REKLAMA
REKLAMA

Zaskakujące historie na temat włoskiej piłki. Są polskie wątki

dodał: Przemysław Langier  |  źródło: SerieA.pl  |  11.10.2020 15:25
Zaskakujące historie na temat włoskiej piłki. Są polskie wątki

Wojciech Szczęsny  |  fot. Grzegorz Wajda

Nowy profil goal.pl na Facebooku!
Piłka nożna może być religią w Brazylii, może być całym życiem, jak dla kibiców w Anglii, ale nigdzie nie podchodzi się do niej tak emocjonalnie, jak we Włoszech. To tutaj nie ma nic dziwnego w dyskusji 60-letnich pań o kontuzji Nicolo Zaniolo, a wiedzę o różnicy między wahadłowym, a bocznym obrońcą wynosi się ze szkoły. To w Italii styl życia miesza się tak mocno z calcio, że pewne historie mogły wydarzyć się tylko tam, albo które mogą was zaskoczyć.

1.


Jakie macie skojarzenia, gdy pomyślicie o Andrei Pirlo? Maestro, człowiek z wielką klasą, prawdopodobnie fan opery. Facet, który bije po oczach siłą spokoju. Raczej nie kojarzy się z Playstation, prawda? A jednak. W swojej autobiografii opisuje, że na konsoli w czasach gry w Milanie potrafił spędzać całe dnie. "Pirlo kontra Nesta to klasyczny pojedynek w FIFA z czasów Milanello. Do ośrodka przyjeżdżaliśmy wcześnie, śniadanie o 9, a później zamykaliśmy się w naszym pokoju i korzystaliśmy z Playstation do 11. Później trening i powrót do gry aż do 16" - czytamy.

Nie pasuje do wizerunku Pirlo unoszącego kieliszek z dobrym winem, prawda?

2.


Fanem gier komputerowych, co akurat mniej zaskakujące, jest także Paul Pogba. Kilka lat temu, gdy Francuz był jeszcze piłkarzem Juventusu, jego kariera w Football Managerze odbiła się dość szerokim echem w realnym świecie. Wszystko zaczęło się, gdy podczas mistrzostw świata w Brazylii nagrywano filmik na youtubowy kanał francuskiej federacji. Przypadkowo kamera uchwyciła ekran komputera Pogby, który prowadził... Chelsea. Mało tego - w podstawowej jedenastce The Blues grał sam Pogba. To nakręciło ogromną falę spekulacji w Italii, a gazety rozpisywały się o chęci transfery "Il Polpo" na Wyspy. Pogba trafił w tym kontekście na okładki gazet, a do transferu do Premier League jakiś czas później faktycznie doszło, tylko że kontrakt podpisano w Manchesterze.

3.


We włoskiej piłce nigdy nie brakowało wyrazistych prezydentów klubów. Dziś przykładem jest choćby Aurelio de Laurentiis w Napoli, kiedyś regularnie głośno bywało o szefie Perugii, Luciano Gauccim. Gaucci potrafił kupić do drużyny syna libijskiego dyktatora Muammara al-Kaddafiego, próbował też przepchnąć pomysł zakontraktowania piłkarki, by grała w męskim zespole. Jednak najgłośniej o nim było w 2002 roku zaraz po jednym z meczów, które okryły hańbą mistrzostwa świata w Korei i Japonii. Koreańczycy, wyraźnie faworyzowani przez sędziego Byrona Moreno (swoją drogą skazanego dekadę później za przemyt narkotyków), wyeliminowali Włochów po golu Jung-Hwan Ahna, piłkarza Perugii, w dogrywce. I wtedy się zaczęło.

Gaucci udzielił wywiadu "La Gazetcie Dello Sport". - Ten człowiek nigdy już nie postawi stopy w Perugii. Akurat przeciwko Włochom zagrał swój najlepszy mecz na mistrzostwach. Jako nacjonalista nie mam zamiaru przechodzić bez konsekwencji obok tego wydarzenia. To był atak na włoską dumę i kraj, który dwa lata temu otworzył przed nim drzwi. Nie mam zamiaru płacić za usługi człowieka, który doprowadził calcio do ruiny" - powiedział. Później próbował przedstawiać sprawę w nieco innym świetle ("Nie chodziło o gola, mógł ich strzelić nawet dziesięć i spokojnie wracać do Perugii. Chodziło o to co powiedział - że Koreańczycy byli lepsi od Włochów. A to my jesteśmy piłkarskim narodem!"), ale zdania nie zmienił. Śmiało można powiedzieć, że Jung Hwan-Ahn najważniejszym golem w swojej karierze sprawił, że był to dla niego koniec w europejskim futbolu. Do Perugii nie wrócił, później próbował jeszcze sił w Metz i Duisburgu, ale wszędzie bez powodzenia. Na ostatnie lata kariery wrócił do Korei.

4.


Perugia jest bohaterem też innej historii, ale zabrania przez nią pewnego - wydawałoby się - mistrzostwa Juventusowi nie sposób opisać bez szerszego kontekstu.

"Ustawka na remis" jest dość mocno akceptowalną we Włoszech cyniczną pogardą. Od czasy do czasu po tego typu meczach prasa decyduje się nie wystawiać ocen za grę piłkarzom. Wszystkim przyznaje się wówczas sv - senza voto (bez oceny), ocenę zarezerwowaną normalnie dla zawodników, którzy zagrali na tyle krótko, że nie ma podstaw do określenia, jak wypadli. W takich przypadkach nie można niczego udowodnić, skoro nie zawarto żadnej formalnej umowy. Zakłady bukmacherskie często blokują zakłady albo w nieprawdopodobny sposób obniżają kurs na remis.

W ostatnich kolejkach często dochodzi do spotkań mocnych klubów, które nie walczą już o nic, z tymi słabymi grającymi o utrzymanie. Faworytami są w takich przypadkach oczywiście ci drudzy, ale to nawet nie "ustawka", a krótko mówiąc, nikt we Włoszech nie spodziewa się po wielkich klubach zbytniego zaangażowania. Niepotrzebne jest żadne porozumienie, dzieje się to naturalnie. Co więcej, ponadprzeciętny wysiłek i walka w tego typu meczach często postrzegane są wręcz za wykroczenie poza kanony włoskiego fair play. Niepotrzebne mitrężenie sił jest wręcz źle widziane.

Tak było choćby w sezonie 1998/99, gdy bezpieczna Bologna nie pozwoliła wygrać zagrożonej Sampdorii. Genujczycy spadli z Serie A, mimo że w barwach Bologny występował Gianluca Pagliuca, ich były bramkarz. W następnym sezonie oba kluby grały ze sobą w Genui mecz Pucharu Włoch, a ultrasi Sampdorii wyładowali całą złość na Pagliuce. Rzucono w niego nawet... metalowym kranem.

Tu dochodzimy do meczu Perugii z Juventusem w ostatniej kolejce sezonu 1999/2000. Bianconerim wystarczał jeden punkt do zapewnienia sobie mistrzostwa, tymczasem Perugia miała już zagwarantowane miejsce w Serie A w przyszłych rozgrywkach. Mimo to Gaucci zagroził piłkarzom, że wyrzuci ich z drużyny, jeśli będzie widział brak zaangażowania. W strugach deszczu Perugia wygrała 1:0, a Scudetto trafiło do Lazio. Od tamtej pory stosunki Juve i Perugii są wyjątkowo napięte. Jednym z obrońców gospodarzy był wówczas Marco Materazzi, który niebawem przeniósł się do Interu.

Dwa lata później ten właśnie Materazzi grał w Rzymie z Lazio o pierwsze od 15 lat mistrzostwo dla Interu. Nerazzuri zawiedli, przegrali 2:4, a kamery uchwyciły znajdującego się na skraju płaczu Materazziego, z którego ruchu ust wyraźnie można było odczytać: "Kur*a, przecież dzięki mnie wygraliście Scudetto!".

5.


W eliminacjach mistrzostw świata 2018 reprezentację przejął Giampiero Ventura i doprowadził Włochów do historycznej klęski. Kadra odpadła po barażach ze Szwecją, a na Półwyspie Apenińskim nikt nie mógł w to uwierzyć. Albo inaczej - wierzono, ponieważ każdy zdawał sobie sprawę, że Ventura do tak wielkiej drużyny zwyczajnie nie pasuje. Nawet nasz Bartosz Salamon opowiadał kiedyś, że z odpraw Ventury nikt nic nie rozumiał, mimo że ten starał się je skrupulatnie przygotowywać.

Odruchowe ścinanie trenera zawsze grozi uproszczeniem problemu, ale tutaj obserwowaliśmy przypadek skrajny, pod żadnym warunkiem nie do obrony. Zespołem kierował wyrobnik prowincjonalny, zachowujący się jak sabotażysta, przeciw któremu w decydującym momencie zbuntowali się nawet podwładni. W rewanżowym barażu ze Szwecją (Włosi przegrali pierwszy mecz 0:1) wezwany na rozgrzewkę Daniele de Rossi, czyli jeden z wybitnie zasłużonych weteranów, mistrz świata z 2006 roku, odmówił wykonania rozkazu, wskazując na Lorenzo Insigne i krzycząc do Ventury: "Po co, do chlery, mam wchodzić ja? Potrzebujemy zwycięstwa, nie remisu!". De Rossi na boisko nie wszedł, Włosi i tak odpadli, Insigne - będący wówczas w wybitnej formie - przesiedział cały mecz na ławce.

6.


