Lider traci swojego lidera. Skąd się wziął zjazd gwiazdy Milanu?

Rafael Leao
Rafael Leao PressFocus

Niektórzy śmiali się, że w poprzednim sezonie Milan najpierw wyprzedził Juventus, a w obecnym się nim stał, bo nikt tak często nie wygrywa meczów, w których na jego zwycięstwo się nie zanosi. Ale obok tych żartów idzie rzeczywistość, która jest mniej wesoła. Milan wciąż jest liderem, ale gdzieś stracił piłkarza, który liderem stawał się na boisku. Co się dzieje z Rafaelem Leao?

  • AC Milan w poprzednim sezonie zanotował serię kilkunastu meczów z przynajmniej dwoma strzelonymi bramkami. Teraz nagle stał się zespołem, który ma problem raz trafić do siatki rywali
  • Mimo wszystko wciąż to Rossoneri są liderem. W dużej mierze dzięki świetnej grze Rafaela Leao. Portugalczyk jednak ostatnio się zaciął, a powody można znaleźć i w ciele, i w głowie
  • Jeśli Stefano Pioli nie odzyska swojego piłkarza, znacznie ograniczy szanse Milanu na wywalczenie po latach Scudetto

Żółty alarm

Za Massimiliano Allegrim jak rzep przyczepiony do ogona ciągnie się jego powiedzenie, że sezon zaczyna się w marcu. W ostatnim czasie w przypadku Juventusu brzmi to groteskowo, bo już kolejny raz sezon zdążył się skończyć zanim kalendarz dobiegł do końca zimy. Ale patrząc szerzej, w tych słowach jest oczywiście sporo prawdy. To w marcu zaczyna się kluczowa faza rozgrywek, gdzie każda wpadka jest dwukrotnie droższa. We wcześniejszych okresach sezonu nawet seria wpadek może nie przełożyć się na poważne konsekwencje, a teraz – wręcz przeciwnie.  

Milan tych wpadek z grubsza obecnie nie zalicza. Ba, gdy powstaje ten tekst, jest połowa kwietnia, a od początku marca – czyli od wskazanego przez Allegrego kluczowego momentu – nawet nie stracił gola. Bez względu, czy w lidze, czy Pucharze Włoch. Gdy jednak zobaczymy, jakimi wynikami kończyły się jego spotkania, trudno nie dostrzec żółtego alarmu – 0:0, 1:0, 1:0, 1:0, 0:0, 0:0. Zwłaszcza, że te dwa ostatnie zera po stronie zysków, to niemoc z Bologną i Torino, drużynami solidnymi, ale otwierającymi drugą dziesiątkę klubów Serie A.

Filar bez formy

Zaczęliśmy od Rafaela Leao nie bez powodu. W przeszłości Portugalczyk mógł irytować, ale był jednym z tych piłkarzy, którzy najmocniej napędzili Milan w drodze po pozycję lidera. Przez dwa pierwsze miesiące 2022 roku najdłuższa przerwa w kolejnych występach bez gola wynosiła dwa spotkania (i zdarzyła się tylko raz). Do tego w międzyczasie wpadły jeszcze trzy asysty, a Leao wyrósł na postać niebagatelną. Od półtora miesiąca coś się zacięło, a 22-latek nie tylko nie zanotował w tym czasie żadnej liczby (umówmy się – przy takich wynikach Milanu mało kto je notuje), ale i wygląda dużo słabiej fizycznie. Mówiąc wprost – jego nie ma na boisku, całkowicie zniknął z radarów.

Co się stało z Rafaelem Leao?

Wróćmy jeszcze na moment do tych lepszych czasów. Leao dość nieoczekiwanie stał się tym piłkarzem, o którym się mówi: nie wiesz co masz zrobić, to zagraj mu piłkę, a on już poszuka z niej pożytku. Dzięki temu wykonał wielki mentalny skok, co dało się zauważyć gołym okiem. Wcześniej głowa stanowiła jego słabszą stronę.

Wobec niezbyt długiej ławki rezerwowych i liczby plusów, jakie można było stawiać przy nazwisku Portugalczyka, stał się piłkarzem eksploatowanym w stopniu, do jakiego wcześniej się nie zbliżył. Leao jest czwartym zawodnikiem Milanu pod względem minut spędzonych na boisku (za Theo Hernandezem, Fikayo Tomorim i Sandro Tonalim). Rozegrał 35 meczów z czego 31 wybiegając w podstawowej jedenastce. Ponadto należy również wziąć pod uwagę jego rodzaj gry: przyspieszenia, nagłe szarpnięcia. Rachunek wystawiony organizmowi przy takiej eksploatacji i tym stylu musi opiewać na wysoką kwotę.

Kiedyś ćwicząc z trenerem personalnym, ten mnie przestrzegł – jeśli poczujesz, że mięsień nie wytrzymuje, to natychmiast odpuść. Bo nie wytrzyma. Ciało rzadko kiedy uruchamia fałszywe alarmy. Przypomniałem sobie te zdania obserwując poczynania Rafaela Leao. Dojrzałość oznacza również uświadomienie sobie, że ciało jest zmęczone i przynajmniej częściowo trzeba zmienić swoją grę. Spadek formy u Rafy – nie chodzi o liczby – dotyczy przede wszystkim trzech ostatnich meczów. Popełnia wiele trywialnych błędów przy podłączaniu się do akcji, wrócił do szukania gry bez patrzenia na kolegów z drużyny.

Co siedzi w głowie?

Są też powody, by zastanawiać się, na ile krzywdę psychice Leao wyrządziła wiadomość o odszkodowaniu, jakie będzie musiał zapłacić Sportingowi Lizbona. Przypomnijmy – po jednym z meczów Ligi Europy (Sporting został wyeliminowany przez Atletico Madryt w ćwierćfinale) ówczesny prezes Bruno de Carvalho zawiesił 19 piłkarzy, a niedługo później doszło do potężniejszego skandalu – grupa kilkudziesięciu mężczyzn wdarła się do ośrodka treningowego i zaatakowała zawodników. Pobici zostali też członkowie sztabu szkoleniowego. W reakcji na wydarzenia wielu graczy postanowiło odejść z zespołu. W tym Rafael Leao.

20-letni wtedy piłkarz przeniósł się do Lille, skąd później trafił do Milanu. Według mediów, Rossoneri zapłacili za niego ponad 20 mln euro. W tym czasie Sporting rozpoczął walkę w FIFA o odszkodowanie, bo władze klubu uważały, że jednostronne zerwanie kontraktu było nielegalne. I tę walkę wygrali. Początkowo lizbończycy żądali 45 milionów euro rekompensaty, ponieważ tyle wynosiła klauzula odejścia Leao z zespołu. Sędziowie CAS aż takiej kwoty nie orzekli, ale i tak nakazali zawodnikowi zapłatę gigantycznych pieniędzy – 16,5 mln euro. Wyrok Sądu Apelacyjnego był niekorzystny dla piłkarza, któremu została jedynie wiara, że wygra przed Sądem Najwyższym. Obecna pensja Rafaela Leao w AC Milan oscyluje w granicach 1,5 miliona euro netto rocznie. Po przedłużeniu umowy, o czym bardzo głośno, może wzrosnąć do 3-4 milionów. W zetknięciu z 16,5 miliona euro kary i tak kwoty te nie robią jednak wrażenia. Nie pozwalają myśleć o spokojnym spłaceniu zobowiązania.

Efekt motyla

Film „Efekt motyla” rozpoczyna efektowna sentencja – „trzepot skrzydeł motyla w jednym krańcu świata może wywołać huragan na drugiej półkuli”. Patrząc na zdarzenia sprzed kilku lat w oddalonej o ponad 2000 km Lizbonie można się zastanawiać, czy nie będą one miały wpływu na losy mistrzostwa Włoch. Rafael Leao wydawał się piłkarzem, który przy tak niewielkich różnicach punktowych czołowej trójki, może przesądzić o tytule. Jeśli Stefano Pioli szybko nie odzyska tego piłkarza, pewnie znów trzeba będzie zadowolić się nagrodą pocieszenia.

Mecz kolejki

Napoli – Fiorentina 2:3. Jak wiadomo – w piłce sezon to wieczność. Na początku 2021 roku Napoli rozbiło u siebie Fiorentinę 6:0, ale wystarczyło kilkanaście miesięcy (choć pewnie kluczowy był jeden dzień – ten, w którym w Toskanii podjęto decyzję o zatrudnieniu Vincenzo Italiano), by Viola nie tylko dystans do Azzurich odrobiła, ale i stała się dla nich czymś w rodzaju bestia negra. W Pucharze Włoch Fiorentina wygrała na San Paolo 5:2, teraz – 3:2. Po znakomitym widowisku i nieprawdopodobnym wręcz pokazie wyrachowania.

