Klęska Romy w Norwegii, rozbita defensywa ekipy Mourinho

Jose Mourinho
Jose Mourinho PressFocus

To nie był udany wieczór dla Romy. Podopieczni Jose Mourinho doznali w czwartek pierwszej porażki w fazie grupowej Ligi Konferencji Eurupy. W wyjazdowym meczu z Bodo/Glimt doznali prawdziwej klęski przegrywając wysoko 1:6.

Dziurawa defensywa Romy

Roma do czwartkowego spotkania przystępowała w komfortowej sytuacji, mając na swoim koncie komplet sześciu punktów po dwóch spotkaniach. Czekało ją jednak najtrudniejsze zadanie z dotychczasowych, bowiem przyszło im grać na terenie niepokonanego również Bodo/Glimt.

Mecz fantastycznie ułożył się dla norweskiego zespołu, który po 20 minutach prowadził 2:0. Pierwszego gola gospodarze zdobyli w ósmej minucie. Po dograniu Sondre Feta z prawej strony pola karnego, piłkę w bramce Romy umieścił Erik Botheim. Kilkanaście minut później bramkarzowi gości Rui Patricio dał o sobie znać Patrick Berg, który popisał się fantastycznym uderzeniem zza pola karnego.

Roma odpowiedział w 29. minucie kontaktowym golem. Po kapitalnym podaniu Amadou Diawary z głębi pola, w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Carles Perez i spokojnym strzałem trafił do siatki. Przed przerwą wynik nie uległ już zmianie.

W drugiej połowie Bodo/Glimt nie zamierzało się ograniczać do bronienia dostępu do własnej bramki i przyniosło to efekt w postaci kolejnych bramek. W 52. minucie na 3:1 podwyższył Erik Botheim, którego w polu karnym wypatrzył Alfons Sampsted.

Norwedzy szli za ciosem i zdobyli kolejne dwa gole. Tym razem Botheim występował w roli asystenta, a do bramki Romy trafiali Ola Solbakken i Amahl Pellegrino. Czy zamierzali na tym poprzestawać? Nie! W 80. minucie szóstą bramkę dla gospodarzy zdobył Botheim, ustalając jednocześnie wynik meczu na 6:1.

Komentarze

Comments 5 comments

Ale wstyd. Przegrać z ogórami, z którymi Legia na lajce wygrała 2 razy. Jeszcze dziś Napoli B dostanie strzał od Legii i będziemy wiedzieć, gdzie jest cała Serie A… Na poziomie niższym Legii… Jeśli chodzi o niższe puchary. Tak się kończy olewactwo i traktowanie pucharów, jak piąte koło u wozu. Sevilla, czy Villarreal pokazują, że można poważnie traktować puchary i odnościć w nich sukcesy, a wcale budżetów i składów nie mają lepszych, niż Napoli, czy Roma…