Nie taki Inter brzydki jak go malują?

Inter Mediolan
Inter Mediolan PressFocus

“To dobrze, jeśli w grze jest estetyka, ale Scudetto jest najważniejsze. Jeśli je zdobędziemy, pójdziemy do salonu kosmetycznego i zrobimy sobie lifting”. Te słowa Antonio Conte wypowiedziane po meczu z Sassuolo mogły zabrzmieć nieco ironicznie. Szkoleniowiec Interu w wywiadzie dla Sky Sport odpierał zarzuty o minimalizm jego zespołu i wygrane niewielką różnicą bramek. A właściwie różnicą jednej bramki, bo ostatnich 5 spotkań to zwycięstwa właśnie z taką przewagą.

Inter Mediolan pędzi po Scudetto

W środę Inter Mediolan przeciwko Neroverdim pokazał, że potrafi wygrać mecz, w którym ma piłkę tylko przez 30% czasu gry i strzela dwa gole po jedynych dwóch celnych strzałach na bramkę Consiglego. Żelazna defensywa, świetnie zorganizowana druga linia i duet Lu-La, który strzelił 36 z 68 bramek Interu w lidze. Zarzuty o brak wspomnianej estetyki? 11 punktów przewagi w tabeli nad wiceliderem to wartość, która powinna uciąć jakiekolwiek pytania.

Świetnie już znamy od lat funkcjonującą w Serie A zasadę, że mistrzostwo zdobywa zespół z najszczelniejszą defensywą. To element, który w Interze funkcjonuje świetnie – 4 bramki stracone w ostatnich 11 meczach, czyli w okresie, w którym Nerazzurri wskoczyli na fotel lidera. Ale czy zespołowi, który podczas 29 kolejek zdobył 68 bramek, można zarzucać minimalizm? 

Inter nie odstaje od innych liderów

Najpierw szybkie spojrzenie na liderów pozostałych lig z TOP5. Manchester City – 66 bramek po 31 meczach. Atletico Madryt – 51 bramek po 29 spotkaniach. Lille – 51 goli po 31 meczach. Jedynie Bayern Monachium mocno odjechał, ale z Robertem Lewandowskim 79 goli w 27 spotkaniach to po prostu słuszna liczba i z tym nie ma sensu dyskutować. Inter ma jeszcze dziewięć meczów do końca sezonu i można chyba bezpiecznie założyć, że dojedzie co najmniej do 80 trafień. A to liczba, którą Juventus podczas swojego dziewięcioletniego panowania przekroczył tylko raz – w 2018 roku, gdy Stara Dama musiała rzeczywiście szybko przebierać nogami, bo Napoli było cały czas bardzo blisko. Ktoś powie, że pragmatyzm i brak fajerwerków zarzucano Massimiliano Allegremu, więc porównanie jest raczej średnie. Jednak kibice Juventusu przyznają chyba, że Maxowi nie można było zarzucić przynajmniej jednego – braku trofeów. 

Poza tym Conte chyba jako jedna z niewielu osób ma nieco inne przeświadczenie, gdy patrzy na tabelę. Większość ekspertów nie wyobraża sobie, by Inter wypuścił z rąk tytuł, tym bardziej, że grupa pościgowa co chwila zahacza o krawężnik i raczej skupia się na walce o utrzymanie się w pierwszej czwórce. Dla Conte tytuł jest jeszcze daleko, a 11 punktów to nie przewaga, ale skala presji. Dlatego na każdym kroku prosi swoich graczy o największe skupienie. – Teraz zwycięstwa są dla nas warte sześć punktów. Od teraz będziemy odczuwali, że piłka jest dla nas nieco cięższa niż dla rywali, którzy nie mają już konkretnego celu w tym sezonie. 

Dodatkowo w każdym momencie do szatni może wedrzeć się koronawirus, zmęczenie rozgrywkami może odebrać siły lub po prostu może przytrafić się mecz taki jak ten z Sampdorią kilka tygodni temu, gdy nawet znaczna przewaga nie musi dać choćby punktu. Czym będą ryzykować Sampdoria czy Hellas, które pod koniec sezonu zmierzą się z Interem? Będą już miały zapewnione utrzymanie albo miejsce w “szarej strefie”. Inter może ryzykować wszystkim, jeśli nagle zacznie gubić punkty.