Ta historia będzie o przesądach, których wśród piłkarzy grających we Włoszech nie brakuje. Jedną z nich w książce Piotra Dumanowskiego i Dominika Guziaka opowiedział Wojciech Szczęsny. Kostas Manolas jest wprawdzie Grekiem, ale już bardzo mocno związanym z Italią, gdzie gra siódmy sezon. Oddajemy głos polskiemu bramkarzowi:

"Adam Nawałka to chyba najbardziej przesądny człowiek, jakiego poznałem, ale nie uwierzycie, co wyczyniał Kostas Manolas. On od lat gra w tych samych majtkach. Takich zwykłych slipach, które są już dosłownie zjedzone przez mole. Tam gumka już ledwo się trzyma! Nawet nie pomyślałbyś, żeby tymi gaciami okno umyć, a on w tym gra! Same dziury, tu gdzieś jajo wystaje, tu jakaś szrama na tyłku z zeszłego tygodnia, a on gra tylko w tych majtkach! Mnie już od dawna nie ma w Romie i nie wierzę, że te majtki przetrwały, ale może jakoś je pozszywał?".

Manolas w 2019 roku przeniósł się do Napoli. Patrząc na wypowiedź Szczęsnego, można być pewnym, co w walizce przy przeprowadzce zajęło honorowe miejsce.

7.


Jeśli jesteś piłkarzem i chcesz się zabawić, nie mogłeś trafić lepiej niż do Włoch. W czasach, gdy w Polsce wypomną ci każdy wypad na piwo, czy - nie daj Boże - pizzę, w Italii skleją z tobą piątkę i tyle, żadnej afery.

- W "La Gazzetta Dello Sport" przez kilka lat zamieszczano specjalną rubrykę, która była hitem w każdej szatni Serie A - mówi Bartosz Salamon we wspomnianej wyżej książce. - Wysłannik gazety stacjonował w nocy pod dyskoteką w Mediolanie i relacjonował, kto z kim, w jakim stanie i do której imprezował. Nazywało się to chyba "Po piłce". W każdy poniedziałek siadaliśmy z kolegami i czytaliśmy. "Wczoraj w The Club albo w Hollywood był ten i ten, robił to i to". Była to czysta ciekawostka, nie przedstawiali tego w złym świetle, a kibice lubili o tym czytać. Cała Serie A imprezuje w Mediolanie. Jak w 2011 roku grałem w Brescii, mieliśmy fajną, młodą paczkę. Raz w miesiącu jechaliśmy do Mediolanu, bo w czwartki treningi były po południu. Pamiętam, gdy pierwszy raz pojawiłem się tam jako młody chłopak z Serie B, byłem w szoku. Patrzysz w jedną stronę, a tam Juan Cuadrado. Odwracasz się, a tam gracze Udinese. Z drugiej strony cały Milan i Juventus. Nie znałem wtedy realiów i byłem zaskoczony. Potem koledzy wytłumaczyli mi, że to normalne.

8.


Na koniec jeszcze jedna historia od Wojciecha Szczęsnego, choć nie związana z boiskiem, a bardziej ze stylem życia samych Włochów. Polak po transferze z Arsenalu do Romy zechciał mieć dom z basenem na dachu. Po poszukiwaniach znalazł odpowiedni lokal, którego właściciel obiecał, że w południe w każdy piątek pojawi się Luigi, by basen wyczyścić.

- W pierwszym tygodniu zamiast o 12, przyszedł o 15. Przed przeprowadzką do Włoch każdy mnie przygotowywał na tego typu sytuacje, więc nie byłem zaskoczony. Poprosiłem go bardzo grzecznie: "Słuchaj, proszę, żebyś następnym razem był w miarę na czas. Mam treningi o 15, moja żona często wyjeżdża, więc następnym razem jak pojawisz się trzy godziny spóźniony, nikogo nie będzie". Mija kolejny tydzień, nie ma go o 12, nie ma o 13. Myślałem naiwnie: może zapomniał. Nie zapomniał. Uznał po prostu, że skoro ma przychodzić punktualnie, to woli wcale się nie pojawiać. Nigdy go już nie spotkaliśmy. Po kilku tygodniach leżymy z Mariną w sypialni (nad którą był basen). "Co jest na suficie? Chyba jakiś zaciek". Pojawił się grzyb. Nie tylko w basenie, ale też na suficie w sypialni. Dzwoniłem do właściciela mówiąc, że woda jest zielona, że śmierdzi, a po Luigim słuch zaginął. Miał przysłać kogoś innego, ale domyślacie się, jak to się skończyło. Z basenu skorzystaliśmy może dwa razy.

***
Przy tworzeniu tekstu korzystałem z książek Johna Foota "Calcio" oraz Piotra Dumanowskiego i Dominika Guziaka "W krainie piłkarskich bogów. O Polakach w Serie A".
OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 3 komentarze

Gazza | 11.10.2020 12:34

Pan redaktor może woli facetów skoro w tytule pisze o majtkach Manolasa czy wiglach Wojtka w Basenie...

xxBANGxx | 11.10.2020 14:12

Majtki Manolasa, lol. Grubo, grubo.

LU_ | 11.10.2020 17:12

Odnośnie punktu 4 - w sezonie 1998-99 G.Pagliuca grał jeszcze w Interze.



seriea.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy