Kryzys w Bergamo. Gdzie jest prawdziwa twarz Atalanty?

Atalanta Bergamo
Atalanta Bergamo PressFocus

Na nieco ponad 6 tygodni przed końcem sezonu Serie A Atalanta znajduje się poza miejscami dającymi grę w europejskich pucharach. Zespół Gian Piero Gasperiniego ma co prawda jedno zaległe spotkanie do rozegrania, Roma i Lazio są w jego bezpośrednim zasięgu, a w teorii La Dea może jeszcze wrócić nawet do walki o Ligę Mistrzów. Jednak w praktyce ostatnie spotkanie z Napoli przegrane 1:3 pokazało, jak daleko ma lombardzka Bogini nie tylko do poziomu zespołów walczących o scudetto, ale także do własnego poziomu z wcześniejszych trzech sezonów.

  • Atalanta z pięciu ostatnich meczów wygrała zaledwie dwa i wypadła poza czołową szóstkę
  • Drużyna z Bergamo dawno nie była tak niestabilna w Serie A
  • Co się stało z Atalantą i dlaczego runda rewanżowa, podczas której zawsze widzieliśmy bergamczyków w najlepszej dyspozycji, teraz jest tak słaba w ich wykonaniu?

Atalanta ma problemy

Zanim rozpoczniemy dysputę nad tym, co się dzieje z Atalantą, trzeba podkreślić jedną rzecz. W ostatnich latach to La Dea najlepiej ze wszystkich włoskich zespołów czuła się w europejskich pucharach i możliwe, że akurat to w tym sezonie się nie zmieni. Jesteśmy po pierwszych meczach ćwierćfinałowych Ligi Europy i Ligi Konferencji Europy, a tu mamy dwóch ostatnich włoskich przedstawicieli. Roma swoje spotkanie z Bodø/Glimt przegrała, Atalanta zremisowała z dużo mocniejszym Lipskiem na jego terenie, grając w bardziej prestiżowych rozgrywkach i prezentując się bardzo solidnie na tle wicemistrza Niemiec. Na włoskich boiskach ta magia przestała jednak działać i jeśli nie uda się tego naprawić, pucharów w Bergamo w kolejnym sezonie może już nie być. 

Od kiedy Gian Piero Gasperini przejął stery w klubie Antonio Percassiego, druga część sezonu zawsze stanowiła antidotum na wszelkie jesienne niepowodzenia. Niezależnie od tego, ile punktów La Dea straciłaby w pierwszej rundzie, wiosną wszystko odrabiała z nawiązką. Oczywiście zawsze duża liczba jesiennych potknięć sprawiała, że niemożliwy był atak na mistrzostwo Włoch, ale zazwyczaj wystarczało na awans do Ligi Mistrzów. 

Przez to, że Atalanta zawsze rozpędzała się wolno, prawie nigdy nie oglądaliśmy jej na pozycji lidera Serie A. Za czasów Gaspa udało się to 2 razy – po pierwszej kolejce sezonu 2018/19 i po trzech kolejkach poprzednich rozgrywek, gdy Neroblu po prostu wysoko wygrali pierwsze mecze, a potem i tak te punkty pogubili (by później tradycyjnie wszystko odrabiać). Sezon 2018/19 był tym, w którym dysproporcja między jesienią a wiosną była największa. W pierwszej rundzie rozgrywek Atalanta zdobyła tylko 29 punktów i była poza strefą pucharową, by w meczach rewanżowych ugrać aż 41 punktów i zameldować się na trzecim miejscu na koniec sezonu. Scenariusz powtarzał się co roku – w pozostałych latach ery Gasperiniego 6-8 punktów więcej zdobytych w drugiej rundzie stało się normą.

