Aurelio de Laurentiis
Aurelio de Laurentiis fot. PressFocus

Wojna o Napoli, walkowera i… godzinę 14:15

Gdy kilkanaście dni temu piłkarze Juventusu przyjechali na stadion, wiedzieli, że meczu z Napoli nie zagrają. Paradoks polega na tym, że mimo iż on się nawet nie zaczął, cały czas trwa. Zmiana wyniku też jest możliwa, a kluczowe dla sprawy wydają się zdarzenia z… godziny 14:15 w niedzielę 4 października.

Czytaj dalej…

  • Za brak stawienia się w Turynie na meczu z Juventusem Napoli zostało ukarane walkowerem i punktem ujemnym
  • Niemal od razu po decyzji sądu, klub zapowiedział apelację
  • Wszystko będzie się kręcić wokół godziny 14:15, która stała się dla sprawy kluczowa

– To, co się stało we Włoszech, jest bardzo niebezpieczne, tym bardziej, gdy można zadawać pytania, czy czasem sanepid nie działał w porozumieniu z klubem. Gdy zaczniemy przekładać mecze, bo jest kilku chorych, to do niczego dobrego to nie doprowadzi. Przecież nie przekładamy spotkań, gdy sześciu zawodników złapie grypę, tylko gramy bez nich – mówił niedawno Zbigniew Boniek zapytany przez Goal.pl o sytuację w Serie A. Dzień przed tą rozmową sanepid nakazał piłkarzom Napoli zostać w domach, zamiast jechać do Turynu na mecz z Juventusem. Teorii spiskowych jest mnóstwo. Wygrywa taka, o której mówi prezes PZPN – Aurelio de Laurentiis, człowiek we Włoszech niezwykle wpływowy, grać z Juve nie chciał. Kontuzję miał Lorenzo Insigne, a koronawirusa leczyli Piotr Zieliński i Eljif Elmas. Decyzja o odwołaniu meczu mogła być dla niego na rękę, tylko że się przeliczył, bo władze ligi stanęły w kontrze – albo gracie, albo walkower.

No właśnie. Czy na pewno się przeliczył?

Co tak naprawdę postanowił sąd

To, co się zdarzyło teoretycznie nie jest tak zero-jedynkowe, jak chciałoby to widzieć wielu kibiców Juve. Ewentualny udział prezydenta Napoli w wyżej wspomnianym spisku pewnie zamknąłby sprawę, ale jest nie do udowodnienia, a zdaniem prawników sytuacja, gdy ogólne przepisy prawa stoją w sprzeczności z prawem jakiejś organizacji, i tak powinny być respektowane. Sędzia decydujący się na przyznanie Juventusowi zwycięstwa 3:0, a Napoli ujemnego punktu uznał jednak, że taka ewentualność, jak zalecenie przez ASL izolacji, została uwzględniona w istniejącym protokole COVID-19 zaakceptowanym przez wszystkie kluby przed rozpoczęciem sezonu, a dwa pozytywne przypadki nie uzasadniały braku stawienia się na meczu. Przynajmniej nie na podstawie pierwszej informacji z ASL, bo druga to już inna sprawa… Kompletny chaos.

Wszystko kręci się wokół 14:15

Włoskie dzienniki dzień w dzień przeprowadzające niemal relację “na żywo” z tej batalii podpytują w tej kwestii ekspertów z dziedziny prawa, a ci nie mają wątpliwości – walkower wcale nie kończy tej sprawy.

Gianluigi Pellegrino dla “Corriere dello Sport”: – (Piłkarze Napoli) Jako zawodnicy musieli grać, ale jako obywatele musieli pozostać w domu. Cały bałagan, z jakim się zmagamy, jest w tym zdaniu. Mamy wyraźną sprzeczność. ASL dba o obywateli i nie patrzy, czy się jest piłkarzem, pilotem, czy stewardessą. Wyjazd Napoli do Turynu oznaczałby, że ludzie, którzy powinni być w izolacji, znajdą się między tymi, którzy nie muszą.

Edoardo Chiacchio dla Canale 21: – Po pierwszym liście ASL do władz Napoli można by jeszcze dyskutować. Ale według mnie decydujący moment nastąpił później, gdy w niedzielę o godzinie 14:15 ASL napisało wprost: macie zakaz nie tylko wyjazdu, ale też gry w piłkę. Nawet, gdyby Napoli pojechało wcześniej do Turynu, nie mogłoby zagrać w tym meczu. Moim zdaniem De Laurentiis odwołanie wygra.

O co dokładnie chodzi z godz. 14:15? To godzina, o której do klubu wpłynęło uzupełniające pismo z sanepidu. Dopiero ono nie pozostawiało żadnych wątpliwości w kwestii, czy klub z Kampanii może jechać na mecz. Wcześniejsze – zdaniem sądu – jednoznacznie tego nie broniło. Czyli można tłumaczyć to w ten sposób: Napoli czekało na doprecyzowanie zdania ASL i – przynajmniej w teorii – od niego uzależniało ewentualny wyjazd na mecz.

Jeszcze raz Pellegrino: – Napoli może wygrać odwołanie, jeśli udowodni, że było w stanie zorganizować wyjazd do Turynu o 14:15 w niedzielę. Sędzia Gerardo Mastrandrea uznał, że klub zdecydował się zrezygnować z grania już po pierwszym liście od ASL, który nie spełnił kryterium “siły wyższej” (a w myśl zapisów protokołu tylko “siła wyższa” może doprowadzić do rezygnacji z gry – przyp. red.). Dopiero drugi list sędzia uznałby za wiążący, ale on pojawił się w dniu meczu o 14:15. Napoli wtedy już nie chciało grać.

Z Neapolu do Turynu jest około 900 km, więc szansa na dotarcie transportem kołowym w czasie pięciu-sześciu godzin jest zerowa. Można się spodziewać, że De Laurentiis będzie próbował przekonać sąd odwoławczy, że na poczekaniu był gotów zorganizować lot czarterowy i grać z Juventusem.

Tak. Da się ośmieszyć calcio jeszcze bardziej niż przed dwoma tygodniami.

Komentarze