SerieALL #25. Inter we Włoszech jak City w Anglii. Komfort Conte

Inter Mediolan
Inter Mediolan PressFocus

W pięciu czołowych ligach Europy są tylko dwie drużyny, które punktują z regularnością, że zbudowały naprawdę solidną przewagę przed startem ostatniej fazy sezonu – Manchester City i Inter. Pierwsza właściwie już zdobyła mistrzostwo swojego kraju, ale patrząc na drugą można się zastanawiać, czy myślenie o zrzuceniu jej z fotela lidera nie jest już mrzonką.

Zapraszamy na nasz cykl w Goal.pl i na SerieA.pl. Po każdej kolejce włoskiej ligi podsumujemy dla Was wszystkie najważniejsze wydarzenia z minionego weekendu. Żadnych opisów meczów, bo one już były. Luźne uwagi i pomeczowe boki.

Maurizio Sarri, wbrew temu, po co został zatrudniony, nigdy nie uczynił z Juventusu drużyny, której styl zmuszał do zbierania szczęki z podłogi. Ale – przynajmniej w pierwszej części sezonu – był do bólu efektywny. To był ostatni rok, w którym Stara Dama przyklepała tytuł właściwie już w styczniu, bo zbudowała do tego czasu taki kapitał punktowy, że trudno było liczyć na jego roztrwonienie. Pamiętamy, co działo się później – Juventus popadał w coraz większą przeciętność, porażki nie stały się już niczym wyjątkowym, ale tytuł i tak przyklepał na dwie kolejki przed końcem sezonu.

Dlaczego o tym piszemy właśnie teraz? Bo zmuszają nas do tego liczby. Sarri do rozpoczęcia stycznia rozegrał 18 meczów, w których zanotował imponujący bilans 14 zwycięstw, trzech remisów i jednej porażki. Przełożyło się to na 45 punktów. Przy takiej serii nie mógł nie obronić mistrzostwa. A wiecie, ile punktów w analogicznym okresie, ostatnich 18 meczów, zdobył w tym sezonie Inter? 47. W dodatku można powiedzieć “tylko 47”, bo przecież w jedynym przegranym spotkaniu w tej serii (1:2 z Sampdorią), przy 0:0 Alexis Sanchez nie wykorzystał rzutu karnego.

Różnica między tamtym Juventusem, a tym Interem jest jednak taka, że zjazd Starej Damy po równi pochyłej wydawał się być kwestią czasu (i tak też się stało), a Nerazzuri cały czas są na krzywej wznoszącej. Nie mają właściwie żadnych słabych okresów. Nawet jeśli w czwartkowym meczu w Parmie Inter nieco spuścił z tonu, doprowadził wszystko do szczęśliwego końca i wygrał 2:1. We wcześniejszej fazie sezonu w meczach, które układały się podobnie, punkty raczej tracił – przeciwko Lazio, Atalancie i Romie.

Antonio Conte: – Jesteśmy na bardzo dobrej pozycji w porównaniu do zeszłego roku. Wyprzedzamy wszystkich. Nastąpiła poprawa, ale zostało 13 meczów, każdy będzie bitwą. Punkty można stracić wszędzie, więc traktujemy to tak, że mamy do rozegrania 13 finałów.

Wygrana w Parmie dała Conte spokój, jakiego jeszcze nie miał. Milanowi uciekł na sześć punktów, nad Juventusem utrzymał dziesięć (nawet, jeśli Juve wygra z Napoli, przewaga daje bezpieczny dystans dwóch meczów). “La Gazzetta dello Sport” zwraca w piątek uwagę, że tylko Manchester City w ostatnich 18 meczach ligowych zdobył więcej punktów. I to nieznacznie, bo 50. Bayern Monachium wywalczył 40 oczek, Atletico Madryt 44. Nikt inny nawet się nie zbliżył. Kolejna statystyka: czwarty raz w historii Inter ma po 25 meczach 59 punktów. Wcześniej działo się to w sezonach 2006/07, 2007/08, 2008/09. W każdym z nich Nerazzuri sięgali po Scudetto.

To nakazuje zadać sobie pytanie: czy ktoś ten Inter może w tym roku jeszcze złapać? Dolary przeciw orzechom, że nie. Przy aktualnej formie Milanu (cudem uratowany remis 1:1 z Udinese, ale od kilku tygodni obserwujemy wyraźny odwrót ekipy Stefano Piolego), wydaje się, że jedynym kandydatem do postawienia oporu jest dziś Juventus. Z tym, że tam też nie ma wielu powodów do optymizmu. We wtorek Stara Dama wygrała ze Spezią 3:0, ale do momentu wejścia na boisko Alvaro Moraty męczyła się niemiłosiernie. Wciąż nie wygląda na zespół, który mógłby chwycić ligę za gardło i pójść jak po swoje. Właśnie tak wygląda Inter. Jeśli Nerazzuri pokonają w poniedziałek Atalantę, będą mogli zadać sobie pytanie: jeśli teraz nie zdobędziemy tytułu, to kiedy?

Mecz kolejki

Sassuolo – Napoli 3:3. Napoli dba, by działo się i na boisku, i poza nim. Najpierw nie potrafi wygrać, mimo gola dającego prowadzenie strzelonego w 90. minucie, później znów jest głośno. Strata punktów w tych okolicznościach rozwścieczyła Lorenzo Insigne, który zaraz po ostatnim gwizdku zszedł do szatni, kopiąc po drodze bandę reklamową i stojącą obok butelkę z wodą, krzycząc “co za zespół, k…!”. Kapitan Napoli nie umiał zrozumieć bezsensownego faulu Kostasa Manolasa na Lukasie Haraslinie, po którym Sassuolo wyrównało. Podobno przed rękoczynami swoich piłkarzy powstrzymał Gennaro Gattuso. Swoją drogą, szkoleniowiec Napoli też nie miał zamiaru przemilczeć tego, co dzieje się w jego zespole. Dzień po meczu oskarżył Mario Ruiego o brak zaangażowania na zajęciach i wyrzucił go z treningu. Tym samym Portugalczyk dołączył do Allana, Hirvinga Lozano i Faouzi Ghoulama, których taki los spotkał wcześniej. Tymczasem w tabeli sytuacja nie wygląda wesoło. Napoli nie odjeżdża już tylko Liga Mistrzów, ale w ogóle udział w europejskich pucharach.

Wydarzenie kolejki

Gol dla Juventusu strzelony przez napastnika innego niż Cristiano Ronaldo. Ostatnim zawodnikiem z pierwszej linii, który nie jest Portugalczykiem, a który wpisał się na listę strzelców, był Paulo Dybala. O rozmiarach problemu świadczy to, że Argentyńczyk od 50 dni nie gra ze względu na kontuzję, a przez ten czas nikt, kto mógłby go zastąpić, nie zdołał trafić do siatki. Wreszcie impas przełamał Alvaro Morata, który dał kapitalną zmianę w meczu ze Spezią (3:0). Hiszpan wszedł na ostatnie 30 minut, gdy Juventus remisował z beniaminkiem, błyskawicznie wpisał się na listę strzelców, a ofensywna gra Starej Damy nabrała kolorów. Od dłuższego czasu partnerem Cristiano Ronaldo w ataku jest Dejan Kulusevski, który przecież nie jest nominalnym napastnikiem. We wtorek wszyscy zobaczyli, ile Juve na takim zabiegu traci.

Kozak kolejki

Josip Ilicić. Słoweniec miał ostatnio spore problemy. Od meczu z Milanem (3:0) grał poniżej oczekiwań, a w Lidze Mistrzów zaliczył nawet “wędkę” – Gianpiero Gasperini zdjął go z boiska 30 minut po tym, jak go na nie wprowadził. Trener Atalanty miał mieć pretensje do swojego gwiazdora, że więcej macha rękami, niż gra. Panowie mieli sobie szybko wyjaśnić tę sytuację, bo następnego dnia Gasperini przekonywał, że nie ma mowy o konflikcie. Przeciwko Crotone (5:1) Ilicić wybiegł w podstawowej jedenastce pierwszy raz od trzech meczów i znów błyszczał. Gol, asysta, efektowna gra – takiego go chcemy oglądać.

Polak kolejki

Kandydatów było tylko dwóch – Wojciech Szczęsny i Piotr Zieliński. Pierwszy przede wszystkim za obroniony rzut karny ze Spezią. Zdecydowaliśmy się jednak na Zielińskiego, który wpisał się na listę strzelców w meczu z Sassuolo (swoją drogą niesamowita powtarzalność – znów strzałem lewą nogą z linii pola karnego) i kolejny raz udowodnił, że jest jednym z liderów Napoli. “LGdS” przyznała mu notę 6,5 – dokładnie taką samą, jak Lorenzo Insigne, który został wybrany najlepszym zawodnikiem swojego zespołu.

Gol kolejki

Tym razem nie było murowanego kandydata. Zabrakło potężnych bomb z dystansu, albo kończących się w siatce koronkowych akcji na jeden kontakt. Dlatego doceniliśmy woleja Leonardo Spinazzoli, który w 48. minucie meczu Fiorentina – Roma (1:2) dość niespodziewanie znalazł się na pozycji środkowego napastnika i ładnym uderzeniem bez przyjęcia pokonał Bartłomieja Drągowskiego. Na filmie od 1:16.

Komentarze