Conte znowu wyrzucony z “restauracji”. Brak klasy. Brak pokory

PressFocus

W tym tygodniu chcieliśmy napisać o Torino, które jest największym rozczarowaniem początku nowego sezonu w Serie A. Drużyną, która na obecną chwilę jest synonimem porażki i słabości mentalnej. Jest jednak włoski trener, który bardziej niż Marco Giampaolo zasłużył na miano przegranego. Trafiliście w dziesiątkę – Antonio Conte, pierwszy szkoleniowiec w historii Interu, który zajął ostatnie miejsce w grupie Ligi Mistrzów. 

Lokomotiw Moskwa, Midtjylland, Olympique Marsylia, Stade Rennes, Zenit Sankt Petersburg, Ferencvaros, Basaksehir i…Inter Mediolan. W takim towarzystwie znaleźli się Nerazzurri, po tym jak wygrali ledwie jedno spotkanie w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Jedno z sześciu. Historia się powtarza. Inter nie kryjący swoich wielkich ambicji po przejęciu przez grupę Sunning. Inter wydający ogromne pieniądze na transfery. Inter mający najlepiej opłacanego trenera w Serie A (i jednego z najlepiej opłacanych w Europie) znowu nie wychodzi z grupy w Lidze Mistrzów. 10 lat od sięgnięcia po Triplettę mediolańczycy po raz pierwszy w swojej historii zajęli czwarte miejsce w grupie Ligi Mistrzów. Auć. W 2018 roku remis z niewalczącym już o nic PSV. Przed rokiem porażka z rezerwami Barcelony, a wczoraj remis z Szachtarem. Koszmarny hattrick, żeby nie powiedzieć tripletta. Gdy dodamy do tego przegrane dwumecze z Marsylią i z Schalke z 2012 i 2011 roku mamy obraz klubu, który po wejściu na szczyt nie może wskoczyć nawet na dużo niższy pagórek. 

Liga Mistrzów koszmarem

Jako piłkarz Antonio Conte poznał słodki smak wygranej w Lidze Mistrzów. W roli trenera te elitarne rozgrywki są dla niego drogą cierniową. W Juventusie doszedł do ćwierćfinału (co pozostaje jego najlepszym osiągnięciem), ale rok później skompromitował się, przegrywając z Galatasaray i nie wychodząc z grupy. Niewiele lepiej było w Chelsea. Jako trener The Blues zawędrował tylko do 1/8 finału. Dodając do tego Inter – na pięć startów Conte w Lidze Mistrzów aż trzy razy (60%) kończyło się brakiem awansu z grupy. 

Przez ostatnie lata za włoskim szkoleniowcem ciągnęło się zdanie, które wypowiedział będąc trenerem Juve – “Nie możesz siedzieć w restauracji, w której obiad kosztuje 100 euro, mając w kieszeni 10 euro”. Już wtedy była to bzdura, bo przegrał z Galatasaray mając w pomocy Vidala, Pogbę i Marchisio. W Mediolanie Conte rozsiadł się w tej elitarnej restauracji mając grubo wypchany portfel. Inter w ostatnich trzech latach na wzmocnienia mające zapewnić sukces w Europie wydał 400 milionów euro. CZTERYSTA MILIONÓW EURO. Borussia Moenchengladbach w tym samym czasie sięgnęła po piłkarzy za 75 milionów, a najdroższy zakup – Alassane Plea – kosztował trzy razy mniej od Lukaku. Szachtar, któremu Inter przez 180 minut nie był w stanie strzelić gola, w ostatnim trzyleciu wydał na transfery 47 milionów euro. Prawie dziewięć razy mniej od Interu. Ta porażka ma twarz nie tylko Antonio Conte i jego piłkarzy, ale całej klubowej wierchuszki. W ostatnich miesiącach komunikat był jasny – sukces tu i teraz. Kadra Interu jest jedną z najstarszych w Serie A. Zamiast po Sandro Tonalego klub sięgnął po Arturo Vidala, bo liczy się tu i teraz. Marash Kumbulla? Nie, potrzebujemy doświadczonego Kolarova. Sprowadzał piłkarzy grubo po trzydziestce, którzy mają czym pochwalić się w gablotach z trofeami i mieli być gwarantem zwycięskiej mentalności. Diego Godin, Ashley Young, Aleksandar Kolarov, Arturo Vidal, Alexis Sanchez, bo liczy się tu i teraz. Który z nich spełnił oczekiwania i był liderem w kluczowym momencie? Żaden. W dodatku Vidal błędami z domowych spotkań z Gladbach i z Realem poruszył głaz, który zepchnął Inter w przepaść. 