Italiano sprawia wrażenie człowieka niezatapialnego. Stracił Vlahovicia, ale na wynikach zupełnie się to nie odbiło (od odejścia Serba bilans Violi to 5-3-2, co daje średnio 1,8 punktu na mecz, czyli… więcej niż przy jego obecności – 1,66). Dużo w tym roli Krzysztofa Piątka, ale gdy i on wypadł ze względu na kontuzje, Arthur Cabral z marszu wskoczył na wysoki poziom. W Neapolu gol Brazylijczyka – swoją drogą bardzo ładny strzał w kierunku dalszego słupka – zapewnił komfortowe, dwubramkowe prowadzenie.

Jednocześnie Napoli kolejny raz nie wykorzystało sytuacji, by podkreślić, jak dużą rolę odgrywa w wyścigu po mistrzostwo Włoch. Wygrana w niedzielnym meczu dałaby ekipie Luciano Spallettiego pozycję lidera. A znów trzeba się oglądać za siebie, czy grający bardzo przeciętny sezon Juventus znów nie złapie jej na finiszu.

Wydarzenie kolejki

Rusza proces, w którym na ławie oskarżonych zasiądzie 25 proc. klubów Serie A, w tym te czołowe. W sprawę zamieszanych jest jedenaście klubów, z których pięć gra w elicie – Juventus, Napoli, Sampdoria, Empoli i Genoa. Chodzi o wykazywanie fikcyjnych zysków kapitałowych. Sankcje mogą być bardzo poważne, choć – jeśli wierzyć włoskim mediom – tych najcięższych powinny obawiać się drugoligowe Parma i Pisa (mówi się o punktach ujemnych, choć w taryfikatorze jest możliwość nawet wykluczenia z ligi). Według prokuratury zawyżenie wartości zysków kapitałowych mogło mieć decydujące znaczenie dla spełnienia kryteriów licencyjnych niezbędnych do rejestracji klubu w rozgrywkach, więc uzasadnione jest domaganie się adekwatnie wysokiej kary. W przypadku zespołów z Serie A prawdopodobnie skończy się na maksymalnych grzywnach.

Piłkarz kolejki

Ciro Immobile (Lazio). Znów wybieramy zawodnika, który zakończył swój mecz z hat trickiem na koncie (przeciwko Genoi, wygrana 4:1). Przed jednym z poprzednich meczów Lazio, na trybunach pojawił się transparent skierowany do Ciro: my jesteśmy twoim Lazionale. To gra słów (od „Nazionale” – czyli kadry narodowej) i nawiązanie do jego sytuacji w reprezentacji, w której zazwyczaj zawodzi. W Rzymie jest królem. Trzy gole w weekend sprawiły, że znów jest samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców. W ciągu pięciu lat gry dla Lazio trafiał łącznie – bagatela – 179 razy.

Polak kolejki

Nicola Zalewski. Jak w “Misiu” – puchar na zachętę. Inna sprawa, że w tej kolejce zwyczajnie nikt inny na wyróżnienie nie zasłużył. Żaden z Polaków nie zapisał się czymś spektakularnym. Jose Mourinho tym razem zdecydował się zostawić Zalewskiego na ławce w meczu z Salernitaną (2:1), ale gdy wydarzenia układały się niekorzystnie i Roma przegrywała, właśnie Nicola znalazł się wśród piłkarzy, którzy mieli ratować wynik. I faktycznie po tej zmianie gra rzymian nieco się rozruszała, co ostatecznie przełożyło się na zwycięstwo. „La Gazzetta dello Sport” – wystawiając mu ocenę 6, taką jak większości zawodników Giallorossich – napisała „dzieciak dobrze wszedł do gry i wpłynął na wynik”. To nic wielkiego, ale żaden z naszych rodaków nie zdołał wyróżnić się bardziej.

Gol kolejki

Ivan Radovanović (w meczu Roma – Salernitana 2:1). Huknięcie z rzutu wolnego z okolic 30. metra zawsze będzie efektowne. A to było wyjątkowo efektowne.

Komentarze

Na temat “Lider traci swojego lidera. Skąd się wziął zjazd gwiazdy Milanu?