Bogini zmienia swoje szaty. Na co stać nową Atalantę?

Atalanta Bergamo
Atalanta Bergamo PressFocus

Obok Napoli i Udinese jest w tym sezonie Serie A zespół, który dokonał latem czegoś więcej, niż wietrzenie szatni. Metamorfoza po latach gry w bardzo charakterystyczny sposób nie ma prawa być łatwa i nigdy nie gwarantuje dobrych wyników od samego początku. Mimo to w Bergamo zdecydowano się na trzęsienie ziemi, podczas którego nie doszło do masowych zwolnień czy wyprzedaży połowy składu. Zmienił się sposób postrzegania futbolu. Zmiana była bolesna nawet dla samego pomysłodawcy, ale Gian Piero Gasperini miał świadomość, że jego Bogini nie może być już dłużej szalejącą nastolatką. Musiała wreszcie zmądrzeć i wydorośleć. 

  • Atalanta zmieniła sposób gry, jest wyrachowana i skuteczna
  • La Dea ma tylko trzy stracone gole w ośmiu meczach, co robi wrażenie
  • Atalanta może się skupić tylko na Serie A, ponieważ nie gra w europejskich pucharach. Zwykle przez to traciła sporo punktów jesienią

Atalanta Bergamo w nowej odsłonie

Bergamczycy nigdy nie byli w stanie włączyć się do walki o mistrzostwo kraju, bo całą rundę rewanżową zwykle poświęcali na odrabianie strat z jesieni. Szalony i ofensywny styl wymagał ciągłego podejmowania ryzyka, które jednak zazwyczaj się opłacało. Bo przecież nikt nie powie, że klub, który przez większą część swojego istnienia balansował na granicy Serie A i Serie B, po czym w erze Gasperiniego stanął trzykrotnie na ligowym podium i otarł się o półfinał Ligi Mistrzów, nie przeżył najlepszego okresu w swojej historii. Sęk w tym, że pisząc ten artykuł można mieć wątpliwości, czy używanie czasu przeszłego jest tu w pełni uzasadnione. Może właśnie w Bergamo rozpoczyna się najlepszy moment tej złotej ery?

Na pewno najgorszy jej etap przyszedł w drugiej połowie zeszłego sezonu. Atalanta bijąca się od początku tamtych rozgrywek o miejsca w pierwszej czwórce nagle zaczęła się dusić. Zawsze skuteczni napastnicy przestali trafiać, zawsze groźni wahadłowi przestali tłoczyć krew w organizmie zbudowanym przez Gaspa i w efekcie La Dea strzeliła tylko 65 goli w Serie A. Dla większości klubów taka liczba byłaby pewnie świetnym wynikiem, ale w porównaniu z wcześniejszym sezonem było to aż 25 bramek mniej. Ekipa, która przez trzy lata zachowywała miano najskuteczniejszej na Półwyspie Apenińskim nagle przestała być maszynką do produkcji goli. Nie zmieniło się tylko jedno – nadal traciła ich bardzo dużo. Gasperini zgubił równowagę. Efektowny i bawiący widzów otwarty styl gry przestał być opłacalny, bo nie dawał punktów. 

W bogatym i przyzwyczajonym do drogich transferów oraz kominów płacowych klubie pewnie podjętoby decyzję o wymianie najsłabszych ogniw, ściągnięciu solidnych wahadłowych, szybkiego napastnika, a pewnie i na ławce trenerskiej doszłoby do zmiany warty. Ale w Atalancie nikt się tak nie bawi. Pod koniec zeszłego sezonu po rozmowie Gian Piero Gasperiniego z Antonio Percassim podjęto decyzję, że pracujący od 2016 roku szkoleniowiec spróbuje naprawić to, co się zepsuło. Było jasne, że z dostępnymi środkami nie znajdzie latem nowego Ilicicia czy Gosensa. Nie mógł szukać nowych wykonawców pasujących idealnie do jego strategii, a ci, których miał pod ręką, nie mogli już dłużej grać tak, jak do tej pory. Pozostawienie szat starej Atalanty oznaczałoby powtórkę z sezonu 2021/22, popadnięcie w marazm i być może powolny, ale jednak nieuchronny koniec La Dei walczącej o ambitne cele. Trzeba było uszyć coś nowego. Coś, co pasowałoby do tych graczy, którzy w zespole pozostali.

Gasperini porzucił swój ulubiony pomysł na calcio i przestawił Atalantę na inne tory. Z agresywnej i intensywnie grającej drużyny przemalował ją na zespół broniący niżej, naciskający rywala dużo spokojniej, bez biegania za piłką i przeciwnikiem bez opamiętania. Efekt tych założeń widać już gołym okiem. Skoro Neroblu bronią niżej, obrońcy mają za swoimi plecami mniej przestrzeni do pilnowania. Wahadłowi grają niżej, a przynajmniej dotyczy to jednego z nich. W meczu z Romą głębiej grał Joakim Maehle, co sprawiało, że Atalanta miała czterech graczy z tyłu i niemal zawsze osiągała liczebną przewagę nad trójką Pellegrini-Zaniolo-Abraham. Wyobrażacie sobie coś takiego w “starej Atalancie”? Tam z tyłu zwykle zostawało dwóch z trzech środkowych obrońców i bramkarz stojący na trzydziestym metrze. Z przodu cały czas roiło się od graczy w niebiesko-czarnych strojach, ale na własnej połowie toczyła się gra w rosyjską ruletkę i poleganie na rachunku prawdopodobieństwa. 

Poprzednia Atalanta niezależnie od skali trudności rywala potrafiła osiągać ponad 70% czasu gry z piłką przy nodze, czyniąc jednocześnie grę bardzo efektywną. Nowa La Dea gra inaczej. W ostatnim starciu z Fiorentiną wskazówka zatrzymała się na 38%. Tu jednak tkwi chyba sedno zmian. W ciągu dość krótkiego czasu z piłką przy nodze piłkarze Gasperiniego stworzyli aż 16 kontrataków, z czego 4 z nich skończyły się strzałami na bramkę. Ale Atalanta potrafi teraz coś dużo ważniejszego – nie musi iść na wymianę ciosów. To nie jest już gra „kontra za kontrę”. Jeśli rywal jest silniejszy, zespół Gaspa potrafi wykonywać niemal dokładną odwrotność tego, co robił przez wcześniejszych sześć lat. Przeciwko Romie wystarczyła im bramka Scalviniego zdobyta w 35. minucie. Przez większość spotkania Atalanta po prostu broniła wyniku i przeszkadzała rywalowi. Niezależnie, jaką liczbą graczy rzymianie atakowali, wszyscy byli kierowani do lejka i przegrywali pojedynki z obrońcami, nigdzie nie mogąc stworzyć liczebnej przewagi. 

Ma to jeszcze jeden plus, który być może zobaczymy w dalszej przyszłości. Teraz poszukiwanie obrońców i wahadłowych podczas mercato nie powinno już przypominać castingu na odtwórcę roli Jamesa Bonda. Mało kto pasował do koncepcji Gasperiniego. Wahadłowy Atalanty musiał umieć bronić, atakować, mieć siłę na sprint w każdym momencie meczu, umieć współpracować z każdą formacją, odznaczać się dobrą techniką, a przy okazji nie mógł być zbyt drogi. Żadna akademia klubowa, nawet Zingonia, nie jest w stanie wyprodukować takich robocopów, gotowych do gry o punkty od samego początku, więc rynek transferowy musiał być zawsze solidnie przeanalizowany. Mówiąc krócej – jeśli decydowano się na pozyskanie nowego gracza, od pierwszych dni musiał on wyglądać tak, jakby grał w Atalancie co najmniej od pięciu lat. Nic dziwnego, że niektórzy po podpisaniu umowy uciekali z Bergamo, zanim sezon zdążył się zacząć. Teraz zawodnicy grający w formacji defensywnej – przede wszystkim w bocznych sektorach – mają zadania bardziej zbliżone do tych, jakie wykonywali w poprzednich klubach. Być może dlatego Brandon Soppy, który we Francji zaczynał jako środkowy obrońca, po jednym sezonie gry w Udinese został bez poważniejszych komplikacji od razu wklejony do podstawowego składu Atalanty.

Transformacja zespołu z Bergamo przechodzi na razie w imponujący sposób, przynajmniej patrząc na same wyniki. Faktem jest, że z najtrudniejszych rywali La Dea ma za sobą dopiero Milan i Romę, ale trzy stracone bramki w ośmiu meczach oraz brak porażki to i tak gigantyczny postęp. Atalancie sprzyja też to, że nie musi dzielić uwagi na ligę i rozgrywki europejskie, co niemal zawsze mocno rzutowało na formę w rundzie jesiennej. Być może nie zobaczymy już La Dei grającej porywającą i szaloną piłkę, która przyciągała przed telewizory nawet widzów, którzy nie śledzili na co dzień Serie A. Przynajmniej dopóki nie uda się znaleźć piłkarzy, którzy pasowaliby do ulubionej filozofii Gasperiniego, dopóty będziemy oglądać drużynę pragmatyczną i bardziej ukierunkowaną na wynik. Może to jest właśnie sposób na to, by sprawić jedną z większych niespodzianek w historii calcio? 

Piotr Dumanowski i Dominik Guziak, Eleven Sports

Komentarze

Comments 5 comments