Jeszcze gorzej po meczu…

Jose Mourinho powtarza, że mecz nie trwa 90 minut, bo po końcowym gwizdku jest jeszcze konferencja prasowa. Dla Antonio Conte byłoby lepiej, gdyby wczorajszy wieczór zakończył się dla niego z gwizdkiem sędziego. Trudno ocenić, czy Włoch bardziej skompromitował się na ławce szkoleniowej, czy przed kamerą telewizji Sky, która płaci wielkie pieniądze za prawa do transmisji Ligi Mistrzów. Pieniądze, których część ląduje potem na koncie Interu. Kibice Nerazzurrich którzy oglądali wczoraj pomeczowe studio zobaczyli naburmuszonego trenera swojej drużyny, który był uosobieniem braku pokory. Odpowiadał w sposób zdawkowy, momentami nawet arogancki. 

– To był mecz, który trzeba było wygrać za wszelką cenę. Zabrakło mi tej agresji, tej woli zwycięstwa, którą trzeba z siebie wykrzesać w takim momencie. Byłeś zawodnikiem, jesteś trenerem, wiesz, co mam na myśli – stwierdził Fabio Capello. 

(kilka długich sekund milczenia) 

– Antonio, słyszysz nas? – dopytuje skonfundowana prowadząca studio. 

– Tak, ale nie mam nic do powiedzenia – odpowiada Conte. 

Kompletny brak szacunku. Nie wierzyliśmy w to, co widzimy oglądając tę rozmowę. Zignorować pytanie od Fabio Capello, na koniec jeszcze dorzucając w stronę gości w studiu (Capello, Costacurta, Paolo Condo) – “Następnym razem pomyślcie przed zadaniem pytania”. Conte pokazał, że nie trzyma ciśnienia. Obraził takim zachowaniem nie tylko Capello, ale także kibiców Interu, którzy chcieli usłyszeć, co ma do powiedzenia. Trener Interu od lat uchodzi za osobę, która wszędzie szuka winnych i wyciąga z rękawa kolejne usprawiedliwienia. “Odpadliśmy już, więc mogę to powiedzieć. Sędziowie nas nie szanowali. Było kilka epizodów, w których zostaliśmy źle potraktowani przez arbitrów, a także przez VAR”. No tak. 400 mln euro wydane na transfery, ale Inter zajął ostatnie miejsce w grupie przez spisek sędziów. Nie tak powinna wyglądać komunikacją i zachowanie po takiej kompromitacji. 

Po meczu padło także pytanie o plan B, którego na boisku nie zobaczyliśmy. Możemy nazwać planem B wprowadzenie w 85. minucie Christiana Eriksena? To był gest rozpaczy. Eriksen, który miał ratować Inter trzy dni wcześniej został upokorzony przez Conte, gdy ten wprowadził go na boisko w 91. minucie meczu z Bologną. Duńczyk jest traktowany jak dzieciak z klubowej akademii, który wchodzi w końcówce by zapoznać się z poważną piłką. Jeśli nie pasuje do filozofii i nie spełnia założeń, to niech siedzi na ławce. Rzucanie mu ochłapów i wprowadzenia na kilkadziesiąt sekund to nieporozumienie. Nikomu to nie służy. Może nawet odstraszyć piłkarzy, którzy mogliby do Interu trafić, ale widzą, jak ta przygoda może się zakończyć.  

“Do awansu zabrakło nam tylko gola” – to ostatnie pomeczowe zdanie Conte, które przytoczymy. Nie da się z tym zdaniem nie zgodzić, bo tak, zabrakło jednej bramki. Ale czy jest to odpowiednie usprawiedliwienie po bezbramkowych 180 minutach z Szachtarem? Nie, nie jest. A smutniejsze dla kibiców Interu jest to, że zabrakło też klasy i ogłady. Ten pokaz indolencji na boisku i poza nim kosztuje ich klub 12 milionów euro rocznie, a to bardzo kosztowne małżeństwo, z finansowego rozsądku, nie może skończyć się szybkim rozwodem. 

PIOTR DUMANOWSKI
DOMINIK GUZIAK
ELEVEN SPORTS
 

  

Komentarze

Comments 5 comments

Rzeczywiście Real jak co roku został wyciągnięty za uszy do następnej rundy, jednak z Borussia i Szachtarem (poza 1 meczem) się skompromitował.
Ciekawy jestem co będzie z Conte za 10 lat, gdy spali mosty we wszystkich dużych klubach w Europie. W zasadzie to teraz pozostaje mu tylko PSG, United i Totki. Czuję, że weźmie Milan niedługo, co zapoczątkuje stopniowy spadek jego kariery.