Jak daleko od Lille leży Mediolan?

Inter Mediolan
Inter Mediolan PressFocus

W linii prostej to ponad 700 kilometrów. Dużo? Jeżeli chodzi o samą odległość, na pewno nie możemy przejść obok niej obojętnie. Jednak to tylko teoria, suche fakty. W rzeczywistości Lille i Mediolan, a konkretnie jego niebieską część, dzieli naprawdę niewiele. Obie mistrzowskie drużyny do nowych rozgrywek mogą przystąpić w zupełnie odmienionych składach. Mimo kilku podobieństw łączących Mastify z Nerazzurrimi, można zauważyć, jedną, istotną różnicę – na Stade Pierre-Mauroy kolejne zmiany nikogo nie dziwią, natomiast na Giuseppe Mezza wszelkie roszady to proces zaskakujący i niezwykle skomplikowany.

  • Zarówno Lille, jak i Inter czekają duże zmiany – obie mistrzowskie ekipy opuścili już trenerzy, a kolejne roszady wydają się nieuniknione
  • Rozbiórka Mastifów nie dziwi, natomiast przypadek Nerazzurich może zaskakiwać – wydawało się, że Suning Group nie ucierpi podczas pandemii, a przynajmniej nie tak bardzo, by rozpocząć rozważania dotyczące sprzedaży kluczowych postaci
  • Radość z sukcesu nie trwała zbyt długo. Inter szybko musiał wrócić do rzeczywistości i podjąć działania ograniczające skutki kryzysu finansowego

Letnia wyprzedaż w Mediolanie

Botman, Soumaré, Yazıcı, Ikoné, Çelik, Mandava – to tylko kilka nazwisk, które są łączone z odejściem ze Stade Pierre-Mauroy. Na razie jedynym potwierdzonym transferem jest Mike Maignan, który pożegnał północną Francję na rzecz północnych Włoch. Analizując medialne doniesienia, można odnieść wrażenie, że niemal wszyscy piłkarze Les Dogues mają przy nazwisku adnotację “na sprzedaż”. W szeregach mistrzów Ligue 1 nie ma też już trenera – Christophe Galtier wraz z zakończeniem sezonu zamknął trzyipółletni rozdział niezwykle owocnej przygody z Mastifami. Hakimi, Lautaro, Lukaku, a także Vidal, Perišić, Pinamonti, Radu, Alexis Sánchez, Dalbert, Nainggolan, Lazaro, Pirola, Vanheusden – lista postaci, których odejścia nie wykluczają włodarze Interu, jest wyjątkowo długa. Corriere dello Sport informuje, że mediolańczycy są gotowi sprzedać aż 11 zawodników. Na Giuseppe Mezza nie urzęduje już Antonio Conte. Opiekun mistrzowskiej ekipy nie zdołał porozumieć się z zarządem w kwestii wizji przyszłości zespołu i postanowił przerwać współpracę.

Były szkoleniowiec Nerazzurrich postawił włodarzom pozornie niewymagające warunki – 52-latek życzył sobie zatrzymania kluczowych graczy i odpowiednie uzupełnienie kadry. Oczekiwania Włocha był w pełni uzasadnione. Jako trener triumfatora ligowych rozgrywek miał prawo myśleć o obronie tytułu i próbie podboju Europy. Niestety, Steven Zhang, prezydent Interu, nie mógł obiecać Conte realizacji żadnego z ambitnych planów. Nie jest tajemnicą, że Suning, czyli właściciel mediolańczyków, mocno ucierpiał podczas pandemii. W lutym z Chin nadeszły druzgoczące wieści – mistrzowie chińskiej Super League Jiangsu FC zaprzestali działalności. O zakończeniu sponsorowania drużyny poinformował Zhang Jindong, czyli właściciel Suning. Raporty z Państwa środka sugerowały, że upadek klubu był nieuchronny. Kryzys nie oszczędził nikogo. Nawet Chin, które miały zyskać na wszechobecnym załamaniu gospodarczym.

Architekt sukcesu opuszcza swoje dzieło

Inter obawiał się najgorszego. Niemal natychmiast rozpoczęto rozważania na temat możliwego tragicznego scenariusza, czyli wycofania się Suning z finansowego wsparcia Włochów. Zhang Jindong postanowił uspokoić kibiców, jednak równocześnie przyznał, że “rozsądnym i rozważnym jest patrzenie poza plan”. W ten sposób niejako zostawił sobie furtkę, przez którą opuści Mediolan w przypadku pogłębiającej się zapaści koncernu. Conte nie zamierzał prowadzić drużyny w atmosferze niepewności i wątpliwości. Były opiekun Juventusu i Chelsea to urodzony zwycięzca, który nie wyobraża sobie pracy w miejscu, które nie pozwoli mu na walkę o najwyższe laury. Dzisiaj trenerem Interu jest już Simone Inzaghi.

