Ile zakrętów kariery trzeba pokonać, by trafić do Juventusu?

Arkadiusz Milik
Arkadiusz Milik PressFocus

Niewielu jest polskich piłkarzy, którzy w ostatnich latach przeszli przez więcej zakrętów kariery, niż Arkadiusz Milik. Dwie ciężkie kontuzje, odsunięcie od treningów z zespołem, solidna dawka krytyki ze strony mediów i kibiców, brak regularnej gry, konflikt z trenerem i wiele innych przeszkód, które trzeba było pokonać. Jednak po tych wszystkich zawirowaniach sięga po niego klub, do którego przejść chciał już 2 lata temu, gdy przeszkodą nie do przeskoczenia okazał się prezydent Napoli Aurelio De Laurentiis i jego duma. Cierpliwość się opłaca, choć w tym przypadku być może pojawienie się w Turynie będzie oznaczało, że tej cierpliwości Polakowi potrzebne będzie nadal całkiem sporo.

  • Arkadiusz Milik wraca do włoskiej Serie A. Reprezentant Polski zasili szeregi Juventusu
  • Stara Dama już dwa lata temu chciała sięgnąć po Polaka. Wówczas transfer nie doszedł do skutku
  • Powrót Milika na półwysep Apeniński analizują Piotr Dumanowski i Dominik Guziak

Drugie podejście udane

Najpierw saga związana z odejściem z Napoli, zdegradowanie do roli zawodnika, który może tylko trenować i psychologiczna wojna, którą wytoczył Milikowi Aurelio De Laurentiis. Potem pobyt w Marsylii, który miał być szansą na zaczerpnięcie świeżego powietrza, oderwanie się od neapolitańskiego bałaganu. Jednak na Stade Velodrome Milik znów trafił na szybko kręcącą się karuzelę. Przychodził do zespołu prowadzonego przez Andre Villasa-Boasa, który 2 tygodnie później został zwolniony. Po tymczasowych rządach Nassera Largueta pojawił się Jorge Sampaoli, z którym Milik nie miał dobrych relacji. Argentyńczyk podejmował często dziwne decyzje kadrowe i nie widział na boisku miejsca jednocześnie dla Dimitriego Payeta i Polaka – gdy Payet grał jako fałszywa dziewiątka, Milik siedział na ławce. Mając do dyspozycji klasycznego napastnika, często wolał zawodnika przekwalifikowanego na tę pozycję. To powodowało frustrację Milika, widoczną choćby w starciu Ligi Konferencji Europy z Karabachem Agdam, gdy Polak został ściągnięty z boiska i okazał złość kopiąc butelkę przy ławce rezerwowych. Sytuacji nie polepszyło odejście Sampaolego, bo jego następca Igor Tudor też nie widział Milika w swoich planach, a przy okazji zdążył jeszcze skonfliktować się z połową drużyny. 

30 bramek zdobytych w 55 meczach w barwach l’OM na wszystkich frontach to nie jest statystyka, której można się wstydzić. Zeszły sezon Polak kończył jako najlepszy strzelec drużyny (choć większość z 20 goli strzelił w Pucharze Francji i europejskich rozgrywkach). We wcześniejszych rozgrywkach Milik był już najskuteczniejszy w zespole, mimo, że dołączył do zespołu dopiero w styczniu. To jednak nie zapobiegało coraz silniejszej krytyce we francuskich mediach. Polak zawodził w kluczowych starciach (o ile w nich grał), zarzucano mu, że często był niewidoczny na boisku, a jeśli już trafiał, to podważano jego dokonania twierdząc, że w Ligue 1 strzela niemal wyłącznie z dużo słabszymi rywalami. W zeszłym sezonie polski napastnik był wyłączony z gry do października, a do lutego miał na koncie tylko jednego gola ligowego strzelonego z Lorient. Późniejszy hattrick z Angers oraz gole z Metz i Brestem nikogo nie zadowalały. Podkreślano, że jedyny istotny gol padł z karnego w starciu z Niceą, która ostatecznie zajęła w lidze piąte miejsce. Sytuacji nie ułatwiały urazy, z którymi Milik także musiał się zmagać. Oprócz kontuzji, która zabrała mu początek sezonu, dłuższa przerwa spowodowana problemami z mięśniem uda oraz kilka innych urazów mocno utrudniły mu regularną grę. Gdy dołożymy do tego decyzje Sampaolego i pozostawianie Milika na ławce, wychodzą nam raptem 23 mecze rozegrane w poprzednim sezonie Ligue 1.

