REKLAMA
REKLAMA

Piękny taniec, zawodnik miesiąca Serie A ma coś z Lewandowskiego

dodał: redakcja  |  źródło: SerieA.pl  |  30.10.2020 09:23
Piękny taniec, zawodnik miesiąca Serie A ma coś z Lewandowskiego

Alejandro Gomez  |  fot. Grzegorz Wajda

Nowy profil goal.pl na Facebooku!
Piłkarz niezwykły, kolejny raz wyróżniony tytułem zawodnika miesiąca, ma wspólny mianownik z Robertem Lewandowskim. Piotr Dumanowski i Dominik Guziak z Eleven Sports na łamach SerieA.pl tłumaczą fenomen Alejandro Gomeza.

Długo myśleliśmy o czym napisać w tym tygodniu. Beznadziejny Bernardeschi? Żadne odkrycie. Cała jego przygoda z Juve, za wyjątkiem meczu z Atletico, to katastrofa. Rozliczanie Andrei Pirlo? Za wcześnie. Mamy duże wątpliwości, czy to wypali, ale trzeba dać mu spokojnie popracować. Skomplikowany związek Antonio Conte z europejskimi pucharami? Nic nowego. Poza tym, wierzymy jeszcze, że Inter z tej grupy wyjdzie. Zamiast krytykować postanowiliśmy pochwalić. Alejandro Gomez ponownie został wybrany piłkarzem miesiąca w Serie A. I słusznie, bo Papu nigdy tak pięknie nie tańczył jak na początku tych rozgrywek.

O kapitanie Atalanty chcieliśmy napisać już kilka tygodni temu, ale za każdym razem pojawił się temat, który był bardziej na czasie. Papu Gomezem, jak i całym projektem klubu z Bergamo, zachwycamy się od kilku sezonów. Najbardziej jednak Argentyńczyk chwycił nas za serce latem, gdy odrzucił bajeczny kontrakt oferowany mu przez Al-Nassr. 12 milionów euro za dwa lata gry, trzykrotnie wyższa pensja niż w Atalancie i luksusowe życie w Dubaju – niewielu 32-letnich piłkarzy machnęłoby ręką na taką ofertę. Znamy przypadki zawodników, którzy będąc w kwiecie wieku wybierali egzotyczne kierunki sugerując się liczbą zer zapisanych w kontrakcie. Oscar, Axel Witsel, Yannick Ferreira Carrasco czy Stephan El Shaarawy to pierwsze z brzegu przykłady. Nie krytykujemy takiego zachowania. Gra w piłkę to przecież praca i każdy chce zarabiać jak najwięcej. Odrzucenie takiej perspektywy, szczególnie w końcówce kariery – to nie był oczywisty wybór. Cieszymy się, że Papu postawił na ambicje, bo bardzo by go brakowało.

Alejandro Gomez to ikona Atalanty. Przeżył z tym klubem wszystko. Dramatyczną walkę o utrzymanie i 17. miejsce na finiszu Serie A. Skok na spokojniejsze wody i żmudne budowanie statusu ligowego średniaka, aż do momentu, w którym klub z Bergamo zna cała Europa. Dziś zdanie Luisa Muriela o walce bergamczyków o Scudetto nikogo nie szokuje. Papu został w Serie A, bo kocha ten klub, znakomicie czuje się w mieście i chce spełniać marzenia, które nie miały prawa znaleźć się w głowach fanów La Dei. Jeszcze w 2015 roku walczyli o utrzymanie w Serie A. Ściągali z emerytury Edoardo Reję, by uratował ich przed otchłanią Serie B. Pięć lat później byli 5 minut od półfinału Ligi Mistrzów.

Analizując ich historię trudno nie spoglądać na Atalantę i na Papu Gomeza z uśmiechem. Jest wielu kibiców, którzy się z tym nie zgodzą. Mieszkańcy Bergamo nie mają we Włoszech dobrej opinii i ten, kto był na wyjazdowym meczu w Bergamo raczej nie ma dobrych wspomnień. Podobnie jest z Gian Piero Gasperinim. Bazując na wywiadach i rozmowach z osobami, które miały okazję go poznać wydaje się bardzo niesympatycznym gościem. Odkładamy to na bok i skupiamy się na boisku. O sezonie Atalanty, czy Papu Gomeza nie ma sensu się rozpisywać. Minęło raptem kilka kolejek. Jedno możemy jednak stwierdzić – kapitan Atalanty jest jeszcze lepszą wersją samego siebie. Może będzie to porównanie karkołomne, ale Papu jest jak Robert Lewandowski – obaj będąc już po 30-tce (88 rocznik) z każdym kolejnym sezonem są lepsi. Robert mówił w jednym z wywiadów, że wciąż czuje drzemiące w nim rezerwy i ma przed sobą najlepszy rok w karierze. To samo można powiedzieć o Argentyńczyku. W rozmowie z magazynem "SportWeek" Gomez opowiadał o swojej sali do treningów, którą wybudował w Bergamo. Argentyńczyk uważa, że najważniejsze na boisku jest szybkie podejmowanie jak najlepszych decyzji i utrzymanie odpowiedniej koncentracji. Korzysta z nowatorskiej formy treningów, która łączy elementy wysiłku fizycznego z różnego rodzaju łamigłówkami, które musi - często na dużym zmęczeniu - rozwiązać. Tłumaczy, że pomaga mu to na boisku myśleć szybciej i widzieć jeszcze więcej.

Cztery gole i dwie asysty w Serie A, do tego gol w Lidze Mistrzów przeciwko Midtjylland. Nigdy Papu Gomez nie wszedł tak dobrze w nowy sezon. Warto dodać, że żadna z tych bramek nie była banalna. Przy dobrych wiatrach ma duże szanse na pobicie swojego rekordu, który na ten moment wynosi 16 ligowych bramek. Gole i asysty to jedna rzecz, ale istotniejszy jest wpływ na grę drużyny. Argentyńczyk, jak wielu ofensywnych piłkarzy, z biegiem lat jest przesuwany bliżej środka boiska. Za to jak gra Atalanta, w jakim rytmie buduje akcje odpowiada w dużej mierze jej kapitan. To bardziej rozgrywający, który potrafi zaatakować z głębi pola niż wysoko ustawiony skrzydłowy. W spotkaniu z Ajaxem po zejściu Gomeza Atalanta nie była w stanie płynnie rozgrywać akcji. Podobnie było w meczu z PSG, gdzie po kontuzji Papu wyglądało to jak czekanie na nadchodzący nieuchronnie wyrok.

Nigdzie piłkarze nie starzeją się tak dobrze jak we Włoszech. Wielu powie, że tempo gry nie jest tak mordercze jak w Premier League (no nie jest), ale wolimy myśleć, że wpływ ma na to kuchnia, słońce i włoskie podejście do życia. Dobrze, że Papu został w Bergamo i wciąż czaruje. Bez niego Atalanta i cała Serie A nie byłyby tak piękne.

PIOTR DUMANOWSKI
DOMINIK GUZIAK
ELEVEN SPORTS



OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 3 komentarze

AberTrainer | 30.10.2020 10:27

Papu i Lewy. Coraz głupsze te tytuły. To takie podobieństwo jak Crouch i Messi

wojojuve | 30.10.2020 11:03

Przeczytales artykul, czy tylko sam tytul?

ACFKrzysiek74 | 30.10.2020 13:29

Świetny tekst jak zawsze panów Dumanowski i Guziak.Pozdro od fana Violi.



seriea.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy