Milik przyspawany do ławki Juve? Spokojnie, nie dojdzie do tego

Arkadiusz Milik
Arkadiusz Milik PressFocus

Zdanie, którego na pewno nigdy nie wypowie Arkadiusz Milik? “Karierę to mieli inni, ja miałem co najwyżej przygodę z piłką”. I nie ma żadnego znaczenia, że gdyby próbować analizować jego transfer do Juventusu, można by odnieść wrażenie, że przeprowadzał go jakiś prezes rodem z Ekstraklasy, któremu w kadrze po prostu nie zgadzała się liczba napastników. Milik trafił bardzo dobrze. Do wielkiego klubu, w którym – wszystko na to wskazuje, choć to zdanie w Polsce niepopularne – grać będzie dość regularnie.

  • Arkadiusz Milik ani na moment nie stanie się w Juventusie postacią ważniejszą od Dusana Vlahovicia, ale historia pokazuje, że u Maxa Allegrego napastnicy numer dwa potrafią odgrywać bardzo ważną rolę
  • Trener Juve już na pierwszej konferencji po przyjściu Milika ujawnił, że myśli o stworzeniu pary Milik – Vlahović. Śmiało można założyć, że ani nie będzie to częste rozwiązanie, ani też jednak nie wygląda jedynie na kurtuazję względem Polaka. Wystarczy spojrzeć, ile (i jak!) po przybyciu Vlahovicia grał Alvaro Morata, też wcześniej kojarzony raczej – podobnie jak Milik – z operowaniem blisko pola karnego
  • Nie spełni się zatem scenariusz wieszczony w polskim internecie, który z góry zakłada, że idąc do Juventusu Arkadiusz Milik zniwelował swoje szanse na odpowiednie przygotowanie do mundialu niemal do zera

Byle zgadzało się w papierach

Oczywiście słowa ze wstępu nie są żadnym przytykiem do Arka Milika. Co by o nim nie mówić i jakkolwiek mu dogryzać (znane w Polsce “Mylik”…), na swoją szansę zapracował. Max Allegri mówił o imponujących liczbach i trudno się z nim nie zgodzić. W tak sobie udanej przygodzie w Marsylii, gdzie w międzyczasie jego relacje z trenerem były – hmm – średnie, zanotował 30 goli w 55 meczach. W Napoli były momenty (choć faktycznie to dobre słowo – momenty), w których stawał się ubezpieczeniem na życie. Ogólnie blisko 100 ligowych trafień na Zachodzie w nieco ponad 200 meczach – źle to nie wygląda. Czy na transfer do Juventusu? Tu się pewnie pojawiają już wątpliwości, ale mówienie, że Milik nie zapracował na uznanie w ligach z top 5 byłoby niesprawiedliwe.

Tylko, że dla Juventusu Milik był opcją numer trzy. Najpierw nie wyszło z Alvaro Moratą, którego chciano pozostawić, ale rozmowy z Atletico nie poszły po myśli władz Juve. Później Memphis Depay nagle swoje umiejętności wycenił wyżej niż pierwotnie i negocjacje spaliły na panewce. I dopiero wtedy pojawił się Polak. Wielokrotnie tańszy od Depaya, sprawdzony na rynku włoskim, znający język i marzący o grze w Juventusie. Teoretycznie wszystko się zgadza. Tylko można się zastanawiać, jaki plan na napastnika miał klub, skoro przymierzał na tę pozycję tak różnych zawodników, jeśli chodzi o styl gry? Depay mógłby rozwiązać problemy Juventusu na lewym skrzydle i z miejsca wskoczyć do składu obok Vlahovicia. Milik ma nieco inne atuty, choć pamiętajmy, że Allegri potrafił swego czasu zrobić skrzydłowego nawet z Mario Mandzukicia. Z powodzeniem.

Na dziś wygląda to w ten sposób, że w papierach był potrzebny trzeci napastnik, więc nie szukano piłkarza idealnie pasującego pod określony styl, tylko takiego, który słowo-klucz, to na “n”, ma wpisane w Transfermarkcie. Milik okazał się wielkim beneficjentem takiej polityki Juventusu.

Między ławką a boiskiem

Tak, beneficjentem, bo on na tym transferze skorzysta, nawet jeśli otrzyma mniej minut niż otrzymałby w Marsylii (co wcale nie jest takie pewne, zwłaszcza po transferach do Olympique Kolumbijczyka Luisa Suareza i Alexisa Sancheza). Milik nie ma żadnych szans na wygryzienie Dusana Vlahovicia, ale i niewielkie, że będzie piłkarzem na stałe przyspawanym do ławki.

Po pierwsze Allegri już zaczął przebąkiwać, że realnym jest rozwiązanie z Polakiem i Serbem na boisku równocześnie. Nie wygląda to na kurtuazję ani mydlenie oczu, bo trener Juve nie zwykł tego robić. Krygowanie nie jest jego stylem – wielokrotnie na konferencjach zdradzał swój plan na mecz, a później ten plan realizował. Zresztą wiosną razem grali Morata i Vlahović (Hiszpan w tym okresie był nawet najlepszą wersją siebie w sezonie), z dużą korzyścią dla obu i zespołu.

Po drugie w poprzednim sezonie Moise Kean ani przez moment nie był napastnikiem numer jeden w Juventusie, a mimo to, wliczając wszystkie rozgrywki, wystąpił w 43 meczach, łapiąc w nich blisko 1400 minut gry. To daje średnią ponad pół godziny na mecz. W pierwszej jedenastce Włoch wybiegał 14 razy. Irytował nieskutecznością obok jakiej Milik nigdy nie stał, drażnił niechlujstwem i złymi wyborami. Biorąc pod uwagę pieniądze, jakie Juventus musiał wyłożyć, by Kean wrócił do Turynu, był jednym z największych (największym?) rozczarowań poprzedniego sezonu. A mimo to grał regularnie.

Po przyjściu Vlahovicia, gdy Kean spadł w hierarchii napastników na trzecie miejsce, Allegri i tak znajdował dla niego miejsce. Aż trudno w to uwierzyć, ale 22-latek zagrał choć chwilę we wszystkich (!) meczach ligowych i Coppa Italia do końca sezonu. Jedyną grą, jaką w całości opuścił, był pierwszy mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów z Villarrealem.

To pokazuje, że Milik, który wskoczył obecnie na pozycję napastnika numer dwa, do mundialu nie będzie musiał przygotowywać się w roli widza.

Skuteczny w… obronie

Za Arkadiuszem Milikiem póki co debiut w meczu ligowym. Symptomatyczne, że Allegri w pierwszej kolejności skorzystał właśnie z niego, nie z Keana (swoją drogą Włoch i tak wszedł później na boisko), gdy wynik meczu z Romą (1:1) zaczął się wymykać. Działo się to dzień po ogłoszeniu transferu, więc bez mocnego zapoznania Polaka z drużyną, bez wielkiego przygotowania taktycznego. Można to odbierać jako wyraz ogromnego zaufania Allegrego do naszego napastnika. Kwadrans gry nie wystarczył, by ocenić, czy Milik odpowiednio wpasował się do zespołu, ale przypadkiem pożytek z niego był dość spory – w jednej z akcji w zamieszaniu pod bramką Juve to Arek wybił piłkę z linii bramkowej.

Mark Twain stwierdził kiedyś, że pogłoski o jego śmierci były przesadzone. To samo można teraz powiedzieć o zalewających polski internet opiniach, że Milik zapewnił sobie wygodne miejsce na ławce do mundialu. Owszem, pozna ją dość dobrze, ale większą sensacją będzie brak jego regularnej gry (nawet w mniejszym wymiarze czasowym niż w Marsylii, za to w mocniejszym klubie i lepszej lidze) niż cała zima spędzona z nogami pod kocykiem.

Mecz kolejki

Lazio – Inter 3:1. To nie był tylko mecz, w którym dużo się działo i w którym – naszym zdaniem – padła najpiękniejsza bramka kolejki. To był przede wszystkim dowód, że czeka nas niesłychanie mocny sezon. O tym, że czasy monopolu Juventusu na zdobywanie tytułów się skończyły, wiemy od dwóch lat, natomiast oceniając ligę przez pryzmat pierwszych meczów bieżących rozgrywek oraz siły najmocniejszych zespołów, wychodzi nam, że o Scudetto powinno bić się więcej klubów niż to zazwyczaj bywa. Po trzeciej kolejce aż sześć klubów ma dokładnie tę samą liczbę punktów – siedem, a siódmy i ósmy Inter oraz Juventus tracą odpowiednio jedno i dwa oczka.

Wracając do samego meczu, Lazio udowodniło, że będzie w stanie regularnie urywać punkty najlepszym. Jakością i determinacją. Tego drugiego na pewno zabrakło Interowi, o czym na konferencji prasowej mówił choćby Simone Inzaghi. – Żeby przechylić szalę na naszą korzyść, musielibyśmy znaleźć więcej bezkompromisowości w grze. Po drugim golu stworzyliśmy sobie trochę okazji, ale szczególnie w pierwszej połowie prezentowaliśmy się z dobrej strony. Znamy Lazio i dobrze przygotowaliśmy się do tego starcia. W pierwszych 45 minutach ograniczaliśmy ich kontrataki i stworzyliśmy kilka ciekawych akcji. Przy stanie 1:1 powinniśmy byli zrobić coś więcej. Będziemy analizować tę porażkę, ale w takim meczu potrzeba więcej determinacji.

Inna sprawa, że Lazio na razie notuje całkiem potężny odchył od normy, jeśli chodzi o przekładanie okazji bramkowych na strzelone gole. W spotkaniu z Interem wypracował zaledwie 1,12 xG, co przełożyło się na trzy trafienia. W całych rozgrywkach ma natomiast xG wynoszące 2,6 (siedemnasty wynik w lidze! Mniej kreatywne były tylko Spezia, Lecce i Empoli) i niemal dwa razy więcej strzelonych bramek (pięć goli to czwarty najlepszy wynik w lidze po trzech kolejkach).

Wydarzenie kolejki

Cudowna asysta Paulo Dybali przeciwko Juventusowi. Jakoś tak się w piłce przyjęło, że nikt tak często nie karci klubów jak ich byli piłkarze. Paulo Dybala przyjechał na Allianz Stadium pierwszy raz od odejścia z Turynu jako zawodnik innego klubu niż Juventus i od razu zanotował niesamowitą asystę – tuż przed tym, jak Tammy Abraham strzelił gola na wagę remisu 1:1, Argentyńczyk podał mu piłkę nożycami. Jak zapowiedział wcześniej – nieszczególnie to celebrował. Publiczność też przywitała go brawami. We włoskiej prasie ostatnio przeczytaliśmy teorię, że na rozstaniu to Juventus stracił więcej. Na razie wiemy, że pozwalając odejść Dybali do Romy stracił dwa punkty.

Piłkarz kolejki

Boulaye Dia (Salernitana). Senegalczyk zanotował najlepsze liczby w trzeciej serii gier, więc wobec braku oczywistych bohaterów tej kolejki, musiał zostać przez nas wyróżniony. Gol i dwie asysty przeciwko Sampdorii (4:0) to naprawdę okazały dorobek i dowód, że Saletnitana zrobiła dobry ruch pozyskując latem 25-latka z Villarrealu. To potencjał na naprawdę dobrego piłkarza, zwłaszcza, że w przeszłości już udowadniał, że potrafi strzelać niemało.

Polak kolejki

Łukasz Skorupski (Bologna). Polak nie pomógł przywieźć Bolonii choćby punktu z San Siro, ale był ostatnim, którego można obwiniać za porażkę 0:2 z Milanem. Zanotował pięć udanych interwencji i tradycyjnie był pewnym punktem na przedpolu. Skorupski wobec bardzo poważnych osłabieni defensywy Bolonii wyrósł na postać numer jeden w tyłach tego zespołu i jeśli mielibyśmy dziś przewidywać, który z Polaków będzie przez nas najczęściej wyróżniany, wskazalibyśmy na niego. Po prostu szykujmy się, że Skorupski będzie miał masę okazji do prezentowania swoich umiejętności.

Gol kolejki

Luis Alberto (w meczu Lazio – Inter 3:1). Uderzenie bez przyjęcia – tak. Dołożona potężna siła – owszem. Strzał prosto w okienko – a jakże. Tak wygląda przepis na bramkę kolejki. Luis Alberto musiał mieć dostęp do tej receptury, bo co do joty przeniósł ją na boisko. Gol nieprawdopodobnej urody.

Komentarze

Comments 9 comments

Dlaczego Milikowi z “imponującymi liczbami” nie wyszło w Augsburgu, Bayerze, Napoli, Marsylii i podziękowano mu bez żalu?
.
Dlaczego kibice ww klubów za nim nie tęsknią, nie wspominają go?
.
Dlaczego jego wartość rynkowa od kilku lat spada notorycznie (wg transfermarkt od 2019 r. leci w dół z 40 mln € do 16 mln €)?
.
Dlaczego kolejne kluby tracą finansowo na transakcji z jego udziałem (Ajax sowicie zarobił, a inne kluby głównie traciły)?
.
Dlaczego każdy nowy trener w Marsylii pierwsze co robił to sprowadzał nowych napastników?
.
Dlaczego w reprezentacji Polski każdy napastnik (Lewandowski, Świderski, Buksa) strzela dla reprezentacji więcej bramek od Milika w roku kalendarzowym?
Odpowiedzcie sobie sami…
Zastanawiające jest to, że Milik w Marsylii byłby wyborem 3 lub nawet 4, a w Juventusie będzie prawdopodobnie wyborem nr 2 co zauważa autor artykułu. Kadra Juventusu jest z roku na rok słabsza?

Chce Ci się prowadzić tę prywatną krucjatę przeciw Milikowi? Zanacie się osobiście i wyrządził Ci jakąś krzywdę czy to tak z nudów? Czy możę liczysz że Michniewicz albo Allegri to przeczytają i pozbędą się Milika przy najbliższej okazji?

Czesiek wie, że ma do czynienia z czwartym lub piątym wyborem.
Dla Maksymiliana to również była kolejna (po Moracie, Firmino, Depayu, Wernerze, Martialu, …, itd.) opcja, której sam z siebie się pozbędzie przy najbliższej okazji bez moich komentarzy, które na pewno czyta, analizuje i się z nimi liczy. 😉

Dlaczego pod każdym news’em, “artykułem” o Miliku pewien kibic “słonecznego” klubu przystępuje do pisania komentarzy mających na celu delikatnie rzecz ujmując przedstawienie reprezentanta Polski w niekorzystnym świetle?

Dlaczego to co wypoci w komentarzach przedstawia jako prawdę objawioną i jedynynie słuszną?

Dlaczego uogólnia przez pryzmat tego co podobno myślą kibice “słonecznego” miasta?

Dlaczego martwi się kadrą Juve kiedy podobno kibicuje “słonecznemu” klubowi?

Dlaczego Milik olał “słoneczny” klub z Neapolu?

WHY???