Minimalizm to na pewno nie jest słowo, które charakteryzuje sezon Interu. Juventus, Milan czy Lazio przyjmowały w tym sezonie od ekipy z Giuseppe Meazza po 2-3 gole, a zwycięstwa Nerazzurrich były wtedy po prostu w pełni przekonujące. O wbijaniu 5-6 goli Benevento czy Crotone nawet nie musimy wspominać, bo tam było widać różnicę klas. Mając jeden z najskuteczniejszych ofensywnych duetów w Europie Inter miał wszelkie potrzebne narzędzia tortur, by poznęcać się nad słabszymi rywalami. Jednak od wygranej 3:1 z Lazio i pokonaniu 3:0 Milanu muzykę trzeba było trochę przyciszyć. Wtedy trzeba było skupić się na tym, by jak najmocniej przypiąć się pasami do fotela lidera. A przy spokojnej i rozważnej jeździe jest mniejsze prawdopodobieństwo, że nagle wyleci się przez przednią szybę po zderzeniu z jakimkolwiek rywalem. Grunt, by dojechać do celu. Na szybką jazdę po autostradzie był czas wcześniej.

Conte wie, co robi

Dla Conte takie podejście to nie pierwszyzna. Gdy w sezonie 2012/13 sięgał po drugie Scudetto z Juve, po 29 kolejkach miał dziewięć punktów przewagi nad Napoli. Wtedy właśnie Bianconeri wyglądali w liczbach podobnie jak obecnie Inter. W marcu 2013 roku Stara Dama zremisowała na wyjeździe z Napoli, pokonała Inter i Milan różnicą jednego gola, choć oba zespoły stworzyły sobie więcej sytuacji. Tytuł został zapewniony w 35. kolejce po wygranej 1:0 z Palermo dzięki bramce Vidala z karnego. Juve dowiozło zwycięstwo, choć w słupek trafił Miccoli, a w końcówce po czerwonej kartce dla Pogby trzeba było grać w dziesiątkę. Nikt dziś nie pyta Antonio Conte o estetykę w tamtym sezonie. Ofensywa Juve była gorsza od tej Napoli tylko o dwie bramki, a tytuł został dowieziony do mety z dużym skupieniem i bez zbędnych nerwów w samej końcówce. 

Antonio Conte dobrze wie, że nie jest istotne efektowne wygrywanie bitew. Ważne, żeby na koniec wygrać całą wojnę – to działało także w jego Juventusie. Inter stać na skuteczną i efektowną grę, ale tym, co odróżnia Inter z tego sezonu od drużyny, którą oglądaliśmy w poprzednich rozgrywkach, jest dojrzałość. Nie ma już wpadek pokroju tych z Bologną i Sassuolo, gdy sami zastanawialiśmy się, jakim cudem Nerazzurri stracili punkty. Nie ma już wahań nastrojów – wtedy po zmiażdżeniu Brescii 6:0 Inter prowadził właśnie z Bologną i miał wszystko pod kontrolą aż do zmarnowanego karnego Lautaro. To nie tyle bolończycy wygrali wtedy 2:1, co Inter przegrał sam ze sobą i oddał punkty grającemu w dziesiątkę rywalowi. W tym sezonie jedyne, co Nerazzurri mogą oddać rywalowi, to posiadanie piłki. Zazwyczaj z korzyścią dla siebie. A po latach o tym, że zwycięstwa w końcówkach sezonu były odnoszone w ten sposób pamiętać będą tylko ci, którzy dokładnie przewertują statystyki. 

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak – Eleven Sports

Komentarze

Na temat “Nie taki Inter brzydki jak go malują?

W punkt.
Dobry artykul, z ktorym trudno sie tak naprawde nie zgodzic.
Mam tylko nadzieje, ze w najblizszym mercato Inter wzmocni sie jeszcze bardziej, a w kolejnym sezonie bedzie faktycznie w stanie potwierdzic teze, ze “potrafi grac skutecznie i efektownie”, bo w Europie z pewnoscia bedzie to potrzebne do osiagniecia czegos wiecej niz tylko wyjscia z grupy – co paradoksalnie ostatnio bylo dla nas sufitem.