Co czeka Polaków w tym sezonie we Włoszech?

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny PressFocus

19 Polaków znajduje się w kadrach drużyn rywalizujących w tym sezonie włoskiej Serie A. Ta liczba wciąż imponuje, ale gdy przyjrzymy się bliżej polskiej kolonii na Półwyspie Apenińskim nie znajdziemy wielu graczy, którzy będą pełnili wiodące role w swoich drużynach. 

  • Tylko nieliczni Polacy z okazałej grupy są pewniakami do gry w pierwszych składach swoich drużyn
  • Raczej nie zobaczymy gradu bramek w wykonaniu polskich piłkarzy, jak to miało miejsce za najlepszych czasów Milika i Piątka
  • Niektórzy biało-czerwoni będą pracowali w tym sezonie na transfer do lepszego klubu

Dlaczego Włosi sięgają po Polaków?

W ostatnich latach nasi zawodnicy wyrobili sobie markę pracowitych, dobrze wychowanych i – co ważne dla włoskich klubów – względnie tanich. Gdy pisaliśmy książkę o naszych piłkarzach występujących we Włoszech wiele osób powtarzało nam, że zawodnicy z Polski, z wymienionych wyżej powodów, to dla klubów Serie A kusząca i niezbyt ryzykowna inwestycja. Dla samych piłkarzy Włochy to też atrakcyjny kierunek. Liga co prawda nie może rywalizować z Premier League czy La Liga, ale wciąż utrzymuje się w europejskim topie. Pieniądze o niebo lepsze niż na naszym krajowym podwórku, a do tego uroki życia w kraju, który gwarantuje dobrą aurę, spokojny tryb życia i znakomite jedzenie. W ostatnim tygodniu odwiedziliśmy Pawła Dawidowicza, który mieszka w malowniczej miejscowości tuż nad jeziorem Garda. Cisza, spokój, krystalicznie czysta woda, wakacyjny, sielankowy klimat, który utrzymuje się tam przez większą część roku. Podziwiając przez kilka godzin uroki tego miejsca łatwo zrozumieć dlaczego Włochy to dla piłkarza ziemia obiecana. 

Włosi chętnie sięgają po naszych zawodników, polscy agenci mają już przetarte szlaki u tamtejszych dyrektorów sportowych, a polscy piłkarze chętnie przenoszą się na Półwysep Apeniński. To ta z topowych, zagranicznych lig, w której Polaków jest najwięcej. Gdy jednak spojrzymy na listę biało-czerwonych w kadrach klubów Serie A dochodzimy do wniosku, że z roku na rok jest coraz gorzej. Z 19 naszych przedstawicieli przy zaledwie ośmiu nazwiskach możemy postawić stempel “pewniak do gry”. Wojciech Szczęsny, Piotr Zieliński, Bartosz Bereszyński, Paweł Dawidowicz, Łukasz Skorupski i trójka ze Spezii – Bartłomiej Drągowski, Jakub Kiwior i Arkadiusz Reca. Naszym zdaniem i wedle przewidywań włoskiej prasy to grono powinno zebrać najwięcej minut i najczęściej wychodzić w podstawowym składzie. Oprócz wspomnianej ósemki ważną rolę w Romie odgrywać będzie Nicola Zalewski, który jest wielką nadzieją Rzymian, ale jego konkurent do gry, Leonardo Spinazzola to piłkarz europejskiej klasy. Wciąż zagadką jest przyszłość dwóch naszych pomocników – Karola Linettego i Szymona Żurkowskiego. Przy nich moglibyśmy postawić gwiazdkę i dodać adnotację – “jeśli zmienią klub to może być dla nich udany sezon”.

Patrząc na tę listę można zatęsknić za czasami, gdy w polskiej kolonii we Włoszech roiło się od napastników, którzy w każdym tygodniu gwarantowali bramki. Arkadiusz Milik w Napoli, Krzysztof Piątek w Milanie, Dawid Kownacki w Sampdorii, Mariusz Stępiński w Chievo – tak to wyglądało w sezonie 2018/2019. Oczywiście prym wiedli Milik i Piątek zdobywając w duecie 39 bramek i zajmując piąte i trzecie miejsce w klasyfikacji Capocannoniere. Wiemy po wynikach oglądalności, że to napastnicy generują największe emocje i polskie bramki w ligach zagranicznych są kołem zamachowym nakręcającym zainteresowanie wśród naszych kibiców. W rozpoczętym dopiero co sezonie polska delegacja we Włoszech pozbawiona będzie graczy ofensywnych, dlatego każdy gol będzie czymś wyjątkowym, dużo rzadziej spotykanym niż w poprzednich latach. 

Polacy w Serie A – oczekiwania i nadzieje

Kto w tych rozgrywkach może generować największe emocje? Wobec kogo żywimy największe oczekiwania? W dużej mierze wobec graczy występujących w defensywie. Jedyny wyjątek stanowić będzie Piotr Zieliński, który sezon rozpoczął od bramki w meczu w Weronie. Po odejściu Kalidou Koulibaly’ego Zieliński jest graczem z najdłuższym stażem w drużynie spod Wezuwiusza. Ten sezon będzie dla niego ważny, bo w zeszłym stracił status postaci nietykalnej. W pierwszej rundzie, mniej więcej do grudnia, był prawdziwym liderem neapolitańczyków i grał znakomicie. W następnych miesiącach kompletnie przepadł. Napoli wzmacnia się na pozycjach, na których może występować Polak zależnie od ustawienia, które zaordynuje Luciano Spalletti. Do środka pola trafił Tanguy Ndombele, a na pozycję trequartisty Giacomo Raspadori. Zieliński będzie musiał ponownie udowodnić swoją jakość i utrzymywać wysoką formę by być w Neapolu postacią pierwszoplanową. 

Podobnie do Zielińskiego wygląda sytuacja Bartłomieja Drągowskiego. Dla obu poprzedni rok nie należał do udanych, ale to bramkarz Fiorentiny znalazł się w dużo głębszym dołku. Jeszcze dwa sezony temu Drągowski był jednym z czołowych golkiperów w lidze. Po trudnych początkach we Florencji zaliczył wyśmienite pół roku w Empoli, a przez następne dwa lata potwierdził swoją klasę w bramce Fiorentiny. Niestety poprzednie rozgrywki były kompletnie nieudane. Mało minut, dużo błędów, konflikt z trenerem Italiano i w efekcie przegrana rywalizacja z Pietro Terracciano, który nigdy nie cieszył się we Włoszech wielkim uznaniem. Drągowski latem był bardzo zdeterminowany żeby zmienić klub. Powiedział nam, gdy spotkaliśmy go w zeszłym tygodniu w Spezii, że czuł się wręcz jak więzień Fiorentiny. Działacze ze Stadio Artemio Franchi jego zdaniem robili mu pod górkę. Po wielu tygodniach Drągowski wreszcie wylądował w Spezii, co oczywiście nie jest spełnieniem jego marzeń. Liczy jednak, że wykonując krok w tył za rok zdoła wykonać dwa w dużo lepszym kierunku. Zdradził nam, że Spezia postawiła sprawę jasno – przychodzisz do nas, wracasz do formy, a za rok odchodzisz do dużo lepszej drużyny. My zarabiamy, a ty lądujesz w miejscu, które bardziej ci odpowiada. To uczciwy układ. W Spezii liczą, że Polak wróci do formy i podobnie jak w Empoli będzie czołową postacią w drużynie, która musi bronić się przed spadkiem i potrzebuje solidnego bramkarza. Drągowski w najbliższych miesiącach musi pokazać, że problemy ma już za sobą i wciąż może dokonywać w bramce cudów. 

Z pozostałych graczy, dla których mogą to być przełomowe rozgrywki na przód wysuwają się dwaj polscy obrońcy – Paweł Dawidowicz i Jakub Kiwior. Defensor Hellasu Verona w zeszłym sezonie grał na bardzo wysokim poziomie i jak sam przyznał w rozmowie z Eleven Sports – gdyby nie poważna kontuzja, to trafiłby do klubu z czołówki Serie A. Paweł przeszedł rehabilitację kolana i chciałby potwierdzić, że jest gotowy na wejście szczebel wyżej. Jeśli nie pojawią się problemy natury zdrowotnej latem 2023 roku najprawdopodobniej opuści szeregi Hellasu. W podobnej sytuacji jest Jakub Kiwior, który na transfer może zapracować dużo szybciej. Po zaledwie jednym sezonie w Serie A zawodnikiem Spezii zaczęły interesować się Napoli, Milan a także kluby z Premier League. Kiwior, mimo młodego wieku, imponuje spokojem i jeśli w tych rozgrywkach sprawdzi się jako środkowy obrońca to wielce prawdopodobne, że już za rok poszybuje dużo wyżej. 

Wykonać kolejny krok we właściwym kierunku musi w tym roku także Nicola Zalewski, z tym że w jego przypadku nie rysuje się perspektywa transferu. Nicola już jest w wielkim klubie, w dodatku w drużynie, której barw od zawsze chciał bronić. Reprezentant Polski wzbudza wielkie zainteresowanie, ale dobrze wiemy jak do tego typu kwestii podchodzą wychowankowie Romy. Jest wiele przykładów zawodników, choćby tych największych jak Francesco Totti czy Daniele De Rossi, dla których gra dla Giallorossich to największy przywilej i wyróżnienie. Nicola jako romanista z krwi i kości nie myśli o zmianie klubu. Chce zostać legendą Romy. W rundzie rewanżowej poprzedniego sezonu Zalewski zachwycał i w stu procentach wykorzystał nieobecność Leonardo Spinazzoli. Obecnie musi rywalizować z reprezentantem Włoch, który jest graczem zjawiskowym, ale o kruchym zdrowiu. Biorąc pod uwagę medyczną kartotekę Spinazzoli oraz to, jak wielką nadzieję Roma wiąże z Zalewskim jesteśmy spokojni, że wychowanek klubu ze stolicy Włoch będzie w tym sezonie ważną częścią drużyny. 

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak, Eleven Sports

Komentarze

Comments 2 comments

“… można zatęsknić za czasami, gdy w polskiej kolonii we Włoszech roiło się od napastników, którzy w każdym tygodniu gwarantowali bramki. Arkadiusz Milik w Napoli…”
Ja tam za widokiem Milika w Napoli kompletnie nie tęsknię. Atrapa napastnika, której całe szczęście już nie ma w Neapolu. Kompletnie nie pasował swoją charakterystyką do Napoli.
Od kilku sezonów jego kariera to równia pochyła pod względem sportowym i wartości karty.