W tym sezonie Atalanta po 19 kolejkach miała 38 punktów, a tylu od 2016 roku jeszcze nie udało się w tym okresie uzbierać. Zaczęto się zastanawiać, czy – idąc tropem wcześniejszych lat – tym razem La Dea nie pójdzie wiosną va banque i grając jeszcze lepiej nie włączy się realnie do walki o mistrzostwo Włoch. Gdyby teraz punktowała tak, jak w zeszłym sezonie, to po 31 kolejkach miałaby tylko 3 punkty straty do lidera. Ale stała się rzecz odwrotna – Atalanta zaczęła seryjnie gubić punkty, a co gorsza, zgubiła swoją tożsamość. Przestała być zespołem, który grał za szybko dla swoich rywali. Teraz to piłkarze z Lombardii często nie nadążają za swoimi przeciwnikami. 

W 2022 roku Atalanta wygrała tylko 3 ligowe mecze i zdążyła odpaść z Coppa Italia. W Serie A w tym okresie zdobyła zaledwie 13 punktów, co oznacza, że aby zaliczyć tak udaną rundę rewanżową, jak w ostatnich latach, musiałaby wygrać niemal wszystkie mecze do końca sezonu. Co jakiś czas nasuwają się wątpliwości, czy aby formuła Gian Piero Gasperiniego nie wyczerpała się, ale z drugiej strony w Lidze Europy wiosną Neroblu potrafili zagrać na bardzo wysokim poziomie i wykorzystać słabości rywala. Najpierw wyeliminowali Bayer Leverkusen, który akurat przechodził kryzys i miał problemy z kontuzjami swoich graczy, a wcześniej rozbili Olympiakos 5:1 w dwumeczu. Zresztą do końca pierwszej rundy Serie A Atalanta pozostawała w wąskim gronie kandydatów do scudetto, jeszcze po 21 kolejkach była na ligowym podium. 

Kluczowe osłabienie

Oczywiście nagła obniżka formy nie była dziełem przypadku. Od stycznia Gasperini nie mógł korzystać między innymi z Duvana Zapaty, który nabawił się kontuzji w grudniu, wrócił na kilkanaście minut w lutym i znów wypadł na wiele tygodni. A Kolumbijczyk to nie tylko jakość w wykańczaniu akcji. To jeden z najważniejszych trybów ofensywnej maszyny, która przez lata niszczyła rywali. Nie da się ukryć, że gdy rywal zamyka się we własnym polu karnym i broni bardzo nisko, Zapata brał na plecy kilku obrońców, robił miejsce swoim kolegom i tworzenie sytuacji bramkowych stawało się prostsze. Można było go też obsługiwać górnymi piłkami mając pewność, że żaden rywal nie wyjdzie cało z pojedynku powietrznego. Teraz widać, że o ile Atalanta dalej ma zawodników, którzy potencjalnie mogliby zdobywać bramki zamiast Kolumbijczyka, to brakuje jej zawodnika o nawet zbliżonej charakterystyce podczas budowania akcji bramkowych, a skutki tego braku są bardzo bolesne.

Absencje Duvana już wcześniej się zdarzały, a sposobem na łatanie takich dziur był Luis Muriel. Drugi z Kolumbijczyków prezentuje kompletnie inny styl, oparty na szybkości i dryblingu, który przez lata okazywał się bardzo efektywny. W obecnym sezonie jego słabe liczby ratuje to, że zdobywał ważne bramki w europejskich pucharach. Bramka z wolnego w Bernie, 2 gole z Bayerem, a wczoraj trafienie w Lipsku – tutaj nie ma się do czego przyczepić. Problem polega na tym, że w Serie A jego 4 bramki wyglądają już bardzo mizernie – połowa z tych goli została zdobyta po dwukrotnym ośmieszeniu Sebastiena De Maio w wygranym 6:2 meczu z Udinese, gdy obrońca Zebr zagrał tylko dlatego, że większość drużyny przebywała na kwarantannie. Muriel z zeszłego sezonu na uzbieranie czterech goli potrzebował zwykle maksymalnie dwóch tygodni, teraz zajmuje mu to miesiące.