Co transfer da Milikowi

Co zmieni odejście do Juventusu? Tu powinny zniknąć problemy znane Milikowi z Neapolu i Marsylii, a więc rozgardiasz organizacyjny, decyzje podejmowane pod wpływem impulsu, brak jasnego planu na to, jak wykorzystać zawodnika.  Ze strony kibiców Polak także powinien zaznać trochę spokoju. Fani Napoli i l’OM są znani z wielkiej żywiołowości, ale jeśli coś nie idzie po ich myśli, z tygodnia na tydzień zawodnik będący bohaterem może stać się wrogiem publicznym, a ośrodek treningowy może nawet… stanąć w płomieniach (w zeszłym roku kibice w Marsylii posunęli się do takiego czynu). 

Co zmieni się pod względem sportowym? Tu też sytuacja jest dużo jaśniejsza, niż we Francji. Polak przychodzi do Turynu jako transferowy „plan B” po tym, jak ściągnięcie Memphisa Depaya okazało się zbyt drogie. Wcześniej nie udało się także na stałe ściągnąć Alvaro Moraty, który po dwóch latach wypożyczenia wrócił do Atletico Madryt. Opcją numer 2 będzie także dla Massimiliano Allegrego, bo miejsce w ataku Juve jest zarezerwowane dla Dusana Vlahovicia. Jeżeli trener Juve wybierze ustawienie z dwójką napastników, Milik może znaleźć się obok Serba, ale na tej pozycji możemy też zobaczyć Angela Di Marię czy Moise Keana. Należy też pamiętać, że Milik swoją charakterystyką jest bliższy Vlahoviciowi, a Allegri może preferować kogoś, kto grając z nim będzie go uzupełniał, a nie dublował jego zadania. 

Mimo to, pozycja pierwszego zastępcy Vlahovicia jest dużo lepsza, niż pozostawanie trzecią lub nawet czwartą opcją do gry w ataku Marsylii. Alexis Sanchez i Luis Javier Suarez dołączyli do zespołu Igora Tudora latem, w klubie dalej jest Cedric Bakambu, o którego stara się Celta Vigo, więc kolejka do gry zamiast się skracać, robi się coraz dłuższa. Bezbarwne występy Milika z Brestem i Reims w obecnym sezonie też nie poprawiły jego notowań. Dłuższy pobyt na Velodrome przy ofercie z Turynu nie miał raczej większego sensu. Przy bardzo napiętym terminarzu Juve, weekendowych spotkaniach ligowych przeplatanych niemal bez przerwy meczami Ligi Mistrzów bądź kolejkami Serie A rozgrywanymi w środku tygodnia, szans na grę będzie bardzo dużo. Vlahovicia trzeba będzie odciążać nie tylko wchodząc za niego z ławki, ale również pozwalając mu całkowicie odpocząć i wystawiając do gry od początku właśnie Milika. 

Dla samego zawodnika nie jest to zatem sytuacja idealna, bo mimo wszystko będzie musiał czekać na swoje szanse. Sam klub także celował w Memphisa Depaya, który jest graczem bardziej uniwersalnym, ale jego pozyskanie oznaczałoby konieczność rezygnacji z ewentualnego wzmocnienia drugiej linii. A to właśnie ta formacja zawodzi w zespole najbardziej i jej brak kreatywności ma wpływ na to, że życie napastników Juventusu nie jest łatwe. Jeśli jednak do Piemontu trafi Leandro Paredes i druga linia Starej Damy nabierze rumieńców, a Milik strzeli 10-15 goli w sezonie (na co spokojnie go stać przy dobrym zdrowiu), cały interes trzeba będzie uznać za udany. Polak miał już w Napoli sezon, w którym wolny od kontuzji dobił do 20 bramek na wszystkich frontach. O zaufanie też nie musi się w Turynie obawiać. Temat jego przenosin do Juventusu pojawiał się w przeszłości już kilka razy, ale dopiero teraz okoliczności okazują się sprzyjające – przede wszystkim dotychczasowy klub Milika nie robi problemów z jego odejściem. 

Co prawda trudno obecnie stwierdzić, że dla reprezentanta Polski to znakomita okazja, by dołożyć jakieś trofeum do swojej krótkiej listy. Do tej pory sięgnął tylko po Puchar Włoch z Napoli, a Juventus jest na dość wyboistej drodze i musi zdecydowanie zmienić swój styl, by znów nie oglądać pleców rywali. Biorąc jednak pod uwagę dotychczasową sytuację Milika oraz przebieg kariery naznaczony ciężkimi kontuzjami i udanymi powrotami na boisko, przejście do najbardziej utytułowanego włoskiego klubu można uznać za nagrodę po wielu trudnych momentach. 

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak, Eleven Sports

Komentarze