wskazać jego cichego sojusznika, byłby nim z pewnością Vincenzo Italiano. Tyle, że jego Fiorentina grająca w piłkę szybko i intensywnie już raz w tym sezonie mocno się na tym przejechała. W starciu z Interem huraganowe ataki Violi w pierwszej połowie sprawiły, że w drugiej części meczu sił na obronę jednobramkowego prowadzenia zabrakło. Jednak już takie nastawienie do gry sprawia, że po ewentualnym awansie do europejskich pucharów Fiorentiny być może obejrzymy kolejny po Atalancie włoski zespół, który będzie stać na pozbawioną kalkulacji szybką i efektywną grę. Grę, która La Dei w zeszłym roku pozwoliła wygrać nawet na Anfield.

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak, Eleven Sports

Komentarze

Comments 9 comments

Włoskie kluby będą miały wkrótce problemy, jeśli nie zmienią podejścia do gry?
Włoskie kluby mają problem w europejskich pucharach blisko od dekady. W tym czasie na uwagę zasługują tylko dwa finały LM zrobione przez Juventus (finału Interu w LE w tych dziwnych wówczas rozgrywkach nie wliczam). Oprócz tego były półfinały LM (Roma) i LE (Napoli i Roma, i pewnie coś jeszcze zapomniałem) ale dla Hiszpanów czy Anglików to norma.
Czołówka odjechała Włochom przede wszystkim finansowo (PSG, Real, MC, MU, Chelsea, etc.) i organizacyjnie/sportowo (Bayern).

Jak 3-5 lat temu w LM notorycznie grało Juve, Roma, Napoli to inni kibice Serie A pisali jakby Inter i Milan grały w LM to by się działo! To by nie odpuszczali! To w rankingu byłby awans!
Jednym słowem byłoby (jest) [email protected] Inter nie pamięta kiedy wyszedł z grupy LM, a Milan podąża tą samą drogą.
Półfinał LM obecnie dla włoskiego klubu to szczyt marzeń przy bardzo szczęśliwym losowaniu. Natomiast LE Włosi zazwyczaj “zlewają” (bo kasa za mała) albo kluby, które tam zazwyczaj grają są zwyczajnie za słabe (np. Lazio) aby powalczyć o to trofeum lub mają inne priorytety (np. Napoli).

“Po przegranym 2:3 spotkaniu z Liverpoolem Stefano Pioli narzekał, że jego zawodnicy też nie nadążali za tempem gry.” Może Milan nie nadążał, ponieważ nie grał w LM jakiś czas?
Ale nie wysnuwałbym wniosków typu Włosi grają wolno, nie mają kondycji, grają nieefektywnie, w słabym tempie, itd.
2 i 3 sezony temu w LM Napoli grało z Liverpoolem silniejszym niż obecnie jak równy z równym (1:0 i 0:1 oraz 2:0 dla SSC i 1:1). Nie widziałem aby zawodnicy angielskiego klubu biegali lepiej, szybciej, więcej. Reprezentacja Włoch, której zawodnicy głównie grają we Włoszech okazała się najlepsza w tegorocznych ME pokonują brytyjskich półgłówków na ich terenie.

Włosi nie mają bazy (stadiony), mają braki w pracy z młodzieżą (3-4 dobre ośrodki, a reszta leży i kwiczy z Neapolem na czele) i słabe finansowanie (Anglia bije Italię na głowę). To są główne problemy Serie A w walce z którymi Włosi nie są w stanie nadążyć za Europą.

To prawda. Liczyłem, że Euro 2020 stanie się takim impulsem do zmian, które przeprowadzili Anglicy kilkanaście lat temu. Tyle tylko, że na efekty trzeba będzie czekać przynajmniej kilka lat. To powinien być dobrze przemyślany plan marketingowy, jak podnieść wartośc ligi, przyciągnąć sponsorów, kibiców itd. Infrastruktura, to kolejna wazna sprawa. Nie może być, że teraz są lepsze stadiony w Polsce, niż we Włoszech, bo tu się budowało od zera po PRL i latach 90-tych, a tam były całkiem niezłe, ale obecnie to rupiecie. Anglicy już dawno budowali nowe, mimo, że starych też nie mieli takich słabych np. w porównaniu z Polską.