Atalanta nie dysponuje też bronią, która w ostatnich latach siała postrach u każdego rywala – zabójczo skutecznymi wahadłami. Odejścia Robina Gosensa nie da się tak po prostu zrekompensować. Nie chodzi tu o aspekt ekonomiczny, bo Gasperini w przeszłości ściągał do Bergamo wielu wahadłowych, ogranych na swojej pozycji, rozumiejących system 3-5-2, a i tak okazywało się, że nie rozumieją oni tego, o co chodzi w byciu wahadłowym u Gaspa (pozdrowienia dla Johana Mojiki). Nie zdziwimy się, jeśli Gasperini coraz częściej będzie wystawiał do gry czteroosobową linię defensywy, cofając bocznych obrońców i licząc na większe zaangażowanie w ofensywę jednego z pomocników. 

Tutaj moglibyśmy zresztą płynnie przejść do wątku związanego z tym, że skoro cały system gry zaczyna szwankować, to jeszcze bardziej liczyć się powinny indywidualne umiejętności. Niestety Rusłan Malinowski czy Mario Pasalić też mieli swoje problemy. Ukrainiec w rundzie rewanżowej kilka razy zmagał się z problemami mięśniowymi i wypadał z gry, a Pasalić nie ma już tak dobrej passy, jak jesienią, gdzie wychodziło mu niemal wszystko. Jeremiego Bogę zostawiamy raczej na przyszły sezon – do Atalanty dołączał po Pucharze Narodów Afryki, teraz głównie wchodzi z ławki rezerwowych, a pamiętamy z Sassuolo, że miewał problemy z utrzymaniem stabilnej formy. Trzeba jednak przyznać, że Boga w optymalnej formie Atalantę bez formy mógłby wybawić niemal w pojedynkę.

Nie wierzymy w to, że Atalanta nagle zapomniała, jak grać ofensywnie, z polotem i skutecznością. Mówiąc prościej – Atalanta nie mogła nagle zapomnieć, jak to jest być Atalantą. Bardziej skłaniamy się ku temu, że splot kontuzji, zmian personalnych i zapewne także zmęczenie materiału sprawiły, że oparty na intensywnej grze system La Dei nie może funkcjonować jak dawniej. Atalanta nie potrafi w tym sezonie zagrać kilku kolejnych dobrych meczów – w tym roku zdarzyło się jej przecież zgnieść osłabione Udinese 6:2, rozjechać Sampdorię 4:0, udają się jej mecze w europejskich pucharach. Ale już słowa “zdarzyło się” i “udają się” wskazują, że nie jest to regułą, tak jak w poprzednich sezonach. Może po kilku tłustych latach potrzebny jest jej reset, by znów błyszczeć jak dawniej? Raz się to już zdarzyło – gdy latem 2018 roku nie przeszła eliminacji Ligi Europy odpadając z Kopenhagą po karnych, w kolejnym roku doszła do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Jeśli ekipa Gasperiniego miałaby wrócić z takim przytupem, z chęcią poczekamy na powrót jej najlepszej wersji.

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak, Eleven Sports

Komentarze

Comments 3 comments

“Gdzie jest prawdziwa twarz Atalanty?”
– nie ma Papu Gomeza, Gosensa, Iličića (kontuzja, schyłek kariery), D. Zapaty (kontuzja), …
– w trakcie sezonu kontuzje ich jednak trochę przetrzebiły,
– każdy projekt się kiedyś wyczerpuje,
– zawodnicy mogą być sobą już trochę zmęczeni, a na pewno Gasperinim,
– zastępstwa, które przyszły albo nie są na tyle wartościowe (np. Musso, Zappacosta) albo potrzebują czasu (np. Koopemeiners, Boga).
Ale jakoś nie ubolewam nad ich aktualną pozycją w tabeli, ponieważ nie przepadam za Atalantą i Gasperinim. Mam nadzieję, że teraz będzie prawdziwa twarz Atalanty, a to co było to 3 sezonowy epizod.

Odbija się czkawką wojenka trenera z Papu, to musiało skończyć się źle, nie wyrzuca się mózgu i serca drużyny. Atalanta zagubiła tożsamość, oczywiście kontuzja Zapaty to problem ale też, kłopoty z Josipa, zakup Musso to porażka, Boga też nie przypomina boga, Muriel bez formy i dokonało się Atalanta może wypaść poza puchary. A w 2019 na początku Pioliego w ACM wygrali 5:0