Nerazzuri przerwali dominację Bianconerich, jednak wiele wskazuje na to, że tytuł był jednorazowym wybrykiem ekipy z Giuseppe Meazza. Inter, w przeciwieństwie do Lille, nie jest ofiarą własnego sukcesu. Chociaż do Mastifów trudno odnieść to określenie w jego pierwotnym znaczeniu – triumfatorów Ligue 1 i tak czekała rozbiórka, a mistrzostwo – jako specyficzne okno wystawowe – tylko ją przyspiesza. W przypadku Francuzów rozbiórka była spodziewana, więc nikogo nie dziwi ani odejście Galtiera, ani kolejne informacje dotyczące możliwych pożegnań. Sytuacja Beneamaty jest zupełnie inna. Inter miał zmienić Juventus w roli ligowego hegemona, a na międzynarodowej arenie nawiązać do czasów Mourinho. Marzenia szybko zostały zrównane z ziemią i zmieszane z błotem, a kibicom sypnięto w twarz garścią żwiru. Zwycięstwo w Serie A to wyczyn godny pochwały, jednak wiele wskazuje na to, że Nerazzurri nie zdołają wykorzystać go w żaden sposób. Niewykluczone, że po zaledwie jednym tłustym (chociaż tylko w jednym wymiarze) sezonie przyjdzie kilka kolejnych chudych lat.

Czarne chmury nad niebieską częścią miasta

Hakimi negocjuje z PSG, a kolejne media donoszą, że jego transfer jest już przesądzony. Lautaro Martinez jeszcze nie przedłużył kontraktu, a jego agent, Alejandro Camaño, zdradził, że przed rozpoczęciem negocjacji w kwestii nowej umowy powstrzymuje ich niepewna sytuacja Interu. Coraz głośniej do drzi Argentyńczyka puka Atletico Madryt i jeżeli z Mediolanu nie napłyną żadne pozytywne wieści, 23-latek może te drzwi otworzyć. Nerazzuri stracili już Eriksena, który nie wybiegnie na włoskie boiska z wszczepionym kardiowerterem-defibrylatorem serca. Calhanoglu, który ma go zastąpić, nie jest piłkarzem klasy Duńczyka. O wzmocnieniach nie mówi się na razie zbyt wiele. Nad Giuseppe Meazza nadeszły czarne chmury. Być może bogom wystarczy ofiara z Hakimiego, być może będzie trzeba poświęcić innych, by uniknąć ich gniewu. Allegri już zaciera ręce. Czy szykuje się kolejny sezon Serie A pod dyktando pragmatycznego Juventusu?

Inter wygrał, jednak Inter nie może czuć się zwycięzcą. To paradoks Czarno-Niebieskich. Pierwsze trofeum po dziesięcioletniej przerwie nie smakuje tak dobrze, jak powinno. Pięknie było tylko przez chwilę. W Mediolanie nikt głośno nie mówi o obronie tytułu i próbach zmazania wstydliwej plamy, jaką piłkarze Benaematy przyozdobili swoje koszulki w ostatniej edycji Ligi Mistrzów. Oczywiście przed rozpoczęciem sezonu wszystkiego rodzaju rozważania to nadal tylko rozważania, jednak w przypadku Nerazzurrich negatywna prasa jest uzasadniona. Na niewiele zdają się buńczuczne zapowiedzi Hakana Calhanoglu, który tłumaczy przejście z czerwonej na niebieską stronę chęcią zdobywania pucharów, ani nawet obietnice Romelu Lukaku, który nie zamierza rozstawać się z europejską stolicą mody. Gdy z Giuseppe Meazza rozstał się architekt sukcesu, Antonio Conte, było jasne, że powtórka z rozrywki będzie piekielnie trudnym zadaniem. Zwłaszcza że do Turynu wraca Massimiliano Allegri.

Komentarze

Comments 2 comments

Dobrze, ze tego nedznego serwisunie czytaja sami pilkarzeani nawet zaden szanujacy sie dziennikarz:)
Nie pamietam bardziej wyssanego z palca artykulu.
Hakimi jeszcze w Interze a tu wychodzi,ze Inter bedzie walczyl o utrzymanie hahaha:)Oj boli te Scudetto, jednak mialo byc 10 z rzedu a tu dupa:) Boli, ma bolec i bedzie bolec jeszcze dlugo. Inter ma kregoslup i ma wszystko do utrzymania mistrza. Pozdrawiam normalnych kibicow Calcio.