Nie da się pisać o Włoszech, nie pisząc o Juventusie. I odwrotnie

Kibice Juventusu
Kibice Juventusu PressFocus

Jest coś w tym, że to akurat Juventus chciał reformować europejską piłkę i obok Realu Madryt najmocniej działał w kierunku utworzenia Superligi. To klub nierozłącznie związany z głośnymi skandalami, ale jeśli uchował się jeszcze ktoś, kto myśli, że fundamentem wszystkich wydarzeń w tej półki jest wyłącznie piłka, pora, by sięgnął po książkę. W świetnym stylu takie podejście prostuje Herbie Sykes w „Juve! Historia Potęgi”.

Michał Listkiewicz opowiadał kiedyś o muzeum Ferencvarosu Budapeszt i tym, czym różni się ono od tysięcy klubowych muzeów na świecie. Piłka jest tam tylko punktem wyjścia. Idąc tamtejszymi korytarzami mijamy całą historię Węgier, która przedstawiana jest równolegle do tej futbolowej. Władze Ferencvarosu uznały, że nie da się przedstawić zmieniającego się stylu drużyny bez pokazania zmieniającego się stylu w architekturze. Nie można mówić o piłkarzach lat 60. bez pokazania zwykłego człowieka lat 60. Osoba, która wejdzie do tego muzeum, ma z niego wyjść z przeświadczeniem, że Ferencvaros znaczy Węgry i odwrotnie.

Dokładnie tak jest z książką Herbiego Sykesa. Brytyjski dziennikarz, a prywatnie wielki miłośnik Włoch, wyszedł z założenia, że aby przebić się przez rynek wypchany pod sufit publikacjami związanymi z Juve, musi zaoferować coś ekstra. Kolejna wycieczka po klubowej historii sprawiłaby, że mielibyśmy książkę jedną z wielu. Tutaj Sykes odpowiada jednak na pytanie, czym jest Juventus w ujęciu znacznie szerszym niż piłkarskim. Dlatego mamy strony, na których nawet nie pada nazwa klubu, a my wciąż czujemy, że czytamy o nim. Autor płynnie przechodzi od wydarzeń społecznych do tych na boisku. Widzimy powiązanie Planu Marschalla, mającego za cel odbudować europejską gospodarkę, z budowaniem wielkiego Juve. Jeśli Sykes pisze o wychodzeniu FIAT-a z katastrofalnej sytuacji, zwolnieniach tysięcy pracowników i wybuchu 23 kg materiałów wybuchowych na stacji Bologna Centrale, za chwilę dowiemy się, że wydarzenia te nie były bez znaczenia dla ligi. Gdy wspomina śmierć Gaetano Scirei na jednej z polskich dróg, poznajemy, jak wyglądały reakcje w studiu „Domenica Sportiva”, gdy do gości dotarł ten breaking news.

Całość poprowadzona jest w formie opowieści, w której brakuje tylko jednego – wypowiedzi naocznych świadków wydarzeń, spojrzenia na nie ich oczami. To na pewno sprawiłoby, że książkę czytałoby się jeszcze lżej (choć pod tym względem i tak trudno się przyczepić), a całość byłaby jak dobry film dokumentalny.

Problemem publikacji sięgających w głąb historii jest częste przekonanie czytelnika, że sto lat wcześniej nie mogły dziać się rzeczy ciekawe. Ta teoria tutaj się nie obroni ani w ujęciu piłkarskim – bo dowiadujemy się sporo o życiu samych zawodników – ani tym, od którego wyszliśmy – społecznym. Nawet w Internecie trudno znaleźć niektóre wątki, jak choćby historię „wystawienia” Benito Mussoliniego, mimo owocnej wydawałoby się współpracy z rodziną Agnellich. Całości nie będziemy przytaczać, jednak finał, o którym pisze Sykes, sam w sobie jest zachęcający: „Il Duce nie gdy nie był specjalnie dobrym strategiem ani też słuchaczem. Przez własną arogancję uczynił się zakładnikiem nie tylko losu, ale również Agnellego. To małżeństwo z rozsądku mogło się na razie utrzymać, ale to FIAT zachowywał wszystkie karty. Spóźnienie Mussoliniego tamtego popołudnia mogło być jedynie kaprysem, wiedział on bowiem, że został przechytrzony. Wychodził, mrucząc pod nosem coś o piemonckiej świni, i nigdy już nie postawił stopy w Turynie”.

Tak właśnie da się przedstawić historię Juventusu – jako historię Włoch. Właściwie one są ze sobą tak nierozerwalne, że ostatnim, co mogłoby nas dziwić, to społeczeństwo – bez względu na wiek, płeć i pochodzenie – dyskutujące o piłce przy porannej kawie. Historia Juventusu, tak jak historia FIAT-a, to historia tego, jak być Włochem i co to oznacza – jak pisze sam Sykes. To dwa europejskie mistrzostwa i trzydzieści pięć (trzydzieści siedem, jeśli kibicujesz Juve) tytułów Serie A, legendy Bonipertiego i Zoffa, Platiniego i Del Piero. To jednocześnie parszywe Calciopoli, tragedia na Heysel, śmierć Scirei i prawdopodobne samobójstwo Edoardo Agnellego III.

Komentarze