Odośnie samych pucharów, to kryzys się zaczął tak naprawdę już na samym początku XXI wieku, kiedy włoskie kluby zaczęły zlewać początkowo Puchar Uefa, a potem LE. Ostatni raz włoski zespół wygrał nie LM w 1999r!!! (Lazio PZP i Parma- Uefa Cup). Pózniej wygrywali tylko LM i to też sporadycznie: 2x Milan w 2003 i 2007 oraz nieoczekiwanie Inter w 2010. Od tego czasu posucha i się nie zanosi, żeby to się zmieniło. Owszem, Anglicy nam uciekli, ale skoro taka Sevilla, czy Villarreal potrafią zdobyc Ligę Europy, to dlaczego nie Napoli, Lazio, czy Inter? W czym są gorsze te kluby od hiszpańskich? Moim zdaniem chodzi o podejście. Napoli odpuszcza puchary, żeby wygrać w lidzę, a powinno być odwrotnie, a mimo wszystko nie ma takiego silnego składu, żeby rezerwy spokojnie klepnęły taki Sheriff, Szachtar, czy Legię, które się celowo nastawiają na puchary, odpuszczają ligę i zachowują siły na Europę. Żeby wygrać z takimi klubami, to nie wystarczy odwalić pańszczyznę przez rezerwy, tylko trzeba podejść poważnie i z pełnym zaangazowaniem. Każdy mecz w LM, LE, czy teraz LKONF powinien być traktowany, jak finał, nie zaś, jak 5 koło u wozu i poligon doświadczalny przed Serie A, gdzie jest 38 kolejek. Patrząc na obecne rozgrywki, to włoskie kluby się spinają tylko na LM i to też nie na wszystkie mezcze, tylko na te z wielkimi rywalami: Juve z Chelsea, Inter z Realem itp, ale już z takim Szachtarem Inter odwala pańszczyzne i ledwo człapie po 15 minutach. Tak się nie da.

Odnośnie reprezentacji, to za całokształt właśnie tej pracy w ostatnich latach ten tytuł Euro 2020r. na własnych śmieciach się należał Anglikom, jak psu kość, ale na szczęście reprezentacji nie da się tego wszystiego tak w 100% zaplanowac, jak w kwestii budowanie potęgi ligi i piłki klubowej. Włosi przez całe lata 90-te mieli najlepszą ligę na świecie, kluby seryjnie zdobywały kolejne puchary, a mimo to kadra nic wtedy nie ugrała, poza przegranym finałem MŚ w 1994r. z Brazylią. W 2000 też niewiele zabrakło. Z kolei Włosi wygrali Euro w 2020r., kiedy paradoksalnie mają o wioele gorszych graczy, niż w takim 1996, czy 2000r, słabsze kluby i ligę. Paradoks?

Nie obrażaj się @mario 😀 Nie zabieram Interowi tego finału. W historii jest zapisany, pkt w rankingu naliczone… 😀
Tylko czy Inter Conte gdyby miał dzielić ówczesne rozgrywki LE (były dokańczane po zakończeniu krajowych zmagań ligowych) z Serie A oraz rozegrać jeszcze dodatkowo 3 mecze (nie było wówczas rewanżów) “bujałby” się po LE i dotarłby do finału? Wątpię. Znając włoskie podejście – szkoda energii i sił, skoncentrujmy się na lidze…

Nie ma na tym portalu większej niedojdy, umysłowej ameby i mentalnego troglodyty niż ty, mały, małostkowy, zakompleksiony mario co beczy, furczy i lamentuje przy każdej okazji i pozostawia po sobie wysrywy i wyrzygi bo tylko to maluszek potrafi – sfajdać się tu i teraz pod siebie jak warchlak w chlewie, choć wiem że marzysz o zmianach i o tym, by twoje życie zmieniło się wreszcie na lepsze. Dobra wiadomość – nieważne jak bardzo beznadziejne ci się wydaje twoje życie, jest to jedynie kwestia perspektywy. A wiesz jak to jest z perspektywą, jeśli nie możesz zmienić określonej sytuacji, po prostu zmień swoje podejście do niej. Nie chodzi o to, by doznać nagłego olśnienia. Nie zachęcam też do biernego oczekiwania na cud. Moim celem jest pokazanie, że naprawdę jesteś żałosny.